9 listopada 2012

23. Dobre intencje


„Nic, co ludzkie, nie jest wolne od trosk”.
Symonides z Keos

~*~

  - Nic! Zero! Nawet żadnej wzmianki!
      Rozgniewana i rozczarowana rzuciłam swoją szkolną torbę na środek stołu, gdzie Harry właśnie jadł obiad. Dosłownie w ostatniej chwili zdążył odsunąć swój talerz, ale nie miałam najmniejszego zamiaru się tym przejmować. Szkolna biblioteka po raz pierwszy naprawdę mnie rozczarowała.
     Wybraniec rzucił mi zaskoczone spojrzenie.
 - O czym ty mówisz, Hermiono? – zapytał, odkładając widelec na bok.
 - Jak to o czym, o horkruksach – wyjaśniłam. – Niczego o nich nie znalazłam, a szukałam dosłownie wszędzie, nawet w Dziale Ksiąg Zakazanych. Och, przepraszam, tylko w jednym tomie natknęłam się na tą nazwę… napisali tam, że nie będą o nich mówić.
     Westchnął i przetarł bliznę na swoim czole.
  - Miałaś rację – szepnął, nachylając się w moim kierunku. – Po wczorajszych eliksirach zostałem dłużej w klasie, żeby zapytać Slughorna o to prawdziwe wspomnienie. Strasznie się zdenerwował, powiedział, że nic nie wie o żadnych horkruksach. Wiedział, że przysłał mnie Dumbledore. To faktycznie nie będzie takie łatwe, jak przewidywałem.
      Starałam się powstrzymać tryumfalny uśmiech, który cisnął mi się na usta.
  - To musi być naprawdę bardzo zaawansowana czarna magia, Harry.
      Rozejrzał się bezradnie w obie strony, jakby to mogło mu w czymś pomóc. Siedząca przy końcu stołu Romilda Vane pomachała w jego kierunku ręką, chichocząc do swoich przyjaciółek. Brwi Gryfona podjechały wysoko do góry, a ja prychnęłam jak rozjuszona kotka, kręcąc głową na boki. W tej samej chwili podeszła do nas Ginny.
  - Na twoim miejscu bym uważała – powiedziała, zwracając się do Harry’ego, i siadając po mojej lewej stronie. – Dość modny w tym sezonie stał się eliksir miłosny. To wszystko przez Freda i George’a, nie powinni tego sprzedawać…
  - Nie mam pojęcia, o co im chodzi. – Wzruszył ramionami.
  - Daj spokój, Harry, przecież to takie oczywiste – wyjaśniłam. – Lecą na ciebie, bo myślą, że jesteś Wybrańcem. Wiesz, okazuje się, że cały poprzedni rok mówiłeś prawdę.
      Wydawał się tym równie zażenowany, co ja i Ruda.
      Podniosłam ze stołu swoją torbę i wrzuciłam ją pod nogi. W tym samym momencie, w którym sięgnęłam po półmisek z gulaszem, siedząca po drugiej stronie stołu Lavender wstała i nie przejmując się towarzystwem Parvati, Seamusa i Neville’a, przyssała się do ust Ronalda.
  - Jednak odechciało mi się jeść – stwierdziłam, odsuwając od siebie talerz. Ginny westchnęła, rzucając mi rozbawione spojrzenie, a Harry zaśmiał się cicho.
      Chwilę później, kiedy panna Brown zniknęła w drzwiach Wielkiej Sali, podszedł do nas Ron we własnej osobie i opadł ciężko na miejsce obok zielonookiego.
  - Fajnie, że wpadłeś – odezwał się Wybraniec. – Jak tam twoja miłość?
      Weasley nie miał zbyt zadowolonej miny, ale nie dał tego po sobie poznać. Miałam wrażenie, że prędzej wypiłby całą beczkę syropu z czyrakobulw niż przyznał się przed swoją siostrą, że jego związek jest kompletną porażką. Cóż, grunt to trzymać fason.
  - Bardzo dobrze – odparł. – Teraz właśnie idzie do dormitorium i myśli o mnie.
  - Jak to co zwykle, to się tak nie ciesz – skomentowała po cichu Ginny, wywołując tym samym na moich i Harry’ego ustach szeroki uśmiech.
      Moje stosunki z Ronaldem trochę się w ostatnich dniach poprawiły, ale pomimo tego nadal były wyjątkowo chłodne. Zwracaliśmy się do siebie z przesadzoną uprzejmością, co bardzo denerwowało Harry’ego. Osobiście nie miałam pojęcia, jak potoczy się dalej nasza znajomość. Wiedziałam tylko, że dopóki nie usłyszę zasłużonych przeprosin od Weasleya, z mojej strony nie ma co liczyć na ciepłe i przyjazne relacje.
      Wypowiedziane przez niego słowa, choć od tego czasu minęło ładnych kilka tygodni, wciąż mnie bolały i wywoływały niechciane drżenie rzęs. Na szczęście w ostatnich dniach nie poświęcałam temu zbyt wiele czasu. W myślach miejsce było tylko dla Malfoya.
  - No, więc masz już jakiś pomysł, jak podejść Slughorna? – zapytał Ron.
      Rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie, które od razu zrozumiał. Wybraniec wybrnął z sytuacji wzruszając ramionami, ale spostrzegawcze oczy Rudej przesuwały się po kolei po twarzy każdego z nas, dokładnie je lustrując.
  - Dobra, Ginny, spadaj stąd – powiedział Ronald, dość dobitnie sugerując siostrze, żeby po prostu sobie poszła. – Dorośli muszą poważnie porozmawiać.
      Popatrzyła najpierw na mnie, a potem na Harry’ego, jakby do końca miała nadzieję, że któreś z nas się za nią wstawi. Spotkało ją jednak niemiłe rozczarowanie, bo nikt się więcej nie odezwał. Wstała, nie próbując nawet ukrywać złości, odrzuciła na plecy swoje długie włosy i ruszyła przed siebie, by usiąść przy końcu stołu, obok Deana Thomasa i Demelzy. Obserwowałam uważnie, jak Harry odprowadza ją wzrokiem, po czym skrzywia się lekko, gdy Ruda cmoknęła swojego chłopaka w usta.
  - No, to masz już jakiś plan? – zapytał ponownie Ron, niczego nie zauważając. Mężczyźni.
  - Nie – odparł szybko Wybraniec. – Muszę chyba próbować do skutku, póki nie wymyślę czegoś lepszego. Obawiam się tylko, że Slughorn będzie mnie teraz unikał.
  - To całkiem możliwe, biorąc pod uwagę fakt, że tak zareagował, to…
     Wcale ich nie słuchałam. Ponad ramieniem Harry’ego właśnie zauważyłam postać Dracona Malfoya, siedzącego jak gdyby nigdy nic przy stole Slytherinu, obok Zabiniego, Crabbe’a i Goyle’a. Ucieszyłam się, gdy nie dostrzegłam w ich towarzystwie Pansy Parkinson. Malfoy wydawał się myśleć nad czymś gorączkowo, po czym podniósł wzrok i spojrzał prosto na mnie. Zamarłam, czując na plecach przyjemny dreszcz.
      Nie wiem, ile mogło to trwać. Żadne z nas nie odwróciło wzroku. Minęło kilka sekund – a może było to kilka godzin – aż Ślizgon podniósł się z miejsca i, szepcząc wcześniej coś Zabiniemu na ucho, ruszył w stronę wyjścia z Wielkiej Sali. Odprowadziłam go spojrzeniem.
  - Hermiono? – Głos Rona doszedł do mnie jakby z daleka. – Halo, jesteś z nami? Na kogo się tak zapatrzyłaś, co? – Odwrócił się, wędrując za moim wzrokiem. Całą sobą powstrzymałam się, żeby nie spłonąć rumieńcem. Podłożyłam rękę pod brodę, udając, że zachłannie nad czymś myślę. – Daj spokój, Malfoy? – Brwi Weasleya podjechały wysoko do góry.
  - Harry, dużo myślałam o tym, co mi powiedziałeś – zwróciłam się do Wybrańca, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. – Wiesz, o Malfoyu… O tym, że jest śmierciożercą.
  - Chyba się zgadzamy, że to mało prawdopodobne? – wtrącił Ron. Westchnęłam teatralnie.
  - Właśnie nie. Uważam, że Harry może mieć trochę racji.
      Wybraniec wyprostował się na krześle, a kąciki jego ust podjechały do góry, układając się w delikatny uśmiech. Ron wydawał się nieco zaskoczony tym nagłym wyznaniem; oparł łokcie na stole i zmrużył trochę oczy, dokładnie mi się przyglądając.
      Dużo myślałam o tym, co ostatnio powiedział mi Draco i stwierdziłam, że miał rację. Jeśli przez cały czas bym go broniła, w końcu ktoś nabrałby podejrzeń co do naszych relacji, a ja sama musiałam przyznać, że niektóre wydarzenia z udziałem Ślizgona były co najmniej dziwne. Postanowiłam więc wykorzystać sytuację i trochę podsycić wyobraźnię przyjaciół, robiąc to na tyle precyzyjnie, bym ja mogła spać spokojnie, a oni za bardzo nie zaczęli się ekscytować i węszyć dalej. Wymagało to z mojej strony kilku kłamstw… znów.
  - A więc słuchamy – odezwał Ron. Wzięłam głęboki oddech.
  - Zacznijmy od sklepu Borgina i Burkesa – powiedziałam. – Nie, wciąż nie uważam, że Malfoy kupił tam zaklęty naszyjnik. Przypomniałam sobie jednak, że wspomniał o kimś, pamiętacie? Fenrir Greyback, ten wilkołak. Malfoy straszył nim sprzedawcę.
  - Lupin wspomniał mi o nim podczas świąt – wtrącił Harry. – To on go ugryzł… Jest najbardziej dzikim spośród żyjących wilkołaków i wiadomo, że popiera Voldemorta. On pozwala im gryźć kogo popadnie i kąsać nawet małe dzieci…
      Nie krył obrzydzenia, a i ja skrzywiłam się z wyraźną odrazą.
  - No więc… To mogła być oczywiście groźba bez pokrycia – kontynuowałam. – Ale nie musiała. Z tego by wynikało, że Malfoy ma dobry kontakt ze śmierciożercami… co nas, oczywiście, nie może dziwić, skoro sam jego ojciec nim jest. Lecz jeśli straszył Burkesa Greybackiem, i on faktycznie się tym przejął, to daje już powód do zastanowienia.
      Ron zmrużył oczy, intensywnie nad tym myśląc, a Harry kiwnął głową, przyznając mi rację. To jego reakcji obawiałam się najbardziej, ale miałam plan, jak w razie czego ostudzić jego entuzjazm. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić dalej, wyginając pod stołem palce ze zdenerwowania. Miałam nadzieję, że tego nie dostrzegą.
  - Później ta klęska w Ministerstwie Magii. – Zauważyłam, jak Wybraniec spuścił wzrok. Domyśliłam się, że wydarzenia z końca piątej klasy wciąż bardzo przeżywa, szczególnie śmierć Syriusza, jego chrzestnego ojca. – Wiemy doskonale, jak Voldemort się wściekł, kiedy nie udało mu się uzyskać przepowiedni. Może Harry ma rację, że się… zemścił.
  - Lucjusz Malfoy został zesłany do Azkabanu – wtrącił Ron.
  - I dlatego Voldemort zrobił Dracona śmierciożercą – wyjaśnił zielonooki przyciszonym głosem, upewniając się, że nikt nie podsłuchuje. – To wszystko ma sens.
  - Nie, Harry, tu nic nie ma sensu – odezwałam się. – Jeśli jest tak, jak mówisz, i Czarny Pan dał Malfoyowi jakieś zadanie, to musiałby wiedzieć, że temu nie podoła. Na Merlina, on wciąż jest w szkole, ma szesnaście lat.
  - A więc ja nie rozumiem – szepnął Ron. – Dlaczego miałby dawać mu coś do zrobienia, skoro doskonale wie, że mu się to nie uda? Jakoś mi to nie pasuje do tego gościa.
  - Dziwne, prawda? Ale tutaj właśnie na scenę wkracza Snape.
      Poczułam na sobie dwie pary oczu, wpatrujące się we mnie przenikliwie.
  - Uważam podobnie jak Lupin i pan Weasley – wyjaśniłam szybko. – Snape pomaga Malfoyowi na prośbę Dumbledore’a, przecież od zawsze jest podwójnym agentem. Voldemort mu ufa. I myślę, że Dumbledore wie o wszystkim, co się dzieje, i o całym tym planie. Wydaje mi się, że Snape chce… chronić Malfoya. Wiecie, to może być coś w rodzaju sprawdzenia: Czarny Pan chce przekonać się, że Ślizgon jest gotowy. – Urwałam na chwilę. – Co nie zmienia faktu, że nie powinniśmy się tym zajmować. Ty, Harry, musisz skupić się na tym wspomnieniu Slughorna. Widocznie to bardzo ważne, byś je poznał.
      Podniosłam wzrok i dokładnie się im przyjrzałam. Rona moja teoria zdawała się nie bardzo przekonywać, za to Wybraniec wyraźnie nabrał co do mnie zaufania. Uśmiechnęłam się do niego ciepło, chcąc tym samym pokazać, że cały czas może na mnie liczyć.
  - Może masz rację – powiedział. – Może powinniśmy to zostawić. – Zrobił krótką pauzę. – Ale wciąż mnie zastanawia, kto, jeśli nie Malfoy, dał naszyjnik Katie Bell i przysłał do szkoły dementorów. On mi jakoś do tego pasuje. Znika gdzieś… A jeśli to jest częścią tego planu?
  - Jeśli tak jest, to Dumbledore o wszystkim wie – odparłam, zaciskając pod stołem ręce w pięści, jakbym się bała, że ta rozmowa za moment wymknie się spod mojej kontroli. – I jestem pewna, że nie pozwoli, by komukolwiek stała się krzywda. Też długo nad tym myślałam, ale Malfoya nie było w Hogsmeade, Harry. A podczas ataku dementorów sami mówiliście, że był w Wielkiej Sali. Jak miałby znaleźć się w dwóch miejscach jednocześnie?
      Westchnął i znów z roztargnienia potarł bliznę na czole.
  - Obiecaj mi, że nie będziesz się tym zajmował – zwróciłam się do niego otwarcie, patrząc mu w oczy. – Że zajmiesz się wspomnieniem Slughorna o horkruksach, Harry.
      Skinął głową, a ja odetchnęłam głęboko. Wydawało się, że wszystko udało się tak, jak to sobie zaplanowałam: dałam Ślizgonowi trochę czasu, na… no właśnie, na co?
      Za niespełna dwa tygodnie eliksir, dojrzewający obecnie na siódmym piętrze, będzie gotowy. Czy właśnie wtedy poznam prawdę i wszystkie sekrety Malfoya? Czy zasłużyłam na jego zaufanie, czy może każde z nas odejdzie w zupełnie różne strony, tak, jak to było do tej pory? Przecież byliśmy dwoma przeciwieństwami, od zawsze się wykluczaliśmy…
  - Idziesz, czy zostajesz? – Dotarł do mnie głos Rona.
  - Co? Och… przepraszam, zamyśliłam się. – Rozglądnęłam się dookoła, poszukując swojej szkolnej torby. – Idźcie sami, ja zajrzę jeszcze do biblioteki. Zobaczymy się na zaklęciach.
      Odprowadziłam ich wzrokiem do wyjścia, po czym sama zaczęłam podnosić się z miejsca, wcale nie myśląc o tym, co robię. Z całą to sprawą, w której brałam udział, było jak z wejściem w nieznany las: im bardziej się w niego zagłębiasz, tym trudniej go opuścić. Teraz właściwie nie miałam wyjścia, musiałam doprowadzić rozpoczęte sprawy do końca.
      Reszta należała do Dracona Malfoya.
      Wyszłam z Wielkiej Sali, wcale nie mając zamiaru udać się do biblioteki. Potrzebowałam trochę spokoju, samotności, jednocześnie usilnie pragnąc nie być sama. Ukryte uczucia, które się we mnie kłębiły, nie pozwalały mi normalnie funkcjonować. Z jednej strony chciałam walczyć, wciąż się starać, z drugiej ogarniało mnie przekonanie, że zrobiłam już wszystko, co mogłam. W miarę możliwości wykorzystałam szanse, które dawał mi los. Nie żałowałam niczego, co stało się w moim życiu od końca września, nawet jeśli całe to szaleństwo odbywało się kosztem przyjaźni i tych ludzi, których tak uwielbiam.
      To uczucie było tego warte. On był tego warty.
      Po raz pierwszy w swoim życiu prawdziwie czułam, czym jest miłość. Nie wygląda to tak, jak w mugolskich, tanich romansidłach albo bajkach dla dzieci: książę nie zawsze jest dobry i nieskalany, a księżniczka nie zawsze jest piękna i doskonała. Prawdziwe uczucie tak naprawdę każdemu smakuje inaczej. Ten dreszcz, gdy go widzisz, przyspieszone bicie serca, gdy słyszysz ten głos… Tęsknota za tym dotykiem, od którego wciąż miękną mi kolana i przenikliwy wzrok tych szarych oczu, w które mogłabym patrzeć do końca życia.
      Nie wiedziałam wtedy, co planuje dla mnie przyszłość. Za chwilę szczęścia z tym człowiekiem byłam gotowa oddać naprawdę wiele, chociaż wcale nie byłam pewna jego uczuć. Mógł zostawić mnie z niczym, odejść niczym powiew jesiennego wiatru, cicho i niezauważalnie. Mógł zapomnieć, że mu pomogłam, nie wywiązać się z naszej obietnicy i zacząć żyć po swojemu, z daleka ode mnie i moich złudzeń, które co wieczór tuliły mnie do snu. Mógł… Dlaczego więc podświadomie byłam pewna, że tego nie zrobi?
  - Granger. – Przyciszony głos wyrwał mnie z zadumy. – Możemy porozmawiać?
      Zatrzymałam się w miejscu, a ręka instynktownie powędrowała w kierunku ukrytej za pazuchą różdżki. Spojrzałam w oczy Blaise’a Zabiniego, który wychylał głowę z jednej z nieużywanych klas, i nie potrafiłam ukryć złości na jego widok.
  - Czego ode mnie chcesz? – syknęłam, a w moim tonie trudno się było dopatrzeć radości na jego widok i przyjaznych stosunków. Wciąż pamiętałam, jak mnie potraktował.
  - Nie mam zamiaru robić ci krzywdy – uprzedził. – Wejdziesz?
      Rozejrzałam się w prawo i lewo, ale korytarz drugiego piętra był zupełnie pusty. Nie wiem, co mną kierowało, ale zdecydowałam się wysłuchać, co Zabini ma do powiedzenia. Przecisnęłam się przez wejście i zamknęłam za sobą drzwi, ale stanęłam tuż przed nimi, zakładając ręce na piersi i patrząc wymownie na Ślizgona.
      Wydawał się zupełnie rozluźniony i pewny siebie. Ręce trzymał wzdłuż ciała, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że nie ma ochoty wyciągać różdżki. Zachował bezpieczną odległość, dającą mi mały komfort złudnego bezpieczeństwa, ale to mi wystarczało. Nawet, gdyby miał zamiar mnie zaatakować, wiedziałam, że tym razem nie dam się tak łatwo podejść.
  - Czy Malfoy wie, że tutaj jesteś? – zapytałam na wstępie.
  - Nie – odparł, uśmiechając się lekko. – I nie musi wiedzieć. To może być taka nasza mała tajemnica, co ty na to, Granger? Uwierz, nie mam złych intencji.
      Nie odpowiedziałam, bo jakoś trudno mi było dać wiarę jego słowom.
  - Ostatnio jakoś nie zależało ci na przyjaznych stosunkach – wspomniałam, nie bez nutki goryczy w głosie. Jednocześnie próbowałam zgadnąć, jaki jest cel tej całej rozmowy.
  - Źle to wyszło – rzekł. – Po prostu ci nie ufałem.
  - Akurat ty nie musisz mi ani odrobinę ufać. Malfoyowi pomagam, nie tobie.
      Lustrował mnie nieodgadnionym spojrzeniem, ale nie odwróciłam wzroku. Być może zaimponowałam mu zaciętością i stanowczością, a może nie tego się spodziewał.
  - Jesteś wobec niego bardzo lojalna, Granger.
      Uśmiechnął się lekko, dokładnie mi się przypatrując. Domyśliłam się, że Zabini próbuje odgadnąć moje intencje, ale nie miałam zamiaru mu tego ułatwiać. Poczułam dziwny przypływ dumy po jego ostatnich słowach i ze zdziwieniem doszło do mnie, że wcale się go nie boję, chociaż przecież sama się przekonałam, że jest nieobliczalny i groźny.
      Jednak jego nagła propozycja pojednania się i brak jakichkolwiek konkretów w tym temacie powoli zaczynały mnie nużyć. Westchnęłam teatralnie.
  - To wszystko, co masz mi do powiedzenia? – rzuciłam, nie komentując jego poprzedniej wypowiedzi. – Zwykłe marnowanie mojego cennego czasu.
      Odwróciłam się i chwyciłam za klamkę, ale w tym samym momencie dobiegł mnie zza pleców podniesiony głos Zabiniego.
  - Poczekaj! – krzyknął. Zmierzyłam go spojrzeniem. – Granger, po co ze sobą walczyć? Gramy przecież po tej samej stronie, prawda? Oboje chcemy pomóc Draconowi. Nie sądzisz, że razem możemy zrobić dla niego więcej niż osobno?
      Próbowałam wyłapać w jego mimice jakiekolwiek oznaki oszustwa, ale twarz miał wciąż nieodgadnioną, niczego nie potrafiłam z niej wyczytać. Zmrużyłam oczy. Faktycznie, jego słowa miały sens, ale po tych różnych atrakcjach, jakie spotkały mnie ze strony tego Ślizgona, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to wszystko nie jest tak piękne, na jakie wygląda.
  - Czego ode mnie chcesz, Zabini? – zapytałam.
      Czy Malfoy nie kazał mu się trzymać ode mnie z daleka? Przecież wtedy, po świętach, kiedy podsłuchałam ich rozmowę w pokoju wspólnym Slytherinu, dał mu do zrozumienia, żeby nie wtrącał się pomiędzy nasze relacje. A może zmienił zdanie?
  - Mam dobre intencje, Granger. – Położył prawą rękę na piersi, jakby przysięgał. – Możemy współpracować. Ty wiesz coś, czego nie wiem ja, a ja wiem coś, czego nie wiesz ty. Kiedy połączymy siły, znajdziemy sposób, jak wspólnie pomóc Draconowi.
  - Więc dlaczego mu tego nie zaproponowałeś?
      Wcale się nie zmieszał. Blaise Zabini był świetnym aktorem.
  - Draco podchodzi do sprawy trochę zbyt emocjonalnie, a przez to zupełnie niepraktycznie – wyjaśnił. – Uważa, że im mniej osób wie, tym lepiej. I przez takie podejście wszystko musi robić sam. Nikogo nie wtajemnicza w swoje zamiary i plany, przez co prawie nie daje sobie z tym rady. – Przerwał na chwilę. – Widziałaś, jak ostatnio zmizerniał? Schudł, zbladł…
      Dobry ruch, pomyślałam. Gra na emocjach. Ale jeśli Zabini myślał, że Malfoy „nikogo nie wtajemnicza w swoje zamiary”, to z pewnością nie wiedział o istnieniu Ester.
  - Nie pomyślałeś nigdy, że ma ku temu swoje powody?
  - Daj spokój, Granger. – Uśmiechnął się krzywo. – Nie ciekawi cię, po co dzieje się to wszystko? Dlaczego Draco poprosił o pomoc właśnie ciebie? Co to za sekrety?
      Czy mnie ciekawiło? Ach, przecież ja cały czas o tym myślałam! Pytania wciąż krążyły w mojej głowie, niczym wygłodzone sępy nad swoją ofiarą, a odpowiedzi nie przychodziły znikąd. Prawdę chciałam jednak poznać od samego Malfoya, a nie z drugiej ręki.
  - Dowiem się w swoim czasie – odpowiedziałam twardo. Zaśmiał się.
  - Tak ci powiedział? – zadrwił. – Spójrz prawdzie w oczy, Granger. Kiedy będzie już po wszystkim, kiedy zrobisz, co do ciebie należy, Draco odejdzie jak cień, pozostawiając cię z całkowitym mętlikiem. Chyba nie pomyślałaś, że nagle zacznie ci się zwierzać, co?
      Nie dałam po sobie poznać, że dotknęły mnie te słowa. Opis Zabiniego idealnie pasował do Malfoya, którego znałam i nienawidziłam przez pięć ubiegłych lat.
  - Mamy umowę – odparłam, nie pozwalając, by głos mi zadrżał.
  - Doprawdy? Ciekawe jaką. Obiecał ci złote góry, czy może bardziej przyziemnie, stos galeonów? A może jakieś przekręty w papierach dotyczące czystości krwi?
      Poczułam, jak ogarnia mnie złość. Nici z przyjaznych stosunków.
  - To nie jest twoja sprawa – wycedziłam.
  - I uwierzyłaś mu, Granger? Że dotrzyma słowa? Jeśli tak, to jesteś bardzo naiwna.
      Pokręcił głową na boki, wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Mnie nie było za bardzo do śmiechu. Udawałam silną i stanowczą, a w rzeczywistości w środku rozpadałam się na kawałki ogarnięta niechcianymi wątpliwościami, które zrodziły się po słowach Zabiniego.
  - Chyba nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia – powiedziałam.
      Nacisnęłam klamkę i wyszłam na zimny korytarz.
  - Draco wie, jak wybierać sobie pomocników – usłyszałam z jego ust, nim zatrzasnęłam za sobą drzwi komnaty.

_________________________
Nowy wygląd zawdzięczam Rowindale z Malach-Tow, której raz jeszcze ślicznie dziękuję!

Dziękuję też czarnoczarnej, która zrobiła mi wspaniałą niespodziankę i wykonała cudowną reklamę tego bloga. Zapraszam serdecznie do obejrzenia filmiku znajdującego się poniżej!
Reklama będzie cały czas dostępna w zakładce "Dodatki". 


(Trochę wariują napisy, normalnie wyświetlają się dłużej, ale to nic).

21 komentarzy:

  1. Ach, jestem dziś pierwsza, zwolniłam się ze szkoły, lecę czytać <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - nie było Dracona. Ja wiem, że nie jesteś w stanie go wcisnąć w każdym rozdziale, chociaż ja bym tego bardzo chciała, no ale to jestem w stanie wybaczyć.
      Po drugie - Hermiona rozgrywa to taktycznie, i dobrze.
      Po trzebie - Zabini. No jak ja go nie lubię. On wyraźnie coś kombinuje i zastanawiam się tylko: dlaczego Draco mu ufa? Nie widzi, że ten wyraźnie coś kręci?

      Po czwarte - śliczny szablon. Gapię się cały czas i gapię na świetny nagłówek, i te jesienne, ciepłe barwy - poezja.
      Po piąte - czuję, że ten eliksir już bliskooo :)

      Usuń
  2. Jak widzę, nowy wygląd ^^. Może niespecjalnie mi się podoba, bo to nie do końca mój gust (nie lubię grafiki z malach-tow), ale brąz wygląda całkiem, całkiem, stosownie do pory roku.
    Rozdział nie miał w sobie jakoś dużo akcji, ale i tak mi się spodobał, choćby dlatego, że był bardzo dobrze napisany. Troszkę mi tu brakowało Malfoya, no ale nie da się go wcisnąć wszędzie, więc jest spoko ^^. Zresztą rozdziały przejściowe też są potrzebne.
    Widzę, że u ciebie stosunki Hermiony i Rona minimalnie poprawiły się nieco wcześniej, czyżby dlatego, że Granger, zadurzona w Malfoyu, nie jest już o niego tak bardzo zazdrosna jak w kanonicznej wersji? To tylko takie moje przypuszczenia ^^.
    Bardzo zaskoczyło mnie spotkanie z Blaisem. Czyżby coś kręcił? Na początku taki podły dla Hermiony, a teraz nagle chce z nią współpracować i gada z nią w jakiejś pustej klasie. Jak dla mnie, on ewidentnie coś kombinuje, gdyż wątpię, żeby zmienił zdanie co do Hermiony i pewnie nadal uważa ją za byle szlamę.
    Ale dobrze, że Hermi nie uległa mu i pokazała charakter ^^. To w niej lubię, że jest taka trochę uparta i zawsze wierna swoim ideałom. Mam tu na myśli zarówno wersję z kanonu, jak i twoją, bo twoja w sumie nie odbiega wiele, aczkolwiek ukazujesz ją bardziej po swojemu. Lubię w twoich postaciach do, że dorzucasz do nich coś od siebie.
    No i styl jak zwykle świetny ^^. Ech, znowu ci słodzę, no ale tu nie ma się czego czepiać, naprawdę masz talent do pisania i żałuję, że na blogu o Huncwotach masz już tyle rozdziałów, bo też bym chętnie poczytała ;P. Dobrze, że chociaż tu mogę śledzić od początku.
    Chciałabym też kiedyś umieć tak dobrze pisać ^^. Oczywiście czekam na kolejny, bo jestem bardzo ciekawa, co się będzie działo ;)).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy ten nowy szablon, zwłaszcza podoba mi się odcień :) Już myślałam, że ten głos, który wyrwał ją z zamyśleń to był Malfoy, ale jednak nie. No cóż, zaintrygowała mnie ta rozmowa z Zabinim. Wydaje mi się to bardzo podejrzane, biorąc pod uwagę, że przecież ostatnio ją zaatakował, a i podczas rozmowy z Malfoy'em w dormitorium nie wyrażał się o niej jakoś tak szczególnie przychylnie. Widzę, że Hermiona zmieniła taktykę i zdecydowała się troszkę jednak oczernić Ślizgona i uważam, że poszło jej całkiem nieźle. Przynajmniej usatysfakcjonowała Harrego, a co do Rona, no cóż, chciałabym, aby już wreszcie ją przeprosił.
    Nie mogę się doczekać kiedy eliksir będzie gotowy ^^
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładny nowy szablon, chociaż ta czerwień ust wydaje mi się trochę przesadzona.

    Hermiona dobrze sobie poradziła z Harrym... Chociaż nieco dziwi mnie, że nie waha się ani trochę, a przecież to jej najlepszy przyjaciel, z którym wiele przeszła. Wydaje mi się, że zdradzanie takiej osoby powinno wywołać więcej wątpliwości.
    Też sądziłam, że to Malfoy woła Hermionę i fakt, że to jednak Zabini, nieco mnie zdziwił. Tak jak jego zachowanie. Jest podejrzany jak wszyscy diabli i bardzo dobrze, że Hermiona mu nie uwierzyła.
    Faktycznie Malfoy umie dobierać sobie pomocników, w końcu Hermiona jest absolutnie lojalna wobec niego ;)
    Hm, ciekawe co będzie, gdy eliksir będzie gotowy.

    Taka uwaga:
    "po czym skrzywia się lekko" - hm, może "krzywi"?

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie musisz dziękować, dla mnie to naprawdę była sama przyjemność <3

    Jak widzisz jestem tu, cztery godziny po premierze, najszybciej jak mogłam, i piszę komentarz drugi raz, bo pod koniec pisania pierwszego przeglądarka mi się wyłączyła :D
    Co do tego rozdziału: dużo opisywania przeżyć wewnętrznych Hermiony. Bardzo lubię w Twoim opowiadaniu to, że mimo że piszesz w narracji pierwszoosobowej, gdzie takich opisów z zasady jest dużo, to nigdy nie przestaje to być ciekawe i ładnie ujęte.
    Nie ufam WCALE temu Zabiniemu. I cieszę się, że Hermiona też nie. Jakoś wątpię żeby jego spotkanie z nią było w interesie Dracona.

    Poza tym muszę dodać, że rzeczywiście jest tu pięknie ;3

    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. O, zwiastun, ale sympatycznie! :) A szablon widziałam już wczoraj, bardzo ładny, aczkolwiek ten czerwony całus chyba trochę za bardzo się "wyrywa" z nagłówka, jakby stanowił najważniejszy jego fragment. Aczkolwiek de gustibus itd. ;)

    No dobra, mamy zatem rozdział przejściowy z przyspieszeniem na końcu, bo z propozycją Zabiniego. Ja bym mu nie ufała i dobrze, że Hermiona też tak myśli. Koleś jest po prostu okropny i chyba leży mu na wątrobie, że Draco darzy Hermionę takim zaufaniem, jakiego nie przejawia w stosunku do niego (Blaise'a)!

    Aha, jeszcze to nawiązanie do mugolskiego romansidła, do księżniczki i księcia mnie zachwyciło, bo poniekąd skojarzyło mi się z moim opowiadaniem Une Crime Parfait. :D No i nie wiesz, jak bardzo się ucieszyłam, widząc, że napomknęłaś o Seamusie! :D

    Błąd wyłowiłam tylko jeden: w "natknęłam się na tą nazwę" powinno być "tę".

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    OdpowiedzUsuń
  8. Komentarz będzie króciutki, ale jutro muszę wstać o szóstej, a nie mogłam się powstrzymać od przeczytania ;)
    Więc tak, super opisy myśli Hermiony, bardzo fajnie rozegrała sprawę z Harry'm i Ronem. Propozycja Blaise'a śmierdzi mi na kilometr, a w dodatku Hermiona będzie się pewnie teraz gryzla jego ostatnimi słowami.
    P.S. Czy forma "rozglądnęłam" na pewno jest poprawna?

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo przyjemny zwiastun ;) Szablon też mi się podoba, chociaż ostatnio jestem nastawiona na minimalizm ;)
    Kolejne świetnie wplecione wątki z książki - niesamowicie podoba mi się to, jak przedstawiłaś wątpliwości Hermiony jednocześnie relacjonując tę scenę. Ukłony.
    Propozycja Blaise'a jest zdecydowanie podejrzana i cieszę się, że Granger tak dobrze potrafiła rozszyfrować jego intencję i informacje przekazywane mimowolnie przez ciało - miło było czytać ten opis, bo sama zwracam na te reakcje dużą uwagę.
    Lojalność. Miona pośrednio wybrała stronę, po której staje. Chroni swoich przyjaciół przed prawdą, która mogłaby ich zranić, a jednocześnie staje murem za Malfoyem, gdy tak naprawdę nie wie, czego może od niego oczekiwać.
    Nie zapominasz o wątkach pobocznych - zaznaczone zarówno relacjo Rona i Lavender jak i Dean/Ginny/Harry, co mnie bardzo cieszy ;)

    Nie wiem, nad czym więcej mogę się rozpływać, więc pozwolę sobie ucałować na koniec <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, na wstępnie chciałabym powiedzieć, że na blogu pojawił się bardzo ładny i schludny szablon - tamten wisiał już chyba za długo - przydała się nutka świeżości na stronie. Podobał mi się także zwiastun, który obejrzałam w całości.
    Rozdział bardzo przyjemny. Cieszy mnie, że Hermiona postanowiła zagrać przed przyjaciółmi i przedstawiła Harry'emu opinię, która go zadowoliła i usytysfakcjonowała. Przynajmniej Gryfonka ma teraz na jakiś czas spokój z chłopakiem, gdyż uwierzył zupełnie w szczerość jej wypowiedzi.
    Zafascynowało mnie pojawienie się pana Zabiniego, a następnie jego rozmowa z Hermioną. Wydawał mi się zawsze tak zadufany, że nie zamieniłby nawet słowa ze szlamą. A tu proszę, proszę - chce w jakiś układzik wchodzić ;) Cieszę się, że Hermiona na jego propozycję nie przystała - nikt nie może wiedzieć (no, oczywiście, wyłączając Ciebie), czy jego intencje są szczere i prawdziwe. Choć należy przyznać, że Draco to naprawdę tajemnicza postać i każdy z jego znajomych chciałby wiedzieć o nim więcej informacji ;)
    Błędy, które znalazłam:
    "Miałam wrażenie, że prędzej wypiłby całą beczkę syropu z czyrakobulw niż przyznał się przed swoją siostrą" -> przecinek przed "niż".
    "Obiecał ci złote góry, czy może bardziej przyziemnie, stos galeonów?" -> jeśli chcesz koniecznie potraktować to co jest oddzielone przecinkami jako wtrącenie, to powinnaś przesunąć pierwszy przecinek pomiędzy "czy" a "może" ;)
    Dziękuję za poinformowanie ;3
    Całuję i z niecierpliwością czekam na nową notkę!
    Leszczyna

    OdpowiedzUsuń
  11. znów spóźniona. jejku... czy jak kiedykolwiek zacznę od czegoś innego mój komentarz? marzy mi się kiedyś być pierwszym...
    zacznę od końca. podoba mi się ten filmik. może i mnie ktoś kiedyś zrobi taką niespodziankę :P
    rozdział cudowny. jak zawsze zresztą. Hermiona jest świetna, widać, że zmieniła się pod wpływem Draco. Dobrze, że Harry jej uwierzył. zresztą nie mogło być inaczej.
    ach, i zabini... mrrr... uwielbiam, a po tym rozdziale to już w ogóle. jego rozmowa z Hermioną była wręcz wisienką na torcie.v
    Nie wiem co jeszcze napisać... trochę brakowało mi Draco :)
    I bardzo fajny szablon. Ciekawy motyw z różowymi ustami.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. genialne opowiadanie, zajęło mi trochę czasu przeczytanie wszystkich rozdziałów ale było warto, intrygujące, nieprzewidywalne takie jakie uwielbiam czytać... ciekawy koncept opowiadania... trzyma w napięciu do ostatniej linijki tekstu
    szablon... cudowny! naprawdę powtarzam się ale zagapiłam się na niego jak głupia, ma w sobie coś, jakąś głębię
    film - reklama ciekawa, zaskoczyła mnie piosenka, ale wbrew przeczuciom jednak pasowała szczególnie o przeczytaniu historii
    jestem zachwycona i chciałabym być na bieżąco dlatego prosiłabym o informowanie mnie na moim blogu hp-to-jeszcze-nie-koniec.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej ;) dawno tu nie pisałam ale czytam wszystkie notki oczywiście w tym samym dniu co dodajesz ;) jak zwykle cudowne opowiadanie, mam jedno maleńkie ale... mi początek tej notki troche nie przypadł do gustu (rozmowa Hermiony z Harrym i Ronem ), przyjemnie się to czytało owszem, ale miałam wrażenie jakby czegoś mi brakowało. Czekam oczywiście na dalszy rozwój akcji ;) mam nadzieje ze Draco okaże się jednak chodź troche uczciwy i powie Hermionie prawde, albo nie wiem na nią nie będzie działał ten eliksir bo go przyrządzała no cokolwiek tylko żeby ona nie została bez odpowiedzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze, że Hermiona posłuchała się Dracona i zdecydowała się nie bronić go za wszelką cenę. I całe szczęście, że Potter musi martwić się o te wspomnienie, nie ma czasu zajmować się Malfoy'em.
    Zabini coś kombinuje i zapewnie nie chodziło mu o dobro Dracona, pewnie jest zły, że ten mu nie mówi wszystkiego i chciał wydobyć jakieś informacje od Hermiony. Chyba nie spodziewał się, że ona nie będzie chciała wiedzieć. Jednak to co powiedział Zabini było prawdopodobne, nikt nie wie jak zachowa się Draco, czy rzeczywiście powie Hermionie to co ona chce wiedzieć. I jak zwykle znów dręczy mnie o co ona go poprosi. Tak się nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów, że chyba sobie tego nie wyobrażasz! I nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś tak systematyczna i mamy rozdziały tak często!
    Cudny szablon! I napis zdecydowanie idealnie pasuje do Dracona i Hermiony. Tak jak i filmik, chociaż bardzo nie lubię tej piosenki, bo kojarzy mi się z jakimś serialem, w którym była w czołówce. Jednak do jej słowa bardzo trafnie obrazują relacje Hermiona - Draco.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwszą kwestią, którą chce poruszyć jest postawa Blaisea, która zdecydowanie mi się nie podoba. Coś mi się wydaje, że ta jego chęć pojednania się z Hermioną ma swoje drugie dno, tak samo jak "wspólna pomoc dla Dracona". On coś kombinuje, coś takiego, żeby udowodnić, że Granger nie jest odpowiednią osobą do towarzystwa Malfoya. Myślę, że poniekąd Zabini czuje się trochę odtrącony i zazdrosny o blondyna.
    Co do rad, które dostała Hermiona od Dracona w poprzednim rozdziale - myślę, że dobrze robi dostosowując się do jego sugestii, bo w końcu faktycznie Harry i Ron mogliby zacząć się czegoś domyślać, aczkolwiek niech uważa i nie przesadzi, żeby sobie sama nie namieszała. Teraz musi być bardzo ostrożna. Bardzo.
    No i czym bliżej zakończenia warzenia eliksiru, tym bardziej nie mogę doczekać się nowego rozdziału.;)

    Całuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział wyszedł Ci naprawdę ciekawie - hah, czuję, ze się powtarzam, ale to czysta prawda :D Za każdym razem na mojej twarzy pojawia się wielki uśmiech, kiedy wchodzę na Twojego bloga i widzę, ze pojawił się nowy rozdział :). Opisujesz to w taki realistyczny i lekki sposób, że aż chce się czytać, czytać i czytać! ;].
    Hm, cieszę się, że Hermiona przystosowała się do rady Dracona i już go tak bardzo nie broni, bo rzeczywiście z biegiem czasu Harry mogłby zacząć coś podejrzewać.
    Co ten Zabini znowu knuje? Najpierw grozi Mionie, a teraz proponuje jej "sojusz" ? To jest naprawdę bardzo podejrzane i w sumie... cieszę się, że Hermiona nie przystała na ową propozycję.

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudowny szablon! Normalnie nie mogłam do niego oderwać wzroku. Jednak bardzo rzucają się w oczy czerwone usta Hermiony.
    Co do rozdziału, również bardzo mi się podobał. Nie mogę ogarnąć postawy Blaise'a. Najpierw nie ufa Hermionie, potem niby ufa... A mówią, że to kobiety są zmienne... Było strasznie mało Dracona, ale świetnie z tego wybrnęłaś. Harry bardzo szybko uwierzył dziewczynie w to, co mu powiedziała. A przecież zaprzeczała samej sobie... No, ale w końcu Wybraniec usłyszał to, co chciał usłyszeć, prawda?
    Co do filmiku - rewelacyjny!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Do tej pory nie komentowałam, chociaż juz od dłuższego czasu czytam Twoje opowiadanie. Muszę przyznać, że to jedno z najlepszych opowiadań o dramione, jakie kiedykolwiek czytałam. Takie naturalne, logiczne, niewymuszone. Aż chce się czytać.
    Cała historia jest bardzo wciągająca i cholernie oryginalna. Jak mnie ucieszył w końcu pomysł gdzie nie występuje wspólny szlaban!
    Życzę duuużo weny, pomysłów i dużo wolnego czasu na pisanie;d
    Scatty

    OdpowiedzUsuń
  19. Haaaaaaah ;3 Myślę, że tyle.wystarczy xD

    OdpowiedzUsuń
  20. Blaise namiesza.. Czuję to :).
    Reklama cudowna.. Trochę tajemniczości. ;).
    No i.. tyle. Nie umiem się wysłowić. Jeszcze tak nie było, żebym przy żadnym rozdziale, nie mogła czegoś dodać.
    Takie.. Ugh!
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: