31 października 2012

22. Zachować pozory

„Ona i on, niebo i grom, losów ciągła zmienność
Ona i on, morze i ląd, jedność i odmienność...
Miłość sama przyjdzie nieproszona,
wtedy każde szybko, bardzo szybko się przekona…”
< Budka Suflera "Adam i Ewa" >

~*~

      To niespodziewane, nagłe załamanie pewności siebie Dracona Malfoya znów dało mi dużo do myślenia. Eliksir, wypadek Katie Bell, listy od Ester, Blaise Zabini, Pokój Życzeń, atak dementorów, srebrny jastrząb, no i jeszcze to. Jak w takim wypadku skupić się na nauce? Od bardzo dawna nie miałam aż tak dużych zaległości w pracach domowych, a najgorsze było to, że zamiast zabierać się za wypracowania dla McGonagall, Flitwicka i Snape’a, ja wolałam leżeć w pustym dormitorium i rozmyślać o całej tej tajemniczej sprawie, i o Malfoyu.
      Styczeń wydawał się mijać powoli, a jednocześnie zbyt szybko. Słabe słońce przebijało się przez grubą warstwę zimowych chmur, ale śnieg wcale nie topniał, przez co iskrzył i migotał uroczo w jasnych promieniach. W zamku wciąż było przeraźliwie zimno i wielu uczniów w tym okresie odwiedzało Skrzydło Szpitalne, gdzie pani Pomfrey kazała pić im eliksir pieprzowy, po którym para buchała z uszu i nosa. Zima ma swój urok.
  - A więc mówisz, że musisz wyciągnąć od Slughorna to prawdziwe wspomnienie. Bardzo ciekawe – powiedziałam, zwracając się do Harry’ego. Był właśnie obiad i siedzieliśmy w Wielkiej Sali przy końcu stołu Gryfonów, gdzie nikt nie mógł nas podsłuchać.
  - Tak. Dumbledore mówił, że to bardzo ważne. – Nałożył na swój talerz kilka pieczonych ziemniaków. – Nie rozumiem tylko, dlaczego sam tego nie zrobił… przecież to Dumbledore.
  - Widocznie miał swoje powody – stwierdziłam, po czym zamyśliłam się na chwilę, wpatrując w niewidoczny punkt ponad głową Wybrańca. – Nigdy nie słyszałam o horkruksach. To musi być naprawdę bardzo zaawansowana czarna magia.
      Zrobił rozczarowaną minę.
  - Nic? – zapytał. – Miałem nadzieję, że chociaż ty…
  - Daj spokój, Harry, nie jestem encyklopedią. – Spojrzałam mu prosto w oczy. – Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poszukać czegoś na ten temat w bibliotece.
      Kiwnął głową mało entuzjastycznie, jakby od razu zakładał niepowodzenie w tej sprawie.
      Westchnęłam. Ostatnie wydarzenia związane z Malfoyem sprawiły, że poczułam się dziwnie dowartościowana. Nie mógł mi niczego obiecać – te słowa wciąż wywoływały mało przyjemne drżenie rzęs, ale były tylko potwierdzeniem mojej wcześniejszej tezy, że Ślizgon nie jest złym człowiekiem. Być może nawet liczy się z moimi uczuciami? Kto wie?
  - Jak zamierzasz wyciągnąć to wspomnienie od Slughorna? – zapytałam.
  - Cóż, Ron uważa, że powinienem pójść tam po lekcjach i po prostu o nie poprosić – odparł szybko. Na samą wzmiankę o Weasleyu prychnęłam cicho i odłożyłam widelec na talerz z donośnym brzdękiem. – Uważasz, że to kiepski pomysł, co?
      Oparłam łokcie na stole i pochyliłam się w jego kierunku.
  - Harry, obawiam się, że to nie będzie takie proste – powiedziałam. – Skoro Dumbledore nie mógł tego zrobić, to znaczy, że miał swoje powody. Nie wydaje mi się, by Slughorn dał ci te wspomnienie tylko dlatego, że cię lubi i że jesteś najlepszy w klasie.
      Nie potrafiłam ukryć goryczy w ostatnich słowach i wiem, że zielonooki to zauważył, chociaż w żaden sposób nie skomentował. Ja po prostu wciąż nie mogłam pozbyć się wrażenia, że korzystanie z rad Księcia Półkrwi doprowadzi wcześniej czy później do kłopotów. Szkoda tylko, że pan Potter uparcie ignorował moje ostrzeżenia.
  - Ale zawsze warto spróbować – dodałam po chwili. – Słuchaj, za godzinę mamy eliksiry… Jak chcesz, to pójdziemy teraz do Slughorna, wejdziesz do gabinetu, a ja poczekam przed klasą, żeby nikt wam nie przeszkadzał. Zobaczysz, co da się zrobić.
  - Dzięki, Hermiono, jesteś kochana! – ucieszył się.
      Tak więc dokończyliśmy posiłek i kilka minut później już szliśmy korytarzami w kierunku lochów do klasy eliksirów. Starałam się nie okazywać swojego sceptyzmu względem tej sprawy, by tym samym nie zniechęcać Harry’ego. Byłam jednak pewna, że jeśli Slughorn coś ukrywa – a tak niewątpliwie było – to nie wystarczy grzeczna prośba o prawdę.
      Od gabinetu Ślimaka dzieliły nas zaledwie dwa zakręty, kiedy nagle mój towarzysz znieruchomiał. Rzuciłam mu zaskoczone spojrzenie, zatrzymując się kilka kroków dalej.
  - O co chodzi, Harry? – zapytałam, na co on przyłożył wskazujący palec do ust.
      Zamilkłam posłusznie, wsłuchując się w otaczającą nas ciszę. Przez chwilę nie miałam pojęcia, po co to wszystko i już miałam ponownie się odezwać, prosząc o wyjaśnienia, gdy tuż za pobliskim zakrętem usłyszałam znajome, przyciszone głosy.
  - Nie chcę tego pić, Draco – mówił Goyle. – A co będzie, jak już zostanę taki na zawsze?
  - Poza tym co zamierzasz tam robić? – wtrącił Crabbe. – Nie może tego zrobić ktoś inny? Ostatnio zaprzyjaźniłeś się bardzo z Zabinim, on na pewno będzie chciał…
  - Blaise ma inne zadanie – urwał Malfoy. Na dźwięk jego głosu poczułam w sercu dziwne, przyjemne kołatanie, choć miałam ochotę natychmiast rozpłynąć się w powietrzu.
      Wzrok mój i Harry’ego na chwilę spotkał się. W spojrzeniu jego zielonych oczu było coś, co mi się nie spodobało, jakby chciał stwierdzić: „A nie mówiłem?”. Najciszej jak mógł, przysunął się bliżej kamiennej ściany, chcąc jak najlepiej słyszeć. Nie miałam pojęcia, co robić; jak odciągnąć stąd Wybrańca, zanim Malfoy powie za dużo?
  - Wcale mi się to nie podoba – odezwał się znów Goyle.
  - Nie obchodzi mnie to, co ci się podoba, a co nie – warknął Draco. Jego głos znów był władczy i arogancki, przez co domyśliłam się, że po ostatnich wątpliwościach nie ma już śladu. Ślizgon znów zaczął walczyć i się starać. – Po prostu to zrobicie, jasne?
  - Ale po co mamy tam stać? – burknął Crabbe. Harry wstrzymał oddech.
  - Kręci się tam coraz więcej osób – wyjaśnił Malfoy, a ja zacisnęłam mocno powieki, modląc się, by nie powiedział czegoś, czego mógłby żałować. – Potrzebuję spokoju. I nikt nie może mnie tam zobaczyć, rozumiecie?
      Pociągnęłam Wybrańca za skraj szaty.
  - Błagam cię, chodźmy stąd – szepnęłam, ale mnie zignorował.
      Zamarłam w bezruchu, kiedy Crabbe znów się odezwał.
  - Przestało mi się już podobać bycie twoim popychadłem i sługą, Draco – syknął, trochę głośniej. – Wcale nie musimy ci w niczym pomagać, nic nie możesz nam zrobić…
      Przez chwilę zapadła cisza, po czym zarówno Crabbe, jak i Goyle, głośno wciągnęli powietrze do płuc. Domyślałam się, że Malfoy w tamtym momencie coś im pokazywał. Harry musiał pomyśleć tak samo, gdyż przesunął się bliżej, pragnąc coś podejrzeć.
  - Nic nie mogę wam zrobić? – odezwał się znów Draco, a w jego głosie, oprócz władczej nuty, wyłapałam złość i wrogość. – Czyżbyś o tym zapomniał, Vincencie?
      Z ust Crabbe’a wydobył się tylko niezrozumiały bełkot.
  - Jeśli Snape znów da wam szlaban, nie pójdziecie na niego. Zrozumiano?
      Intuicja podpowiadała mi, że za chwilę wydarzy się coś złego. Raz jeszcze pociągnęłam Harry’ego za szatę, błagając, byśmy stąd jak najszybciej poszli, zanim będzie za późno. Wybraniec właśnie odwracał głowę, by mi odpowiedzieć, gdy zza rogu niespodziewanie wyszli wszyscy trzej mieszkańcy domu Salazara Slytherina.
      Przez moment byliśmy tak zaskoczeni, że nikt nawet się nie poruszył. W następnej chwili, jak na komendę, każdy z nas sięgnął po swoją różdżkę. Stanęliśmy naprzeciwko siebie, gotowi w każdym momencie rzucić zaklęcie. Malfoy przez chwilę lustrował mnie spojrzeniem swoich szarych oczu, po czym jego wzrok spoczął na Harrym.
  - Czy twoja szlamowata matka cię nie nauczyła, Potter, że nie ładnie jest podsłuchiwać? – syknął Draco, a mnie aż zmroził chłód w jego głosie. Zauważyłam, jak Harry zaciska mocniej palce na różdżce. – Ach, faktycznie, zapomniałem, że nie zdążyła…
  - Gdybym ja kazał stać swoim kumplom na czatach, to chyba powiedziałbym im, co robię w środku… Ale to chyba musi być kwestia zaufania, co? – odparł Wybraniec.
      Obserwowałam ze strachem, jak policzek Malfoya pokrywa się różowym rumieńcem. Nie wyjdzie z tego nic dobrego, pomyślałam, ale nie potrafiłam znaleźć wyjścia z sytuacji.
  - Nie mieszaj się do spraw, które cię nie dotyczą, Potter, bo możesz nie przeżyć.
  - Och, no tak… – Harry zaśmiał się sztucznie, drwiąco. – Zapomniałem, że jesteście teraz z Voldemortem kumplami… Mam nadzieję, że kupił ci prezent na Gwiazdkę?
      Crabbe i Goyle wzdrygnęli się, słysząc nazwisko Czarnego Pana, co nie uszło uwadze Wybrańca. Ja wpatrywałam się uparcie w Malfoya, jakbym oczekiwała, że za chwilę da mi jakiś znak, co robić. Jednak jego szare oczy, chociaż spoglądały prosto w moje, znów były obojętne i puste, niczym odległe dno najgłębszej studni.
  - Co, boicie się imienia swojego pana? – zadrwił Harry. – No nie, doprawdy…
  - Drętwota! – wrzasnął Goyle. Czerwony strumień gorącego płomienia przeleciał tuż nad głową Gryfona, który natychmiast się zreflektował i jednym, szybkim ruchem nadgarstka rozbroił Ślizgona. Jego różdżka upadła na podłogę za naszymi plecami z cichym pyknięciem. Goyle poczerwieniał ze złości i miałam wrażenie, że jest gotów rzucić się na nas i zacząć okładać pięściami nasze twarze, w ten bardzo mugolski sposób. Zadrżałam.
  - Wyrównane szanse – mruknął Crabbe w stronę Malfoya, a jego usta rozszerzył złośliwy uśmiech. – Ja zajmę się tą szlamą, Draco.
      Zauważyłam, jak oczy blondyna zajaśniały przez moment dziwnym blaskiem. Zmrużyłam powieki, przyglądając się mu dokładnie. On również na mnie spojrzał. Trwało to nie więcej niż jedną sekundę, a właśnie wtedy usłyszałam w głowie cichy, znajomy głos.
     Zachowaj pozory, Granger.
      Rozejrzałam się na boki, kompletnie zdezorientowana. Nie miałam jednak wątpliwości, że ten tajemniczy szept należał do Malfoya – rozpoznałabym go zawsze i wszędzie. Czy to adrenalina płynąca w moich żyłach tworzyła wyimaginowane obrazy? Jeśli nie, to w jaki sposób Ślizgon zdołał wedrzeć się do mojej głowy? Czy może słyszeć moje myśli?
      To ostatnie nie tyle mnie podekscytowało, co przestraszyło. Zacisnęłam palce na różdżce.
  - Przykro mi, Crabbe – zaczął Draco jadowitym tonem – ale szlamy to moja specjalność.
      W następnym momencie zauważyłam, jak wprost na mnie kieruje się promień szmaragdowego światła. Zupełnie nie myśląc o tym, co robię, zablokowałam zaklęcie. Całą siłą woli zmusiłam się, by przestać rozmyślać o tych trzech słowach, które przed chwilą usłyszałam. Korytarz pełny śmigających tu i ówdzie czarów nie był do tego najlepszym miejscem. Potrząsnęłam lekko głową, postanawiając zastosować się do rady Malfoya.
      Tak, zdecydowanie trzeba było zachować pozory.
  - Expelliarmus! – krzyknęłam, celując różdżką prosto w Dracona. Zablokował mój atak jednym, krótkim ruchem nadgarstka. Wydawało mi się, że uśmiechnął się delikatnie.
  - Incendio! – Do zabawy włączył się Crabbe. Harry’emu cudem udało się odskoczyć na bok, dzięki czemu uniknął podpalenia swojej szkolnej szaty. Kątem oka dostrzegłam, jak wyciąga rękę z różdżką w stronę Ślizgona, który po chwili zawisł do góry nogami, trzymany za kostkę w powietrzu przez niewidzialną siłę.
      Levicorpus, przeszło mi przez myśl. Zaklęcie Księcia Półkrwi.
      Malfoy bez trudu blokował moje najróżniejsze ataki, chociaż niejednokrotnie używałam tych niewerbalnych, które teoretycznie powinny dawać mi przewagę. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Draco świetnie się bawi, mając okazję się ze mną pojedynkować.
      Pozory… Dlaczego i ja nie miałabym czerpać z tego radości?
  - Słabo się starasz, Malfoy – powiedziałam z uśmiechem, używając Zaklęcia Tarczy w odpowiedzi na jego Zaklęcie Pełnego Porażenia Ciała. Kątem oka zauważyłam, jak Harry z łatwością odpiera ataki Goyle’a, który dopchał się jakoś do swojej różdżki.
  - Tak myślisz? – odpowiedział. – Ebulbio!
 - Protego! – Bez trudu zablokowałam jego atak, a w następnej chwili ledwo się uchyliłam od żółtego promienia wystrzelonego z różdżki Crabbe’a. Ten, wciąż wisząc bezradnie w powietrzu, rzucał rozwścieczony zaklęcia we wszystkie strony. Jedno z nich o mało nie trafiło w samego Malfoya, który zachwiał się niebezpiecznie. – Impedimenta! – krzyknęłam, celując w Crabbe’a, którego ruchy nagle stały się dużo mniej energiczne.
  - Lubisz tańczyć, Granger? – zapytał Malfoy. – Tarantallegra!
      Moment nieuwagi wystarczył, by moje nogi zaczęły pląsać dziko we wszystkie strony. Spojrzałam na Ślizgona i zauważyłam, że się uśmiecha. Odpowiedziałam mu tym samym.
  - Finite – szepnęłam, znów stając pewnie na nogach. – Depulso!
      Ledwo się uchylił, co dało mi kilka sekund przewagi. Już układałam usta, by wypowiedzieć zaklęcie, gdy tuż obok doszedł mnie głos Harry’ego.
  - Petryficus totalus! – krzyknął zielonooki, a Goyle nagle zesztywniał i runął na zimną posadzkę. Wciąż z ręką wyciągniętą przed siebie, zamarłam, patrząc na Wybrańca.
  - Reducto! – wrzasnął Malfoy. Nie zdążyłabym się uchylić: gdyby trafił, jego zaklęcie zmieliłoby mnie w pył. Jednak chybił, o kilka cali. Rzuciłam mu przestraszone spojrzenie, ale jego twarz była spokojna, wciąż zastygła w lekkim uśmiechu, trochę kpiącym.
  - To koniec, Malfoy – powiedział spokojnie Harry, stając obok mnie.
  - Tak myślisz, Potter? – zadrwił Ślizgon i uniósł różdżkę nad głowę. – Nox maxima!
      Otoczyła nas całkowita ciemność. Pogasły lampy i świece, a oprócz tego w powietrzu zawisło coś na kształt ciemnej mgły, jakby Ślizgon użył Proszku Natychmiastowej Ciemności. Zmrużyłam oczy, wyciągając przed siebie swoją różdżkę z winorośli.
  - Perspicuus! – krzyknęłam. Usłyszeliśmy świst, po czym światła znów się zapaliły, a otoczenie z powrotem stało cię czyste i przejrzyste. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam, że to samo robił Harry. Oboje zauważyliśmy, że Malfoy zniknął.
  - Jak on to zrobił? – zapytał Wybraniec. Wzruszyłam ramionami, kręcąc głową.
  - Nie wiem. Ale chodźmy stąd, zanim ktoś nas tutaj zobaczy.
      Pociągnęłam go za szatę i wspólnie ruszyliśmy w kierunku Wielkiej Sali. Cóż, Harry będzie musiał udać się do Slughorna po lekcji eliksirów, by prosić o prawdziwe wspomnienie.
  - Och, poczekaj – rzekł jeszcze pan Potter, odwracając się na chwilę. – Liberacorpus.
      Crabbe runął na ziemię, przeklinając głośno.
      Zachichotaliśmy pod nosem, wychodząc na parter i wspinając się na marmurowe schody. Wybraniec zrównał się ze mną i przyciszył głos do szeptu, tak, że musiałam się nachylić, by dobrze go słyszeć. Zmarszczyłam podejrzliwie brwi.
  - Mam nadzieję, że wiesz, co Malfoy pokazał swoim kumplom, tam, w lochach, żeby ich przestraszyć? – zapytał, a użył takiego tonu, jakbym była chora umysłowo.
  - Nie – odparłam. – A powinnam?
  - Hermiono, czy to nie oczywiste? – Zatrzymał się, siadając na parapecie jednego z dużych okien. – Mroczny Znak! Czego innego mogliby się tak przestraszyć?
      Westchnęłam.
  - To byłoby całkiem możliwe… gdyby on faktycznie miał go na przedramieniu.
  - Jesteś taka naiwna – zdenerwował się, wywracając teatralnie oczami. Zaplotłam ręce na piersi. – To wszystko do siebie pasuje i tłumaczę wam to od tak dawna, a wy…
  - My? – Uniosłam brwi do góry. – To znaczy, ja i Hermiona?
      Nie uśmiechnął się, a jego entuzjazm gwałtownie opadł.
  - Nie – burknął. – Ron. On też myśli, że to czyste szaleństwo, ale ja wiem, że tak nie jest.
  - Cóż, a więc wygląda na to, że Lavender nie zdołała wyssać mu jeszcze całego mózgu – odparłam, czując nagłą sympatię do Ronalda, z którym wciąż nie zawarliśmy rozejmu. – Dobrze ci radzę, Harry, przestać o tym ciągle myśleć. Zajmij się lepiej tym wspomnieniem, które masz wyciągnąć od Slughorna. Dumbledore na tobie polega.
      Poklepałam go po ramieniu i ruszyłam przed siebie korytarzem, mając nadzieję odwiedzić bibliotekę przed nadchodzącą lekcją eliksirów. Może uda mi się znaleźć coś o horkruksach? Cóż, warto było spróbować. Spojrzałam na zegarek – czasu nie było zbyt dużo, ale powinno go wystarczyć chociażby na zrobienie listy woluminów, które powinnam przejrzeć.
      Byłam już prawie przy schodach, kiedy drzwi jednej z klas, które mijałam, rozwarły się delikatnie. Zatrzymałam się, marszcząc brwi i rozglądając się dookoła.
  - Psst – usłyszałam. – Granger, wejdź tutaj.
      Rozpoznałam szept Malfoya. Uśmiechnęłam się pod nosem, odwróciłam głowę, upewniając się, że nikt mnie nie obserwuje, po czym wsunęłam się do komnaty.
      Była to jedna z wielu nieużywanych klas w Hogwarcie. Niezbyt duża i niezbyt jasna, z brudną, kamienną posadzką i zakurzonymi ławkami ustawionymi pod ścianami. Ślizgon zatrzasnął za mną drzwi, po czym skierował na nie swoją głogową różdżkę.
  - Claudro ostium – powiedział, a zamki zatrzeszczały charakterystycznie.
  - Muffliato – dodałam, również celując w drzwi.
      Odwrócił się do mnie, chowając ręce do kieszeni. Wyglądał tak niesamowicie w panującym tam półmroku, jak zwykle. Miałam wrażenie, że całą siłę woli wkłada w to, by się nie uśmiechnąć. Jego oczy wpatrywały się we mnie intensywnie, ale dzielnie wytrzymałam to spojrzenie. Czekałam cierpliwie, aż zacznie mówić. Kiedy wreszcie, po dłuższej chwili, odezwał się, jego głos zabrzmiał niezwykle kojąco, jak balsam.
  - Ile Potter usłyszał? – zapytał, nawet bez nutki złości. Westchnęłam.
  - Niewiele – odpowiedziałam. – Podsłuchaliśmy jedynie końcówkę waszej rozmowy. Ale jest święcie przekonany, że pokazywałeś swoim gorylom Mroczny Znak.
      Nie wytrzymał: uśmiechnął się. Przekrzywiłam głowę lekko w prawo.
  - Mogło być gorzej – stwierdził rozbawiony. – Rozmawialiście już o tym?
  - Tak, przed chwilą. Tuż po tym, jak wyszliśmy z lochów.
  - I co mu powiedziałaś?
  - A co miałam mu powiedzieć? – Spojrzałam na niego kompletnie zaskoczona. – Prawdę, Malfoy: że to czyste szaleństwo, i że powinien zająć się ważniejszymi sprawami.
      Ku mojemu zdziwieniu, Ślizgon westchnął i pokręcił głową na boki.
  - Granger, Granger – zaczął – ani krzty w tobie przebiegłości.
  - Słucham?
      Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Od kilku miesięcy uparcie, na wszelkie możliwe sposoby, próbowałam wybić Harry’emu z głowy całą tą podejrzaną sprawę z Malfoyem, zniechęcałam go jak mogłam, nie podsycałam jego podejrzeń, nie wykazywałam nawet entuzjazmu, kiedy zaczynał o tym mówić – a dziś Malfoy stwierdza, że robię źle?
      Zupełnie nic z tego nie rozumiałam. Wpatrywałam się w niego zachłannie, wreszcie mając do tego idealny pretekst. Draco wciąż pięknie się uśmiechał, a ja pomyślałam, że wygląda już lepiej, niż ostatnio, jakby trochę wyzdrowiał.
  - Jeśli wciąż będziesz mnie przed nim tak bronić, robiąc ze mnie grzecznego chłopczyka, Potter w końcu zacznie podejrzewać, że masz z tym coś wspólnego – wyjaśnił. – Musisz przyznać mu rację, Granger, może nawet trochę obrzucić mnie błotem, stać się po prostu trochę bardziej… wiarygodna. Nawet jeśli uważasz, że to wszystko tylko brednie.
      Nagle przypomniały mi się słowa, które usłyszałam w lochach.
  - Pozory – wyszeptałam, na co Draco jeszcze szerzej się uśmiechnął. Zauważyłam jednak, że ten uśmiech nie objął oczu, które w dalszym ciągu pozostały zimne i puste.
  - Dokładnie, Granger. Pozory.
      Przeszedł kilka kroków i oparł się nonszalancko o jedną z ławek, usuwając wcześniej z jej powierzchni kurz. Założył ręce na piersi i stał tak po prostu, obserwując, jak tłukę się z własnymi myślami. Całą tą sytuacją doskonale się bawił.
  - Jak zdołałeś to zrobić? – zapytałam, odwracając się w jego stronę.
  - Co takiego? – Udał zdziwionego.
  - Dlaczego usłyszałam twój głos, tam, w lochach.
      Przekrzywił głowę, nie spuszczając mnie z oczu. Chociaż porażało mnie jego spojrzenie, to nie dałam tego po sobie poznać. Wiedziałam, że nie mogę okazywać żadnych słabości.
  - Legilimencja, Granger – wyjaśnił. – Wdarłem ci się w myśli. Usłyszałaś mnie, bo tego chciałem. Nie wiem, czy pamiętasz, ale utrzymywaliśmy wtedy kontakt wzrokowy.
      Natychmiast wbiłam wzrok w podłogę, bojąc się, że Draco może spróbować znów dostać się do mojej głowy. A wtedy zobaczyłby wszystko: uczucia, jakie do niego żywiłam, powody konfliktu z Ronem, rozdarcie wewnętrzne między zauroczeniem a przyjaźnią, wizję doskonałej Ester oraz wiele innych rzeczy, które wolałabym głęboko ukryć.
  - Nie bój się, nie mam zamiaru znów tego robić – uspokoił mnie. – To nic przyjemnego.
      Wciąż nie miałam odwagi na niego spojrzeć.
  - Gdzie się tego nauczyłeś? – rzuciłam, udając, że oglądam pokryte kurzem płaskorzeźby przy niewielkim, wąskim oknie. Usłyszałam, jak głęboko westchnął.
  - Ktoś mi pomógł – rzekł. – Ale znam tylko podstawy podstaw, nic szczególnego. Niestety, łatwiej wedrzeć się komuś do umysłu, niż się przed tym obronić…
  - Dlatego potrzebny ci Animus clausus – wpadłam mu w słowo.
      Odwróciłam się w jego stronę, stojąc przy przeciwległej ścianie komnaty.
  - Tak – odpowiedział.
      Gdzieś w tyle głowy usłyszałam odległy głos Harry’ego sprzed kilku tygodni: „Wygląda na to, że Snape chciał mu też zajrzeć do umysłu, ale Bellatriks uczy go oklumencji…”. Czy ten eliksir właśnie przed Snape’em ma obronić Dracona? A może jest coś jeszcze?
  - Całkiem dobrze się pojedynkujesz – stwierdził nagle Malfoy, a jego wargi wygiął ładny uśmiech, pozbawiony kpiny i drwin. Zastanawiałam się, czy powiedział to, aby szybko zmienić temat, czy może faktycznie miał to w planach. – Chociaż obawiam się, że przy prawdziwym starciu mógłbym obrócić się w pył…
  - Wolne żarty – odparłam, również się uśmiechając. – Zdecydowanie dałam ci fory. Gdybym wykorzystała kilka sytuacji, kiedy się potknąłeś, albo uchyliłeś przed zaklęciem Crabbe’a…
  - Ten kretyn strzelał czarami na oślep, co miałem zrobić?
  - Na przyszłość z większym rozmysłem wybieraj sobie kumpli, co?
      Nasze oczy na chwilę się spotkały. Ogień natrafił na lód. Dwie odwieczne przeciwności połączyły się na kilka sekund w jedność. Po raz pierwszy w życiu poczułam, że jestem na właściwym miejscu, o właściwej porze i z właściwym człowiekiem.
      To na niego, Dracona Malfoya, czekałam przez ostatnich szesnaście lat.
  - Powinniśmy już pójść – powiedziałam dziwnym, lekko ochrypłym głosem. – Za dziesięć minut zaczynają się eliksiry, a Slughorn nie lubi, jak się spóźnia…
      Ruszyłam do wyjścia, a stawianie kolejnych kroków przychodziło mi z trudnością. Ślizgon nie ruszył się z miejsca. Nie musiałam o nic pytać, by przekonać się, że nie zamierza uczestniczyć w tej, ani w następnej, ani w kolejnej lekcji.
     Stałam już przy drzwiach, gdy raz jeszcze odwróciłam się w jego kierunku.
  - Jeszcze jedno, Malfoy – odezwałam się. – To ostatnie zaklęcie… chybiłeś, czy chciałeś chybić? – zapytałam z uśmiechem. Odpowiedział mi tym samym.
  - Zadajesz dziwne pytania, Granger.
      Kiwnęłam głową, i czując, że właśnie stoję u progu najpiękniejszej przygody swojego życia, wyszłam na zimny i jasny korytarz.

_________________________
Dziś nie mam Wam chyba nic więcej do powiedzenia :)

61 komentarzy:

  1. Nie ma to jak wrócić ze szkoły i przeczytać nowy rozdział tutaj :) I znów genialny. W dalszym ciągu uwielbiam, po prostu KOCHAM Malfoya, i Hermionę też! I świetnie udało Ci się opisać te rozgrywające się tutaj wydarzenia.
    Czekam na kolejny rozdział, kochana!
    Nie mam pojęcia, co można zrobić z tą czcionką :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcionka wariuje, może przez to Halloween: cukierek albo psikus, nie ma cukierka, to psikus. Najważniejsze, że w końcu jakoś udało mi się ją okiełznać, choć zabrało to znacznie więcej czasów i nerwów, niż się spodziewałam.
      Cieszę się, że się podobało, to najważniejsze! Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ja tam bym powiedziała, że Twój rozdział to cukierek.

      Usuń
  2. co do czcionki to przy edycji postu zaznacz caly tekst i na górze znajdź opcje "usuń formatowanie":) powinno pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz od razu chce cie przeprosić za to, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, ale miałam szalenie zwariowany tydzień!
      Co do tego rozdziału, jest najlepszy! Ogólnie zauważyłam, że z postu na post Twoja twórczość robi się coraz lepsza, poważnie.
      Bardzo podobał mi się fragment pojedynku. Był bardzo dynamiczny przez co bardzo emocjonalnie do niego podeszłam i wszystko przeżywałam razem z Hermioną :D
      A co do Dracona... jezu, czasem odbieram go jako bardzo zmysłowego faceta, nawet jak jest wredny. Ich rozmowa w klasie... Jest cholernie tajemniczy, ostrożny i jakby nie patrzeć rozsądny, co udowadnia tym, że próbuje wbić Hermionie do głowy grę pozorów. I pozostaje kwestia tego eliksiru... W sumie to nie jestem pewna, czy chce, aby już był koniec stycznia a co z tym idzie, koniec warzenia eliksiru :D
      Pozdrawiam i życzę miłego długiego weekendu ;)

      Usuń
    2. Ślicznie dziękuję :) Faktycznie usunęłam to formatowanie i czcionka była dobra, ale zrobiły się gigantyczne odstępy na miejsce enterów. Trochę było z tym zabawy i zabrało to znaczną część moich nerwów, no ale efekt jest dobry. Mam nadzieję, że to tylko jednorazowy wyskok mojego edytora, bo nigdy nie miałam takich problemów.
      A wracając do rozdziału: cieszę się, że się podobał! Pisałam go z jakąś wyjątkową ekspresją, bo w zasadzie nie dzieje się tutaj nic znaczącego, ale wyszedł nieźle.
      No i zdradzę, że na eliksirze ich relacja się nie zakończy, więc spokojnie :D
      Pozdrawiam i wzajemnie!

      Usuń
  3. Albo skopiuj tekst jeszcze raz i przy wklejaniu go do edycji postu, wybierz: "wklej jako zwykły tekst", potem wyjustuj i gotowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam takiej funkcji przy wklejaniu, ale jakoś dałam z nim sobie radę. Coś świruje dziś cały ten mój blogspot...

      Usuń
  4. Naprawdę świetny rozdział ;P. Wiem, że zawsze ci to piszę, ale zawsze mi się podoba, więc nie umiem inaczej zacząć komentarza, ech... ;P
    W każdym razie, uwielbiam sceny pojedynków w opowiadaniach i załuję, że sama nie umiem ich pisać, jakoś nigdy mi nie wychodziły, ech :/. No, ale tobie wyszło to naprawdę fajnie. Realistycznie, z akcją... Lubię jak jest akcja ^^. Cieszę się, że wymyśliłaś taką scenkę, zarówno z tą podsłuchaną rozmową, jak i z pojedynkiem, no i późniejszym spotkaniu w pustej klasie.
    Ciekawe też, co pomyślała sobie Hermiona po podsłuchaniu tej rozmowy, bo Harry to już dawno wyciągnął wnioski, i tylko Granger uparcie nie chce przyjąć do wiadomości pewnych faktów. Zaślepiła ją ta fascynacja, którą odczuwa.
    No i trochę wymowny jest fakt, że Hermiona, pogrążona w myślach o Malfoyu, zaczęła zaniedbywać naukę, to do niej niepodobne ^^.
    Ale faktycznie, powinni oni zachowywać pozory, że dalej się nie lubią, żeby nikt nie zacząl podejrzewać czegoś dziwnego.
    Jak zwykle było dużo fajnych sformułowań, które mi się spodobały, ogólnie lubię twój styl, co też już chyba za każdym razem powtarzam ;P.
    Co do rozdziału, jeśli pisałaś w wordzie, może to wina tego programu? On czasem robi różne numery... ;PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mi wcale nie nudzi się słuchanie tego :D
      Cieszę się, że opisanie tej dynamiki wyszło mi całkiem nieźle, bo włożyłam w to wiele pracy, aby wszystko miało ręce i nogi :D Jeśli chodzi o Hermionę, to próbuję pokazać, jak uczucie wpływa na zdrowy rozsądek - wszak trzeba zauważyć, że to nie jest już ta sama Hermiona, którą wykreowała pani Rowling. Pozory są nierozłączną częścią ich relacji :D
      Wszystko mi dziś jakieś psikusy robi, to chyba przez ten Halloween :<

      Usuń
  5. Dziękuję za poinformowanie. Rozdział jest tak wspaniały, że z trudnością się powstrzymywałam, żeby nie piszczeć z zachwytu w trakcie czytania. Bardzo fajny opis pojedynku - taki pełen energii, doskonale mogłam się wczuć w tę sytuację - a potem to: "zachowaj pozory" Malfoya. A przede mną całe 10 (no dobra, będę się pocieszać, że już prawie 9) dni oczekiwania. Pozdrawiam
    ethelien z malfoyihermiona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałam już, że rozdział był cudny?
      ethelien :)

      Usuń
    2. Ślicznie dziękuję, miło mi to czytać! :)
      Ach, ten Malfoy. Sama uwielbiam jego postać w tym opowiadaniu, tak nieskromnie powiem. Cała ta jego skrytość, tajemniczość i nie afiszowanie się z uczuciami niezaprzeczalnie fascynują Hermioną - czyż można się jej dziwić? :)
      Obiecujesz - informuj, czyli zasada nr 1 w blogosferze :D
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  6. Genialny rozdział, super piszesz;p

    http://one-1d-magic-hogwart.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Po raz pierwszy spotykam się z tą piosenką przy Dramione, a trzeba przyznać, że pasuje IDEALNIE. Brawo! <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piosenka stara jak świat i kiedyś zupełnie przypadkowo ją usłyszałam. Pomyślałam wtedy: "Cholera, jeśli nie pasuje to do nich, to do kogo?". W ogóle, cieszę się, że zwróciłaś na nią uwagę :)

      Usuń
  8. No i co ja mam napisać, moja droga? Ależ się porobiło, zwłaszcza pod koniec, w scenie walki. Motyw legilimencji Malfoya mnie zaskoczył, chociaż może nie powinien? Podejrzewam, że celowo chybił, przecież nic by jej nie zrobił, skoro już kiedyś przyniósł ją do skrzydła szpitalnego, gdy tego potrzebowała... ;)

    Błędy (przepraszam, że tak piszę po żołniersku, ale ile można "wyławiać", haha):
    - "że cię lubi, i że jesteś najlepszy w klasie" -> bez przecinka,
    - "Do gabinetu Ślimaka dzieliły nas zaledwie dwa zakręty" -> powinno być "od",
    - "Rozglądnęłam się na boki" -> jakoś jednak "rozejrzałam się" brzmi dużo lepiej,
    - " Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę." -> raczej "usłyszałam", ostatecznie cały czas piszesz w czasie przeszłym,
    - "Od kilku miesięcy, uparcie" -> bez przecinka,
    - "Nawet, jeśli uważasz" -> bez przecinka.

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że chybił celowo, takie wprowadzenie dodatkowego smaczku z jego strony; w końcu życie wśród pozorów musi do czegoś zobowiązywać :)
      Wyłowione błędy oczywiście zostały wyłożone na talerz i zjedzone, czyli tradycyjnie poprawione i kolejny raz ślicznie dziękuję za ich zauważenie! <3

      Usuń
  9. chyba nie komentowałam poprzedniego rozdziału, więc melduję się tu <3 oczywiście ucieszyłam się na maksa, czytając ostatnio, że nowy rozdział pojawi się już dziś i jestem na czas, bo jak mogłabym to przegapić?
    mam nadzieję, że mimo nawału pracy będziesz kontynuować pisanie bloga, a jeśli nie, będę czytać go od nowa i znów od nowa, bo jest CUDOWNY!

    kolejny rozdział z udziałem szarmanckiego, tajemniczego, urzekającego, przystojnego, cichego, UŚMIECHNIĘTEGO (a to nowość) Malfoya - czego chcieć więcej? jestem w szoku, że podoba mi się czytanie opowiadania pisanego w pierwszej osobie liczby pojedynczej, bo jak już kiedyś zrobiłam na ten temat wywód, nie przypadają mi one do gustu i nagle BUM, Twój blog to obala. cieszę się, że z każdym rozdziałem jesteśmy bliżej poznania zagadki Malfoya.
    mam ostatnio bardzo melancholijny nastrój, więc nic tak nie pomaga jak kubek ciepłej herbaty, Lana Del Rey na głośnikach i porządne Dramione. Dziękuję Ci za to.

    pozdrawiam,
    Lucy ; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, no na razie na brak weny nie narzekam pomimo dość napiętego grafiku i multum rzeczy do zrobienia na studia, więc oby tak dalej :D Jak to stwierdziła moja koleżanka z grupy: "Bardzo fajna ta polonistyka, ale czytania w chuj!", pod czym zmuszona się jestem podpisać :D
      A ja muszę przyznać, że niejednokrotnie męczy mnie ta pierwsza osoba, ale obiecałam sobie, że w niej dzielnie wytrwam! :D Wiem, że w takich opowiadaniach zdarzają się wstawki z innego punktu widzenia, ale ja tego nie chcę - jak się nawarzyło piwa, to trzeba ja wypić - więc od początku do końca będzie to opowiadanie w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Ułożyłam sobie już nawet zarys tego, jak pokazać późniejsze wydarzenia i uzupełnić wiedzę czytelnika... ale do tego jeszcze dalej niż bliżej, więc nie warto zawracać sobie tym obecnie głowy :D
      To ja dziękuję za to, że jesteś, bo tacy czytelnicy to największa nagroda dla autora!
      Ściskam!

      Usuń
  10. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaawwwwwwwwww <3 świetny ;3 czekam na następny ^^
    ________________________________________________________

    dopiero zaczynam, ale zapraszam:
    http://magichogwartslife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nieko mruczy z zadowolenia, bo bardzo zgrabnie wprowadziłaś motyw z podsłuchaną rozmową i legilimencją Dracona - nie zawiodłaś moich oczekiwań w żadnym stopniu.
    Pamiętasz, jak kilka rozdziałów temu myślałam, że Draco jest zbyt "słodki"? Dodałaś mu absolutnie tego smaczku i niepewności, której mi wtedy brakowało. Uwielbiam tę zmienność charakterystyczną dla Ślizgonów, ach.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takiego Ślizgona to sama zjadłabym na przystawkę. Malfoy to po prostu Malfoy i mam nadzieję, że wraz z kolejnymi rozdziałami uda mi się pokazać go jeszcze lepiej, niż do tej pory. No i sama już nie mogę doczekać się, kiedy to wszystko się wyjaśni, bo chciałabym już przejść do II części.
      Ślicznie dziękuję za komentarz, również pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. No to ja już tylko mogę mruczeć głośniej :D Uwielbiam Malfoya i pewnie już o tym wiesz :D
      Buziam <3

      Usuń
  12. Z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawiej. Bardzo dobrze ukazujesz relacje pomiędzy Harrym, a Hermioną, ich przyjaźń jest czymś wyjątkowym. Chociaż muszę przyznać rację Malfoy'owi. Nie powinna przyjmować aż takiej postawy wobec oskarżeń Wybrańca, bo uważam, że akurat wtedy, gdy ich podsłuchiwali to Draco faktycznie mógł pokazać swoim gorylom Mroczny Znak. Bardzo podobał mi się też pomysł wykorzystania legilimencji i sam przebieg walki. Zastanawiałam się aż do końca czy Draco zrobi coś Hermionie czy też nie, ale jego końcowa odpowiedź w zupełności mi wystarczyła jako potwierdzenie moich przypuszczań.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobają Ci się relacje Harry - Hermiona, bo muszę przyznać, że zależy mi na ukazaniu ich w dobrym świetle. Uwielbiam tą ich przyjaźń i aż mi się słabo robi, kiedy pomyślę, że w pewnym momencie będę musiała ją co nieco nadwyrężyć. I odciągam to i odciągam, by dać im jak najwięcej czasu i mam nadzieję, że nie robię tego za długo...
      Wena zawsze mile widziana w ilościach przemysłowych, dziękuję :)

      Usuń
  13. Stęskniłam się za Twoim Malfoyem, więc przybiegłam i nadrobiłam te cztery rozdziały, które się ukazały od mojej oceny :3
    I tak:
    19. Podoba mi się Twoja kreacja Pansy. Chociaż raz nie jest zupełną idiotką o wyglądzie ropuchy. A reakcje Hermiony rozumiem doskonale...
    Ciekawi mnie ta Ester coraz bardziej. Kim jest dla Dracona?
    Och, przy czytaniu tej końcowej rozmowy aż mnie dreszcz przeszedł.
    20. Też przypuszczam, że jastrząb należy do Malfoya... Ten ptak do niego pasuje.
    Zdziwiła mnie obecność dementorów w szkole. (Z tego, co pamiętam, w książce ich nie było; mylę się?). Ciekawe, kto i po co ich wpuścił; Draco musi coś o tym wiedzieć, przecież inaczej nie znalazłby się w tamtym miejscu.
    21. Rozmowa z Malfoyem znów diablo klimatyczna... A jej zakończenie - miód i orzeszki. Też chciałabym pisać takie zgrabne dialogi.
    22. Na szczęście żaden ze Ślizgonów nie wspomniał o niczym istotnym. Chociaż to niepodobne do Draco - tak nieostrożnie mówić o swoich sprawach, gdy każdy może podsłuchać.
    Hermionie faktycznie nie wychodzi zachowywanie pozorów, ale pewnie po tej uwadze Malfoya będzie się bardziej pilnowała.

    Hm, chyba tyle na ten moment chciałam napisać. Wiem, że okropnie to nieskładne, mam nadzieję, że wybaczysz ;)

    I jeszcze pytanie na koniec: czy mogłabyś mnie informować? Wprawdzie kliknełam "obserwuj", ale nigdy nie pamiętam, żeby na to spojrzeć. O informacje proszę o tu: http://czarny-blues.blogspot.com

    Pozdrawiam!

    PS. BH działa, już się wczytuję powoli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdecydowałaś się jeszcze tutaj wpaść!
      Lubię czytać takie nieskładne, chaotyczne nawet komentarze, bo wtedy wiem, że to opowiadanie wywołuje dużo emocji, z czego jestem zadowolona, więc absolutnie nie mam czego wybaczać. Dementorów w VI części nie było, masz rację, ale musiałam jakoś "zapchać dziurę" pomiędzy tym wydarzeniem z naszyjnikiem a późniejszym otruciem Rona, więc wymyśliłam dementorów - było to właściwie pójście na łatwiznę, ale efekt był zadowalający :)
      Oczywiście, z miłą chęcią będę Cię informować.
      Dziękuję pięknie i również ślę pozdrowienia!
      PS: A jeśli o BH chodzi, to mimo wszelkich uwag, jakie o tym opowiadaniu zebrałam, to moja duma! I jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału, a mam nadzieję, że poprzednimi Cię nie zanudzę :)

      Usuń
  14. Dzień dobry!
    Uporałam się ze swoim szlabanem i przybywam na Twojego bloga. Na wstępie chciałabym poprosić o informowanie o nowych notkach, jeśli nie będzie to stanowiło dla Ciebie większego problemu. Nie jestem przekonana (i nigdy nie byłam) do obserwowania, ponieważ czytam tyle blogów, że zdecydowanie bardziej pasuje mi zaglądanie w spamownik, sprawdzanie, gdzie pojawiły się nowe notki, a następnie czytanie + komentowanie i usuwanie sobie powiadomienia. Coś czuje, że gdybym zrezygowala ze spamownika, nie ogarnęłabym się w tym pulpicie nawigazyjnym googli ;D
    Z góry dziękuję ;)
    W rozdziale znalazłam jeden bł, literówkę : "Moment nieuwagi wystarczył, by moje bogi zaczęły pląsać dziko we wszystkie strony." -> chodzi mi tu o "bogi" ;)
    Oprócz tego chciałam jeszcze powiedzieć (właśnie się tak zastanawiam, czy już Ci czasem tego kiedyś nie mówiłam xD Najwyżej się powtórzę xD), że nie stosujesz tabulatorów przy dialogach. Wszędzie, gdzie zaczynasz nowy akapit, musisz zastosować wcięcie w tekście. Nie tyczy się to tylko opisów, ale i dialogów, czyli kiedy zaczynasz dla przykładu tak:
    "- Nie zrobiłem tego - powiedział Ron"
    To również przed myślnikiem musisz zastosować wcięcie ;)
    Uważam, że mistrzowsko opisałaś pojedynek Ślizgonów i Gryfonów. Było płynnie i wartko. Czytałam z pełnym zainteresowaniem ;) Już nawet bałam się, że Draco zrani jakoś Hermionę, nawet przypadkowo, ale na szczęście nikt podczas walki nie ucierpiał. I to takie... słodkie (choć wiem, że ten przymiotnik zupełnie nie pasuje do naszego Dracona Malfoya), że specjalnie chybił ostatnie zaklęcie *.*
    Ah, ah, ah. Już tak mało zostało do ostatecznego uwarzenia się eliksiru! Już się nie mogę doczekać tego momentu, kiedy Hermiona powie głośno, że wszystko jest gotowe (właśnie zaczęłam sobie wyobrażać sytuację, w której Hermiona z radości przewraca przypadkowo kocioł z gotowym eliksirem, choć takie zachowanie pasowałoby raczej do Neville'a xD).
    Mam nadzieję, że miło spędzasz ten długi weekend ;)
    Całuję,
    Leszczyna ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie ma problemu, będę informować na blogu :)
      Literówka poprawiona, pięknie dziękuję, a jeśli chodzi o wcięcie w tekście - stosuję, ale w wordzie, bo przenosząc tekst do edytora wszystkie tabulatory mi się usuwają, a sam tabulator w edytorze nie działa, więc stosuję spacje. Wiem, że nie wygląda to rewelacyjnie, ale lepsze to niż nic. Nie wiem, może to ja jestem taka anty-komputerowa, może trzeba coś wcisnąć, żeby w edytorze zadziałał ten tabulator, ale niestety nie umiem tego zrobić.
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał! Haha, faktycznie "słodki Draco" brzmi jakoś dziwnie, no ale też nie mogę zaprzeczyć, że w tym wypadku jakoś do niego pasuje to stwierdzenie :D
      Ślicznie dziękuję za komentarz, ściskam!

      Usuń
  15. Piosenka dobrana idealnie! Normalnie, jakby stworzona do tego opowiadania ;)
    Rozdział, jak zwykle przecudowny! Harry jest zbyt ciekawski, ale przynajmniej nie zmieniasz go jakoś bardzo i pozostaje tym Harrym Potterem, którego wykreowała pani Rowling. Mam niejasne wrażenie, że mury Dracona, powoli się walą. Zmienia się, dojrzewa, co Ty doskonale potrafisz opisać. To, jak ufa Hermionie... Nie wiem, jak to opisać.
    Dobra, wiem, że nie popisałam się tym komentarzem. Moja wina. Ale cóż poradzę na to, że na nic nie mam ochoty? ;) (który to już raz? :D)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam serca zmieniać Harry'ego, uwielbiam tą postać. Z całym tym jego syndromem bohatera i w ogóle, ale naprawdę go lubię. Tym bardziej odkładam w nieskończoność moment, w którym dojdzie do starcia na linii Hermiona-Harry.
      Oj tak, mury się walą i to w zastraszającym tempie. No, mogę zapowiedzieć tak po cichu, że niebawem runą całkowicie. I cieszę się, że opisy uczuć wyszły mi dobrze - czuję się w nich zdecydowanie lepiej, niż w opisach miejsc :D
      E tam, też czasem nie mam ochoty na jakiś twórczy komentarz. Więc nie ma co się przejmować, trzeba żyć dalej :D

      Usuń
  16. No tak, ja jak zawsze z opóźnieniem ;D
    Malfoy jak zawsze ma głowę na karku i dobrze, że wspomniał Hermionie, żeby tak nie broniła go przed Potterem, jeszcze w końcu naprawdę zacznie coś podejrzewać. Chociaż dziwi mnie zachowanie Hermiony, która tak uparcie nie chce uwierzyć, że Draco ma Mroczny Znak na ramieniu i jest śmierciożercą. Tak, miłość do Malfoy'a zmienia ją bardzo, nie zauważa niektórych rzeczy, np. zgadzam się tu z Potterem, co niby innego Malfoy miałby pokazać swoim gorylom, jeśli nie Mroczny znak? Nie przychodzi mi w tej chwili do głowy nic innego, co mogłoby przekonać ich do zrobienia tego, czego chce od nich Draco. Chociaż ich to akurat to pewnie przekonałoby coś innego, zbyt wymagający to oni nie są, ale w tamtym momencie zdziwili się, więc, że to był Mroczny Znak jest chyba oczywiste. Całe szczęście, że Malfoy nie powiedział nic konkretnego, bo Harry jeszcze bardziej by go obwiniał i zamęczał Hermionę, która wciąż doprawia Malfoy'owi skrzydełka zamiast rogów. Chociaż do Draco to pasują i skrzydła i różki, jest dla mnie takim niegrzecznym aniołkiem, zimny, przebiegły, tajemniczy, ale jednak nie chciał zrobić Hermionie krzywdy, celowo nie trafiając w nią, prawda? Och, to było takie... *-* Gdybym była w tamtym momencie Hermioną, zresztą w ogóle jakbym była Hermioną, to nie mogłabym zasnąć i myślałabym o nim. Chociaż ona i tak to robi, zawala szkołę, co przez tyle lat było u niej na pierwszym miejscu. Cała jej hierarchia wartości obróciła się do góry nogami, teraz na pierwszym miejscu ma Malfoy'a, [chociaż wcale się jej nie dziwię, gdybym miała obok siebie TAKIEGO DRACO też bym miała go na pierwszym miejscu, haha] a nauka, a co dopiero przyjaciele spadają na dalszy plan. Zastanawiam się czy jak już całkowicie od nich odejdzie, to jak oni się zachowają w stosunku do niej. Tak jak np. Harry to jeszcze jej wybaczy, to Ron chyba nie.
    Ciągle i ciągle pod każdym rozdziałem zachwycam się Malfoy'em, ale powiedz jak się nim nie zachwycać? On panuje nad wszystkim, albo chociaż stwarza pozory, że panuje, jest taki zdecydowany. Chciałabym tak być tam z nim w tej klasie i spojrzeć w te szare oczy, oooo *-* On nawet jak się z niej nabija, to robi to z taką klasą.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i z opóźnieniem, ale niezwykle wyczerpująco! :D
      Jeśli chodzi o Dracona to chyba nie mam zbyt wiele do powiedzenia na jego temat - pokazuje pazurki, choć trzeba pamiętać, że jesteśmy w VI części, gdzie nasz drogi Malfoy większą uwagę przykładał do naprawiania znikającej szafy, no i chyba mogę zdradzić, że w tym opowiadaniu też ten wątek zachowam, dopiero na dalszym miejscu jest dokuczanie Gryfonom i pojedynki z Harrym. Nie mniej, faktycznie trudno się dziwić Hermionie że jest rozkojarzona, Draco to jednak... Draco :D Z Ronem to będzie tutaj grubsza impreza, ale tym razem nie będę dużo zdradzać, bo zepsuję efekt, więc cierpliwości, cierpliwości :>
      Ślicznie dziękuję za komentarz, również pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  17. Z lekkim opóźnieniem, ale jestem. Oczywiście rozdział przeczytałam już w środę (nie było innej możliwości) ale przez nawał obowiązków musiałam odłożyć pisanie komentarza na następny dzień. Jak powszechnie wiadomo, jak czegoś się nie zrobi od razu to potem wylatuje to całkowicie z głowy. Tak jest zawsze w moim przypadku (oczywiście, jeśli sobie tego nie zapiszę, albo nie zgubię kartki na której to sobie zapisałam). Co prawda, już jest po północy, więc stawiłam się tutaj pisząc komentarz dopiero w sobotę. Ale dosyć o mnie i mojej sklerozie. Teraz czas skupić się na cudownym Draconie. To niesamowite, jak bardzo uwielbiam TEGO Dracona. Jego tajemniczość jest dla mnie tak intrygująca, że pragnę czytać Twoje opowiadanie bez przerwy. Dlatego, już niejednokrotnie wracałam do ulubionych fragmentów (nikogo chyba nie dziwi, że występuje w nich Malfoy?). Natomiast ten rozdział okazał się mistrzostwem do kwadratu. Draco pojedynkujący się Hermioną by utrzymać pozory? Uwielbiam! Dodatkowo, opisałaś to tak niesamowicie! Już nie pierwszy raz mam ochotę ukłonić Ci się nisko! Jesteś absolutnie genialna!
    Czekam na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że w każdym następnym będzie coraz więcej Malfoya.

    Pozdrawiam i jednocześnie zapraszam na nowy (jeszcze ciepły) rozdział u mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tu się z Tobą zgodzę - jak nie zrobię czegoś od razu, to potem podwójnie ciężko się za to zabrać :D
      Cóż mogę napisać? To, że wracasz do ulubionych fragmentów tego opowiadania naprawdę wiele dla mnie znaczy, bardzo mi z tego powodu miło :) Dziękuję za wszystkie miłe słowa, aż... no cholera, aż nie wiem, co powiedzieć :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  18. Ile.Znasz.Sposobow.Zabijania.3 listopada 2012 18:47

    Ładne są ich zabawy w kotka i myszkę. Czekam jeszcze na jakiś kulminacyjny moment, bo emocje i tak rosną z rozdziału na rozdział. Mam nadzieję, że dasz nam trochę "radochy" na jakąś z pikantniejszych scenek :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulminacyjny moment I części zbliża się wielkimi krokami, więc błagam o jeszcze troszeczkę cierpliwości :)
      Dziękuję ślicznie, ściskam!

      Usuń
  19. Na twój blog trafiłam cłkowicie przypadkowo i był to najlepszy przypadek w moim życiu, jak na razie. Przez prawie 1,5 godziny nic nie robiłam tylko czytałam twoje opowiadanie, zatraciłam się w nim cholernie. Nie wiem jak to robisz, że wywołujesz we mnie takie uczucia swoją historią! Magia po prostu, magia. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jest to najlepsze opowiadanie o tematyce Dramione jakie kiedykolwiek czytałam, a naprawdę przeczytałam ich bardzo dużo.
    Uwielbiam twojego Dracona, jest taki jakim sobie go zawsze wyobrażałam, czyli idealny! Nawet nie wiesz ile bym dała by być na miejscu Hermiony i patrzeć w te szare tęczówki.
    Bardzo ciekawi mnie ta Estera, kim jest dla Draco i po co to wszystko robi.
    Pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział i życzyć ci jak najwięcej weny i by nigdy ci się ona nie skończyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po raz kolejny po prostu nie wiem co mam powiedzieć, więc może ograniczę się tylko do: dziękuję! :)
      To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że to, co piszę, wywołuje tak wielkie emocje wśród czytelników. Niezmiernie się cieszę, że kreacja Dracona wyszła aż tak dobrze - naprawdę, nie spodziewałam się tego.
      Ślicznie ślicznie dziękuję za wypowiedź! Weny, jak wiadomo, nigdy za wiele, więc po raz kolejny dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  20. ja tym razem powiem po prostu tyle: nie mogę się doczekać rozwinięcia akcji :D przyznam szczerze, że moim skromnym zdaniem, odrobinę za bardzo się to przeciąga. ale może to i dobrze - nienasycona ciekawość jeszcze bardziej zachęca do dalszego czytania bloga :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, akcja ciągnie się jak guma z majtek momentami, to prawda, ale chciałabym wszystko dokładnie zaznaczyć przed tym pierwszym kulminacyjnym momentem, więc wybaczcie :D Już niedługo!

      Usuń
  21. hej ;) tutaj taka Skyler. której zapewne nie kojarzysz, bo dotychczas prowadziłam blogi, o innej tematyce,ale w końcu znaazłam czas, by przeczytać twojego bloga i musze ci powiedzieć, że jestem miło zaskoczona. Strasznie podoba mi się w jaki sposób pokazujesz tok myślenia Hermiony, a przy tym zostawiasz Dracona jedną wielką zagadką. Szczerze czasami przechodzi mi przez głowię"boże czemu Malfoy się tak zachowuje?! I po co mu ten eliksir?!" wtedy prawie wychodziłam z siebie, bo wiedziałam, że i tak się niczego w najbliższym czasie nie dowiem. Frustrujące a jednocześnie mega zarąbiste ;) Jedyne co mi się nasuwa to oby tak dalej,naprawdę;)
    A tak do rozdziału dokładniej.
    Nie mogłam z tego,gdy oni się pojedynkowali.Po prostu miałam takie wielkie zdziwienie na twarzy a do tego myśl "Czy Draco zrobi coś hermionie?!" aż mnie dreszcze przeszły, ci mówię ;D A później jak Malfoy się wdarł do umysłu Miony, to zrobiło na mnie największe wrażenie. "Zachowaj pozory" Te dwa słowa, ale poruszają, zarówno nas, czytelników, jak i Grangerównę.
    po prostu genialnie wymyślone.
    No a na końcu, ochrzan Dracona. W sumie to normalne,że kazał, Hermionie, przyznać rację Potterowi,bo to by było naprawdę dziwne, gdyby taka porządna Gryfonka, nagle zaprzeczała wszystkiemu, więc...ciekawe jak to się potoczy...;)
    A no i oczywiście zakończyłaś w taki momencie,że oczy wychodzą z orbit.;)
    -Zadajesz dziwne pytania Granger-kolejna bardzo mądra odpowiedź pana Dracona;D Hah ^^
    No więc w takim razie czekam z niecierpliwością na nn, i jakbyś mogła mnie informować na przykłąd na gadu, albo coś byłabym wdzięczna. Tu podaję numer 17234740 ;)
    A jakbyś miała ochotę zapraszam do mnie na http://for-hate-to-love.blogspot.com Jest to świeży blog i Dramionie, na którym na razie,są tylko bohaterzy,ale już jutro pojawi się prolog ^^
    Całusy, twoja fanka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach i zapomniałam dodać, prześliczny szablon ;)

      Usuń
    2. Ślicznie dziękuję za komentarz i przepraszam, że dopiero teraz - ale tak to już jest na tych studiach, że czasem nie ma się czasu na nic. Cieszę się, że ta historia wywołuje w Tobie tak wielkie emocje, to dla mnie największa nagroda :)
      Oczywiście, mogę Cię informować na gg lub na blogu, jak wolisz. A tak przy okazji dodam do linków, bo lubię opowiadania o tej tematyce :D
      Pozdrawiam serdecznie! <3

      Usuń
  22. Zdecydowanie najlepszy ff jaki kiedykolwiek czytałam! Proszę, niech on nigdy się nie skończy!<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minimum słów, maximum treści - dziękuję! Kiedyś się pewnie skończy, ale nie dziś i nie jutro, więc nie ma co się martwić :D

      Usuń
  23. Kocham ten rozdział i kocham nowy szablon <3
    A czarnoczarna ma dla Ciebie niespodziankę!! GG <3
    [czarnoczarna]

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej! :). Nareszcie udało mi się znaleźć trochę czasu i wpaść na Twojego bloga. Z zapartym tchem przeczytałam wszystkie zaległe rozdziały, a po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać, czemu one się tak szybko skończyły? :p
    Jak zwykle, niesamowicie to wszystko opisałaś, a rozmowy Dracona i Hermiony zostały pięknie przedstawione <3. Jeszcze tylko 2 tygodnie i warzenie eliksiru się skończy... ciekawa jestem, co się wydarzy w ciągu tych 14 dni i co będzie się działo po ich upłynięciu?

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :)
      Mogę chyba zdradzić, że pierwszy kulminacyjny moment, czyli ostateczne uwarzenie eliksiru obejmuje rozdział 24, a więc faktycznie dwa tygodnie - bo za dwa tygodnie go opublikuję. Nie zdradzę, co będzie dalej, bo w tym cała zabawa. Uwielbiam czytać te podejrzenia czytelników i to "gdyby..." :D
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  25. No w końcu jestem z powrotem i mam chwilę żeby poczytać. Mój komentarz na ten rozdział : OMG! Pojedynek Hermiony z Malfoyem jest po prostu zaajeebisty ! I ta ich rozmowa po tym wszystkim brzmieli jak tacy starzy przyjaciele kurde no uwielbiam ich razem w twoim FF. I już niedługo... eliksir :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało, to dużo dla mnie znaczy. O tak, eliksir już niedługo i mam nadzieję, że nie rozczaruję opisem tego :D

      Usuń
  26. "Zachowaj pozory, Granger" <3
    Uwielbiam ich potajemną współpracę. :D
    Jak już pewnie zauważyłaś po komentarzach, przeczytałam wszystko. I nieźle się wciągnęłam ;3
    Naprawdę świetnie piszesz, ale chyba nie trzeba Ci tego mówić :)
    Postać Dracona w Twoim wykonaniu - idealna, naprawdę. Taki zamknięty i tajemniczy, ale z drugiej strony... jednak pełen uczuć. Może nie za dobrze to ujęłam, ale myślę, że wiesz o czym mówię.
    Tak więc nie pozostaje mi nic innego, jak czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Vee, jesteś wielka!
      Oczywiście, przeczytałam każdy komentarz i za każdy z osobna powinnam Ci podziękować, ale pozwól, że zrobię to tylko tutaj. Ogromnie się cieszę, że przebrnęłaś przez te wszystkie dotychczasowe rozdziały, bo dla mnie, jako dla autorki, naprawdę wiele to znaczy. Cieszę się, że zostaniesz na dłużej!
      Ślicznie dziękuję raz jeszcze, ściskam! <3

      Usuń
  27. Hermiona działająca na dwa fronty. Z jednej strony gra świetną i zawsze najlepszą przyjaciółkę Pottera, stara się mu pomóc, dba o jego dobro, a z drugiej szczerze wierna Draconowi, współpracuje z nim za plecami przyjaciół. I tylko Ginny tak naprawdę zna część prawdy ^.^ OMG, to po prostu jest GENIALNE *.*

    OdpowiedzUsuń
  28. Bo w sumie.. co byś mogła powiedzieć? :D
    Że nareszcie zaczynacie czytać najbardziej zakazane Dramione, jakie do tej pory czytaliście?
    Wielbię Cię za to opowiadanie.
    Pozdrawiam
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń
  29. Hej ;) zaczęłam kilka dni temu czytać Twojego bloga i komentuję oczywiście dopiero gdy zobaczyłam jedną niedogodność, bo ogólnie opowiadanie jest cudne :) być może później zostanie to wyjaśnione, ale chodzi mi o to, że Harry dopiero gdy zdobędzie i odtworzy wspomnienie Slughorna dowie się w ogóle o istnieniu horksuksów, dlaczego zatem wiedzą o tym wcześniej? Może to celowy zabieg, a może wyjaśniłaś to w komentarzach, ale jest ich tak dużo, że chyba sama rozumiesz :)

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: