14 września 2012

15. Zatrute serce


„Jesteś jak trucizna.
I nie mam pojęcia, jak coś tak złego, może smakować tak dobrze...”.

~*~

     Uchyliłam powieki i prawie natychmiast w oczy uderzyło mnie białe, jaskrawe światło. Spróbowałam jeszcze raz. Było już lepiej, choć musiałam cały czas mrugać, a z kącików oczu mimowolnie popłynęły po policzkach gorące łzy. Chwilę trwało, zanim przyzwyczaiłam się do jasnych barw i zdołałam rozpoznać miejsce, w którym się znajdowałam.
     To było Skrzydło Szpitalne. Byłam jedynym pacjentem tutaj – łóżka dookoła mnie były puste, posłane białymi nakryciami bez najmniejszych nierówności. Z dużych okiennic, sięgających aż wysokiego sufitu, wpadało światło słoneczne. Zauważyłam grubą warstwę śniegu pokrywającą parapet za oknem – błyszczał i migotał ślicznie w promieniach zimowego słońca. Westchnęłam głęboko, próbując sobie przypomnieć, dlaczego tutaj jestem.
     Wydarzenia z poprzedniego dnia pamiętałam jak przez mgłę; powracały powoli i stopniowo. Musiałam się nieźle wysilić, by odtworzyć każdy szczegół. W końcu, po długiej chwili, udało mi się wrócić pamięcią do przemiłego spotkania z Zabinim, późniejszego natknięcia się na Malfoya, a także rozmowy z tym ostatnim.
     Westchnęłam głęboko. Nic mnie już nie bolało, więc bezczynne wylegiwanie się w Skrzydle Szpitalnym uważałam za zbędne. Tym bardziej, że na siódmym piętrze bulgotał w najlepsze nielegalny eliksir, który prawdopodobnie nadawał się już do wyrzucenia, ponieważ nie zdążyłam dodać wczorajszego wieczoru kolejnego niezbędnego składnika.
     Właśnie odrzucałam z siebie pachnącą pościel, gdy w drzwiach stanęła pani Pomfrey.
 - Dokąd się wybierasz, panno Granger? – powiedziała, zmierzając w moją stronę.
 - Świetnie się już czuję – odparłam zgodnie z prawdą.
 - Nie wątpię – przyznała. – Lekkie stłuczenie czaszki, żaden problem, od razu to zlikwidowałam. Ale powinnaś odpoczywać, więc zostaniesz tu do wieczora.
 - Ale… Ja nie, nie mogę, przecież…
 - Bez żadnej dyskusji – stwierdziła, grożąc mi różdżką. – Są święta, nic cię nie ominie. I ciesz się, że pozwolę ci uczestniczyć w wigilijnej uczcie.
     Opadłam zrezygnowana na poduszki, a pani Pomfrey, z charakterystycznym wyrazem tryumfu na twarzy, ruszyła do swojego gabinetu, podśpiewując po drodze kolędy. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, raz jeszcze głęboko westchnęłam. Nie miałam ze sobą żadnej książki, czy chociażby krzyżówki. Co miałam robić przez cały dzień?
     Właśnie rozglądałam się dookoła, poszukując jakiegoś zajęcia (co najmniej jakbym miała nadzieję, że zaraz któreś z pobliskich łóżek wyciągnie do mnie rękę z podręcznikiem), kiedy w drzwiach do Skrzydła Szpitalnego zauważyłam postać opierającą się nonszalancko o framugę drzwi, z rękami w kieszeni i lekkim uśmiechem na twarzy.
     Od razu rozpoznałam Dracona Malfoya.
     Zauważył, że mu się przyglądam, więc ruszył powoli w moją stronę. Ucieszyłam się na jego widok, ale powstrzymałam uśmiech. Stanął przed moim łóżkiem i westchnął.
 - Granger, Granger – rzekł, kręcąc lekko głową na boki. Uśmiech wciąż nie schodził z jego twarzy, choć oczy niezmiennie pozostawały zimne, puste. – Panna „Nic Mi Nie Jest”, „Dam Sobie Radę” – dodał, cytując moje wczorajsze słowa.
 - Ty mnie tutaj przyprowadziłeś?
 - A czy to ma jakieś specjalne znaczenie?
 - Dla mnie tak.
     Świdrował mnie swoim spojrzeniem, ale tym razem nie odwróciłam wzroku. Po krótkiej chwili milczenia znów westchnął i przysunął sobie taboret, na którym usiadł okrakiem.
 - Tak, to ja przyprowadziłem cię tutaj wczoraj, kiedy zemdlałaś. Zadowolona?
     Tym razem to ja westchnęłam, spoglądając w okno naprzeciwko mnie. Cudowną zimę mieliśmy w tym roku. Chwilę zatraciłam się w myślach o świętach, które po raz pierwszy spędzę sama, z daleka od rodziny, z daleka od przyjaciół. Wszyscy Weasleyowie i Harry pewnie świetnie bawią się w Norze, a mi przyszło leżeć w Skrzydle Szpitalnym. Wspaniale.
 - Po raz kolejny mnie ratujesz – powiedziałam w końcu, nie patrząc mu w oczy. – To ja miałam pomóc tobie, a okazuje się, że ciągle ty pomagasz mi.
     Nie odezwał się. Czułam na sobie jego spojrzenie. Bałam się powiedzieć mu prawdę.
 - Ale to wszystko na nic, Malfoy – wyznałam po chwili milczenia. – Zawiodłam. Wczoraj wieczorem powinnam dodać do mikstury proszek z mandragory, ale wylądowałam tutaj. Nie będziesz mógł wypić tego eliksiru. Przykro mi.
     Czekałam na jakiś wybuch złości z jego strony, potok pretensji skierowanych do mnie, nawet na wyzwiska i obrazy. Ale Draco wciąż milczał, nie ruszając się z miejsca, więc odważyłam się na niego spojrzeć. Ku mojemu zdziwieniu, Malfoy wciąż się uśmiechał.
 - To takie zabawne? – zapytałam w końcu, z wysoko uniesionymi brwiami.
 - Właściwie nie – odpowiedział. – Ale być może jeszcze nie wszystko stracone. W końcu to z mojego powodu Zabini cię zaatakował… więc nie ma tu twojej winy. Wczoraj, po tym, jak zaniosłem cię do Skrzydła Szpitalnego, wróciłem do ukrytej komnaty i odnalazłem twoje notatki dotyczące kolejności dodawania ingrediencji. Postąpiłem zgodnie z nimi. Nie jestem najlepszy w warzeniu eliksirów, ale mam nadzieję, że zrobiłem, co trzeba.
     Wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczami.
 - Zrobiłeś to? – zapytałam, nie potrafiąc ukryć zaskoczenia. Wywrócił oczami.
 - Granger, zależy mi na tym eliksirze, już zapomniałaś? Przecież nie mogłem pozwolić, żeby trzy ubiegłe miesiące poszły na marne.
     Tak, miał rację. To wszystko zaczęło się od niego i wszystko do niego się sprowadzało. Całe zamieszanie, wszystkie starania, oszustwa, ucieczki. Byłam odpowiedzialna za konsekwencje wypicia tego eliksiru – w końcu w moje ręce powierzył własne życie – więc nic dziwnego, że tak się tą sprawą przejmowałam. W całym tym szaleństwie zapomniałam, że to Malfoyowi najbardziej zależy na tym wszystkim. To o jego życie chodzi.
 - Dlaczego wczoraj znów mi pomogłeś?
     Nie wiem, dlaczego zadałam to pytanie, jakiej pragnęłam usłyszeć odpowiedzi. Przecież wiedziałam, czemu to zrobił. Wbiłam wzrok w idealnie wypolerowaną posadzkę, udając przesadne nią zainteresowanie, choć cała spięta czekałam na to, co powie. A on, wciąż ukryty za maską obojętności i tajemnicy, po raz kolejny westchnął, kręcąc głową na boki.
 - Zadajesz dziwne pytania, Granger – powiedział. – Odpowiem ci, choć myślałem, że to dość oczywiste. Jesteś tutaj przeze mnie. Ja wciągnąłem cię w to wszystko. Poza tym, cóż, eliksir wciąż nie jest gotowy. Dalej potrzebuję twojej pomocy.
     Kiwnęłam potakująco głową. To, czego się spodziewałam. Nic, co mogłoby mnie zaskoczyć. Przecież nie mógł, nie miał prawa mieć jakichś innych powodów.
     A może jednak…
     Mimowolnie przed oczami stanął mi obraz twarzy Malfoya z wczorajszego wieczoru. To zaniepokojenie, ten strach, który widziałam w jego szarych oczach, gdy upadałam. Czy naprawdę mogłam być aż tak zdesperowana, że sobie to wyobraziłam? A może po prostu bał się o ten eliksir, który warzył się za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy?
     Myśl, iluzja, złudzenie, że Ślizgonowi choć trochę zależy na moim zdrowiu, podniosła mnie na duchu i wprawiła w lepszy nastrój. Z trudem powstrzymałam uśmiech.
 - Dlaczego nie wróciłeś na święta do domu? – zapytałam.
 - To długa historia, Granger.
 - Mamy dużo czasu.
     Znów westchnięcie. Nie wiem, czy robił to z bezsilności, rozdrażnienia, a może rozbawienia. Byłam pewna, że kąciki warg lekko mu zadrgały z uciechy.
 - Mam coś do zrobienia, tu, w Hogwarcie – wyjaśnił po krótkiej chwili milczenia. – Poza tym to bez znaczenia, gdzie spędzam święta. Nie chciałem wracać do domu, podobnie jak nie chciałem zostać tutaj. Sześć lat w tym zamku, to długo. Znam go już doskonale, nic mnie w nim nie zaskakuje. Każdy dzień przypomina poprzedni.
     Spojrzałam na niego z powątpiewaniem.
 - Uważasz więc, że poznałeś wszystkie tajemnice Hogwartu? – zapytałam.
 - Och, z pewnością nie – odparł. – Ale nie sądzę, że jest w tym zamku jakiekolwiek miejsce, które mogłoby mnie zachwycić. Kiedy byłem w pierwszej klasie, to wszystko, co się tu znajdowało, fascynowało mnie. Teraz przyszło znudzenie. – Zrobił krótką pauzę, po czym uśmiechnął się lekko. – I sam nie wiem, czemu ci to mówię – dodał.
 - Jestem pewna, że są tu jeszcze miejsca, w których nie byłeś, a mogą cię zaskoczyć.
 - Tak myślisz? – stwierdził nieprzekonany, zaplatając ręce na piersi. – Opowiedz mi chociaż o jednym, a bez wahania przyznam ci rację.
 - Nie będę ci o nich opowiadać. Mogę ci je jednak pokazać.
     Być może posunęłam się za daleko, może nie powinnam tego mówić, świadomie pragnąc spędzić z nim jak najwięcej czasu. Do dziś zastanawiam się, dlaczego po prostu stamtąd nie wyszedł, nie zostawił mnie samej z moim chorym uczuciem, które wciąż rosło.
 - Jesteś bardzo pewna siebie, Granger – rzekł, przyglądając mi się dokładnie.
 - Po prostu wiem, że nie masz racji – odparłam, wzruszając ramionami.
     Gdyby w tamtym momencie odszedł, odtrącił mnie, zostawił, być może inaczej spojrzałabym na to wszystko, co tak nagle i niebezpiecznie mną zawładnęło. Być może chciałabym o nim zapomnieć, wyrzucić go z myśli i z serca. Być może… bo to zawsze pozostanie dla mnie zagadką. Draco Malfoy tego nie zrobił.
 - W porządku – odpowiedział, wstając. – Dam ci jeden dzień, Granger. Jeśli pokażesz mi w tym zamku coś, co mnie zaskoczy, zachwyci, oczaruje, w co zresztą wątpię, to obiecuję, że inaczej spojrzę na Hogwart. Jeśli nie… cóż, uznam, że to ja miałem rację.
 - Zgoda, ale pod jednym warunkiem. – Postawiłam wszystko na jedną kartę. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem pomieszanym z podejrzliwością, choć wciąż się uśmiechał. – Jeśli wygram, będę mogła zadać ci jedno pytanie, na które mi szczerze odpowiesz.
 - Tylko wtedy, jeśli uznam, że mogę na nie odpowiedzieć.
     Mogłam wciąż z nim negocjować, ale zamiast tego od razu przytaknęłam. Już i tak niemałym sukcesem było to, że Draco przystał na mój warunek.
     Odchodził już w kierunku drzwi, kiedy raz jeszcze się do niego zwróciłam.
 - A więc co, zakopujemy wojenny topór? – zapytałam, całkiem poważnie.
 - Nazwałbym to raczej zawieszeniem różdżek, Granger – odpowiedział, odwracając się do mnie. Był już przy wyjściu, kiedy po raz ostatni się zatrzymał. – Jutro o jedenastej, w Sali Wejściowej. Zobaczymy, na co cię stać.
     Wyszedł, zostawiając mnie tylko w towarzystwie łóżek i własnych myśli.

~*~

     Ze Skrzydła Szpitalnego wyszłam na krótko przed wigilijną ucztą. Nie zdążyłam nawet wstąpić do Wieży Gryffindoru, ponieważ byłam dopiero w Sali Wejściowej, kiedy zegary w zamku wybiły dwudziestą. Nie wykazując zbyt dużego entuzjazmu, skierowałam swoje kroki do Wielkiej Sali. Wiedziałam, że te święta nie będą takie, jak dawniej.
     Lecz kiedy stanęłam w wejściu i spojrzałam w głąb pomieszczenia, nie potrafiłam ukryć zachwytu, który wydobył się ze mnie w postaci krótkiego okrzyku.
     Wielka Sala zapierała dech w piersiach. Ogromne choinki, sięgające aż przezroczystego sufitu usłanego gwiazdami, przyozdobione były prawdziwym śniegiem, błyszczącymi soplami lodu, płonącymi świecami, czerwonymi jabłkami oraz małymi, błękitnymi chochlikami, unieruchomionymi zaklęciem pełnego porażenia ciała. Zniknęły cztery długie stoły poszczególnych domów: zamiast tego na samym środku stał jeden, niezbyt duży, przystrojony w śnieżnobiały obrus i nakryty najlepszym, porcelanowym serwisem, jakim dysponował zamek. Z brzegów ławek, poręczy i krzeseł zwisały prawdziwe lodowe sople, a z gwieździstego sklepienia sypały się płatki błyszczącego śniegu. Dookoła rozbrzmiewała delikatna melodia kolęd.
 - Będziesz tak stać, Granger, czy w końcu zdecydujesz się wejść do środka? – usłyszałam za sobą arogancki głos znajomego Ślizgona. Uśmiechnęłam się; nikt nie zepsuje mi tego wieczoru dobrego humoru. Przeniosłam wzrok na niego. Też się uśmiechał.
 - Wesołych świąt, Malfoy – odpowiedziałam radośnie, po czym ruszyłam na przód.
     Przy stole nie było dużo krzeseł. Nawet grono pedagogiczne nie pojawiło się w komplecie. Na głównym miejscu zasiadła profesor McGonagall, po jej prawej stronie usadowił się maleńki profesor Flitwick, pani Pomfrey oraz profesor Sprout, natomiast z lewej strony usiedli profesor Slughorn, profesor Trelawney oraz roześmiany Hagrid. Zdziwiła mnie nieobecność Albusa Dumbledore’a podczas wigilijnej uczty. Z zamiarem zapytania o to gajowego przy nadarzającej się okazji, usiadłam obok niego.
 - Cześć, Hagridzie – przywitałam się. – Wesołych świąt.
 - Ooo, Hermiona! – Spojrzał na mnie radośnie, choć wydawał się lekko zdziwiony, widząc mnie bez Harry’ego i Rona. – Myślałem, że też wybierasz się do Nory z Weasleyami.
 - Niestety, musiałam zostać w zamku – odparłam. – To długa historia.
     Obok profesor Sprout, naprzeciwko mnie, usiedli dwaj bracia z Hufflepuffu, o których opowiadała mi Ginny. Byli roześmiani i z zachwytem przyglądali się dekoracjom w Wielkiej Sali, choć widać było, że nie robią już one na nich tak dużego wrażenia. Po mojej lewej stronie usiadła jakaś przestraszona Krukonka z pierwszego roku. Uśmiechnęłam się do niej ciepło, by dodać jej otuchy, ale na niewiele się to zdało. Westchnęłam zrezygnowana, po czym rozejrzałam się dookoła. Draco Malfoy zajął ostatnie wolne miejsce po drugiej stronie, obok Puchonów, na samym krańcu stołu. Gdy spostrzegł, że mu się przyglądam, podniósł puchar z dyniowym sokiem i ledwo zauważalnie kiwnął głową, jakby wznosił toast.
     Odpowiedziałam mu tym samym dokładnie w momencie, w którym McGonagall uderzyła delikatnie łyżeczką w puchar, zwracając na siebie naszą uwagę. Wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku. Odchrząknęła krótko, po czym wstała i lekko się uśmiechnęła.
 - Jest nas zaledwie garstka, ale święta Bożego Narodzenia w Hogwarcie to już tradycja – powiedziała uroczyście. – Wszystkim tu obecnym życzę jak najwięcej radości oraz spełnienia najskrytszych marzeń. Profesor Dumbledore, który niestety nie może być obecny razem z nami, prosił, bym przekazała wam najlepsze życzenia od niego. – Przerwała na chwilę, po czym rozłożyła ręce. – Wesołych świąt!
     Kiedy usiadła, półmiski na stole wypełniły się potrawami tak różnorodnymi, że nawet podczas Turnieju Trójmagicznego, rozgrywanego w Hogwarcie przed dwoma laty, nie było tak dużego wyboru. Góry pieczonych ziemniaków, najróżniejsze gatunki ryb przyrządzonych na kilka sposobów, wielkie wazy z pachnącymi kusząco zupami, półmiski wypełnione krokietami i innymi przysmakami, najbardziej wyszukane desery, począwszy od zwykłych ciast i wypieków, skończywszy na budyniach o dość egzotycznych smakach.
 - Hagridzie, gdzie jest profesor Dumbledore? – zapytałam, nakładając na talerz kawałek smakowicie wyglądającej szarlotki posypanej kruszonką. – I Snape? – dodałam, bo poza dyrektorem to jego nieobecność najbardziej rzucała się w oczy.
 - Załatwiają sprawy Zakonu – odpowiedział gajowy półgłosem. – Ściśle tajne.
     Kiwnęłam głową, rozumiejąc, że rozmawianie o Zakonie Feniksa przy wigilijnym stole nie jest najlepszym pomysłem. Zaproponowałam siedzącej obok mnie Krukonce skosztowanie świątecznego przekładańca, wykorzystując sytuację i spoglądając ukradkiem w stronę Dracona. Ślizgon wpatrywał się uparcie w swój talerz, wydając się jakby nieobecny.
     Właśnie odkładałam półmisek na stół, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się powoli. Wszystkie głowy skierowały się w tamtą stronę, a do pomieszczenia weszła kobieta, którą od razu rozpoznałam. Była to Hestia Jones, czarownica należąca do Zakonu Feniksa, którą poznałam podczas wakacji spędzonych na Grimmauld Place numer 12.
 - Och, nieszczęście – usłyszałam ze swojej prawej strony cichy jęk. To profesor Trelawney zakrywała sobie usta dłonią, lekko drżąc. – Kiedy podczas wigilijnej uczty pierwsza do pomieszczenia zawita kobieta, wróży to niepomyślne wydarzenia dla wszystkich.
 - Daj spokój, Sybillo! – roześmiał się Slughorn, łapiąc się za swój brzuch, jakby właśnie usłyszał świetny dowcip. – Dołożyć ci jeszcze ziemniaczków?
     Hestia uśmiechnęła się ciepło do mnie i do Hagrida, kiedy przechodziła obok. Obserwowałam, jak nachyla się nad profesor McGonagall i szepcze jej coś do ucha. Ta zacisnęła mocno usta, tak, że jej wargi były tylko jedną, cienką linią i kiwnęła powoli głową, odpowiadając coś, czego nie mogłam dosłyszeć. Chwilę później Hestia Jones ruszyła do wyjścia, przepraszając za przerwanie uczty i życząc wszystkim wesołych świąt.
 - Nieszczęście, nieszczęście – szeptała dalej nauczycielka wróżbiarstwa.
 - To dlatego trzymasz naostrzoną siekierę pod stołem, Sybillo? – odpowiedziała profesor McGonagall, wywracając teatralnie oczami. – Talizman?
     Siedzący obok mnie Hagrid cicho zachichotał. Zaciekawiona podniosłam ukradkiem biały obrus i zauważyłam żelazną siekierkę, na której nauczycielka opierała nogi.
 - Możesz się nabijać, Minerwo – rzekła profesor Trelawney. – To wszystko po to, „aby nogi twarde jak żelazo mieli i nie kaleczyli ich sobie na cierniach”.
 - Oczywiście – zadrwiła McGonagall, podnosząc do ust puchar.
     Pojawienie się Hestii na wigilijnej uczcie w Hogwarcie nie wydawało mi się dobrą wróżbą. Obiecałam sobie zapamiętać to wydarzenie i opowiedzieć o tym Harry’emu, kiedy ten wróci już z Nory. Brak Dumbledore’a też był niepokojący. Dyrektor ostatnio często znikał z zamku – czy było to spowodowane szukaniem i odkrywaniem przeszłości Lorda Voldemorta, by potem mógł poznać ją Wybraniec?
     Nagle poczułam się bardzo senna i wyjątkowo zmęczona. Na stole wciąż przybywało wyśmienitych potraw, ale ja nie byłam już w stanie nawet na nie patrzeć. Musiało być już późno, gdyż sklepienie nad naszymi głowami było czarne, choć wciąż usłane migoczącymi gwiazdami. Hagrid ziewnął głośno, po czym schylił się w moją stronę.
 - Będę leciał, Hermiono. Muszę jeszcze odwiedzić Graupka w puszczy, nie mogę zostawić go samego w Boże Narodzenie. Dobrze było cię zobaczyć. Wesołych Świąt!
     Odsunął hałaśliwie krzesło, po czym ruszył do wyjścia.
     Chwilę później do swojej wieży ruszyła profesor Trelawney, a do lochów skierował się Slughorn. Wszyscy poruszali się ociężale i powoli, wydawali się również zmęczeni i śpiący. Ja także wstałam od stołu z wielkim trudem i wolno skierowałam się do drzwi. Kilka kroków przed sobą dostrzegłam postać Dracona Malfoya.
     Przechodził już do Sali Wejściowej, kiedy wpadł na profesor Trelawney. Widocznie zapomniała zabrać spod stołu swojej szczęśliwej siekiery. Zdziwiłam się jednak, gdy nagle złapała go za skraj szaty na rękawie i spojrzała prosto w jego zimne oczy, w które tak często spoglądałam ja. Zamarłam w miejscu, podobnie jak Ślizgon, który wydawał się jednocześnie zaskoczony i przerażony.
 - Co pani robi? – zapytał, lekko speszony.
 - Vous avez poison au coeur, monsieur* – wyszeptała dziwnym, lekko ochrypłym i przygnębionym głosem, po czym poklepała go po ramieniu i ruszyła z powrotem do Wielkiej Sali. Malfoy stał chwilę w miejscu, po czym odwrócił się w moim kierunku. W jego oczach dojrzałam czyste przerażenie.
 - W jakim to było języku? – odezwał się cicho, jakby mogły podsłuchiwać go ściany.
 - Po francusku – odpowiedziałam, z trudem łapiąc pędzące we wszystkich kierunkach myśli. Byłam nie mniej przestraszona niż on. Doskonale znałam francuski.
 - Zrozumiałaś jej słowa?
     Kiwnęłam powoli głową.
 - Tak. Powiedziała: "Ma pan w sercu truciznę".

 _________________________
 *"Vous avez poison au coeur" - cytat pochodzi z "Cienia Wiatru" Zafona.

Noga w szynie na trzy tygodnie, potem stabilizator na kolejne trzy i rehabilitacja. Tak skończyła się moja wczorajsza gra w siatkówkę. Nie próbujcie tego w domu.

53 komentarze:

  1. Ba, ja ze swoją słabą znajomością francuskiego (zaczęłam się uczyć w tym roku, w dodatku całkowicie sama) też zrozumiałam. :) Tylko jakie to może mieć znaczenie dla Malfoya? Jasne, to Ślizgon, w dodatku niezbyt miły, ale wyczuwam tu jakiś głębszy sens. Sorry, Sherlock i inni panowie jego pokroju sprawili, że wszędzie się teraz doszukuję teorii spiskowych. :D

    Wigilia była przepiękna, szkoda tylko, że Dumbledore się nie pojawił. Był za to Flitwick, a ja zawsze się cieszę, gdy o nim czytam (dooobra, może nie tak bardzo, jak na widok Lockharta, ale zawsze! :D), może dlatego, że jest opiekunem mojego hogwarckiego domu, tj. Ravenclawu? No po prostu uśmiech od ucha do ucha zawsze, gdy są rozdziały świąteczne, ktokolwiek by ich nie pisał. Dziękuję, że dzięki Tobie nawet u schyłku lata mogę sobie takowe czytać. :) To napisał ktoś, kto z całego serca nienawidzi śniegu i uważa, że Wielkanoc jest lepsza od Bożego Narodzenia. Widać, że Malfoy myśli tylko i wyłącznie o eliksirze, bo nawet w obliczu, hm, niedyspozycji Hermiony zrobił wszystko, by jej dotychczasowe starania nie poszły na marne. Zabawne, pisząc te słowa, zdałam sobie sprawę, że mają podwójny sens - z jednej strony eliksir, a z drugiej właśnie ten motyw Hermiony, żeby nie miała wrażenia, iż to jej wina. No i znowu mamy podwójne dno. Właśnie za to lubię Twoje opowiadanie - to nie jest zwykłe Dramione, które opiera się na "szlamowaniu". Chyba już to kiedyś pisałam. ;)

    Wyłowiłam parę rzeczy, ale to naprawdę drobnostki:
    - "To było Skrzydło Szpitalne. Byłam jedynym pacjentem tutaj – łóżka dookoła mnie były puste (...)" -> było, byłam, były, trochę za dużo powtórzeń,
    - "świąteczne kolędy" -> wiadomo, że kolędy są świąteczne, więc albo samo "kolędy", albo "świateczne piosenki",
    - "westchnięcie" -> podobno to poprawna forma, ale osobiście bardziej mi się podoba "westchnienie", chociaż to już kosmetyka, nie słuchaj mnie,
    - "wyjaśnił, po krótkiej chwili milczenia" -> bez przecinka,
    - "mogę na nie odpowiedzieć. (...) Mogłam wciąż z nim negocjować (...)" -> powtórzenie.

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    PS Ojej, biedna jesteś z tą nogą, współczuję! :( Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia, trzymaj się, kochana! :*
    PS2 Ale się rozpisałam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam francuskiego uczyłam się trzy lata w gimnazjum, ale niewiele umiem powiedzieć w tym języku :D Najlepiej wychodziły mi zawsze piosenki, szczególnie "Champs-Elysees" :D
      Mi również czytanie o świętach (i pisanie!) sprawia przyjemność, a tak się jakoś złożyło, że na obydwu moich opowiadaniach jest teraz czas świąt :D Jeśli chodzi o Malfoya, to faktycznie, powoli się zbliża do Hermiony, ale zachowuje bezpieczne pozory - a dlaczego, to wyjaśni się... za jakiś czas :D
      Błędy jak zwykle w miarę możliwości poprawione, tradycyjnie ślicznie dziękuję za wskazanie ich :)
      Również pozdrawiam i cieszę się, że taki dłuuugi komentarz, lubię takie czytać :D :*

      Usuń
  2. Ach, rozdział jak zwykle wysokich lotów. Nie czytałam lepszego Dramione, pewnie się powtarzam, ale siedzę już w tym od dawna i wiedz, że jesteś najlepsza, po prostu PEREŁKA. Ciekawi mnie to poznawanie Hogwartu... co wymyślisz? :) Zbliżą się do siebie? Cholera, tydzień czekać, skandal! :D
    Oj, niedobrze :( To wracaj szybko do zdrowia! Ale przynajmniej będziesz mogła leżeć i... pisać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień to nie tak dużo, a piątek to taki fajny dzień na publikację notki - w sam raz na weekend :D Poznawanie Hogwartu (mam nadzieję) wszystkich zaciekawi, bo włożyłam w te przyszłe rozdziały naprawdę dużo pracy. Mam nadzieję, że ilość przełoży się na jakość :)
      Mam nadzieję wrócić szybko do zdrowia, bo mam już dość i obawiam się, że w przypływie złości ściągnę tą szynę i wyrzucę ją przez okno. Przechlapane, ale co zrobić :(

      Usuń
  3. Bardzo fajny rozdział ^^. Och, nie zazdroszczę Hermionie, w końcu święta są a ona musi leżeć cały dzień w łóżku, i nawet nie ma żadnej książki ani innej rozrywki, żeby się nie nudzić. Dobrze, że chociaż Draco interesuje się nią i odwiedza ją, czyżby i on zaczynał coś do niej czuć? Może mimo wszystko, mimo dzielących ich wcześniej uprzedzeń, teraz zaczyna ją akceptować? Hmm... Ciekawie wyszło. Obydwoje mają coraz lepsze relacje, ale nie brakuje rozmaitych docinek, ironii i takich tam, co nadaje temu wiarygodności, bo gdyby od razu była wielka miłość i sympatia, to byłoby nudne i niewiarygodne.
    W ogóle, podobało mi się, jak opisałaś ucztę, trochę przypominała mi tą z trzeciej części, kiedy też było ich tak mało, że siedzieli przy jednym stole, a Trelawney jak zwykle musi coś powiedzieć... Ale ta siekiera pod stołem mnie rozwaliła xDDD.
    Wgl troszkę dziwnie się czyta o świętach we wrześniu, no ale fajnie było, no. Ciekawe, czy mi w moich opowiadaniach uda się dojść do świąt. Nawet jeśli, to będą dość odległe rozdziały, znając moją tendencję do opisywania wszystkiego bardzo dokładnie.
    Współczuję tej nogi :/. Przerąbane, akurat na koniec twoich wakacji (dobrze piszę? jakoś tak mi się wydawało, że jesteś w moim wieku).
    No, ale trzymaj się jakoś ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :)
      Hermiona i Draco rzeczywiście coraz bardziej zbliżają się do siebie, choć Malfoy na razie ukrywa swoje prawdziwe intencje - dlaczego, to wyjaśnię w przyszłych rozdziałach, chociaż nie tak szybko :D Hermiona nie będzie żałowała świąt spędzonych w Hogwarcie, to na pewno, a pisanie o wigilii, kolędach i świętach we wrześniu jakoś poprawiło mi humor :D
      Taak, mam jeszcze te dwa tygodnie wakacji i trochę przekichane, że zdarzyło się to akurat teraz :O Miałam jeździć na uczelnie rowerem, ale chyba będę musiała z tym poczekać do wiosny :D A najgorsze to są zastrzyki przeciwzakrzepowe... Nie dość, że w brzuch, to takie niemiłe uczucie :( Ale dam radę, nie takie rzeczy się robiło :D
      Obiecuję, że się nie puszczę :D Dziękuję raz jeszcze! I pozdrawiam :)

      Usuń
  4. bardzo tajemnicza notka :D
    siekiera pod stołem, po prostu... gigantyczny ukłon w Twoją stronę :DDDD rewelacyjnie wymyślone, wspaniałe opisanie Trelawney.
    ciekawe, co to za pomieszczenie pokaże Hermiona Draconowi. :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróżba z siekierką jest (podobno) prawdziwa, przynajmniej tak opowiadał mi dziadek :D A że to idealnie pasuje do postaci tej lekko świrniętej wariatki, to wykorzystałam :)
      Hermiona będzie się musiała nieźle wysilić, by zadowolić Malfoya :)
      Dziękuję ślicznie za komentarz, pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Hm... zrobiło się tajemniczo. Zastanawia mnie, czym Hermiona chce zaskoczyć Dracona i o co chodziło z tą "przepowiednią" Trelawney. Malfoy zrobił się taki słodki <3. Po prostu go uwielbiam, a Twoje opowiadanie sprawiło, że uwielbiam go jeszcze bardziej!
    Pisz szybko kontynuację!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim Malfoyu to ja sama mogłabym się zakochać <3 Przed Hermioną ciężka praca, bo Draco to nie z tych, co pokaże się im schowek na miotły i są zadowoleni :D Ale mam nadzieję, że przyszłe rozdziały się spodobają, bo włożyłam w nie dużo pracy i serca, i chyba nawet jestem z nich zadowolona, a to już coś :D
      Dziękuję, pozdrawiam również :)

      Usuń
  6. O rany, rozdział zajebisty, a Draco... eh <3. Po prostu kocham Cię za taką rewelacyjną charakteryzację Malfoya i Granger. Wychodzi Ci to naprawdę świetnie, aż z wielką niecierpliwością wyczekuje się następnych rozdziałów, a kiedy one się już pojawią : czyta je się z na jednym tchu :).
    Oho, oni. Cały dzień. Spacer. Zapowiada się niebywale ciekawie ^.^ Przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy ona pokaże mu Komnatę Tajemnic, ale potem uświadomiłam sobie, ze widok rozkładających się zwłok Bazyliszka nie jest najromantyczniejszy xD. No i jak ona by się tam dostała?
    Pokój Życzeń też raczej odpada... więc? Hm, pozostaje mi tylko czekać do następnego rozdziału ;D.
    O kurde, z tą siekierą to mnie rozwaliłaś, serio! Hahahaha, prawie spadałam z krzesła xD.
    A potem ten tekst wróżbiarki na sam koniec... Wow.

    Współczuję nogi ;/ I życzę szybkiego powrotu do zdrowia...
    Hm, tak się tylko zastanawiam, jak Ty to zrobiłaś, że poprzez granie w siatkówkę masz nogę w szynie? Bardziej stawiałabym na wybity palec, albo złamaną rękę... ;p

    Ciepło pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)
      No, mam nadzieję, że to, co Hermiona pokaże Malfoyowi spodoba się również czytelnikom, także sama nie mogę się doczekać publikacji następnych rozdziałów, ale do piątku wytrzymam (chyba... a przynajmniej taki jest plan) :D

      Jak to zrobiłam? Dużą rolę odegrał tu pech - skoczyłam do bloku i źle upadłam, przez co poszła torebka stawowa i więzadła. Wybite palce to już mi nie przeszkadzają, gram w siatkówkę od tylu lat, że nie robi to na mnie szczególnego wrażenia :D

      Również pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję! :*

      Usuń
  7. Jak zwykle, rozdział piękny i nastrojowy. Wigilię opisałaś po mistrzowsku, a wróżba z siekierką- ponoć taka jest, świetnie wplotłaś ją w całość. Szkoda tylko, że Dumbledore'a nie było, bo bardzo go cenię i uwielbiam o nim czytać. Draco i Hermiona zaczynają się do siebie zbliżać, to piękne. Dobrze, że Malfoy odwiedza dziewczynę w Skrzydle Szpitalnym.I ten spacer, ah romantico.Jestem ciekawa przepowiedni Trelawney. Już widzę minę Malfoy'a, gdy usłyszał te słowa :D Pozdrawiam i czekam na dalszą część! [weasley-diary]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wróżba z siekierką jest jak najbardziej prawdziwa, ale już raczej niespotykana w dzisiejszych czasach. Chyba padłabym ze śmiechu, gdybym zobaczyła pod swoim wigilijnym stołem siekierę :D. Wróżba o tym, że kiedy pierwsza do pomieszczenia wejdzie kobieta, przynosi to pecha, też jest z życia wzięta. To wszystko opowiadał mi dziadek, był inspiracją i prywatnym informatorem :)
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam!

      Usuń
  8. Przeczytałam rozdział wczoraj, ale nie mogłam dobrać słów na komentarz, dlatego dopiero dzisiaj go piszę. Jakoś się zebrałam, mam nadzieję, że już nigdy więcej mi się to nie przytrafi, bo jeszcze kilka dni temu miałam zniknąć z tego świata i to z własnej woli.
    Rozdział mnie zaskoczył, szczególnie postawa Draco. Wydaje się, przynajmniej mi, że on doskonale zdaje sobie sprawę z jego zmieniającego się stosunku do Hermiony, lecz bardzo powoli dopuszcza tę myśl do siebie. Bardzo podobała mi się Wigilia. Nauczycieli przedstawiłaś po swojemu, dodając choćby tę siekierkę, a jednak ich charakter był taki jakim go ukazała J.K.Rowling. To był chyba jeden z najprzyjemniejszych fragmentów, jakie ostatnio czytałam :) No i jak zwykle na koniec mnie zaciekawiłaś, więc już nie mogę się doczekać nn.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Cóż mogę powiedzieć o postawie Dracona: na razie jest tajemniczy i skryty z własnych powodów, co wyjaśniać się będzie stopniowo w dalszej części. Mam nadzieję, że do tego czasu podsycę wystarczająco ciekawość czytelników :D O wigilii przyjemnie mi się pisało, więc cieszę się, że tak dobrze wyszła :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Wczoraj dokopałam się do tego bloga, pochłonęłam wszystkie rozdziały w kilka godzin z przerwami. Świetne, piszesz bardzo ciekawie, prawie jak królowa Rowling! Obiecuję, że pod następnym rozdziałem wycisnę z siebie jakiś bardziej sensowny komentarz, ale całość naprawdę świetna! :D
    /tesinka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, gdzież mi tam do pani Rowling :D Ale pisanie sprawia mi niesamowitą przyjemność, jeszcze jak mam możliwość czytania pochlebnych komentarzy, to naprawdę niesamowicie buduje, więc ślicznie dziękuję!

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział cudowny, przeczytałam go już wczoraj w szkole na dlugiej przerwie, a teraz przed skomentowaniem nie mogłam się powstrzymać przed ponownym zglebieniem się w tekście postu.
      Nie ukrywam, że najbardziej podobały mi się rozmowy Dracona z Hermioną. Zwłaszcza, że duzo było tych wymian zdań, Malfoy był w całkiem niezłym humorze i w końcu nastąpiło to “zawieszenie rozdzek“ :)
      Jestem ciekawa jakie miejsca pokaże Hermiona Ślizgonowi i czy uda jej się wywrzeć wrażenie na chlopaku :)
      Opis Wigilii w Hogwarcie jest zachwycajacy - aż poczułam ten gwiazdkowy klimat, mimo że nie ma jeszcze nawet jesieni.
      A końcówka mistrzowska. Lubię takie zakończenia z akcentem nawet, gdy w glownej roli występuje zdanie w zupełnie nieznanym mi języku :) no, ale wszystko zostało wyjaśnione :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Hermiony i Dracona będzie dużo, dużo w najbliższych rozdziałach - mam nadzieję, że tym samym zachęcę do wejścia tutaj w piątek :D Wigilia jesienią wywołuje dość przyjemne emocje, a ja mam nadzieję, że na prawdziwe święta spadnie nam śnieg, bo nienawidzę takiej zimowej chlapy za oknem.
      Dziękuję za wypowiedź, również pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Oczywiście, z wielka chęcią zajrzę, zwłaszcza, że będę chciała jakos oderwać myśli po kolejnych szkolnych dniach ;)
      Oj, ja też marzę o białych świętach, bo to, co działo się rok temu, było wprost okropne. Spacer świąteczny był mordęgą. Fakt, najbardziej lubię późną wiosnę i lato, ale, jeżeli chodzi o zimę, wolę przeskakiwać śnieżne zaspy, aniżeli co rusz lądować w głębokiej kałuży ;)

      Usuń
  11. I dałam radę przeczytać dzisiaj wszystko. Jestem z siebie dumna, bo oczy już mi się kleją od północy, ale chęć dowiedzenia się co jest dalej była silniejsza. ;D Jestem tylko niezadowolona z faktu, że to na dziś koniec, a na kolejny rozdział muszę czekać tydzień. A jestem strasznie niecierpliwą osobą!
    Zakochałam się w twoim Malfoy'u, jest wręcz idealny, jeśli idealnym da się być. Podoba mi się to, że jest tajemniczy, nie mówi wszystkiego, a te jego nic niewyjawiające oczy... Brak mi słów, mogłabym czytać tego bloga bez końca. Fajnie opisałaś uczucia Hermiony, to jak na początku opierała się temu uczuciu do Draco, jak sama zauważała i nie podobało jej się to, co czuła. Doskonale pokazałaś, że granica między nienawiścią a miłością jest cienka. Szczególnie podobał mi się fragment [nie pamiętam dosłownie], że zaczęła go kochać, gdy przestała go nienawidzić. Och, myślę też, że samo to, że Draco jest dla niej takim 'zakazanym owocem' robi swoje. Samo wmawianie sobie, że 'nie możesz go kochać', 'to nie wyjdzie ci na dobre', tylko bardziej ją nakręcają, przecież nie da się zapanować nad sercem, można sobie wmówić, że się nie kocha, ale i tak w głębi serca to uczucie zostanie.
    Ale zauważam, że Draco też w trochę inny sposób patrzy na Hermionę, na razie [na szczęście] to tylko delikatna zmiana, ale wyczuwalna. Nie wyobrażam sobie, żeby w innej sytuacji Malfoy tak spokojnie rozmawiał z Hermioną. ;D Cieszę się, że to się zaczyna zmieniać, mimo tego, że uwielbiam wrednego Dracona, to w głębi duszy wierzę, że jest w nim część dobra, że potrafił by być inny, ale nie w tamtych czasach, tamtych okolicznościach.
    Nurtuje mnie,gdzie Hermiona ma zamiar go zabrać, bo wierzę, że go zaskoczy [oczywiście i mnie, bo nie mam zielonego pojęcia co to za miejsce ;D].
    Lubię profesor Trelawney, może dlatego, że wydaje mi się, że będę taka stuknięta na starość, będę gadać od czapy, a wszyscy będą uważać mnie za wariatkę. Dlatego cieszę się, że się tu pojawiła. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam o czym jeszcze miałam wspomnieć, nie pisałam już komentarzy pod poprzednimi rozdziałami, bo nie mogłam się powstrzymać przed poznaniem tego co dalej. Naprawdę się wciągnęłam, zastanawia mnie bardzo jak to się dalej potoczy, kim jest ta E., czy uda im się ten eliksir i ku.rna, co ten Malfoy kombinuje! Będę siedzieć w szkole i wymyślać własną [sto razy gorszą] wersję, bo nie będę mogła przestać o tym myśleć. ;D Uzależniłam się od tego bloga jak Hermiona od Draco.
      Zdaję sobie sprawę, że bredzę, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, na swoją obronę biorę czas, już po 2!
      Bardzo mnie zasmuciła wieść o twojej nodze, mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia! Ja jakoś nigdy nie pałałam miłością do gier zespołowych [może oprócz unihokeja xd], więc nie nie będę tego próbować w domu ;D
      Zdrowia i weny życzę!

      Usuń
    2. Wcale nie bredzisz, kochana! Poza tym czytanie takich komentarzy to dla mnie sama przyjemność, aż chce się pisać! Cieszę się, że ta historia tak Cię zaciekawiła, że czytałaś ją od początku przez pół nocy - to wiele dla mnie znaczy. Cóż mogę powiedzieć? Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
      A w unihokeja grałam w podstawówce, ale to była rzeźnia, bo wszyscy kijami po nogach walili, więc nie wspominam tego zbyt radośnie :D
      Raz jeszcze dziękuję, pozdrawiam i ściskam!

      Usuń
  12. Przeczytałam dwa rozdziały, które miałam zaległe i jestem pod niemałym wrażeniem. Genialnie czyta się u Ciebie potyczki na linii Draco-Hermiona. Są tak naturalne, że kilka razy przyłapałam się na tym, że zastanawiałam się czy tak nie mogło być naprawdę ;p Mówiłam Ci to już wcześniej, ale nadal nie mogę się nadziwić, że tak dobrze udało Ci się zachować charaktery bohaterów, nadane postaciom przez panią Rowling. Jedyne co to wydaje mi się, że lekko "ulepszyłaś" Hermionę. Nie jest taka denerwująca jak w książce potrafiła być ;)
    Najlepsza chyba końcówka i ten tekst Trelawney. Przypuszczam, że da to Hermionie dużo do myślenia...
    Strasznie nie lubię Twojego Blaise'a. Jest arogancki, chamski i wydaje się być niebezpieczny. Szczególnie po tym, jak niedelikatnie potraktował Hermionę. Chociaż jest i dobra strona tej sytuacji - Draco miał kogo ratować ;)
    Czekam z niecierpliwością aż opiszesz ich wspólny dzień. Ciekawi mnie, gdzie Hermiona go zabierze ;>
    Pozdrawiam serdecznie! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz :)
      To prawda, Hermiona w moim wykonaniu jest trochę bardziej... sympatyczna? To chyba odpowiednie słowo i muszę przyznać, że taka wizja panny Granger jakoś bardziej do mnie przemawia. A jeśli chodzi o Blaise'a, no to cóż mogę powiedzieć - chłopak się stara i być może jeszcze będzie się go dało lubić :D
      Również pozdrawiam ciepło! :*

      Usuń
  13. nie będę oryginalna. rozdział jak zwykle bardzo mi się spodobał. Dialogi Hermiony i draco wychodzą Ci świetnie. niczego w nich nie brakuje. kiedyś czytałam jeszcze jakieś dramione, ale nigdy nie byłam fanką tego parringu i chyba to się nie zmieni, bo postawiłaś wyjątkowo wysoko poprzeczkę i ciężko byłoby komukolwiek ją przeskoczyć :)
    przepowiednia, siekiera pod stołem... chyba już to gdzieś słyszałam. a może mi się z czymś pomyliło?
    końcówka rewelacyjna. rewelacyjny cytat, w rewelacyjnym języku, z rewelacyjnej książki :)
    pozdrawiam i życzę dużo zdrowia. oto kolejny powód dla którego nie uprawiam sportów. są niezdrowe :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, "Cień wiatru" jest rewelacyjny, mogłabym czytać tę książkę na okrągło, a sądzę, że i tak by mi się nie znudziła. Zresztą kolejne części też nie są gorsze, choć opowieść o Julianie Caraksie zdecydowanie skradła moje serce na zawsze.
      Ależ nieee, sport to zdrowie! :D

      Usuń
  14. Po pierwsze, moja droga, niesamowicie zdolnaś w czynieniu sobie krzywdy. Niekonkretna caca Cię po głowie i gotowa upiec muffinki, żeby Ci przynieść na osłodę życia, gdyby nie to, że leży w łóżku z anginą =.= Jak widać, jestem równie umiejętna w tej kwestii :D

    A wracając do rozdziału - smaczek w postaci zakładu bardzo mi przypadł do gustu - to zawsze podkręca temperaturę i każe wprost rwać się do nowego rozdziału, na który jak zawsze nie będę mogła się doczekać, a potem spokojnej chwili by go przejrzeć nie znajdę - tak jak przez ostatnie parę rozdziałów się dzieje, za co Cię strasznie niesamowicie przepraszam, jestem zUym człowiekiem, wiem ;<<
    Uh, profesor Trellawney jak zawsze napędziła mi stracha. Nie lubię tej kobiety, jakoś bezustannie kojarzy się z kłopotami i nie potrafię się tego wrażenia pozbyć. Tym bardziej po takich słowach.
    Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Jestem absolutną fanką przemyśleń Hermiony i Draco całego. Kupię go z jego różdżką i miotłą i nawet z szatą, a co mi tam. Nawet ze skrzatem domowym, rili, kocham go. MNIAM.
    Wspominałam, że uwielbiam to, że cytujesz "Cień Wiatru", jedną z bardziej genialnych książek, jakie miałam okazję w moim życiu czytać?

    A w ogóle, to Cię kocham.
    Pogoda dzisiaj nienajgorsza, ale dla nas pocieszenie żadne :P
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to widzę, że Kraków nie sprzyja nowym studentom :D Angina sprawa baaardzo nieprzyjemna, więc ściskam ciepło i jak obie wyzdrowiejemy, to zapraszam na jakieś ciastko czy kawę, bo w końcu trzeba pogadać na żywo! <3

      I od razu - jeśli jesteś złym człowiekiem, to tylko dlatego, że tak długo musiałam czekać na szósty rozdział na "Powiedz to" :( Ale masz okazję się zrehabilitować, więc jeszcze Cię nie skreślam! :D
      Trelawney to taka specyficzna, stara wariatka, postać, z której zawsze się śmieję (szczególnie w filmie, ach, te włosy!). I obiecuję, że kiedy wystawię Malfoya z różdżką, miotłą i skrzatem domowym na allegro, to będzie Twój (ostatnio jakaś Rosjanka wystawiła swoją duszę... więc wszystko jest możliwe) :D.
      No a "Cień Wiatru" również kocham, kocham, kocham, więc Zafona cytowałam, cytuje i będę cytować o każdej porze dnia i nocy!

      I ja też przyznam dość KONKRETNIE, że również Cię kocham, Niekonkretna! (Niekonkretno? :D)
      Pogoda taka, że żal dupę ściska, że w domu trzeba siedzieć, no ale damy radę, nie?
      Całuuuję! <3

      Usuń
    2. No, nie za bardzo, ale trzeba to jakoś przetrzymać :D
      Hymmm. Ciastko i kawa dla mnie równa się Nowa Prowincja na Brackiej, ale ja pod tym względem jestem ograniczona, więc jeśli zaproponujesz coś innego, to słucham chętnie :D Za to na anginę ponoć niezłe są lody - wtedy zdecydowanie na Jana albo na Sławkowską :D Wszystko się obaczy jak to mówią :D

      Wiem, jestem strasznym i okropnym człowiekiem - be te wu - kosmetycznej zmianie uległa scena z Pokoju Życzeń, więc przy okazji siódmego jeszcze przypomnę żebyście sobie zajrzeli. Naprawdę mnie ostatnio przyćmiło, żeby robić takie głupie błędy o.o
      Uwielbiam Emmę Thompson za tę rolę, wykreowała ją wprost idealnie :D Widziałaś może wyciętą scenę z uczty powitalnej z Trelawney w głównej roli? :D Jest wybitna :D
      Wiiiii ~! <3 nie ma to jak chody, trzeba sobie odpowiednio wcześnie Dracza upolować <3 Kochamy Dracza <3
      Muszę sobie "Cień" powtórzyć i wziąć się za "Grę Anioła" i przyrównywany do obu "Hiszpański smyczek", który dostałam od cioci ^^ Na razie skutecznie odciąga mnie od wszystkiego "Dawca" Tess Gerritsen - thriler medyczny "D

      Odmieniajta jak chceta, toć tego nicku nikt mi nie podwędzi (a niech chociaż spróbuje, to zjem), więc problemów z rozpoznaniem, że to o mnie chodzi nie przewiduję :D
      Kochajmy się dalej - a pogoda aż mnie natchnęła do wietrzenia pościeli xD
      Buziaaam! <3

      Usuń
    3. O, tam jeszcze nie byłam, więc jestem za, a lody to zdecydowanie na Sławkowskiej, gdzie w lato kolejki są tak gigantyczne, że matko ojcze, a i tak zawsze w nich stoję, bo lody to oni mają najlepsze :D
      A czytałaś nową Zafona, "Więzień Nieba"? Normalnie cud miód malina, a najlepsze jest to, że będzie ciąg dalszy! Ja już się nie mogę doczekać, bo normalnie jego książki pochłaniam.
      Dziś słoneczko też naparza, chyba się przebiegnę o kulach dookoła bloku (szkoda, że już się paraolimpiada skończyła, może by mnie na wycieczkę do Londynu wzięli). Trzeba z ostatnich podrygów lata korzystać! :D

      Usuń
    4. Hue hue hue :D Ostatnio odkryłam, że oprócz latte kocham tamtejsze cappucino, zwłaszcza jak mi pan barman polał ostatnio czekoladą <3 MNIAM.
      Niet, niestety :D Jestem zapóźniona w książkach od dobrego półtorarocza, bo siedziałam na korkach i kułam piąte przez dziesiąte, ale zawsze xD

      Ja zamierzam się urwać za chwilę do kiosku po loda jakiegoś, czy coś xD

      Usuń
  15. Genialne opowiadanie, piszesz bardzo lekko wszystko wydaje się takie naturalne i zarazem zaskakujące. Czytając jeden rozdział nie mam pomysłu o mogłoby być w następnym, ta nieprzewidywalność jest niesamowita czekam na dalszy rozwój akcji i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za miłe słowa! Cóż mogę powiedzieć? Zapraszam do dalszego śledzenia tej historii :)
      PS: sladem-snu dodaję do linków. Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Fajny blog i widzę,że masz dużo fanów i talentu do pisania. Zazdroszczę :) Ja również zapraszam cię na moje Dramione, mam nadzieję, że dodasz szczery komentarz. historiamilosnadramione.blogspot.com . Pozdrawiam :D !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiekolwiek nowe Dramione - zawsze i wszędzie, chętnie zajrzę :) I dziękuję za miłe słowa, również pozdrawiam!

      Usuń
  17. I że ja mam niby czekać do 21 na następny rozdział?! Szaleństwo! Istne szaleństwo!
    Trafiłam na twojego bloga przypadkiem, czytając twoją "ocenę" pewnego opowiadania, które sama wcześniej "oceniłam". ;) Z ciekawości zajrzałam i... wsiąkłam. Musiałam się zmuszać siłą, by oderwać się od komputera! Oj, coś ty zrobiła, dziewczyno! Znów uzależniłam się od jakiegoś opowiadania!!!
    Nigdy nie lubiłam Hermiony. W ogóle nie lubiłam Gryfonów. Wyjątkami byli bliźniacy Weasley. Poza nimi nikt - ten dom mógłby dla mnie równie dobrze nie istnieć. Ale twoja Granger... Jest intrygująca, ciekawa i oryginalna. Kanoniczna, a zarazem zupełnie inne - to niesłychane! Dokonałaś cudu! (Pottera, Weasley'a i Weasley'ówny nadal nie lubię i tu nawet twoje opowiadanie nic nie pomoże - wybacz.)
    Dracona natomiast kochałam zawsze. Z początku bałam się, że zrobisz z niego jakąś ciepłą kluchę, czy coś - zwykle tak się z nim działo w opowiadaniach typu Dramione... A wtedy zdecydowanie bym tego nie przeżyła. Ty też, bo znalazłabym sposób na uprzykrzenie ci życia. ;) Ale spotkało mnie MIŁE rozczarowanie! Draco jest wspaniały - tajemniczy, nieszczęśliwy i mroczny. Czyli taki, jakim przedstawiła go Rowling w szóstej części. Gratuluję! Nie każdemu udaje się zachować postać taką, jaką została stworzona - ty podołałaś temu zadaniu, za co biję ci pokłony!
    Trafiłam na kilka literówek, w tej chwili nie pamiętam w których rozdziałach, ponieważ czytałam wszystko za jednym zamachem. Ale nie rzucały się jakoś specjalnie w oczy. Poza tym - czyściutko i pięknie, co uwielbiam! Wtedy tekst sam wskakuje do głowy, a umysł chłonie go jak gąbka! No i styl! Jest fantastyczny! Cała opowieść jest lekka, niewymuszona, przemyślana! Zazdroszczę - u mnie wiecznie czegoś brakuje, choć staram się opracować wszystko w najdrobniejszych szczegółach. :(
    Tak, czy siak - na pewno będę do ciebie wracać. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i życzę wiele, wiele, wiele weny!!! :)
    Pozdrawiam, ściskam i całuję,
    Bezimienna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mnie... zatkało :D
      Dziękuję za Twój komentarz, nie ukrywam, że jest mi bardzo miło. Takie spore dowartościowanie, chociaż sama lubię tą historię, ale każda wypowiedź jest dla mnie na wagę złota, a szczególnie taka budująca i niesamowicie mobilizująca.
      Jeśli chodzi o wszelkie błędy, literówki czy interpunkcję - zawsze i wszędzie jestem wdzięczna za każde wytknięcie, bo chociaż czytam rozdziały po dziesięć razy przed opublikowaniem, to często nie jestem w stanie wyłapać wszystkiego.
      Raz jeszcze dziękuję i również serdecznie pozdrawiam!

      PS: No nie wierzę! Weszłam na Twój profil i co widzę? Kraków! Pozdrawiam kolejną sąsiadkę z miasta! :)

      Usuń
    2. Nie ma za co! Ot, szczera opinia. ;) Gdyby mi się nie podobało możesz być pewna, że napisałabym o tym. ;P Taką już mam zasadę, że zawsze mówię to, co myślę, bo lepsza najgorsza prawda, niż najsłodsze kłamstwo. ;)
      Tych literówek było dosłownie kilka - nawet chyba pięciu się nie doliczyłam, z tego też powodu ciężko jest mi powiedzieć w którym/ch rozdziale/łach je widziałam. ;)

      P.S. Łał! Ale super! :) Może nawet się kiedyś minęłyśmy na ulicy, haha. :D

      Usuń
    3. O tak, tu się muszę zgodzić. Chociaż duuużo zależy od tego, jak ludzie podchodzą do krytyki. Ale ja jestem zawsze otwarta i jeśli tylko ktoś ma jakieś uwagi, szczere i uzasadnione, to jestem skłonna w wyrazie wdzięczności poczęstować herbatką i ciasteczkami :D
      Możliwe, możliwe, ostatnio coraz częściej przekonuję się o tym, że świat jest mały... a co dopiero Kraków :D

      Usuń
    4. Może w takim razie Bezimienna do nas dołączy na tej naszej zaplanowanej na kiedyś kawce/herbatce? :D

      Usuń
    5. O, ja jestem jak najbardziej za! :D Zapraszamy, termin i miejsce wciąż do ustalenia :D

      Usuń
    6. ja też jestem za! :) koniecznie trzeba się dogadać! :D

      Usuń
  18. Chwilę mnie nie było i muszę nadrabiać zaległości.. ;P
    Cóż by tu powiedzieć o notce... Jak zawsze - jest świetna! Już się nie mogę doczekać reszty.. :)
    Oj, obiecaj, że jak skończysz to opowiadanie to zajmiesz się za to ,,coś" powstające w Wordzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :)
      A jeśli chodzi o nowe opowiadanie, to zobaczymy, jak to wszystko się poukłada :D Z pewnością najpierw muszę skończyć jedno z tych, które prowadzę obecnie, czyli albo Echo, albo Być Huncwotem. Myślę, że koniec BH będzie wcześniej, więc wtedy się dokładnie zastanowię, co zrobić z tym nowym tworem :D

      Usuń
  19. czytam twojego bloga jest super! czekam na rozdział 16!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. No, trochę się przestraszyłam. Najpierw że eliksir pójdzie na marne, ale tu podejrzewałam udział Dracona. Bardziej tej wróżby czy cokolwiek to było, Mam nadzieję, że będzie dobrze <3

    OdpowiedzUsuń
  21. jezu, już przestraszyłam się że z eliksiru nici ale na szczęście Draco jednak ma rozum ;p
    Wigilia w Hogwarcie, na pewno byłą lepsza niz ta moja w 2012 -,-

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  22. Twoja kontuzja najwyraźniej szczątkowo dotarła do mnie :p Tylko że ja mam sentyment do nieumyślnego krzywdzenia własnych stóp. Rozdział boski :3

    OdpowiedzUsuń
  23. Trucizna mówisz.. hę :D
    Trudno nie wypowiem się.. Za bardzo się boję :x.
    Przepraszam
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń
  24. Nigdy nie wiem które to które: poisson-poison, ryba-trucizna 😂 ale wersja "Ma Pan w sercu rybę, monsieur" też by była ciekawa 😂
    Pozdrawiam i lecę czytać dalej

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: