28 września 2012

17. Mury, cz. II


„Ale nawet odrobina czułości wystarczy, żeby 
zburzyć najtwardsze mury duszy”.
Francesc Miralles

~*~

 - Jest zamknięta – zauważył wspaniałomyślnie Malfoy. – Pani Pince wyjechała na święta.
 - Och nie, to naprawdę okropne – zadrwiłam, wyciągając spod szaty swoją różdżkę z winorośli. Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. – I w tym miejscu mój plan się wali, fakt. Jak my sobie teraz poradzimy, co? Alohomora!
     Rozbłysło błękitne światło, po czym kłódka szczęknęła z cichym trzaskiem, pozostawiając lekko uchylone drzwi wejściowe. Spojrzałam z satysfakcją na Ślizgona, który stał obok, a jego wyraz twarzy świadczył o tym, że jest jednocześnie zaskoczony, jak i rozbawiony.
 - Co my właściwie robimy, Granger? – zapytał, gdy weszliśmy do środka.
 - Łamiemy zasady, Malfoy.
     Widziałam, jak się uśmiechnął. Byłam pewna, że pomyślał dokładnie o tym, co ja.
     Swoje zasady i reguły, tak sumiennie i starannie pielęgnowane przez wiele lat, złamałam już jakiś czas temu – kiedy zgodziłam się pomóc temu, który przede mną stał. Dzielący nas mur powoli upadał, chociaż jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawał się niedostępny, nienaruszalny, mocny i wieczny. Życie jest ciągłą grą pozorów, nie sądzicie?
     Weszliśmy do pustej biblioteki, za towarzystwo mając jedynie książki i charakterystyczny zapach papieru. Sięgające sufitu półki wypełnione po brzegi przeróżnymi podręcznikami, poradnikami, opowieściami i woluminami otaczały nas z każdej strony. Szłam powoli między regałami, przesuwając palce po wypukłych grzbietach, aż doszłam do końca korytarza, gdzie stanęłam przed dużymi, mosiężnymi drzwiami z kołatką w kształcie upadłego anioła. Nad nimi widniał ledwo widoczny w tym świetle napis:

DZIAŁ KSIĄG ZAKAZANYCH
 – wejście jedynie za pisemną zgodą nauczyciela –

     Spojrzałam na stojącego obok mnie Malfoya. Wydawał się zaciekawiony, co może czekać go za tymi drzwiami. Miałam ochotę spytać, czego się spodziewa, ale nie zrobiłam tego.
     Wyciągnęłam różdżkę i raz jeszcze szepnęłam: „Alohomora”.
     Dźwięk otwieranego zamka i rozsuwanych rygli wydawał się o wiele głośniejszy niż wcześniej, pewnie za sprawą panującej dookoła ciszy. Pchnęłam ciężkie drzwi, a kiedy tylko weszliśmy do środka, ze wszystkich stron otoczyła nas ciemność, pomimo dość wczesnej pory.
 - Czujesz? – zapytałam Malfoya, gdy zatrzymaliśmy się kilka kroków dalej.
     Musiał czuć. W pomieszczeniu unosił się dziwny zapach tajemnicy, grozy i magii, charakterystyczny dla tych miejsc w Hogwarcie, do których nie mieli wstępu uczniowie. Być może winna jest za to moja wyobraźnia, ale miałam wrażenie, że zakazane księgi, które się tam znajdowały, doskonale zdawały sobie sprawę, że nie powinno nas tu być.
     Drgnęłam, gdy drzwi za nami zatrzasnęły się z głuchym łoskotem.
 - Lumos – szepnęłam, wyciągając przed siebie swoją różdżkę. Wydobywający się z jej końca blask na krótką chwilę nas oślepił, ale później zaczęliśmy rozpoznawać przedmioty dookoła.
     Dział Ksiąg Zakazanych był mrocznym miejscem. Okna w tym pomieszczeniu były tak brudne, że nie przepuszczały do środka wiele światła z zewnątrz. Sięgające sufitu regały przykrywała gruba warstwa kurzu, a podłoga złowieszczo skrzypiała przy każdym kroku.
 - I co ty na to? – Mój szept zabrzmiał w ciszy jak krzyk.
     Malfoy ruszył powoli wzdłuż regałów, oświetlając różdżką grzbiety książek. Poszłam za nim, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że niewidzialne oczy śledzą każdy nasz ruch, a zapomniane woluminy na półkach szepczą niezrozumiałe dla mnie słowa.
 - To miejsce wygląda jak…
 - Cmentarz – wpadłam mu w słowo, kiwając głową. – Każdy zamek ma mroczne sekrety.
     Zatrzymał się przy końcu pierwszego korytarzyka, przyglądając się dużemu tomowi oprawionemu w brązową skórę.
 - Pamiętasz kwiat, którym tak zachwyciłaś się w Zakazanym Lesie? – zapytał. Przytaknęłam, podchodząc do niego i zaglądając mu przez ramię. – Jest tu narysowany. Spójrz.
     Miał rację. Tytuł głosił: „Najniebezpieczniejsze czarodziejskie rośliny i ich czarnomagiczne wykorzystanie”. Drżącymi rękami wyciągnęłam ciężką księgę z półki i przekartkowałam pierwsze strony. Draco oświetlał różdżką wyblakłe litery.
 - Falsus ignis fatuus. Błędny ognik – przeczytałam. – Zwabia podróżników poprzez wyjątkowo silne oddziaływanie na zmysły człowieka. Ofiarami najczęściej bywają kobiety. – Przejrzałam szybko wykorzystanie. – Dosyć rzadki. Jeden z najważniejszych składników Eliksiru Natychmiastowej Śmierci. Okropne.
     Zatrzasnęłam wolumin i odłożyłam go z powrotem na półkę.
     Ruszyliśmy dalej. Malfoy co jakiś czas stawał w miejscu, by odczytać niewyraźne tytuły na zakurzonych grzbietach. Czasem pytał mnie, co oznaczają, ale zwykle nie potrafiłam udzielić mu odpowiedzi. Niektóre księgi były potargane, inne wydawały się splamione zakrzepniętą krwią, jeszcze inne szeptały złowieszczo, kiedy przechodziliśmy obok.
     W połowie środkowego regału Ślizgon znów się zatrzymał. Zerknęłam na tytuł, który tak go zainteresował. Nie byłam zaskoczona, widząc: „Najbardziej niebezpieczne eliksiry”.
     Ściągnął z półki grubą księgę i spróbował otworzyć. Bezskutecznie.
 - Trzeba zapłacić – powiedziałam, stając obok niego. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
 - Zapłacić? – powtórzył, marszcząc lekko brwi.
 - Tak. Krwią. – Dotknęłam ręką okładki i odnalazłam niewielkie miejsce na środku, które było wyjątkowo gorące. – W tym miejscu. Och, to takie prymitywne czary.
     Zauważyłam, jak Malfoy wyciąga z kieszeni scyzoryk i przykłada go do dłoni. Złapałam go za nadgarstek, nim zdążył naciąć skórę. Rzucił mi zdziwione spojrzenie.
 - To nic nie da – rzekłam, kręcąc głową na boki. – Mówiłam, że to bardzo prymitywna magia. Czarodzieje nie pragną przelewać czystej krwi… tylko szlamowatej. Taką, jak moja.
     Wzięłam od niego nożyk i przycisnęłam do wskazującego palca. Przez chwilę Ślizgon wyglądał, jakby chciał mnie powstrzymać, ale było już za późno. Przyłożyłam ranę do księgi w wyznaczonym miejscu, a ta wydała z siebie cichy, złowieszczy syk przypominający drwiący śmiech, po czym otworzyła się na pierwszej stronie.
     Przejrzeliśmy spis treści i szybko znaleźliśmy, czego szukaliśmy. „Animus clausus”, strona czterysta dwudziesta siódma. Ślizgon otworzył we wskazanym miejscu.
 - Co to ma być, Granger? – zapytał od razu.
     Strony pokryte były obrazkami, które budziły lęk i odrazę: ludzie z kilkoma parami rąk wyrastającymi z głowy, zdeformowane części ciała, twarze wykrzywione potwornym bólem.
 - Ostrzeżenie – odpowiedziałam po chwili. – Pamiętasz, jak mówiłam, że ten eliksir jest wyjątkowo niebezpieczny? Wypicie nieodpowiednio przyrządzonej mikstury może przynieść straszne konsekwencje. Gorsze od samej śmierci, Malfoy.
     Przyglądał się przez chwilę rysunkom. Nie potrafiłam niczego wyczytać z jego twarzy. Jeśli choć trochę się bał lub ogarnęły go wątpliwości, to nie dał tego po sobie poznać.
 - Lecz jeśli się uda…  – zaczął, zamykając księgę.
 - To będziesz miał, czego chciałeś. Tak.
     Kiwnął głową i odłożył ciężki tom na półkę.
 - Myślę, że możemy iść dalej, Granger – powiedział po chwili. – Chyba, że któraś z tych książek zaraz zacznie ze mną rozmawiać. Wtedy faktycznie będę zaskoczony.
     Zobaczyłam, że delikatnie się uśmiecha, więc odpowiedziałam mu tym samym.
 - To dopiero początek, Malfoy.
     Ruszyliśmy w kierunku wyjścia, ale w tej samej chwili panującą w Dziale Ksiąg Zakazanych ciszę rozdarł odgłos skrzypiących drzwi. Oboje zamarliśmy w połowie kroku. Nie było wątpliwości, że ktoś wchodził do pomieszczenia.
     Niewiele myśląc, pociągnęłam Malfoya za skraj szaty, by schować się za najwyższy regał. Czym prędzej wyciągnęłam spod płaszcza pelerynę niewidkę, którą przed wyjazdem do Nory zostawił mi Harry, i narzuciłam ją na nasze głowy. Ślizgon ostrożnie się do mnie przybliżył, wciąż zachowując największy z możliwych odstępów.
 - Ktoś tu jest, Maleńka? – Rozpoznałam ochrypły głos Argusa Filcha.
     Wstrzymałam oddech, kiedy Pani Norris pojawiła się dokładnie naprzeciwko nas. Żółte, płonące w ciemności ślepia kotki patrzyły w naszym kierunku. Już nie raz zastanawialiśmy się z Harrym i Ronem, czy peleryna działa również na zwierzęta?
     Ta krótka chwila trwała wieczność. Nie wypuszczałam powietrza z płuc nawet wtedy, gdy Pani Norris odeszła w przeciwnym kierunku, a woźny przywołał ją do siebie. Odetchnęłam dopiero, gdy Filch zamknął drzwi z drugiej strony, wydając z siebie podejrzliwy pomruk.
 - Było blisko – szepnął Malfoy, wyłaniając się spod materiału. – Czy to kryje również przed zwierzętami? – zapytał, wskazując na pelerynę niewidkę.
 - Myślę, że Pani Norris nas nie widziała – odparłam. – Ale wyczuła zapach.
     Z Działu Ksiąg Zakazanych wyszliśmy ukryci pod magicznym płaszczem Harry’ego. Ściągnęliśmy z głów pelerynę dopiero na pustym i cichym korytarzu piątego piętra, kiedy zaryglowałam z powrotem drzwi szkolnej biblioteki. Malfoy stał oparty o ścianę, czekając na dalszy ciąg tego szaleństwa, w którym oboje uczestniczyliśmy.
 - To co teraz mi pokażesz, Granger? – odezwał się.
 - Sam się przekonasz.
     Tego dnia wraz z Draconem Malfoyem odkrywałam Hogwart na nowo. W następnej kolejności zaprowadziłam go do Komnaty Luster na trzecim piętrze, której wszystkie ściany, łącznie z sufitem i podłogą, wyłożone były zwierciadłami. Później, korzystając ze znajomych skrótów i ukrytych przejść, dotarliśmy na szóste piętro, gdzie pokazałam mu wielkie pomieszczenie zwane Sercem Hogwartu. Była to obszerna komnata, w której główne miejsce zajmował ogromny obraz przedstawiający założycieli tej Szkoły Magii i Czarodziejstwa: uśmiechnięte Helga Hufflepuff i Rowena Ravenclaw siedziały w długich sukniach na prostych, drewnianych krzesłach, a za nimi stali Godryk Gryffindor i Salazar Slytherin, przyjacielsko obejmujący się za ramiona, wszyscy na tle dumnego Hogwartu. Najwspanialsze jednak w tej komnacie były ściany: całe pokryte imionami i nazwiskami uczniów, którzy uczęszczali do tej szkoły, razem z datą urodzenia i domem, do którego należeli. Były ich tam tysiące: wyryte w kamiennych ścianach słowa pokrywały nawet sufit i podłogę. Z trudem odnalazłam swój podpis, zaraz obok Harry’ego i Rona, i pokazałam go Malfoyowi.

Hermiona Granger, 1979, Gryffindor

 - Teraz twoja kolej – powiedziałam, uśmiechając się lekko i odchodząc kilka kroków w tył.
     Obserwowałam, jak Ślizgon wyjmuje różdżkę i szuka wolnego kawałka ściany. W końcu zdecydował się wyryć napis po drugiej stronie obrazu, obok jakiegoś czarodzieja, który przybył do Hogwartu w 1723 roku i dostał się do Hufflepuffu. Kilka ruchów nadgarstkiem wystarczyło, by po chwili móc odczytać napis:

Draco Malfoy, 1980, Slytherin

     Gdy opuściliśmy Serce Hogwartu, zaczął już zapadać zmrok. Pokazałam Ślizgonowi jeszcze kilka tajnych przejść, którymi można dostać się do Hogsmeade, łazienkę Jęczącej Marty, która jest wejściem do Komnaty Tajemnic, dumną chimerę strzegącą wejścia do gabinetu dyrektora, kilka sekretnych komnat ukrytych za obrazami, oraz miejsce, w którym znajduje się kuchnia – gdzie nie mogliśmy wejść, bo w porę zorientowałam się, że moglibyśmy natknąć się tam na Zgredka.
 - W porządku, Granger – powiedział Malfoy, kiedy szliśmy schodami w kierunku Wielkiej Sali. – Pokazałaś mi inne oblicze Hogwartu, racja. Ale muszę przyznać, że nie było takiego miejsca, które mogłoby mnie zachwycić, oczarować. A taka była umowa.
     Uśmiechał się smutno, jakby nie tego się spodziewał.
 - To jeszcze nie wszystko – oznajmiłam. – Najlepsze zostawiłam na koniec.
     Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, ale się nie odezwał. Ruszyliśmy marmurowymi schodami w górę zamku i korzystając ze znanych, huncwockich skrótów, już po kilku minutach byliśmy na siódmym piętrze. Minęliśmy postać Siedmiopalczastej Czarownicy i ścianę, za którą znajdował się Pokój Życzeń. Zatrzymaliśmy się dopiero przed portretem Grubej Damy. Kiedy Malfoy zrozumiał, gdzie jest, zmarszczył lekko brwi.
 - Podaj hasło – powiedziała melodyjnie Gruba Dama.
 - Esy i Floresy – rzekłam, na co Strażniczka kiwnęła tylko głową, po czym odsłoniła wąskie przejście prowadzące do pokoju wspólnego Gryfonów.
     Obserwowałam, jak Malfoy lustruje zaciekawionym wzrokiem całe pomieszczenie: począwszy od niewielkiego kominka, w którym tlił się wesoło ogień, poprzez wytarte fotele, okrągłe stoliki, obrazy, herb Gryffindoru, a skończywszy na prostych lampach zwisających z sufitu. Zauważyłam, jak jego spojrzenie zatrzymało się przez dłuższą chwilę na rysunku autorstwa Deana Thomasa przedstawiającym Marcusa Urquharta, kapitana drużyny Ślizgonów w quidditchu, z płonącą głową oraz na migoczącym, złotym napisie wyrytym na ścianie: GWARDIA DUMBLEDORE’A.
     W oczy rzucił mi się srebrny wąż Slytherinu wyszyty na piersi Malfoya i jego szmaragdowy krawat. Szkarłat i zieleń – wiecznie odpychające się kolory, które ja usilnie próbowałam połączyć, by przestały choć w tym jednym jedynym wypadku ze sobą kontrastować.
 - Dlaczego tu jesteśmy, Granger? – zapytał Draco.
 - Chcę ci coś pokazać. Chodź za mną – powiedziałam, przywołując go do siebie gestem.
     Zawahał się, ale tylko przez chwilę.
     Ruszyliśmy spiralnymi schodami na sam szczyt Wieży Gryffindoru. Minęliśmy ostatnie dormitoria, po czym po drabinie wspięliśmy się na niewielkie, kamienne poddasze. Znajdowało się tam jedno okno, tylko trochę wyższe niż Malfoy, połączone z małym balkonikiem. Kiedy je otworzyłam, w twarz uderzyło mnie mroźne powietrze.
 - Podejdź tu, proszę – szepnęłam w kierunku Ślizgona, wchodząc na balkonik i odgarniając wcześniej jednym ruchem różdżki śnieg z podłogi.
     Stanął obok mnie niepewnie, rozglądając się na boki. W panującej dookoła ciemności niewiele było widać: tylko światła w niektórych oknach w pozostałej części zamku były zapalone. Nasze oddechy już po chwili zamieniły się w kłębki białej pary, ale żadne z nas nie zwróciło na to szczególnej uwagi. Poczułam, jak Malfoy porusza się niespokojnie.
 - To jest to miejsce, które miało mnie oczarować? – zapytał.
 - Spójrz w niebo, Draco.
     Ociągał się tylko chwilę, po czym podniósł wzrok do góry.
     Z czarnego nieba wiszącego nad naszymi głowami zamigotały miliony gwiazd. Nie były takie, jak te zdobiące sklepienie Wielkiej Sali. Nieboskłon, na który patrzyliśmy, wyglądał jak upstrzony gwiazdami dywan, a Droga Mleczna była tak wyraźna, że miałam ochotę wyciągnąć w górę ręce i chwycić ją w swoje dłonie.
     Odwróciłam głowę w prawo i przyjrzałam się Ślizgonowi. Wyglądał tak pięknie w otaczającej nas ciemności… Najjaśniejsze gwiazdy odbijały się w jego szarych oczach, które po raz pierwszy w moim towarzystwie wyraźnie rozbłysły zachwytem. Wydawało mi się, że ujrzałam w nich nawet pewną czułość, której nie potrafiłam w żaden sposób wyjaśnić. Stał tak i patrzył w zimowe niebo, myślami będąc daleko stąd. Nie przeszkadzało mi to. Samo przyglądanie się mu przynosiło mi radość i dziwne uczucie spełnienia.
     „Wiesz, to jest jak z gwiazdami. Widzisz je, ale nie możesz ich dotknąć”, przypomniałam sobie nagle słowa Ginny, tak odległe, jakby wypowiedziała je w poprzednim życiu.
     Mogę, pomyślałam. Mogę ich dotknąć, jeśli tylko się odważę.
 - Gwiazdy rozświetlają mrok serca tylko wtedy, jeśli się na to zasłuży – powiedział nagle Malfoy, wciąż na mnie nie patrząc. Zmroził mnie smutek, który wyłapałam w jego głosie.
 - Skoro uważasz, że masz mrok w sercu, to myślisz, że zasłużyłeś na ich blask?
 - Nie wiem, Granger. Nic już nie wiem.
     Zawiesił na chwilę głos, spuszczając wzrok na kamienną ścianę pod nami.
 - Ktoś mądry powiedział kiedyś, że od gwiazd pochodzimy i do gwiazd zmierzamy – szepnęłam, podnosząc głowę do góry. – Życie jest tylko podróżą. Niczym więcej.
     Staliśmy chwilę w milczeniu, smakując ciszy, która wcale nam nie ciążyła. Odnalazłam na nocnym niebie gwiazdozbiór Wielkiego Psa i najjaśniej świecącego o tej porze roku Syriusza, a później odszukałam Trójkąt Zimowy, który Syriusz tworzył wraz z Betelgeuse i Procjonem, kolejno w gwiazdozbiorach Oriona i Małego Psa.
 - Powiedziałaś dziś, że człowiek jest jak zamek – odezwał się Malfoy po dłużej chwili. – Być może miałaś rację. Czy wiesz, Granger, co zwykle taką twierdzę otacza?
     Kiwnęłam powoli głową, ale nie byłam pewna, czy Draco na mnie patrzy.
 - Mury – odpowiedziałam.
 - Tak. Mury. – Zawiesił na chwilę głos, jakby szukał odpowiednich słów. – Mury mają za zadanie chronić, zabezpieczać przed niechcianą penetracją z zewnątrz. Dlatego tak dużo wysiłku pochłania zbudowanie ich i dlatego przywiązuje się do tego tak wielką wagę. Każdy zamek myśli, że mury, które go otaczają, są niepokonane. – Urwał, po czym wziął głęboki oddech. – Ale czasem zdarza się tak, że te mury, budowane starannie przez wiele lat, cegiełka po cegiełce, w jednym momencie obracają się w pył.
     Wiedziałam, co miał na myśli. Zamek był tylko metaforą – zresztą, czyż całe życie nią nie jest? Ale Malfoy miał rację, jego słowa były prawdziwe. Czasem wystarczy byle co, mało znaczący epizod, a mur się wali. Ktoś obala go w kilka sekund – jednym słowem, oddechem, gestem, czy spojrzeniem. Zaczęłam się zastanawiać, w jakim stanie jest mur oddzielający mnie i Ślizgona, który właśnie stał po mojej prawej stronie. Czy kiedyś runie?
 - I wtedy trzeba zacząć budowę od początku – ciągną dalej Malfoy. – Kolejne długie miesiące pracy nad zamkiem, nad… samym sobą.
     Po raz pierwszy tego dnia nie odniósł się do budynku, o którym rozmawialiśmy.
 - Jest też druga opcja – powiedziałam, starannie dobierając kolejne słowa. – Owszem, można zacząć naprawiać mur od nowa… lub pozwolić, by przybysz poznał zamek. Mury budowane wspólnie są bardziej wytrzymałe od tych, które tworzy się w samotności.
     Nie odpowiedział, jakby analizował sens mojej wypowiedzi. Odważyłam się na niego spojrzeć. Patrzył w odległy horyzont nieobecnym wzrokiem. Być może szukał widocznych murów i bram, by uwierzyć, że to wszystko jest prawdą, nie kolejnym oszustwem istnienia.
     A gdyby tak się ośmielić, gdyby udowodnić całemu światu, że gwiazd, o których się marzy, można dotknąć? Stał tuż obok mnie, był na wyciągnięcie ręki… a mimo to niedostępny, nieosiągalny, nie dla mnie. Trzeba łamać schematy, pomyślałam, przekraczać granice i śmiać się życiu prosto w twarz. Odwagi, Hermiono.
 - Jak grube są mury, które otaczają ciebie, Draco? – zapytałam cicho.
     Długo zastanawiał się, co ma odpowiedzieć.
 - Cieńsze niż myślałem, Granger.
     Raz jeszcze podniósł wzrok i spojrzał w rozgwieżdżone niebo. Chwilę później, nie wiedzieć jak i dlaczego, uśmiechnął się delikatnie. W tamtym momencie zrozumiałam, że Draco Malfoy był człowiekiem pełnym sprzeczności. Zdolny do wyrażania emocji, które głęboko w sobie chował, przegrany, lecz wciąż walczący, obojętny, a jednak potrafiący czuć.
     Wtedy też doszło do mnie, że to na niego czekałam szesnaście lat.
     To rozum wznosi wokół siebie mury. Serce je burzy.
     Do pokoju wspólnego Gryfonów zeszliśmy w milczeniu. Dopiero teraz poczułam, że jestem przemarznięta do szpiku kości. Marzyłam tylko o ciepłej pościeli, czekającej na mnie w dormitorium i podgrzewaczach, które skrzaty wcisnęły między materace.
 - Jak długo zamierzasz jeszcze odkrywać zamek? – zapytał Malfoy, stojąc już przed wyjściem przez dziurę w portrecie. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Tak długo, ile będzie to konieczne. Na razie nie idzie mi najlepiej. Wciąż nie wiem, jaki jest, bo, prawdę mówiąc, nie daje się tak łatwo poznać.
     Również się uśmiechnął.
 - Widocznie ma swoje powody – rzekł cicho, z tajemniczym błyskiem w oczach.
 - Być może – przyznałam, wzruszając ramionami. – To nie ma żadnego znaczenia. Mam dużo czasu, a cierpliwości również mi nie brakuje.
     Przyglądał mi się przez krótką chwilę, z głową lekko przekrzywioną w bok.
 - A jeśli spotka cię rozczarowanie, Granger?
     To było odpowiednie pytanie na odpowiednim miejscu. Od lat bałam się rozczarowań i jak ognia ich unikałam. Bo widzicie, ze wszystkich uczuć, jakie targają człowiekiem, to właśnie jest najgorsze. Dlaczego? To proste – bo nie przynosi ani krzty dobrych uczuć. Nic. Tylko gorycz i pustkę, tylko smutek i żal, a przecież swojego życia nie wolno żałować.
 - Cóż, za pragnienia niekiedy płaci się rozczarowaniem – odpowiedziałam.
     Lustrował mnie spojrzeniem swoich szarych oczu, jakby zaglądał w głąb mnie, do serca i duszy, do marzeń i celów. Całą sobą walczyłam, by nie odwrócić wzroku. Udało mi się to. Wydaje mi się, że to odwaga do stawienia czoła rozczarowaniom, które być może mogły czekać na mnie w przyszłości, dodała mi sił. To był ważny krok w stronę obalenia muru, który wciąż stał między nami. Mogłam przecież zrezygnować, odwrócić się i odejść, wrócić do poprzedniego życia i pozostać do końca swoich dni przegraną.
     Nie zrobiłam tego.
 - Dziękuję, Granger – powiedział Draco Malfoy, a ja zamarłam, po raz pierwszy słysząc to słowo z jego ust. – Miałaś rację. Hogwart wciąż jest magiczny.
     Skinął lekko głową w moją stronę, po czym zniknął za portretem Grubej Damy.

_________________________
Ależ miałam zwariowany tydzień. Z góry przepraszam, że w tym czasie nie czytałam Waszych opowiadań, ale zaległości są już nadrobione. Od października będę mieć mniej czasu na blogowanie, bo oprócz uczelni trzeba też przecież znaleźć czas na życie, ale myślę, że w weekendy uda mi się wszystko pogodzić i będzie w porządku.
Polonistyko... nadchodzę!

56 komentarzy:

  1. Polonistyka przyjmuje w swoje ramiona godną tego kierunku studentkę: to był Twój najlepszy rozdział EVER. Magiczny, tajemniczy, filozoficzny, pięknie opisany. Bardzo mi się podobały te wszystkie miejsca, które uwzględniłaś w rozdziale - Dział Ksiąg Zakazanych (skojarzenie automatyczne - pisemna zgoda Lockharta, której udzielił kiedyś Hermionie :D), sala z lustrami (w tym momencie znów chciało mi się śmiać, bo pomyślałam sobie, że Lockhart na pewno bardzo ją lubił :D), Serce Hogwartu (genialne! *leci się dopisać*) i wreszcie mistrzostwo świata, czyli balkon na szczycie wieży Gryffindoru. A tekst Malfoya o gwiazdach rozświetlających mroki duszy - no po prostu poezja, wisienka na torcie!

    Jestem zachwycona. Cudowne, cudowne, cudowne, wielkie brawa dla tej pani!

    Pozdrawiam serdecznie,
    [gilderoy-lockhart]

    PS Czy te wszystkie miejsca (oprócz Działu Ksiąg Zakazanych, bo wiemy, że on istnieje) naprawdę były w Hogwarcie, czy to Twój autorski pomysł? Wiesz, że gdzieś w jakiejś literaturze dodatkowej, poza serią HP...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... aż mnie zatkało. Do tego rozdziału miałam jakiś szczególny sentyment, bo włożyłam w niego dużo pracy, ale chyba się nie spodziewałam, że się AŻ TAK spodoba. No ale w każdym bądź razie niezmiernie mi miło! :)
      Haha, widzę, że Lockhart zawsze i wszędzie! :D
      Jeśli chodzi o Serce Hogwartu, to wymyśliłam je sama, tak spontanicznie :D A inspiracją do Komnaty Luster były opowieści znajomego o podobnym pomieszczeniu gdzieś w Tatralandii, tylko bardziej rozbudowane :D W każdym bądź razie żadnej lektury dodatkowej HP nigdy nie czytałam, a w sumie chętnie bym to zrobiła.
      Również pozdrawiam, ślicznie dziękuję!

      Usuń
  2. Jestem przychylna wypowiedzi Fedory - rozdział był naprawdę wyjątkowy. Przeleciał mi tak szybko od pierwszego akapitu do ostatniego, że naprawdę, ogromny był mój zawód, kiedy się okazało, że to już koniec. Wiesz, tak się zastanawiam, że swoim opowiadaniem przekazujesz coś więcej, a wypowiedzi między bohaterami są mądre, i nie wiem jak u innych, ale do mnie docierają, gdzieś naprawdę głęboko. Draco, Draco... Szkoda mi go, tyle sprzeczności, strachu i bólu w nim... jakby poznał całe życie, poznał całe cierpienie, a jednocześnie nie wiedział nic... Nie może się odnaleźć, brakuje mu sił, aby wzmacniać mój, słabnie. Ale nie jest to oznaką słabości, raczej czegoś innego. Pewnego rodzaju siła i moc, które z drugiej strony muru stają się jego fundamentem. Mam nadzieje, że dotrze do tego, czego tak bardzo pragnie. Że w końcu zrozumie kim i jaki jest.
    A Hermiona... jest rozważna. I całe szczęście że nie rozwydrzona tak jak inne się zdarzały. Gratuluję Ci, Damo Kier, bo kreujesz swoje postacie na wspaniałe osoby... Trzymam kciuki żeby wena cie nie opuszczała, bo chyba bym nie przeżyła :))
    Pozdrawiam.
    [tracac-siebie]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * nie mój, a mur. :D wybacz.

      Zapomniałam jeszcze dodać, że ogólna metafora murów jest niesamowicie prawdziwa i myślę, że nie tylko Twoi bohaterowie zastanawiają się nad ich znaczeniem we własnym życiu.

      Usuń
    2. No, powiem tak: prawdziwą twarz Dracona będzie można poznać dopiero za jakiś czas. To wszystko dzieje się w szóstej klasie i staram się kreować Malfoya właśnie na takiego rozchwianego, tajemniczego i przez to groźnego, jak zrobiła to Rowling. To, że zbliża się coraz bardziej do Hermiony nie znaczy, że staje się bez skazy, chociaż na pewno w pewnym stopniu zmienia się na lepsze... Ale ciii, już nic więcej nie mówię, bo zepsuję całą zabawę :D
      Dziękuję za miłe słowa, a wena się przyda, bo nie wiadomo jak to z nią teraz będzie. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko mnie nie opuści...
      "Mury", taaak, to idealnie mi pasowało do tego parringu!
      Pozdrawiam cieplo! :)

      Usuń
  3. Bardzo podobał mi się ten rozdział. Był taki... taki magiczny, posiadał pewien klimat, który udało ci się naprawdę świetnie oddać. Czytanie go było prawdziwą przyjemnością, no i nie brakło tu refleksyjnego nastroju, który był i w rozdziale poprzednim. Bardzo mi się spodobała ta strona przemyśleniowa, lubię opowiadania z zawartymi w nich refleksjami, tak samo, jak kocham opisy i dobrze opisane przeżycia wewnętrzne postaci, a ty to wszystko masz.
    Były opisy zarówno miejsc, jak i uczuć, co naprawdę mnie ujęło i zachwyciło. Podobało mi się to odkrywanie Hogwartu na nowo, w fajny sposób pokazałaś, jak Hermiona pokazuje Malfoyowi szkołę, i próbuje jakoś go zaskoczyć. Chłopak jest zgorzkniały i uparcie broni się przed przyjęciem do wiadomości, że wcale nie musi być taki zimny i nieczuły.
    Podobał mi się opis serca Hogwartu, to genialny pomysl z taką komnatą. Albo podziwianie gwiazd z wieży Gryffindoru. To podobało mi się szczególnie, gdyż ja kocham oglądać gwiazdy i w lecie nie było takiej nocy, żebym nie podeszła do okna i nie pogapiła się na gwiazdy. W ogóle uwielbiam obserwować niebo, ale najbardziej w nocy ^^.
    Pod koniec rozdziału też był moment, że pomyślałam sobie, że hermiona weźmie go do Pokoju Życzeń, i że może dojdzie do jakiejś niezbyt wygodnej sytuacji, ale nie ;P.
    Rewelacyjnie wyszły ci też dialogi. Ech, tego ci zazdroszczę, tez bym chciała umieć pisać dobre dialogi.
    Wyszło mi z tego komentarza takie trochę masło maślane i nie wiem, czy przekazałam wszystko, co chciałam przekazać, nie mniej jednak byłam zachwycona.
    Życzę dużo weny, no i powodzenia na studiach ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak, gwiazdy! Jeśli o mnie chodzi, to na co dzień nie mam możliwości patrzeć w takie rozgwieżdżone, czyste niebo, bo jako mieszkanka centrum Krakowa widok mam raczej ograniczony - ten smog, zanieczyszczenia. Ale kiedy tylko wyjechałam w lipcu na wakacje, to w te ciepłe, przejrzyste noce rozkładaliśmy koc w ogrodzie i się tak gapiliśmy... to było niesamowite, szukanie Wielkiego i Małego Wozu (które dla mnie wciąż są Dużym i Małym RONDLEM), wyłapywanie spadających gwiazd, zarys Drogi Mlecznej i jakieś śmieszne historie o UFO :D Gdybym mieszkała na wsi, to chyba co noc gapiłabym się w niebo, słowo daję.
      Myślałam o Pokoju Życzeń, ale w porę sobie przypomniałam, że Malfoy o jego istnieniu wie, w końcu ta szafa i w ogóle :D A jeśli chodzi o dialogi, to wychodzą mi lepiej niż opisy, więc nie mam z nimi problemu :D Za to zwykle nad opisami głowię się i głowię przez dłuższy czas.
      Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam, a powodzenie na studiach się przyda, bo na chwilę obecną ogarnia mnie taka ambiwalencja :D

      Usuń
    2. Ja za rok pójdę już na te studia, teraz się wstrzymałam, bo prawdę mówiąc, wciąż nie wiem, na jaki iść kierunek, ale predzej czy później mnie to czeka i bardzo się stresuję ;P.
      Mieszkasz w centrum Krakowa? Zazdroszczę, lubię to miasto ^^. Niestety byłam tam może ze 4 razy w życiu, buuu ;(.
      Ale gwiazdy kochaaaaam *,*. Z moich okien na szczęście je widać, więc gapię się ile wlezie. A że często budzę się w nocy, to zawsze podchodzę do okna i o ile nie ma chmur, to siedzę na parapecie i patrzę w niebo. Wgl marzę o ujrzeniu spadającej gwiazdy, raz widziałam i to był cudny widok ^^. Ale w dzień też lubię; lubię rozkładac się na trawie, gapić w chmury i doszukiwać się w nich ukrytych kształtów. Wiem, walnięta jestem, ale co tam xD.

      Usuń
    3. Ja myślałam nad zrobieniem przerwy, żeby pójść do pracy, ale w sumie stwierdziłam, że nie ma sensu czekać, skoro zawsze chciałam iść na filologię polską :D
      Taak, mieszkam bardzo blisko centrum Krakowa. Uwielbiam to miasto, a szczególnie nocą. Nie można zaprzeczyć, że Kraków ma swój specyficzny klimat :D
      To zazdroszczę takiego widoku! Korzystałabym na pewno z tego, gdybym miała możliwość...

      Usuń
    4. Ja do pracy nie chcę iść, więc nie poszłam ^^. Zresztą nie ma nic, co by odpowiadało moim wymaganiom. Siedzę więc w domu i próbuję wymyślić kierunek studiów. W sumie chciałabym studiować w Krakowie, ale za daleko, niestety.
      Fajnie, że chociaż ty wiesz, na jaki kierunek chcesz iść ^^. Bo ja właśnie nie umiem się na nic zdecydować. Ale już wiem, że nie będzie to nic humanistycznego, gdyż jestem raczej ścisłowcem.

      Usuń
    5. A jesteś z małopolski, czy z jakiegoś innego województwa? :)
      Ja raczej jestem humanistką, chociaż dobrą matmą nie pogardzę :D Skończyłam liceum na profilu biol-chem-mat i maturę z matmy zdałam bardzo dobrze, ale polski przychodzi mi z łatwością, a w matematykę musiałam włożyć duuużo pracy, żeby osiągnąć takie wyniki :D Z kolei moja starsza siostra ma odwrotnie - to matma nie sprawiała jej nigdy najmniejszych problemów. Ale nad kierunkiem warto się faktycznie zastanowić, żeby potem nie żałować, bo czas jest przecież w naszym XXI wieku na wagę złota! Więc życzę, żebyś nalazła w końcu swoje powołanie i wybrała najlepiej, jak możesz :)

      Usuń
  4. niesamowity rozdział.
    strasznie poruszył mnie moment, kiedy Hermiona decyduje się na pokazanie Draconowi pokoju wspólnego Gryffindoru. nie wiem właściwie, dlaczego, ale odebrałam to jako swoisty akt zaufania, naprawdę wspaniałe :)
    no i oczywiście porównanie człowieka do zamku. przepiękne. nie wiem nawet, jakich słów użyć, żeby opisać to, co czułam podczas czytania tego rozdziału :) magia. po prostu magia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, to faktycznie był taki "akt zaufania", no i na Malfoyu zrobił duże wrażenie. Starałam się też pokazać te różnice między Gryffindorem a Slytherinem, bo chodziaż ten pokój wspólny Gryfonów jest dość oklepany przez Rowling i często się już nudzi, to mi się zawsze kojarzył z takim ciepłym, rodzinnym, przyjemnym salonikiem, w przeciwieństwie do Ślizgonów, u których liczy się raczej przepych i elegancja - w moim mniemaniu oczywiście :)
      Cieszę się, że się podobało, ślicznie dziękuję :)

      Usuń
  5. Wszyscy chwalą no i ja też nie będę oryginalna. Ten rozdział był po prostu... rewelacyjny. Nie brakowało w nim niczego, a Malfoya niezmiennie kocham i widzę w nim człowieka przytłoczonego swoimi problemami, ale wciąż walczącego. Właśnie taki Malfoy był w VI części i bardzo dobrze rozwijasz jego postać. Opisy, przemyślenia, dialogi - perełka. Po prostu brawa i to na stojąco.
    Na studiach dasz spokojnie radę, trzymam kciuki! Tylko nie zapomnij o tym opowiadaniu w wirze nauki, co? :)
    [czarnoczarna]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam nadzieję, że przez studia nie będę miała dość polskiego :D Ale to chyba mało prawdopodobne, bo pisanie opowiadań traktuję jako przyjemność, a wypowiedzi czytelników zawsze są największą nagrodą za trud pracy :D
      Ja chyba też tego Malfoya kocham. Z całym tym jego zakłamaniem i mrocznymi sekretami. I szkoda, że dopiero w tej VI części przestałam go uważać za dupka :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Cudowny rozdział. Polonistyka to w twoim wypadku bardzo dobry wybór.Mam tylko nadzieje, że po tych studiach będziesz dalej tworzyła i może ukaże się jakaś twoja książka. Czekam na następną notkę i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od zawsze chciałam napisać książkę i nawet kilka lat temu zakwitł w mojej głowie zarys fabuły, ale na razie dałam sobie z tym spokój :D Nie mam pojęcia, co przyniesie przyszłość, ale póki co chcę stawać się coraz lepszą i lepszą.
      Dziękuję, pozdrawiam również :)

      Usuń
  7. SUUUUUUUUUPPPPPPERRRR....... wszystko na Twoim blogu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć, dziękuję :D

      Usuń
  8. Świetny rozdział. Taki, jaki lubię. Nie było w nim całkowitej sielanki, ale jednak można było wyczuć przyjemną atmosferę, czytając go. Myślę, że też byłabym zachwycona, patrząc w niebo w magicznym świecie. Chciałam jeszcze dodać, że bardzo podobała mi się te metafory, były po prostu genialne.
    To nie Ty powinnaś się obawiać Polonistyki, tylko Polonistyka Ciebie :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wystarczy spojrzeć w niebo, żeby poczuć magię. Szkoda, że ten czarodziejski świat Rowling nie istnieje, ale ludzie często zapominają, że magia jest dookoła. Wystarczy się tylko trochę przyjrzeć światu :)
      Haha, taaak, myślę, że polonistyka już tam drży! :D
      Dziękuję ślicznie, pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  9. I jak Cię nie kochać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem, co odpowiedzieć :D Dziękuję :) A tu do kochania jest tylko to opowiadanie, autorka może się okazać wredna i złośliwa! :D

      Usuń
  10. Rozdział naprawdę rewelacyjny :). Szczegółowo i bardzo ładnie to wszystko opisałaś: uczucia i przemyślenia Hermiony. Cały rozdział był naturalny i lekki, a także z wielkim uśmiechem na ustach się go czytało.
    Podoba mi się postawa Hermiony. Kreujesz ją właśnie na taką, jaka powinna być. Poza tym, w bardzo fajny sposób przedstawiłaś to, jak Miona pokazuje Draconowi Hogwart. Pod koniec myślałam, że ona chce go zaprowadzić do Pokoju Życzeń... a potem jednak okazało się, że wprowadziła go do Wieży Gryffindoru. Scena na balkonie niesamowicie mi się spodobała... i ten dialog. To było po prostu piękne ^^.

    Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi to czytać :)
      Aż sama nie wiem, co mogę odpowiadać, bo nie spodziewałam się, że ten rozdział wywoła aż tak wielkie emocje. W każdym bądź razie to niesamowite uczucie, czytać takie przychylne komentarze czytelników. Aż się pisać chce! :)

      Usuń
  11. Ej. Ja naprawdę nie zasługuję na taki rozdział. Na tak niesamowitą, pełną utajonej ekspresji, przemyśleń, wahań, rozterek i sprzeczności część. Obie lubimy metaforę, aczkolwiek "deser" jest zdecydowanie lżejszy od "murów" - zarówno w dosłownym, jak i przenośnym znaczeniu - cóż za urocza zbieżność.
    Draco. Nie potrafię opisać jak bardzo podoba mi się kreacja tej postaci w Twoim wykonaniu. Zaczyna mi brakować słów, a nie chcę się powtarzać w każdym kolejnym komentarzu. Hermiona, tak dojrzała, zawsze taką była i potrafiłaś idealnie oddać jej charakter. Wszystko tutaj jest tak prawdziwe, magiczne.
    Myślę, że doskonale wiesz, o co mi chodzi. Masz u mnie dużą, pyszną kawę <3
    Kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej. Ty naprawdę nie wiesz, co mówisz. Ten rozdział jest dla Ciebie właśnie dlatego, że swoją metaforą "deseru" podsunęłaś mi pomysł "murów". A to, że "deser" jest lżejszy, nie znaczy, że jest gorszy, poza tym Ty przedstawiłaś to w tak uroczy sposób, że ja do dziś dnia jestem tym zachwycona, o.
      Właśnie to chciałam w tym rozdziale pokazać, wiesz? Że nie trzeba wyciągać różdżek, by poczuć magię. Czasem wystarczy spojrzeć w gwiazdy... :)
      No właśnie! A propos kawy, to musi ona dojść do skutku, póki na dobre nie wpadniemy w wir nauki... Bo coś mi się wydaje, że Ciebie później trudno będzie wyrwać :D
      Ja też koooocham! <3

      Usuń
    2. Boru, boru, boru. Ej. Bo ja tu zacznę się za bardzo wzruszać. Dziękuję. Ej. Ty nawet nie wiesz, jak ja dziękuję.
      O.
      Nieko kochać gwiazdy, absolutnie kochać gwiazdy, choć chyba bardziej kochać wschody i zachody słońca. Najlepiej nad morzem. Ale gwiazdy kochać <3
      Ammm. Zaproponowałabym poniedziałek, ale nie wiem, czy zamierzasz się wybierać na inaugurację, którą ja absolutnie olewam <3
      Kochać <3

      Usuń
  12. Po raz kolejny mnie zachwyciłaś. Piszesz doskonale. Cały rozdział jest tak piękny, że brakuje mi słów by opisać jego perfekcję. Zakochałam się w TYM Malfoyu. Uwielbiam jego tajemniczość, która w dużej mierze kojarzy mi się z niebezpieczeństwem. Jestem niezwykle ciekawa, czy Hermionie uda się obalić mury, które Draco stara się tak usilnie zbudować wokół siebie. Mam ogromną nadzieję, że tak, gdyż ta dwójka wydaje się idealnie do siebie pasować, choć przecież są z dwóch tak odrębnych światów.
    Po każdym przeczytanym rozdziale na tym blogu czuję wielki niedosyt. Cały czas chcę WIĘCEJ i WIĘCEJ! Jak już wspomniałam, piszesz perfekcyjnie, a każda metafora, której użyłaś jest tak doskonała, że aż zapiera dech. Wszelkie porównania... ACH! Wszystko tym blogu jest po prostu idealne. Dlatego, mam nadzieję, że studia nie pochłoną Cię w całości i znajdziesz mnóstwo czasu na pisanie, bo nie przeżyję bez tego bloga. Jest dla mnie takim drobnym uzależnieniem, ale przede wszystkim inspiracją. Po części dzięki Tobie zdecydowałam się napisać coś własnego (nawiasem mówiąc, zapraszam: finally-yours.blogspot.com) i mam nadzieję, że pozostaniesz tutaj już na zawsze, a ja nie będę musiała się żegnać z Twoją tak genialną twórczością.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! Takie słowa niesamowicie budują i mobilizują do dalszej pracy. No i cieszę się, że mogłam być w pewnym sensie Twoją "inspiracją", bo uwielbiam czytać inne opowiadania, a na Twoje z pewnością zajrzę, w sumie już się nie mogę doczekać.
      A co przyniesie przyszłość, to się okaże :) Póki co piszę i to lubię, takie odprężenie, upust dla własnej wyobraźni. Jestem pewna, że to opowiadanie doprowadzę do końca. Nie wiem jeszcze kiedy, nie wiem nawet ile będzie rozdziałów, ale chcę napisać tutaj kiedyś ostatni rozdział i epilog. Ale do tego czasu jeszcze daleko, więc bez obaw :D
      Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Świetny rozdział! Cudowny, niesamowity, magiczny... (mogę tak bez końca, ale chyba poprzestanę na tych trzech stwierdzeniach). Najbardziej podobały mi się opisy uczuć Hermiony. Jej rozterki, zahamowania i w końcu przemyślenia. To, jak odnosiła się do Dracona. A on... czytając, wydawało mi się, że lód, który na początku zakrywał jego serce, topnieje. Mury, które miał w okół siebie, przy Hermionie wydają się jakby cieńsze, a dziewczyna za wszelką cenę pragnie się przez nie przebić, prawda? Po prostu: rewelacja! Nic dodać, nic ująć. Dziewczyna po prostu odkrywa go na nowo...
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz :)
      Masz rację, Hermiona chce, by mury oddzielające ją od Malfoya jak najszybciej runęły. Widzi w tym swoją szansę, ale póki co nasz drogi Draco nie może do tego dopuścić. Ale z czasem... kto wie, kto wie :)

      Usuń
  14. Nawet żołądek dopominający się co chwilę o coś do jedzenia, nie był w stanie odciągnąć mnie od ekranu. Piękny rozdział, w którym od początku do końca był mój uwielbiony Draco. Piękne jest to, że oni nie rozmawiają o niczym, a już szczególnie ich rozmowy o zamku i murach, które mają głębsze znaczenie. Nie dziwne, że Malfoy ma opory przed zbliżeniem się, w jakikolwiek sposób, do Hermiony, tak do końca to ona nie wie w co się pakuje.
    Nie spodziewałam się, że Hermiona pokaże Draconowi aż tyle miejsc. Dziwi mnie tylko dlaczego Malfoy ich nie znał, jest w Hogwarcie tyle czasu co Hermiona. Fajny pomysł z tym Sercem Hogwartu, przez chwilę się zastanawiałam czy aby Rowling nie pisała o takiej komnacie. To całkowicie twój twór? :)
    Mmm, gwiazdy nocą odbijające się w oczach Draco *-* Chyba nie spodziewał się, że Hermiona go tam zaprowadzi. Ja też nie. ;D
    Draco obalił mury, które otaczały Hermionę całkiem szybko, nawet nieświadomie. Jej zajmie to dużo dłużej, jednak chyba w końcu uda jej się, nie mówię aby runął cały mur, ale da radę zrobić choćby dziurę, przez którą się przedostanie? Zastanawiam się kiedy [i czy w ogóle] Draco zwróci się do niej po imieniu. Jeśli już, to nieprędko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, to niedobrze, nie miałam zamiaru nikogo zagłodzić :D
      Ja wyszłam z założenia, że Malfoy w poprzednich częściach był po prostu dupkiem i uważał, że zna Hogwart najlepiej ze wszystkich i takie tam. Przecież jako czystokrwisty czarodziej ojciec na pewno mu o nim wiele opowiadał. A taki Harry czy Hermiona, którzy wychowali się w mugolskim świecie, chcieli sami zamek odkrywać :) Jeśli chodzi o "Serce Hogwartu" to tak, ja go wymyśliłam, tak całkowicie spontanicznie :D Ale zaczynam być z tego dumna, bo widzę, że się to podoba :D
      Przyjdzie taki moment, kiedy Draco nazwie Hermionę Hermioną. Aczkolwiek faktycznie, nieprędko, sama jeszcze nie wiem kiedy :D To znaczy - wiem, ale nawet "na brudno" jeszcze o tym nie pisałam :D
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Ach, no tak, nie pomyślałam o tym, że Draco może z góry zakładać, że zamek zna najlepiej. To takie w jego stylu^^ Dobrze, że jesteś dumna z Serca Hogwartu, bo to naprawdę ciekawy pomysł, aż sama bym chciała się tam dopisać [co tam dopisać, ja bym chciała chodzić do Hogwartu!].
      Teraz chyba imię "Hermiona" nie przeszłoby mu przez gardło, chociaż chłopak robi postępy, potrafi powiedzieć "proszę" i "dziękuję". ;D
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  15. Ach, ach! Ależ cudownie!
    Zwlekałam z przeczytaniem poprzedniego rozdziału, ponieważ koniecznie chciałam przeczytać całość, dlatego też wzięłam się za to dopiero dzisiaj.
    I nie rozczarowałam się! Jestem też niemal zupełnie pewna, że i Hermiony rozczarowanie nie dotknie. ;)
    Ten rozdział sprawił, że poczułam się, jak gdybym wraz z tą dwójką spacerowała korytarzami tego wiekowego zamczyska. I te gwiazdy... Kocham nocne niebo w zimie, kiedy śnieg skrzypi pod stopami, a wiatr mrozi i maluje na nich szkarłatne rumieńce... Rozmarzyłam się. ;) Jestem niepoprawną romantyczką, ot!
    Aż do ostatniego słowa czekałam w napięciu na to, co się stanie. Rany, jak zwykle denerwuje mnie zbyt szybkie tempo akcji w opowiadaniach, szczególnie w dramione, tak tutaj po prostu nie mogę się doczekać, aż stanie się wreszcie coś wielkiego pomiędzy tą dwójką!

    A tak baj de łej to koniecznie trzeba się umówić na jakąś kawę, bo chętnie poznam autorkę tak wspaniałej opowieści!!! :)

    Pozdrawiam i ściskam mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :*
      Sprytna bestia z Ciebie! :D A jeśli chodzi o gwiazdy, to lubimyyy niepoprawne romantyczki!
      Właśnie tak sobie mejlujemy z Niekonkretną (<3) i jest opcja, iż albo piątek, gdzieś między 10-15, albo sobota, godzina do ustalenia. Który termin bardziej Bezimiennej pasuje? :D

      Usuń
    2. generalnie wszystko jedno, choć w piątek wieczorem pracuję, więc w sumie może w sobotę było by nieco wygodniej, ale jestem w stanie się dostosować. ;)
      i generalnie ja próbuję przestać być niepoprawną romantyczką, ale... nic z tego, jak widać na załączonym obrazku, nie wychodzi. ><

      Usuń
    3. Moja propozycja jest: sobota 11.00, aczkolwiek nie wiem, co na to Niekonkretna, gdyż jeszcze nie odpowiedziała na maila :D

      Usuń
  16. Rety, rozdział tak mnie zachwycił, że nie wiem jak będę mogła się teraz skupić na czytaniu “Cierpień młodego Wertera“^^ Był niezwykle klimatyczny, owiany aurą cudownosci. Muszę przyznać, że im bardziej zbliża się moment totalnego zawalenia się tych “murów“ między Hermioną i Draconem, tym bardziej jestem wniebowzięta (pomijając moją troskę o relacje Granger z Harrym, a także Ronem lub nawet Ginny).
    Fragment z Działem Ksiąg Zakazanym wywołał u mnie lekkie przerażenie, zwłaszcza gdy do akcji wkroczyła ten koci potwór - nawet przez chwilę byłam pewna, że właśnie wyczuje zapach Malfoya i Granger, po czym przywoła w ich kierunku Flicha.
    No i “gwiezdzista końcówka“... aż żałuję, że w obecnej chwili niebo u mnie jest kompletnie zachmurzone, bo dzięki Tobie nabrałam ochoty na podziwianie gwiazd ;)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę pomyślności na kolejnym roku polonistyki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko ojcze, przy czytaniu tej lektury cierpiałam razem z Werterem, ale wcale nie z powodu nieszczęśliwej miłości. Tak więc nie zazdroszczę, choć znam takich, którzy Goethego i "Wertera" lubią :D
      No, Filch jak to Filch, zawsze zjawia się tam, gdzie jest najmniej potrzebny :D Ale na szczęście wszystko rozeszło się po kościach, chociaż Pani Norris to cwana bestia, z nią nigdy nic nie wiadomo :>
      To dopiero pierwszy rok, aczkolwiek dziękuję, przyda się :D
      Również pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    2. Haha, weź mi nie mów :) ja na początku jak zobaczyłam tą książeczkę (bo na miano książki to moim zdaniem nie zasluguje) to pomyślałam, ze zejdzie mi to w godzinkę, z kolei przeczytanie ze zrozumieniem 30 stron zajęło mi więcej niż tą planowaną godzinę :) I szczerze mówiąc jestem niemile zaskoczona, bo spodziewałam się raczej czegoś na wzór ukochanej ballady o Królu Olch...
      Ten Flich ze swoją kotką to zawsze psują najlepsze momenty, chociaż też dzięki nim przeważnie wzrasta napięcie, a to w sumie dobrze :)
      Och, nie wiem czemu byłam pewna, że już na drugim jesteś. Ale ja to zawsze wale tego typu błędami - na próbnej pracy maturalnej rok temu Szekspira przesunęłam w czasie o cale sto lat :)

      Usuń
  17. przepraszam, że nie było mnie pod poprzednim postem, ale miałam naprawdę ciężki tydzień. biegałam od lekarza do lekarza, w piątek jechałam do Wrocławia, wczoraj miałam inaugurację, wróciłam do domu i dziś jadę znów a jeszcze nie jestem spakowana. ech... ale dość marudzenia. niedługo zacznie się luz bo plan mam tak wesoły i przyjemny, że bardziej już chyba się nie da :D nie licząc czwartku od 18 do 20:30 (a podobno jestem na studiach dziennych)
    nie ważne, dość gadania o pierdołach.
    rozdział jak zwykle fajny. nie mogę się doczekać aż Hermiona i Draco zbliżą sie do siebie zupełnie. pięknie, romantycznie i nie wiem co jeszcze napisać, po prostu idealnie.
    czekam więc na ciąg dalszy. i laski, przeczytałam Wasze komentarze w góry. Sorry, ale ja kocham Goethego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, ja również miałam zwariowany tydzień i czasem już po prostu tak jest, że nie ma kiedy po prostu zębów umyć. Ale potem odpoczynek smakuje podwójnie :) I zazdroszczę luźnego planu, bo chociaż mój nie jest wcale najgorszy, to we wtorki siedzę od 8.00 do 20.00 z jedną lub dwoma przerwami po półtorej godziny, w zależności od tygodnia -.- Ale za to kocham piątki, do 11.00 <3
      Dziękuję ślicznie za komentarz :) A, no i jesteś drugą znaną mi osobą, która tak kocha Goethego :D

      Usuń
  18. a więc wyjaśnił się tytuł! wcześniej te ''Mury" były dla mnie zagadką, ale teraz są piękną metaforą. właśnie! metafory! uwielbiam, gdy je tworzysz i umieszczasz w tekście, wtedy stosunki Dracona i Hermiony są owiane pewnego rodzaju tajemnicą i pozostają niedopowiedzenia, które każdy interpretuje inaczej.
    uwielbiam to, że Hermiona jest tak zdystansowana, spokojna, rozważnie dobiera każde słowo w ich rozmowach, a przecież wewnętrznie płonie. ale mimo to nie pobija to zachowania Dracona, który będąc chodzącą tajemnicą i niebezpieczeństwem, przyciąga ją do siebie jak magnez. podobają mi się ich stosunki i mam ogromną nadzieję, że to Hermiona będzie tą osobą, która przełamie tą taflę, którą tworzy wokół siebie Draco. dreszcze mnie przechodzą za każdym razem, gdy piszesz o jego szarych oczach....

    może to zbieg okoliczności, ale na ostatniej lekcji w piątki mam fizykę i przerabialiśmy akurat astronomię, a mój temat lekcji to 'gwiazdy i galaktyki' i mam fajną nauczycielkę, więc całą godzinę chętnie słuchałam o kosmosie, gwiazdach, ich 'życiu' itp. a potem wchodzę tu i co czytam? Gwiazdy. jest to najpiękniejsza scena, jaką kiedykolwiek, gdziekolwiek przeczytałam z udziałem Dramiony. miałam wrażenie, że widzę to piękne niebo razem z nimi i odbicie gwiazd w oczach Dracona (wrr znów te zniewalające oczy) i nie wiem jak mam to opisać - napisałaś to fenomenalnie.

    przyznam szczerze, że chociaż znam dokładną datę pojawienia się nowego rozdziału, mimo to wchodzę tu kilka razy w tygodniu chyba spodziewając się cudu...mam nadzieję, że mimo obowiązków będziesz tu pisać.

    pozdrawiam i życzę weny,
    Lucy ; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gwiazdy również po prostu uwielbiam patrzeć! I swego czasu bardziej się tym interesowałam, rysowałam te wszystkie mapy nieba, charakterystykę gwiazd i tak dalej, po czym stwierdziłam, że ja nie mam na to mózgu i zdecydowanie przyjemniejsze jest patrzenie w niebo, niż uczenie się go. Ale z fizyki w trzeciej klasie LO z testu z astronomii miałam 4, co u tego faceta było jak 6! I cieszę się, że metafora murów tak przypadła Ci do gustu, bo długo nad nią pracowałam :)
      Wcześniej niż w piątki raczej nie będzie, chyba bym się nie wyrobiła. Ale mimo wszystko cieszę się, że mam tak niecierpliwych czytelników! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  19. „Wreszcie skończyła się ta lekcja!” – myślisz sobie, gdy słyszysz tak bardzo upragniony dźwięk dzwonka. Reszta uczniów wychodzi z klasy, tylko Ty zostajesz i podchodzisz do biurka nauczycielki. Jest tym zdziwiona, jak zauważasz, ale to nic nadzwyczajnego – w końcu nigdy nie należałeś do najpilniejszych uczniów.
    - Przepraszam, czy poprawiła już Pani moją pracę domową?
    - Tak, by ją odebrać, musisz udać się do Oślej Ławki [osla-lawka.blogspot.com], gdzie znajdziesz ją pod numerem 7. Mam nadzieję, że skorzystasz z zawartych w niej porad i zechcesz wyrazić za nią wdzięczność.

    OdpowiedzUsuń
  20. Na http://wszechstronni.blogspot.com/ pojawiła się ocena Twojego bloga. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  21. "Ślizgon ostrożnie się do mnie przybliżył, wciąż zachowując największy z możliwych odstępów" - jak ja kocham Dracona, dzięki Ci za takie zdania <3
    Aaaa, jak romantycznie, jak romantycznie *_*

    OdpowiedzUsuń
  22. Doprowadzasz czytelnika do szaleństwa! Masz taki talent że ja po prostu nadziwić się nie mogę.
    "To rozum wznosi wokół siebie mury. Serce je burzy." piękne, prawdziwe słowa...
    Jak oni stali na tym balkoniku to ja się mało co nei rozryczałąm ze wzruszenia... <3

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy Draco jest młodszy od Hermiony? Rok urodzenia 1980, a Herm 1979 ? O co chodzi? :D

    OdpowiedzUsuń
  24. iskrzy iskrzy a ja czekam az ja pocałuje :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Haaaaaah :3

    OdpowiedzUsuń
  26. Mury? Piękne, po prostu piękne.
    Kiedyś myślałam nad tym czym jest człowiek.. Czy jest lalką, którą bawi się los, czy jest kukiełką, którą raz przejmuje szczęście a raz jego przeciwieństwo.
    Stosowałam różne metafory do życia, odczuć, człowieka również. Ale muru nie skojarzyłam.
    Pomyślałam sobie, co by się stało gdyby wymyślić własną historię życia i brnąć w nią.. Jak najgłębiej, jak najmocniej.
    "[...]Trzeba łamać schematy, pomyślałam, przekraczać granice i śmiać się życiu prosto w twarz. Odwagi[...]"
    Tak, wystarczy mieć odwagę. I siłę.
    Kiedy przeczytałam pierwsze Dramione.. No cóż. Teraz wiem, że było jakie było (co tu dużo mówić - marne jak gnomo-anioł na choince Weasleyów). Ale na początku.. Wydawało się takie magiczne, wesołe. Szczęśliwe.
    Przeczytałam następne Dramiome, które było już poważniejsze. Coś zrozumiałam, ale nie mogłam do końca tego.. wyjaśnić.
    Dalej ogarnęłam Teomione, które (no niestety..) było cudowne, ale zakończyło się Sad-End. A nie za bardzo takie lubię :D.
    Zaprzestałam czytać jakiekolwiek blogi zrażona tym co zrozumiałam. Bo coś we mnie siedziało. Coś czego nie umiałam pojąć. To siedziało zbyt głęboko i zbyt natarczywie trzymało się brzytwy.
    Ale kiedy brzytwa się złamała, co nie uszło mojej uwadze, dowiedziałam się.
    Znów zaczęłam czytać Dramione - jeden szczęśliwe, następne nie. I tak w kółko.
    Bałam się tego uczucia, które przyszło wraz z tym blogiem. Już na wstępie zrozumiałam, że nie skończy się ono dobrze. Ale zaczęłam. Powiedziałam A, powiem i B.
    Dziękuję Ci, Damo Kier, za to opowiadanie, które uświadomiło mi, że (jakie to proste przepisywać, to co ktoś napisał..) człowiek jest jak zamek, a mur, który go otacza jest ważniejszy od niego. Teraz wiem, że najpierw zabiorę się za zbudowanie muru, a potem za sam zamek. Tak będzie lepiej.
    Pozdrawiam Cię i życzę byś miała odwagę. Odwagę na to by spojrzeć życiu w twarz i zacząć śmiać się z niego jak najgłośniej. By echo Twojego śmiechu dotarło do mnie.
    Jeszcze raz dziękuję.
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: