21 września 2012

16. Mury, cz. I


„Noc po to w sercu człowieka zapada,
by na jego dnie zajaśniały gwiazdy”.
Jan Grzegorczyk

~*~

     Ma pan w sercu truciznę.
     Te pięć słów wypowiedzianych przez Trelawney w kierunku Malfoya podczas wigilijnej nocy nie dawały mi spokoju. Towarzyszyły mi podczas drogi do Wieży Gryffindoru, weszły razem ze mną do dormitorium i wpełzły pod kołdrę, gdzie dopadły mnie na dobre. Kiedy tylko zamykałam powieki, przed oczami natychmiast stawał mi obraz przerażonej twarzy Dracona, a cichy głos wydobywający się gdzieś z zakamarków mojej głowy szeptał na okrągło tylko jedno jedyne zdanie, niczym niekończącą się modlitwę.
     Ma pan w sercu truciznę.
     Mogłam zignorować te słowa, uznać je za marne oszustwo i tanie kłamstwo, podobnie jak potraktowałam w trzeciej klasie całe wróżbiarstwo. Ale ten zdeformowany głos profesor Trelawney nie pozwalał o sobie zapomnieć, ciągle do mnie wracał, wywoływał dreszcze.
     Vous avez poison au coeur, monsieur. Ma pan w sercu truciznę.
     Westchnęłam głęboko i otworzyłam szeroko oczy. Szept brzmiący w mojej głowie natychmiast ucichł. Zamiast tego usłyszałam inny dźwięk, dużo bardziej rzeczywisty i realny, wydobywający się z tego samego pomieszczenia, w którym właśnie byłam. Było to delikatne, a jednocześnie stanowcze stukanie o szybę. Powoli odwróciłam głowę w stronę dużego okna i prawie natychmiast się uśmiechnęłam. To była Hedwiga, sowa śnieżna Harry’ego.
     Przez całą tę sprawę z Malfoyem zupełnie zapomniałam, że mieliśmy dziś Boże Narodzenie. Wyskoczyłam szybko z łóżka i w piżamie podbiegłam do okna. Kiedy pociągnęłam za zamarzniętą klamkę, w twarz uderzył mnie strumień lodowatego powietrza, a do dormitorium wleciały płatki błyszczącego śniegu. Nie mogłam powstrzymać okrzyku zachwytu, gdy objęłam wzrokiem zimowy krajobraz roztaczający się z Hogwartu. Ośnieżone góry piętrzyły się w oddali, dumne i niedostępne, obszerne lasy otulone płaszczem białego puchu wydawały się tętnić życiem, a gładka tafla jeziora skutego grubą warstwą lodu sprawiała o tej porze roku wrażenie martwej, sennej, gotowej przebudzić się wraz z nadejściem wiosny.
     Hedwiga zatoczyła w dormitorium duże koło pod sufitem, po czym upuściła na moje łóżko wielką, ciężką paczkę i usiadła obok na poręczy krzesła. Z uśmiechem zaczęłam rozrywać świąteczny papier. W środku znajdowało się kilka osobnych pakunków, razem z dwoma listami – na jednym rozpoznałam pismo Harry’ego, na drugim Ginny.
     Po chwili już trzymałam w rękach wspaniałe bożonarodzeniowe prezenty. Pani Weasley przysłała mi ogromne pudło domowych wypieków, w tym moje ulubione ciasteczka nadziewane domowej roboty konfiturą, od Ginny dostałam komplet nowych, eleganckich piór różnej wielkości i koloru, od Harry’ego nowy fałszoskop oraz ładnie oprawioną książkę z migoczącym tytułem: „Jak oczarować czarodzieja”, od Luny kolczyki w kształcie rzodkiewek i najnowszy numer „Żonglera”, a od rodziców całkiem spory stos słodyczy bez cukru. Nie zapomnieli o mnie także Fred i George Weasleyowie: przysłali mi paczkę Magicznych Dowcipów Weasleyów, w tym Kanarkowe Kremówki, Krwotoczki Truskawkowe, Omdlejki Grylażowe, trzy rodzaje piór: Samomaczające, Samoodpowiadające oraz Samosprawdzające, Jadalne Mroczne Znaki, Peruwiański Proszek Natychmiastowej Ciemności, Detonator Pozorujący i Eliksir Miłosny z dopiskiem: „W razie problemów”.
     Zajadałam się właśnie ciasteczkami od pani Weasley, kiedy jeszcze jedna sowa wleciała do dormitorium przez wciąż otwarte okno. Upuściła mi na kolana niewielką paczkę, po czym zatoczyła koło pod sufitem i natychmiast wyleciała. Z zaciekawieniem rozerwałam zwykły, szary papier i wyjęłam z pudełka magiczną figurkę miniaturowego lwa. Chodził po mojej ręce trzepiąc na boki gęstą grzywą, po czym ryknął cicho i położył się na przednich łapach. Zerknęłam na nadawcę i wcale nie byłam zaskoczona, gdy rozpoznałam pochyłe i szerokie pismo Wiktora Kruma, bułgarskiego szukającego. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
     Wyłożyłam się na łóżku i wzięłam do rąk list od Ginny.


Kochana Hermiono!

     Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku, że nie objadłaś się za bardzo na wigilijnej uczcie, i że nie czujesz się bez nas zbyt samotna w Hogwarcie.
     Szkoda, że nie ma Cię razem z nami, brakuje tu Ciebie. Mama prawie nie wytrzymuje już w towarzystwie Fleur, zresztą – ja również. Nie uwierzysz, ale ta kobieta uważająca się za moją matkę, ulokowała ją ze mną w pokoju na czas świąt. Najlepszy bożonarodzeniowy prezent, jaki kiedykolwiek od niej dostałam, słowo daję. Nigdy jej tego nie zapomnę.
     Razem z Fredem i George'em powiesiliśmy w salonie świąteczne dekoracje. Żałuj, że nie możesz widzieć tej choinki – na samym jej czubku wisi ogrodowy gnom, który ugryzł Freda podczas wczorajszego odgnamiania. Przystroiliśmy go uroczyście w tiulowy trykot i anielskie skrzydła, tak, że wygląda naprawdę okropnie. Harry stwierdził, że to najbrzydszy anioł, jakiego kiedykolwiek widział i chyba ma rację.
     Wpadł do nas Remus, a sprawiał wrażenie tak zmęczonego i mizernego, jak zwykle. Harry chyba ucieszył się z jego obecności, widziałam, jak rozmawiali po kolacji. Nie uwierzysz, ale Ron trochę spokorniał przez te święta. Nie żebym go usprawiedliwiała – wciąż prezentuje poziom intelektualny rośliny doniczkowej – ale da się z nim już normalnie pogadać i nawet nie warczy, kiedy się wspomni o Lavender, choć dalej czerwieni się jak piwonia.
     Cóż, mam nadzieję, że szybko się zobaczymy. Nora bez Ciebie to nie to samo. Poza tym mam Ci naprawdę dużo do opowiedzenia. Coś mi się wydaje, że Ty mi również.

Raz jeszcze wesołych świąt, Hermiono. Całuję,
Ginny


     Zaśmiałam się, odczytując raz po raz kolejne akapity. Cała Ginny. Zawsze wesoła i radosna, zawsze wie, kiedy coś się dzieje. Bo nie miałam wątpliwości, o co panience Weasley chodziło w ostatnim stwierdzeniu listu. Musiała się dowiedzieć, że Malfoy został w zamku.
     Westchnęłam głęboko. Jeszcze wczoraj dałabym naprawdę wiele, by móc być tam razem z nimi, w Norze. Siedzieć w przytulnym salonie, wpatrywać się w wielką choinkę, śmiać się z wygłupów bliźniaków, opychać się pysznościami przygotowanymi przez panią Weasley. Ale teraz czułam, że jestem na właściwym miejscu, tu, w Hogwarcie. Za kilka godzin czekało mnie spotkanie z Malfoyem, na myśl o którym mimowolnie drżałam.
     Ma pan w sercu truciznę, pomyślałam.
     Potrząsnęłam głową na boki, jakbym chciała wyrzucić z niej niechciane myśli. Wzięłam do rąk kolejną garść ciasteczek, po czym sięgnęłam po list od Harry’ego.


Droga Hermiono!

     Ostrzegałem, że Hedwiga Cię znajdzie.
     Tęsknimy za Tobą, tu, w Norze, i mamy nadzieję, że Ty też tęsknisz za nami w Hogwarcie. Nie mogę się już doczekać, kiedy się zobaczymy, bo mam Ci coś bardzo ważnego do opowiedzenia. Nie mogę pisać o tym w liście, więc musisz być cierpliwa.
     Święta mijają nam szybko, wśród przekomarzań Ginny i Fleur, oraz w rytm piosenek Celestyny Werbeck, której zachłannie słucha pani Weasley. Jest tu tyle pyszności, że sam nie wiem, za co jeszcze się złapać. Trzeba jednak uważać, bo na każdym kroku można się natknąć na produkty z Magicznych Dowcipów Weasleyów – a czym to się może skończyć, to chyba tłumaczyć nie muszę, prawda?
     Wciąż żałuję, że nie mogliśmy tych świąt spędzić wspólnie, jak w poprzednich latach. Pewnie będziesz zaskoczona, ale Ron często o Tobie mówi, wydaje mi się, że chciałby odbudować Wasze relacje, ale sam nie wie jak. Chyba doszedł do wniosku, że jego związek z Lavender nie był najszczęśliwszym pomysłem: często się zastanawia, gdzie wtedy miał głowę, na co Ginny odpowiada z przekąsem, że „kiedy się ma mózg jak sałatę to trudno myśleć”. Ale Ron nie ma ostatnio łatwego życia: Fred z George'em dowiedzieli się od siostry o jego związku i od tego czasu nie dają mu ani chwili spokoju. Gdyby nie zachował się tak niestosownie w stosunku do Ciebie, to może nawet byłoby mi go szkoda.
     Mam nadzieję, że nie czujesz się samotna w opustoszałej Wieży Gryffindoru. Ale jest w tym też coś dobrego – nie musisz walczyć o najlepsze miejsca przy kominku w salonie. Nie mogę się doczekać, kiedy się zobaczymy po Bożym Narodzeniu. Mam Ci naprawdę dużo do powiedzenia, będziesz zdziwiona, kiedy to usłyszysz. I może w końcu przyznasz mi rację.
Wesołych świąt, Hermiono!
Harry

PS: Tę książkę, którą dostałaś w prezencie, poleciła mi Ginny. Osobiście uważam, że masz wystarczająco dużo uroku, ale ona powiedziała, że sposobów nigdy za wiele.


     Westchnęłam głęboko z lekkim uśmiechem, po czym spakowałam z powrotem listy do kopert i poukładałam wszystkie świąteczne pakunki na swojej półce. Miałam taki zapas różnych rodzajów słodkości, że powinien starczyć mi na najbliższy miesiąc. Figurka lwa, którą dostałam od Wiktora, zwinęła się w kłębek na moim podręczniku do transmutacji i zasnęła, pomrukując cicho, i machając cały czas swoim długim ogonem.
     Wyprostowałam się i podeszłam do Hedwigi, siedzącej cały czas na oparciu drewnianego krzesła. Pomyślałam o jej panu i o liście, który mi wysłał. Czego dowiedział się Harry, skoro napisał, że musi o tym ze mną koniecznie porozmawiać? Czy miało to związek z jego podręcznikiem do eliksirów Księcia Półkrwi, czy może z obsesją na punkcie Malfoya?
     Na zastanowienie miał przyjść czas później. Obecnie miałam w myślach najbliższe spotkanie ze Ślizgonem, podczas którego musiałam mu udowodnić, że Hogwart wciąż może zaskakiwać i zachwycać, pomimo ponad pięciu lat spędzonych w jego murach. Miałam już bladą wizję tego, gdzie chcę go tego dnia zabrać. Podświadomie czułam, że od powodzenia tej błahej i niewiele znaczącej przecież sprawy, może zależeć cała nasza relacja. Nie chciałam zawieść – zarówno siebie, jak i jego, Dracona Malfoya.
     Wyciągnęłam rękę i pogłaskałam delikatnie sowę po główce. Zmrużyła słodko oczy, rozkoszując się tą krótką chwilą pieszczot i zahukała cicho, dając upust swojej radości.
 - Wesołych świąt, Hedwigo. Obym nie żałowała – powiedziałam do niej, na co skubnęła mnie delikatnie dziobem w dłoń, jakby tym sposobem chciała dodać mi otuchy.

~*~

     Wskazówki zegara przesuwały się wyjątkowo wolno po jego ospałej tarczy, jakby ktoś złośliwy je zaczarował. Po uroczystym śniadaniu w Wielkiej Sali, na którym było równie wiele znakomitych potraw, co wczoraj wieczorem, wróciłam do Wieży Gryffindoru i wyłożyłam się na kanapie przed kominkiem, głaszcząc leżącego na moim brzuchu Krzywołapa. Do jedenastej brakowało jeszcze dwóch godzin.
     Nie wiedziałam, czym mam się zająć. Pokój wspólny był nienaturalnie pusty i cichy. Nie byłam do tego przyzwyczajona. To dziwne, ale gdy człowiek przebywa przez tyle lat w radosnym gwarze i myśli, że oddałby wszystko za choć chwilę spokoju, to czuje się dziwnie samotny, kiedy to pragnienie się spełnia. Tak było i ze mną.
     Westchnęłam i wpadłam na pomysł, że z czystej ciekawości sprawdzę, co robi teraz Malfoy. Przyniosłam z dormitorium Mapę Huncwotów, którą przed wyjazdem zostawił mi Harry, usadowiłam się na tej samej kanapie i wyciągnęłam swoją różdżkę.
 - Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego.
     Na czystym pergaminie zaczęły pojawiać się z początku niewyraźne linie i kreski, które po chwili utworzyły najdokładniejszą mapę Hogwartu, jaką kiedykolwiek miałam okazję widzieć. Zauważyłam przesuwający się punkt z napisem „Argus Filch” na korytarzu trzeciego piętra, a w klasie tuż obok urzędował Irytek. Spojrzałam na część mapy ukazującej lochy, ale nigdzie tam nie dostrzegłam kropki oznaczonej „Draco Malfoy”.
     Szczerze mówiąc, trochę mnie to rozczarowało, ale wcale nie zaskoczyło. Pomyślałam, że Ślizgon użył zaklęcia czyniącego go nienanoszalnym – w końcu sama go nauczyłam, jak się je rzuca. Mogłam się tego spodziewać od początku, choć podświadomie do końca miałam nadzieję, że podczas świąt Malfoy uzna to za zbędne. W końcu tylko garstka uczniów i nauczycieli pozostawała na Boże Narodzenie w zamku. Kto miałby go śledzić?
     Już miałam składać mapę i chować ją do torby, kiedy w oczy rzuciła mi się przesuwająca się kropka na czwartym piętrze, czyli tam, gdzie ostatnio często spotykałam Ślizgona; tam, gdzie przecież nie powinno go być. Zaciekawiona przyjrzałam się podpisowi.
     „Draco Malfoy”.
     Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Co znów tutaj robił? Była tylko jedna sensowna odpowiedź: szedł do sekretnej komnaty na siódmym piętrze, ukrytej za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy. Śledziłam uważnie przesuwający się punkcik z jego nazwiskiem. Wspiął się schodami na piąte piętro, potem na szóste i siódme. Tak jak podejrzewałam, skręcił na korytarz prowadzący do naszego sekretu.
     Ale Ślizgon nie zatrzymał się przed Siedmiopalczastą Czarownicą. Poszedł dalej i stanął w miejscu dopiero za zakrętem, niedaleko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem i Trollami. Oznaczający go punkt znieruchomiał, po czym chwilę później po prostu zniknął z mapy.
     Na początku uznałam to za przywidzenie. Być może mrugnęłam w nieodpowiednim momencie, a może przez przypadek spojrzałam na inne piętro. Okazało się jednak, że wcale się nie myliłam: kropka z napisem „Draco Malfoy”, jak gdyby nigdy nic, zniknęła z pergaminu. Czy właśnie tam, na siódmym piętrze, użył zaklęcia Excido? Czy mogło być inne wytłumaczenie?
     Zupełnie zdezorientowana rozejrzałam się po całym pokoju wspólnym, jakby któryś z foteli miał mi zaraz wyjaśnić tę sprawę. Przez przypadek moje spojrzenie padło na jedną ze ścian, na której w tamtym roku Dean i Seamus wyryli różdżkami migoczący na złoto napis: GWARDIA DUMBLEDORE’A, na cześć tajnych spotkań, jakie odbywaliśmy.
     Zrozumienie przyszło w jednej chwili, tak szybko, jakby wyprzedzało myśli.
     Pokój Życzeń.
     Wszystko się zgadzało: siódme piętro, miejsce, nagłe zniknięcie z Mapy Huncwotów, która przecież nigdy się nie myli. Malfoy nie użył żadnego czaru, który mógłby czynić go nienanoszalnym. On po prostu wszedł do Pokoju Życzeń.
     Dlaczego? Co takiego ukrywa Pokój Przychodź – Wychodź?
     Mój entuzjazm opadł równie gwałtownie, jak się pojawił. Pokój Życzeń mógł być wszystkim, o co tylko poprosił go Ślizgon. Odgadywanie jego intencji, to jak szukanie igły w Zakazanym Lesie, czyli praktycznie niemożliwe i z tym musiałam się pogodzić.
     Nie miałam jednak wątpliwości co do moich przekonań. Byłam pewna, że Malfoy ukrywał się w Pokoju Życzeń, że to tam przebywał, kiedy znikał na posiłkach lub na zajęciach, stamtąd również wracał, kiedy natknął się na mnie po spotkaniu z Zabinim.
     Ma pan w sercu truciznę, przypomniałam sobie nagle, nie wiedzieć jak i dlaczego.
     Półtorej godziny. Tyle dzieliło mnie od spotkania z Draconem Malfoyem.
 - Koniec psot – szepnęłam, dotykając różdżką pergaminu, choć przygoda przecież dopiero miała się zacząć.

~*~

 - A więc jednak zdecydowałaś się przyjść, Granger – powiedział Draco. Zegary w całym zamku wybiły jedenastą dokładnie w momencie, w którym pojawiłam się na szczycie marmurowych schodów. – Już myślałem, że się rozmyśliłaś.
 - Miałeś nadzieję, że się rozmyśliłam – poprawiłam go, przypominając sobie mimowolnie podobną sytuację z początku września. Graliśmy wtedy zupełnie inne role.
     Stał oparty nonszalancko o ścianę, z założonymi na piersi rękami. Jego szare oczy były niedostępną i tajemniczą głębią, nie ukazującą żadnych uczuć i emocji.
 - Cóż, mogłaś się przestraszyć. W końcu to ja mam w sercu truciznę.
 - Nie wierzę tej starej wariatce.
     Dużo kosztowało mnie powiedzenie tego, ponieważ w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Słowa wypowiedziane przez Trelawney wciąż nie dawały mi spokoju. Mogłam uważać ją za oszustkę nie znającą się kompletnie na przepowiadaniu przyszłości, ale nie miałam prawa zaprzeczyć, że zwracając się do Malfoya, wcale nie udawała.
     Rozłożył szeroko ręce i rzucił mi wątpliwe, lekko rozbawione spojrzenie.
 - W takim razie zamek jest twój – powiedział. – Od czego zaczynamy, Granger?
 - Od biblioteki – odparłam.
     Obserwowałam z rozbawieniem, jak na twarzy Ślizgona pojawia się zupełne zaskoczenie pomieszane ze zdezorientowaniem. Nie mogłam się powstrzymać – uśmiechnęłam się.
 - Chyba się przesłyszałem. Od biblioteki? – powtórzył, kompletnie zbity z tropu. – Żarty sobie stroisz, Granger? Byłem tam jakieś milion razy.
 - Nawet w Dziale Ksiąg Zakazanych? – zapytałam, po czym nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam po marmurowych schodach w kierunku piątego piętra. Poszedł za mną.
      Kochałam Hogwart. Ten zamek każdego dnia mnie zaskakiwał, intrygował, pomimo tylu lat spędzonych w jego grubych murach. Chyba nie było żadnej żyjącej istoty, która znałaby wszystkie jego sekrety. Tym bardziej dziwiłam się Ślizgonowi, że tak się nim „znudził” – a przecież to miejsce nie miało prawa do tego dopuścić. Zdawałam sobie sprawę, że tutaj może chodzić o coś więcej, o sprawę, w którą wciągnął mnie Malfoy. Mimo wszystko to spotkanie było szansą dla mnie i dla niego – szansą dla nas. Nie mogło się nie udać.
 - Wiesz, z zamkami jest jak z ludźmi – powiedziałam, kiedy szliśmy pustym korytarzem czwartego piętra. Słuchał mnie w milczeniu. – Wydaje ci się, że przez tyle lat poznałeś go wystarczająco dobrze, miałeś przecież tyle czasu. Ale później zdarza się coś, dzięki czemu rozumiesz, że nie miałeś racji: otworzyłeś nieznane drzwi, usłyszałeś ciekawą opowieść, albo zauważyłeś coś, co cię zaciekawiło. I pragniesz odkrywać wszystko na nowo.
     Zastanawiałam się, czy Malfoy zrozumie, że nie mówiłam wcale o Hogwarcie, ale o mnie i o nim samym. To ja po pięciu latach niechęci i nienawiści dostrzegłam w nim dobre uczucia, przez co zapragnęłam poznać, jaki jest naprawdę. Wciąż tego chcę.
     Zauważyłam kątem oka, że Draco lekko się uśmiecha. Wiedział, w co gram.
 - Dlaczego tak bardzo zależy ci na odkrywaniu tajemnic tego zamku? – zapytał, a w jego melodyjnym głosie dało się wyczuć nutkę zadowolenia zmieszanego z ciekawością.
 - Ponieważ zrozumiałam, że nigdy tak naprawdę go nie znałam.
     Nie odpowiedział od razu. Szliśmy chwilę w całkowitym milczeniu, a ja wiedziałam, że to on musi przerwać panującą między nami ciszę. Kiedy jakiś czas później znów rozbrzmiał jego głos, był lekko przygaszony i smutny, a wypowiedziane przez niego słowa zdawały się wisieć w powietrzu przez dłuższy moment, jakby właściwe ich zrozumienie wymagało czasu.
 - Być może zamek ukrywa sekrety tak straszne, że będziesz żałować, że je poznałaś.
 - Możliwe – odpowiedziałam, starannie dobierając kolejne słowa. – Ale być może będę mogła mu pomóc… odbudować, co zniszczone, wydobyć, co w nim najlepsze.
 - Rozmawiamy, oczywiście, cały czas o zamku.
 - Dokładnie tak.
     Uśmiechnął się delikatnie, ale już nie odpowiedział. Resztę drogi do biblioteki pokonaliśmy w milczeniu. Korytarze Hogwartu były puste i ciche, jakby pogrążone w błogim śnie, który czynił je jeszcze bardziej tajemniczymi, magicznymi.
     Dotarliśmy na piąte piętro i stanęliśmy przed drewnianymi wrotami biblioteki.

_________________________
Ostatnie podrygi lata...

A obie części "Murów" są dla Niekonkretnej.
I nie tylko dlatego, że też jest z Krakowa.

40 komentarzy:

  1. Przeczytałam z pełną złością przy końcu czemu takie krótki po czym przewinęłam jeszcze raz i okazało się że wcale nie jest krótkie. Nie mam pojęcia jak ty to robisz, ale rób tak dalej.
    Czasem mam wrażenie że oryginał powieści wzięła do rąk Hermiona i ocenzurowała przed wydaniem, a twoja historia to ta prawdziwa wersja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie części "Murów" mają w sumie dwanaście i pół strony w Wordzie, więc zdecydowałam się podzielić je na dwie części. Ta jest tą bardziej służącą za wstęp, w następnej jest Malfoy od pierwszego, do ostatniego zdania.
      Cieszę się ogromnie, że tak się podoba. Dziękuję! :)

      Usuń
  2. Ten rozdział jest... absolutnie zajebisty *_* Jak ja Cię kocham, Damo Kier, po prostu sama nie zdajesz sobie sprawy, jak wielkie emocje wywołuje to, co piszesz.
    Porównanie człowieka do zamku... zakochałam się w nim. I jak idealnie pasuje to do Dracona, całe opisywanie tych metafor.
    Nie mogę doczekać się II części. Może jakoś wcześniej, niż za tydzień, co? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie dziękuję! Bardzo się cieszę, że się podoba, bo jakoś mam do niego szczególny sentyment. A jeśli chodzi o drugą część, to jednak obawiam się, że za tydzień, 28 września :D Mam ostatni tydzień wakacji i nie wiem, jak to będzie z czasem. A potem już tylko studia, wódka i siatkówka <3

      Usuń
  3. Rozdział był świetny, zresztą jak zwykle ^^. To najlepsze Dramione, jakie kiedykolwiek czytałam, i nawiasem mówiąc, chyba jedyne, które naprawdę mi się spodobało. Ale naprawdę masz talent do pisania, tworzysz świetne opisy i bardzo zgrabnie opierasz swoją historię na kanonicznej wersji. Naprawdę cieszę się, że do ciebie trafiłam.
    Porównanie człowieka do zamku było rewelacyjne. W ogóle cały ten fragment w jakiś dziwny sposób mnie ujął, był taki trochę refleksyjny, przemyśleniowy, i na pewno kryje w sobie jakieś ziarnko prawdy... Lubię to!
    Fajnie wyszły ci też listy od Ginny i Harry'ego, bardzo w stylu tych, które pojawiały się w oryginale. Hermionie na pewno brakowało przyjaciół, którzy wyjechali do Nory, ale w Hogwarcie miała inne rozrywki...
    Ciekawe, czy przyzna się Malfoyowi, że wie o jego wypadach do Pokoju Życzeń? Bo chyba już się zaczyna domyślać, że on tam chodzi, ale pewnie jeszcze nie wie, po co, i pewnie nie chciałaby wiedzieć. Stara się nie dostrzegać tych gorszych stron chłopaka.
    Fajnie opisujesz ich relacje, powolutku, małymi kroczkami poprawiają się. Cieszę się, że nie zrobiłaś tak, że w pierwszym rozdziale się nienawidzili, a w drugim już byli zakochani. Nie, ty umiesz zachować równowagę i napisać to tak, żeby było wiarygodnie.
    Bardzo mi się podobało i czekam na next ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo bardzo, takie wypowiedzi niesamowicie mobilizują (zresztą, pewnie sama najlepiej to wiesz!).
      No, Hermiona ostatnio nie może narzekać na brak wrażeń :D Z Pokojem Życzeń to będzie "grubsza jazda" za jakiś czas, na razie panna Granger będzie spokojnie czekać na rozwój akcji. Sama ma w głowie niezły mętlik, a tu z każdym dniem więcej myśli się w głowie kotłuje... na jej miejscu to już bym zwariowała :D. A jeśli chodzi o ich relację, to faktycznie, staram się, żeby dojrzewały powoli, chociaż już bliżej niż dalej do pierwszego, małego finału.
      Raz jeszcze dziękuję, serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
    2. No, wiem o tym ;). Przeżyłam pozytywne zaskoczenie, kiedy dokładnie 7 miesięcy temu wkroczyłam w blogosferę z pierwszym opowiadaniem i nie zostałam na wstępie zhejtowana, a nawet znalazłam czytelników ^^.
      Cieszę się, że jesteś zadowolona z mojego komentarza, miło mi, że zrobiłam ci przyjemność ;).
      Wiem, że ciągle się powtarzam, ale rozdziały są za każdym razem tak dobre, że nie idzie ich nie pochwalić. Mam nadzieję, że kiedyś też osiągnę taki poziom ^^.
      Póki co, dobrze ci idzie opisywanie tych relacji, a także uczuć Hermiony (podziwiam, bo to dość trudna postać, a ty oddajesz ją naprawdę w fajny sposób).
      Jestem ciekawa, co to za "grubsza jazda", zaintrygowałaś mnie xD.
      I ciekawe, co to za mały finał, no i jak zareagują Harry i Ron, gdy dowiedzą się (jeśli się dowiedzą) o ich znajomości.

      Usuń
  4. Moje serce śpiewa, bo pojawił się Seamus! :D W dodatku ten "lepszy", już po spotkaniach GD itd. No, ale ja nie o tym. Kocham rozdziały świąteczne, no po prostu poezja! Jak nie uczta czy opis wystroju Wielkiej Sali, to rozpakowywanie prezentów od przyjaciół, uwielbiam to. :) Pani Weasley zawsze przysyła swoje smakołyki, nie ukrywam, że sama bym coś z tego zjadła. Ginny za to się wykosztowała, komplet piór to na pewno droga impreza... I patrz, Hermiona dostała nawet coś od Wiktora Kruma, miło z jego strony. :) I nawet przez to zapomniałam, że Malfoy "ma w sercu truciznę", tak się rozczuliłam. Ostatecznie "cały czas rozmawiamy oczywiście o zamku", co nie? ;)

    Co do błędów:
    - "Przez całą tą sprawę z Malfoyem (...)" -> "tę",
    - "Tęsknimy za Tobą, tu, w Norze (...)" -> bez przecinka po "Tobą" (zresztą nie wiem, tak mi się w sumie wydaje, whatever),
    - "Georgem" -> "George'em",
    - "Nie miałam jednak wątpliwości, co do moich przekonań." -> bez przecinka.

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    PS Czy książka "Jak oczarować czarodzieja?" jest może autorstwa niejakiego Gilderoya Lockharta, hahaha? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obraziłabym się, gdyby mi też taka pani Weasley coś przysłała. Od pisania o tym aż się głodna zrobiłam i musiałam zrobić sobie przerwę na wyjście do cukierni. A potem, przy pysznej kremówce, słowa jakoś same zaczęły się pisać :D.
      Za błędy tradycyjnie już dziękuję, poprawione! :)
      Och, to bardzo, bardzo możliwe :D Mógłby opisać tam szeroką gamę swoich uśmiechów przeznaczonych na różne okazje :D
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
    2. I właśnie tym tekstem o szerokiej gamie uśmiechów Lockharta wywołałaś uśmiech na mojej twarzy. :D

      Pozdrawiam,
      [gilderoy-lockhart]

      Usuń
  5. Rozdział bardzo mi się podoba. Wyczuwa się w nim coś takiego magicznego (w sumie to nic dziwnego, bo piszesz o HP, a jednak...). Jak na mnie mogłoby być więcej opisów tradycji świąt i uczuć, jakie w tym czasie towarzyszyły Hermionie. Powiem Ci szczerze, że bardzo ciekawa jestem, co takiego dziewczyna chce pokazać Ślizgonowi w bibliotece. Bo czy w tym składzie wielu ksiąg, coś może go zaskoczyć? Czekam na dalsze wątki i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno rzeczy najprostsze najbardziej zachwycają, więc kto wie, co tam w tej bibliotece się stanie? :) W każdym bądź razie na jednym miejscu panna Granger nie poprzestanie, oj nie! Ona ma cały plan, jak oczarować Malfoya :>
      Dziękuję, również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. absolutnie bezbłędny rozdział. podobał mi się chyba najbardziej ze wszystkich: tajemniczy, intrygujący.
    a końcówka, ah! <3 wspaniała, po prostu wspaniała.
    wielki ukłon w Twoją stronę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję, bardzo się cieszę. Sama mam do tego rozdziału jakiś dziwny sentyment, może dlatego, że był wyjątkowo pracochłonny, dopracowywałam go długo wraz z moją kochaną betą (Love U, M <3) i wydaje mi się, że obie części wyszły naprawdę zadowalająco :D

      Usuń
  7. Naprawę super rozdział! NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ NASTĘPNEGO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję, dziękuję! Cóż mogę więcej napisać :)

      Usuń
  8. O kurde, to było cudowne <3 Cały rozdział mnie tak ujął... tak się w niego czułam, co się wydarzyło chyba po raz pierwszy odkąd zaczęłam czytać blogi o Dramione. Twój z pewnością jest najlepszy - i to nie są słowa rzucone ot tak. To jest prawda, co zresztą powiedzą Ci też i inni ;D.
    Bardzo fajnie też przedstawiłaś listy, dzięki czemu nie miałam wątpliwości, że to pisał Harry i Ginny. Hm, swoją drogą - ciekawa jestem, co takiego ważnego Potter chce powiedzieć Mionie.
    I jest! Boże, już się bałam, że będę musiała czekać do kolejnego rozdziału, aby dowiedzieć się, co między innymi Gryfonka chce pokazać Malfoy'owi. Wow, biblioteka? Tym to się naprawdę zdziwiłam. Ja już miałam w głowie jakieś tajemne pomieszczenia, a tu biblioteka! ;D

    Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz!
      No i cóż, niezmiernie się cieszę, że tak się spodobał. Czy to jest najlepsze Dramione - nie jestem w tym obiektywna, ale czytałam wiele genialnych perełek... zresztą jam skromne dziewczę, więc po prostu raz jeszcze podziękuję :)
      Na bibliotece to się nie skończy, obiecuję :> W drugiej części od pierwszego do ostatniego zdania będzie Draco, więc mam nadzieję, że również rozdział przypadnie do gustu.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Z powodzeniem zostałaś przyjęta do Stowarzyszenia-DHL. Trochę czasu to zajęło, za co najmocniej przepraszam, ale musiałam ogarnąć sytuację w szkole, a dopiero później skupić się na Stowarzyszeniu, ale koniec końców - zostałaś przyjęta :)
    Zachęcam do odwiedzania naszego Stowarzyszenia co jakiś czas, ponieważ organizujemy tutaj konkursy i miło byłoby, gdybyś w jakimś z nich wzięła udział ;)

    Pozdrawiam, Alex ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję, oczywiście rozumiem, że są rzeczy ważne i ważniejsze :) A jeśli chodzi o konkursy, to w przyszłości baaardzo chętnie wezmę udział.
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  10. powiem szczerze, że czytam Twojego bloga już od dłuższego czasu i wyczekuję na nowe rozdziały (tak wgl świetny pomysł z tym, żeby wyznaczyć datę na publikację nowego rozdziału!) ale nie komentuję, i szczerze nie wierzę, że jestem takim biernym obserwatorem, gdyż sama bloga prowadzę (niestety nie tak ambitnego jak Dramione, ale mam zamiar się wziąć za tą tematykę w nieokreślonej przyszłości) i nic mnie bardziej nie denerwuje, niż osoby, które go czytają, a nie zostawiają śladu po sobie! przecież blogi piszemy dla czytelników i ich jedyna forma jakiejś wdzięczności to komentarze, jakkolwiek snobistycznie to brzmi z mojej strony ; )

    jako, że ograniczałam się z komentowaniem poprzednich postów, tu się troszkę postaram. bardzo podoba mi się schemat Twojego opowiadania i to, jak chronologicznie układa się z oryginałem, bo jednak co jak co, ale wkurzają mnie dziewczyny, które biorą się za Dramione ale tym samym bawią się w samą Rowling i dodają jakieś niestworzone fakty, stworzenia, walki i inne, a ja jestem w stanie zaakceptować tylko te, które naprawdę mogłyby się wydarzyć, tak jak Twoje zaklęcie Excido - sama Rowling inspirowała się łaciną w wymyślaniu nazw zaklęć, więc uważam, że jak najbardziej takie zaklęcie mogłoby istnieć i mimo, że jest to fakt wymyślony przez Ciebie, ani troszkę mnie nie irytuje ; )
    wracając do tematu...
    bardzo podoba mi się postać, na jaką kreujesz Dracona - taki cichy, tajemniczy, zdający sobie sprawę z tego, że jest zły - bitch, please! to jest to co my kochamy w Draconie! podoba mi się też to, że wymyśliłaś jakiś sensowny powód ich bliższej znajomości - gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że Draco sprzeciwi się ciemnym siłom właśnie z pomocą tego eliksiru, ale wiedział kogo prosić ma o pomoc - Granger! w porównaniu do tego co czytałam (np. że Draco już na peronie zobaczył, że Hermiona zmieniła się w wakacje, że urosły jej piersi i nabrała kształtów i jeszcze w pociągu ją pocałował) Twoja koncepcja jest po prostu bezbłędna! cudownie, że nie przechodzisz od razu do rzeczy, tylko zostawiasz nas z niedosytem, bo przecież jakby zbliżyli się do siebie zbyt wcześnie, popsuło by to efekt, zresztą Draco wytwarza wokół siebie taką aurę, że raczej byłoby to niemożliwe.

    nie wiem, jak brzmi dla Ciebie mój komentarz, ale jest on jak najbardziej pochwałą z mojej strony ; )
    jest jedno opowiadanie o Dramione, które absolutnie kocham i mam do niego sentyment, ale jednak Twoje jest najbardziej sensowne i dopracowane.
    sama prowadzę nieambitnego bloga (o One Direction) i mam zamiar wziąć się za Dramione, ale jednak wiem, że jest to nie lada wyzwanie, tu nie mogę napisać co tylko chcę - muszę trzymać się całości i musi się to komponować z tym, co napisała w swoich cudownych książkach Rowling.

    pozostało mi czekać na następny rozdział, gdyż ten spotęgował tylko moje zainteresowanie, co takiego Hermiona mu pokaże! ; )

    pozdrawiam serdecznie ; *
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jak ja lubię czytać takie długie komentarze, normalnie morda aż sama cieszy się do monitora. Tak więc ślicznie ślicznie dziękuję, jest mi bardzo miło!
      "Dramione" faktycznie jest tematem dość trudnym, dla mnie osobiście jest dużym wyzwaniem, a że jestem zwolenniczką kanonów, to dość krytycznie do tego podchodzę - staram się pokazać tą samą historię trochę inaczej, wtedy (według mnie) staje się bardziej wiarygodna. Ale ogólnie w tych tematach ma się duże pole manewru, bo cała postać Malfoya jest do wykreowania, przecież Rowling bardzo pobieżnie go przedstawiła. Cieszę się, że ten "mój" wyszedł tak dobrze, choć przyznam nieskromnie, że sama bym w takim mogła się zakochać, bez dwóch zdań :D
      W takim razie ja czekam na Twoje opowiadanie Dramiona, bo niestety, o One Direction nie wiem wiele, więc mogłabym się w historii nie połapać.
      Dziękuję raz jeszcze, pozdrawiam również! :*

      Usuń
  11. Dlaczego ja nie potrafię tak pisać? Moje opisy wychodzą strasznie, a twoje są cudowne i pełne magii.
    Jestem bardzo ciekawa, jak Hermiona chce sprawić, że Draco przestanie się nudzić Hogwartem. W ogóle, jak on mógł się nim znudzić? Mi by nie wystarczyła 7-letnia nauka. Poznanie Hogwartu może trwać naprawdę bardzo długo.
    A Hermionie trochę szwankuje instynkt samozachowawczy i rozsądek. Rozumiem - miłość, ale jednak powinna być ostrożniejsza. To w końcu Malfoy.
    Listy od Ginny i Harry'ego były cudowne. Ciepłe i wiały aż troską o pannę Granger.
    Ich rozmowa była naprawdę świetnie poprowadzona. I fajnie, że Draco załapał, o co w niej chodzi.
    Z niecierpliwością czekam na nexta i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hermiona wpadła w zdradliwe i niepewne sidła uczucia... każdego to czeka, prędzej czy później! :D Zawiało grozą, ale tak naprawdę nie od dziś wiadomo, że miłość gdzieś tam zdrowy rozsądek odbiera, jak powiedział ktoś mądry: "To zakaźna choroba serca, w razie problemów występują przerzuty na głowę".
      I cieszę się, że podobają Ci się moje opisy, bo jakoś zawsze były moją słabością. Tym bardziej jestem dumna, że z biegiem czasu tak je wypracowałam, że są zadowalające :D
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  12. Ej, po pierwsze Cię zjem, bo miałam w głowie ułożony śliczny komentarz, który mi się ładnie z każdym zdaniem dopasowywał, a po dopisku na dole tabula rasa jak ta lala, nooo. Ej, ja się tu wzruszyłam. Tak nie wolno z ludźmi robić, bo ludzie są nieprzyzwyczajeni. Dziękuję, nie zasłużyłam, a jeśli, to nie wiem czym i w ogóle to, no. OCH! <3
    A teraz trochę bardziej merytorycznie.
    Jakbym nie zjadła tych pomidorów z mozarellą na kolację, to zrobiłabym się strasznie głodna po tych Twoich opisach. A jakbym taty nie zmusiła parę dni temu, żeby wstąpił po zebraniu do Czarodzieja i kupił kremówki, to chyba rano wstałabym i popędziła na Karmelicką, no rili. Po prostu ślinka cieknie niekontrolowanie. Ciepły list Ginny, w którym nie zapomniałaś wspomnieć o Fleur i tym pięknym gnomie na szczycie choinki - bardzo udany pomysł wplecenia tego wątku, mam ochotę powiedzieć, że jak zwykle, ale byłoby nudno :> Absolutnie rozczulił mnie list Harry'ego. Był szczery, kochany, zupełnie jak on, w dodatku miałam ochotę uściskać laptop przez ostatnie zdanie <3 to było taaaaaaaaaaaakie urocze <3
    No i w obu wspomniałaś o Ronaldzie <3 Meh kochać Ronalda <3 Mam połechtane uczucia miłości do Ronalda, więc jestem absolutnie usatysfakcjonowana.
    Łiktor też nie pozostał bez echa, więc mi niemniej miło :> Zawsze czułam do niego bliżej nieokreśloną nutkę sympatii :P

    Mistrzowsko, naprawdę mistrzowsko wprowadziłaś ten wątek dramatyczny z trucizną. W dodatku bardzo ładnie zaplatasz sieć wokół bohaterów. To jest tak spójne, delikatne i nienachalne, że aż mi się chce śpiewać z radości. Lata, dosłownie lata czekałam na takie dramione <3 No, kocham normalnie.

    Dracze. Mój boski. Zagubiony, cyniczny, rozerwany, z tym swoim firmowym uśmieszkiem, a jednak gdzieś tam tli się w nim jeszcze nadzieja. I dobrze. Nigdy nie ma tak łatwo, jakbyśmy chcieli. Powiem Ci, że mi się odwdzięczyłaś pięknym za nadobne urywając w tym momencie :D Ale, dobrze, tak ma być. Teraz będę czekać <3
    Zdecydowanie jest na co.

    W pas się kłaniam. Kocham i dziękuję.
    <3 NO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ, możesz zjeść, jasne, ale nie odpowiadam za późniejszy ból brzucha :D No cóż ja mogę powiedzieć, no, po prostu tak sobie pomyślałam: o, ten rozdział musi być dla Niekonkretnej. Od myśli do czynu droga krótka <3
      No i masz, zrobiłaś mi ochotę na pomidory z mozarellą. Muszę się ubrać i skoczyć do sklepu, a wiedz, że ubieranie jeansów w tym stabilizatorze to trwa tak z 15 minut. Smutno mi, bo ostatnio kupiłam w Galerii takie cudne rurki za 80 zł, i nie mogę ich założyć, bo nie wepchnę nogi. Ech, sport to zdrowie, polecam.
      Tradycyjnie dziękuję za wszyyystkie miłe słowa, bo normalnie aż dusza rośnie!

      Dziękuję raz jeszcze, niezmiernie kocham, kocham! <3

      Usuń
    2. Hahahaha, jestem absolutnie pewna, że jesteś bardzo smaczna, ale chyba się jeszcze odrobinę powstrzymam, bo chciałabym znać zakończenie, a przede wszystkim jednak ciąg dalszy tej historii <3
      Powiem Ci tyle - uprzedziłaś mnie w tym zamiarze, no ale Niekonkretna nie ma czasu pisać i ją to boli. Dzisiaj popracujemy ^^

      Ała, ała. ała. Ja się chyba wybiorę poudawać, że umiem trafiać do kosza, bo pogoda się zrobiła bardzo przyjemna ^^ Ej, Ty mi tu o zakupach nie mów, bo ja je muszę zrobić wreszcie xD Rok akademicki się zaczyna, a ja w pieluchach prawie że :P
      Ależ proszę uprzejmie. Sama prawda i tylko prawda.

      Kocham <3

      Usuń
    3. No, to, że Niekonkretna nie ma czasu pisać, boli nie tylko ją... :D Ale jest i on, rozdział 7, pochłonęłam go na raz, aż się usy tsynsom!

      No właśnie, wakacje się nam kończą. Niedobrze. Rower w piwnicy stoi i się kurzy, no i jeszcze sobie postoi. Szafa pusta, a pieniędzy coraz mniej... Nie ma lekko :D

      <3

      Usuń
    4. Ano, serducho boli, ale się da wygospodarować trochę czasu - mam nadzieję, że taki stan się utrzyma, że chociaż raz w miesiącu będę w stanie coś opublikować, bo te studia chcą mnie chyba zabić, zanim jeszcze je zaczęłam, no naprawdę.

      Rower mam za mały, więc niech się tam kurzy. Skrzypi przy jeżdżeniu, ale na każdą wiosnę go grzecznie zawożę do sklepu rowerowego i pompuję xD
      Pieniądze stoją i czekają aż mi się zechce do sklepu ruszyć, co w moim wypadku jest delikatnie mówiąc awykonalne. Ja bym się najchętniej spłukiwała na książki <3

      <3

      Usuń
    5. Ja tam Cię nadal podziwiam, że idziesz na tą medycynę. Mam jednak nadzieję, że te studia Cię nie zabiją mimo wszystko, bo historia sama się nie napisze :D
      Też uwielbiam kupować książki! Za moją pierwszą wypłatę poszłam sobie właśnie do księgarni :D A ostatnio mnie wzięło znów na "Krzyżowców" J.Guillou, kurcze, uwielbiam ten zapach nowo otwieranych stron i te niezagięte jeszcze kartki... Choć nie mam też nic przeciwko książkom z biblioteki <3

      Usuń
    6. Hahaha :D Pod wpływem tych wszystkich osób, które mi to mówią, albo stwierdzają, że jestem szalona, zaczynam sama siebie podziwiać i twierdzić, że zdecydowanie jestem szaleńcem absolutnym xD
      Och, książki to całe życie normalnie :D Zapach druku, atramentu, nowości, starości, kiedy znajdzie się jakąś książkę rodziców, kruchość kartek... :D
      be te wu - u mnie odpis xD

      Usuń
  13. Och jak miło, że tyle osób pomyślało o Hermionie, nawet Krum! I kolczyki w kształcie rzodkiewek od Luny, ciekawe czy kiedyś je założy.
    Ginny oczywiście musiała ponarzekać na Fleur, cały list w ogóle jest taki prawdziwy, jakby naprawdę napisała go Ginny. Jak Ty to robisz? :)
    Czyżby Harry znów coś odkrył na temat Malfoy'a? Ciekawe czy Hermiona będzie zdziwiona, jak napisał Harry, czy może to będzie coś co już wie.
    I na końcu zdecydowanie coś na co najbardziej czekałam. Spotkanie z Malfoy'em. Och, jak go sobie wyobrażam opartego o ścianę i wpatrującego się tymi oczami... Aż trudno uwierzyć, że on nie istnieje.
    Zdziwiłam się tak samo jak Malfoy jak Hermiona powiedziała 'bioblioteka'. Chociaż co się dziwić, to całkiem w jej stylu, bywa tam tak często, że chyba na pewno zna coś co zaciekawi Dracona. Ale co takiego jest w Dziale Ksiąg Zakazanych...
    Porównanie Draco do zamku [nie będę oryginalna, bo już chyba każdy Ci to napisał, ale muszę napisać to i ja] było mistrzowskie! Uwielbiam takie rozmowy, w ogóle uwielbiam każdą rozmowę na tym blogu między Draco a Hermioną. Naprawdę nie czytałam takiego opowiadania jeszcze nigdzie, zdecydowanie najlepsze tu jest, że wszystko dzieje się w taki realny do wydarzenia sposób. Wszystko zgadza się z oryginałem.
    Przerwałaś w takim momencie, że gdyby nie to, że mieszkasz tak daleko to znalazłabym Cię i wytargała za włosy! Nie można tak, Ty wiesz co się teraz dzieje w mojej głowie, jak najpierw podsycasz moją ciekawość do granic możliwości a potem przerywasz i każesz czekać jeszcze tydzień? TYDZIEŃ? Chociaż i tak jesteś bardzo systematyczna, co dla mnie zawsze było nie do osiągnięcia.
    Pozdrawiam! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Harry, ogarnięty nietypową obsesją (ale nie, nie zakocha się w nim!) znów chce porozmawiać o swoich podejrzeniach. Ach, ten Harry.
      O nie, proszę, tylko nie za włosy! Wczoraj byłam u fryzjera :( A tak bardziej poważnie, to ten rozdział ma około trzynastu stron w Wordzie, więc zdecydowałam się go podzielić na dwie mniejsze części. A takie podsycanie ciekawości to całkiem fajny manewr, w ten sposób się mszczę na innych autorach, którzy też to robią, o! :D
      Póki rozdziały są napisane w przód, to jestem regularna, fakt. Mam nadzieję, że ich zapas nigdy się nie skończy, więc zostaniemy przy piątku.
      Również pozdrawiam i ślicznie dziękuję! :)

      Usuń
  14. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale nie miałam wcześniej czasu. No cóż, rozdział mi się bardzo podobał, a zwłaszcza listy. Czyżby Harry miał znów nasilenie obsesji? A co do tej książki to łatwo się było domyślić, że Ginny maczała w tym palce. Z rozdziału na rozdział coraz bardziej podoba mi się postać Draco. Zaczynam się do niego przekonywać. Jestem ciekawa co takiego stanie się dalej, więc już nie mogę się doczekać. Życzę dużo weny.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. O jak fajnie jest widzieć takie cudowne opowiadania. Trafiłam tutaj wczoraj i ani trochę nie żałuje(plusy chorowania):) Zaczarowałaś mnie swoim pomysłem, szablonem i samą treścią. Naprawdę. Szczególnie sam wątek eliksiru, gdzie nikt nigdy na to wcześniej nie wpadł jest bardzo oryginalny i ciekawy. Jakim zawodem dla mnie było dojść do rozdziału 16, skończyć go czytać i zobaczyć, że więcej już nie ma i trzeba czekać... :( Śmieszy mnie reakcja i obsesja Harrego na punkcie Dracona i z drugiej strony intryguje relacja na linii Hermiona-Draco. Dużo zdradzasz nam z odczuć Hermiony, jednocześnie pozostawiając serce Ślizgona zamknięte... Bardzo mi się podoba styl, jakim piszesz... Chodzi mi o to, że jest taki miły dla oka, dojrzały i lekko się czyta, w sensie, że skupiasz się na tym, co istotne, omijając to, co nie ma większego znaczenia, czyli np. "wstałam rano, wyszczotkowałam zęby, ubrałam się w niebieską koszulkę i czarne dżinsy, a grzywkę spięłam do tyłu kolorową spinką...". PODOBA SIĘ! ;-))
    Chce ci jeszcze powiedzieć, bądź napisać, jak kto woli, że dzięki twojemu opowiadaniu i jeszcze dwóm czy trzem z twoich linków sama też postanowiłam do tego wrócić i w trybie natychmiastowym założyłam bloga. Dziękuje i proszę, żebyś dodawała rozdziały w miare możliwości jak najczęściej, aby były motywacją do mojego dalszego pisania....
    Także podsumowując: rób to dalej, bo robisz to dobrze dziewczyno! A ja w każdej wolnej chwili będę tu zaglądać z nadzieją, że przeczytam nowy rozdział...
    Dodając do linków, serdecznie pozdrawiam ;)
    [tracac-siebie]

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem. Na samym początku chciałam skomentować każdy po kolei, ale z niewiadomego powodu zmieniłam zdanie. Uwielbiam Dramione - ale nie takie, w którym Draco staje się nagle miłym, potulnym barankiem, albo Hermiona okazuje się być córką Voldemorta czy odkrywa swoją ciemną stronę, żądną krwi.
    Nie lubię przydługich i nudnych opisów, ale Twoje... czytam je po parę razy, żeby nie pominąć najmniejszego szczególiku. W sumie - dobrze, że duża część jest z właściwej książki. Cieszę się, bo nie cierpię czytać fanficków, w których pojawiają się kompletnie nowe postacie - nie mające nic wspólnego z historią Rowling, albo bohaterowie przez nią wykreowani wydają się być nie sobą.
    Z niecierpliwieniem wyczekuję kolejnych rozdziałów. Życzę Ci jak najwięcej weny i tworzenia świetnej atmosfery w Twojej historii.

    Amortie.

    OdpowiedzUsuń
  17. No i znowu w takim momencie!
    Jej, ten dialog o zamku jest mistrzowski :3
    Cały rozdział męczyło mnie pytanie: czy Hermiona wysłała komuś prezent?
    Ahahah, przepraszam, to taki szczegół :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  18. uwielbiam te ich gry słowne ^^
    ciekawa jestem co ona mu w ten bibliotece pokaże :P

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak, to cały czas była mowa o zamku :p Śliczne ^.^

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach ten zamek! Czy to on ich połączy? ;) :D
    Byleby tylko ładnie i zgrabnie :)
    No cóż pozostaje mi tylko przejście do następnego rozdziału, gdyż ma w nim urzędować sam Malfoy.
    Pozdrawiam
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: