7 września 2012

14. Ból, on i ciemność


Dla mojej siostry Natalii,
bo chciała ^^

~*~

„[...] ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to,
co w nim kiedyś pogrzebaliśmy”.
Carlos Ruiz Zafon


     Nigdy nie jesteśmy bardziej samotni niż wtedy, gdy świadomie i dobrowolnie odrzucamy pomoc swoich przyjaciół. Przekonałam się o tym właśnie w te smutne, jesienne dni i długie, grudniowe wieczory, kiedy przytłoczona własnymi myślami i troskami, całkowicie straciłam kontrolę nad swoim umysłem, duszą i sercem. Najdokładniej z tych wszystkich cichych i samotnych chwil zapamiętałam noce, bo tylko wtedy, we śnie, mogłam być razem z tobą, Draco. Już kładąc się spać, wiedziałam, że niedługo znowu się spotkamy.
     Ginny powiedziała mi kiedyś, że jestem prawdziwą mistrzynią w wyrzucaniu z pamięci złych wspomnień. Być może miała rację. To by było idealnym usprawiedliwieniem faktu, że nie pamiętam nic z tych pierwszych grudniowych tygodni, oprócz tego, że zima wybuchła: biały puch osiadł na dachu zamku, szkolnych błoniach, chatce Hagrida i czubkach drzew w Zakazanym Lesie, i tylko Wierzba Bijąca wciąż strącała ze swoich gałęzi śnieg. Moim codziennym rytuałem stał się popołudniowy spacer dookoła Hogwartu. Lubiłam stawać nad brzegiem skutego lodem jeziora i wyobrażać sobie dwa małe kamyki, spoczywające na jego dnie, te same, które wrzuciliśmy tam z Malfoyem, wychodząc z Zakazanego Lasu podczas listopadowej pełni księżyca. Zatrzymywałam się w tamtym miejscu na wiele długich minut, choć przy panującej na dworze temperaturze dusza przymarzała do mięśni, a zamarznięte ciało zawodziło na wszystkich frontach.
     Stałam właśnie nad brzegiem jeziora, kiedy śnieżna kula uderzyła mnie w tył głowy. Odwróciłam się szybko i dostrzegłam znajomą, czarną czuprynę, chowającą się za drzewo.
 - Harry! – Uśmiechnęłam się na sam jego widok. Ostatnio tylko przy nim i przy Ginny potrafiłam się jeszcze szczerze i prawdziwie śmiać. – Chcesz dostać szlaban jako świąteczny prezent ode mnie? – zażartowałam, ruszając w jego stronę.
 - Przepraszam, pani prefekt – odparł, wychodząc z ukrycia. Oczy błyszczały mu radośnie spod okrągłych okularów, a rozczochrane włosy sterczały na wszystkie strony. – Postanowiłem sprawdzić, czy jeszcze nie zamarzłaś. Uznasz to jako okoliczność łagodzącą?
 - Dlatego rzucałeś we mnie śniegiem? Słaby argument.
 - Chciałem cię rozruszać.
     Zaśmiałam się ciepło, kręcąc głową na boki. Ostatnio ten dźwięk coraz rzadziej można było usłyszeć w moim wykonaniu. Wszyscy myśleli, że to za sprawą konfliktu z Ronem i tylko Ginny wiedziała, że oprócz tego jest coś – a raczej ktoś – jeszcze.
     Draco Malfoy.
 - To co? Wojna na śnieżki? – zapytał Harry z uśmiechem, schylając się, by zebrać biały puch z ziemi. – Obiecuję, że dam ci fory.
 - To chyba nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziałam. – Mam dosyć wojen.
 - Racja – przyznał z westchnięciem, ale chwilę później znów spojrzał na mnie radośnie. – Ale bałwan musi być. Nie wykręcisz się.
     Tak więc wspólnie zbudowaliśmy największego śnieżnego bałwana, jakiego miałam okazję widzieć w życiu. Na oko był tak duży, jak Hagrid. Harry wygrzebał spod śniegu kamienie, które posłużyły za guziki i oczy, oraz owinął jego szyję czarnym szalikiem, który – jak wyjaśnił – należał kiedyś do wuja Vernona i bałwan bardziej z niego skorzysta niż on sam. Z patyka zrobiliśmy nos, a przy pomocy czarów w rękę wetknęliśmy mu miotłę, którą tworzyła prawdziwa, młoda brzoza, przyciągnięta z Zakazanego Lasu. Wybraniec skorzystał z okazji i w przypływie dobrego humoru kilka razu pchnął mnie w biały puch. Nie pozostawałam mu dłużna, przez co do zamku wracaliśmy przemarznięci, z czerwonymi nosami i wielkimi rumieńcami na lodowatych policzkach.
     W pokoju wspólnym było tłoczno i gwarno. To był pierwszy dzień świątecznych ferii i wielu uczniów – jeśli nie dosłownie wszyscy – wyjeżdżali do swoich rodzin. Kiedy profesor McGonagall posłała pergamin, by dowiedzieć się, ile osób zostaje w zamku, od razu wpisałam tam swoje nazwisko. Ze względu na warzący się na siódmym piętrze eliksir nie mogłam wrócić do domu. Rodzicom wyjaśniłam w liście, że mam tutaj prawdziwe urwanie głowy i jeśli marzę o zaliczeniu szóstej klasy, powinnam zostać w Hogwarcie. Przyjaciołom za to powiedziałam, że mama i tata wyjeżdżają do Francji na narty, a ja nie mam ochoty jechać tam razem z nimi. Oczywiście, pani Weasley zapraszała mnie na święta do Nory – wszyscy Weasleyowie oraz Harry mieli spędzić je razem – ale nie wyobrażałam sobie, bym była w stanie zasiąść przy jednym stole razem z Ronem lub bym potrafiła złożyć mu bożonarodzeniowe życzenia. Więc ku rozpaczy Ginny i Harry’ego, odmówiłam.
     Zanosiło się więc na to, że to będą pierwsze święta, które spędzę sama. Jeśli chodzi o Gryfonów, to wszyscy wracali do swoich rodzin na ferie. Mogłam się tylko domyślać, że podobnie było w innych domach: teraz, kiedy Lord Voldemort się ponownie odrodził, rodzice bali się o swoje dzieci. Wielu uczniów w ogóle nie wróciło do Hogwartu na ten rok, chociaż przecież pod skrzydłami Albusa Dumbledore’a nic złego nie mogło im grozić.
 - Jesteś pewna, że wolisz tutaj zostać? – spytał Wybraniec, kiedy przeszliśmy pod portretem Grubej Damy. Wiedziałam, że zadawał to pytanie już ostatni raz.
 - Nie mam innego wyboru, Harry. Przykro mi.
     Właśnie dostrzegliśmy po drugiej stronie pomieszczenia postacie Rona i Lavender, oplecionych wokół siebie do tego stopnia, że nie potrafiłam z tej odległości odróżnić, które części ciała są jego, a które jej. Dźwięk, który wydawali – doskonale słyszalny nawet z przeciwległego końca pokoju – najbardziej przypominał mi ssanie mugolskiego odkurzacza.
     Zauważyłam pełną bezsilności minę stojącego obok mnie Harry’ego. Mogłam się tylko domyślać, iż nie jest do końca zadowolony z towarzystwa Lavender (która nie odstępowała swojego chłopaka ani na krok), bo sam nigdy o tym nie mówił. Nie rozmawialiśmy o Ronie.
 - Wygląda, jakby pożerał jej twarz – skomentowałam, krzywiąc się lekko.
 - Ginny powiedziała to samo – odparł z lekkim uśmiechem. – Uważa też, że powinien poprawić technikę. – Westchnął zrezygnowany, po czym wziął mnie za rękę i poprowadził do wolnej kanapy koło kominka. – Poczekaj tu na mnie, dobrze? Za minutę wracam.
     Krzywołap wskoczył mi na kolana, domagając się kolejnej porcji pieszczot. Za kilka godzin tylko on mi tutaj zostanie, więc nie potrafiłam mu odmówić. Podrapałam go za uchem, wsłuchując się w przyjemne dla ucha mruczenie, które wydawał.
     Harry wrócił po trzech minutach. Na plecach niósł wypchany plecak, ale oprócz tego coś jeszcze trzymał w rękach. Usiadł obok mnie, kładąc tobołek na podłodze.
 - Zostawiam cię tutaj z tym. – Wcisnął mi w ręce Mapę Huncwotów. – Wiem, że jesteś temu przeciwna, ale możesz od czasu do czasu sprawdzać, co robi Malfoy i…
 - Harry – przerwałam mu – przecież są święta. Malfoy na pewno wraca do domu.
 - Cóż, może – odparł, wzruszając ramionami. – Ostrożności nigdy za wiele. Na czas świąteczny daję ci jeszcze to. – Wskazał na delikatny materiał, w którym rozpoznałam jego cenną pelerynę niewidkę. – Być może ci się przyda, a mnie w Norze nie będzie potrzebna.
     Uśmiechnęłam się ciepło w jego stronę. Odpowiedział mi tym samym.
 - Tak więc życzę ci wesołych świąt, Hermiono – powiedział, ściskając mnie po przyjacielsku. – Hedwiga wpadnie tu dwudziestego piątego grudnia z prezentem dla ciebie. Uważaj na siebie, dobrze? Zobaczymy się szybciej niż myślisz.
 - Dziękuję, Harry – zdołałam tylko wydusić. – Wesołych świąt.
     Kiedy tylko odszedł w kierunku Rona, który jakimś cudem zdołał odessać się już od Lavender, natychmiast podleciała do mnie Ginny. Rzuciła mi się na szyję z takim impetem, że prawie zwaliła mnie z nóg. Zdążyłam zauważyć tylko jej rudą czuprynę.
 - Nie wierzę, że chcesz tutaj zostać! – powiedziała, uwalniając mnie ze swojego uścisku. – Od Krukonów i Ślizgonów nie zostaje nikt. Chyba tylko tych dwóch braci z Hufflepuffu, którzy są sierotami i nie mają się gdzie podziać.
 - Wcale nie chcę, Ginny. Muszę.
     Muszę. No tak. Nie „chcę” „muszę”. Jeszcze trochę i sama w to uwierzę.
 - Mogłaś jechać z nami do Nory. Mama by się ucieszyła, i ja, i Harry…
 - Wiesz, że to nie takie proste.
     Spojrzałyśmy sobie w oczy, a w jej brązowych tęczówkach dostrzegłam zrozumienie pomieszane ze współczuciem. Kiwnęła głową, wbijając wzrok w podłogę.
 - Rozumiem, Hermiono. Sama nie wiem, jak z nim wytrzymam – szepnęła.
 - Pamiętaj, że rzucasz całkiem niezłe upiorogacki.
     Uśmiechnęła się.
 - No dobrze, w takim razie życzę ci, żebyś nie spotykała na swojej drodze więcej takich kretynów, jak Ron – zaczęła, wyliczając na palcach – żebyś częściej się uśmiechała, mniej martwiła, żebyś znalazła kogoś, kto na ciebie zasługuje, i żebyś zawsze była z nami.
     Nie miałam pojęcia, że w przyszłości jej życzenia się nie spełnią.
 - Dziękuję, Ginny – odparłam. – A ja ci życzę, żebyś nigdy się nie zmieniała.
     Raz jeszcze się uścisnęłyśmy.
 - Zapomnij o Malfoyu – szepnęła mi na ucho, a moje serce na dźwięk jego nazwiska niebezpiecznie zadudniło w piersi. – Błagam, Hermiono. Nie wyjdzie z tego nic dobrego.
 - Wesołych świąt, Ginny – powiedziałam, udając, że nie słyszę poprzednich słów. Spojrzała na mnie badawczo, po czym podniosła z ziemi swoją torbę.
 - Wesołych świąt, Hermiono. – Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia.

     Stałam przy drzwiach frontowych, przyglądając się uczniom, którzy dreptali po ubitym śniegu na stację Hogsmeade. Podczas przerwy świątecznej w różny sposób dostawali się do swoich domów. Jedni korzystali z proszku Fiuu, inni ze świstoklików lub Ekspresu Hogwart – Londyn. Patrzyłam, jak wesoło rozmawiają o swoich rodzinach i prezentach, czekających pod choinką, ślizgając się od czasu do czasu na niepewnym gruncie. Westchnęłam głęboko. Powinnam być tam, wśród nich.
     Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku marmurowych schodów. Zamek coraz bardziej pustoszał. Niewielu młodych czarodziejów i czarownic zostało jeszcze w jego murach.
     Właśnie podnosiłam nogę, by wspiąć się na pierwszy stopień, kiedy ktoś mocno pociągnął mnie za sobą do tyłu. Zakrywając swoją dłonią moje usta, nieznajomy przeszedł razem ze mną za pobliski posąg, gdzie brutalnie oparł mnie plecami o ścianę, aż uderzyłam głową w kamienny mur. Świat zawirował mi przed oczami. Po krótkiej chwili dezorientacji i zaskoczenia pomieszanego z przerażeniem, zorientowałam się, kim ten ktoś był. Okazało się, że to Blaise Zabini, z wrogością wręcz wymalowaną na swojej twarzy. Przyciskał mnie do muru z taką intensywnością, że aż poczułam pulsujący ból.
 - Wiem o wszystkim, Granger – szepnął jadowicie, lekko mnie szarpiąc. – Draco być może ci ufa, ale ze mną nie pójdzie ci tak łatwo. Nie dam się oszukać.
 - Puść mnie, to boli – wydukałam, wciąż przez zakryte usta.
 - Lepiej nie kombinuj, Granger, dobrze ci radzę – ciągnął, jakby w ogóle mnie nie usłyszał. – Bo może ci się coś stać. Albo twoim przyjaciołom. – Słysząc te słowa, przestałam się z nim siłować. – Będę miał cię na oku. Pamiętaj.
     Puścił mnie nagle, a ja upadłam na zimną posadzkę, łapczywie łapiąc tlen do ust. Przyglądał mi się, jak z trudem podnoszę się z ziemi. Spojrzałam mu głęboko w oczy.
 - Idź do diabła, Zabini.
     Kątem oka dostrzegłam, jak szybko odwraca się w moją stronę i nim zdążyłam zareagować, chwycił mnie za gardło. Był wściekły. Poczułam, że się duszę – i sama nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby z Sali Wejściowej nie dotarł do nas kobiecy głos.
 - Blaise? Jesteś tu już?
     Ślizgon puścił mnie, a ja po raz drugi osunęłam się na podłogę, chwytając się za szyję. Zabini patrzył na mnie z nieukrywaną wrogością, nie okazując ani odrobiny litości czy skruchy za to, co przed chwilą zrobił.
 - Pamiętaj, Granger – wyszeptał tylko, po czym jak gdyby nigdy nic, odszedł.
     Poczekałam, aż jego kroki oraz kroki jego towarzyszki ucichną na pustym korytarzu. Wciąż byłam wstrząśnięta sytuacją, która miała przed chwilą miejsce. Łopatki i tył mojej głowy pulsowały tępym bólem, ale to nic w porównaniu z pieczeniem, który czułam w gardle. Jakby ktoś zacisnął mi na szyi skórzany pas.
     Ruszyłam powoli do Wieży Gryffindoru, od czasu do czasu krztusząc się i kaszląc. Prawą rękę wciąż trzymałam pod brodą, masując lekko obolałe miejsce.
     Byłam właśnie na piątym piętrze, kiedy usłyszałam, jak z przeciwległego końca korytarza ktoś mnie woła. Nie miałam także wątpliwości, do kogo należał ów głos.
 - Granger! – krzyknął Draco Malfoy.
     Nie od razu się odwróciłam. Przez chwilę zastanawiałam się, co oznacza jego pojawienie się tutaj, na piątym piętrze. Czy nie powinien właśnie być w drodze do domu, na bożonarodzeniową przerwę w nauce? Lub chociażby w lochach, w pokoju wspólnym Ślizgonów? Przypomniałam sobie, że ostatnio też znalazł mnie gdzieś tutaj.
     Usłyszałam jego zbliżające się kroki, więc nie mogłam dłużej tego ignorować.
     Wyglądał tak niesamowicie, jak zawsze. Jasne włosy, opadające na gładką, bladą twarz, zimne, szare oczy przyglądające mi się badawczo, ani cień uśmiechu na ustach. Zwykła, czarna szata, szmaragdowozielony krawat, błyszczący i dumny herb Slytherinu.
 - Co tu robisz? – zapytałam, lekko ochrypłym głosem. Spojrzał na mnie podejrzanie.
 - Coś ci jest, Granger? Dziwnie wyglądasz.
 - Wszystko w porządku – skłamałam.
     Nie dał się zwieść. Schował ręce do kieszeni i przekrzywił głowę lekko w bok. Wywróciłam teatralnie oczami, po raz pierwszy pragnąc, by Malfoy sobie poszedł.
 - Jakoś inaczej się poruszasz – stwierdził. – Powiesz, co się stało?
 - Nic mi nie jest – syknęłam, ale zaraz później się skrzywiłam, bo gardło i głowa wciąż mnie bolały. Ślizgon uśmiechnął się tryumfalnie, wciąż mi się przyglądając.
 - Przecież widzę. – Zrobił krótką pauzę. – Więc?
 - Zapytaj o to swojego przyjaciela, Zabiniego – powiedziałam szybko.
     Obserwowałam, jak uśmiech natychmiast spełza z jego twarzy, pozostawiając zwykłą, nieodgadnioną powłokę obojętności. Tylko w jego oczach coś się zmieniło, ale w tamtym momencie nie potrafiłam tego nazwać. Wbiłam wzrok w podłogę.
 - Blaise? – powtórzył z niedowierzaniem. – Co zrobił?
 - Napadł na mnie – odparłam z goryczą. – I nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie.
     Rozglądnęłam się na wszystkie strony, jakbym w kamiennych ścianach szukała świadków, lub chociażby jakby któraś z nich miała pospieszyć mi z pomocą. Wszystko, byleby nie spojrzeć w te szare oczy, śledzące każdy mój ruch i zdające się przenikać duszę.
 - Wybacz, Granger. To się więcej nie powtórzy.
 - Och, jeszcze tego by brakowało.
     Oparłam się plecami o ścianę i spojrzałam w sufit. Nagle poczułam się zmęczona, a obolałe ciało tylko potęgowało to uczucie. Westchnęłam i zaraz po tym znów się skrzywiłam. Zakręciło mi się niebezpiecznie w głowie i tym razem nie miało to nic wspólnego z mężczyzną, który stał przede mną.
 - Zaprowadzę cię do Skrzydła Szpitalnego – powiedział nagle Malfoy. Wydawało mi się, że czuje się odpowiedzialny za to, co zrobił Zabini. – Powinna obejrzeć cię pani Pomfrey.
 - Mówiłam już, nic mi nie jest – odparłam. – Odpocznę i wszystko wróci do normy.
 - W takim razie odprowadzę cię do Wieży Gryffindoru.
 - Znam drogę, poradzę sobie sama.
     Ruszyłam powoli korytarzem, nie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że Ślizgon wciąż tam stoi, gdyż nie usłyszałam oddalających się kroków. Starałam się za wszelką cenę o nim nie myśleć. Zresztą – ból w czaszce, który dopadł mnie chwilę później, całkowicie mnie ogarnął. Zatoczyłam się na bok, opierając ręce o ścianę, i w ten sposób ratując się przed kolejnym upadkiem. Wzięłam kilka głębszych oddechów.
 - Nic mi nie jest – powiedziałam, wiedząc, że mnie słyszy. – Dam sobie radę.
     Zrobiłam zaledwie kilka kroków więcej, kiedy cały świat znów zawirował mi przed oczami. Ściany, lampy i cały korytarz zlały się w jedną, bezkształtną masę pełną rozmazanych barw i kolorów. Bardziej zrozumiałam, niż poczułam, że upadam. Wydawało mi się, że gdzieś z góry ktoś mnie woła. Był to głos, który wywołał we mnie najlepsze uczucia.
     Nie wiem, czy było to rzeczywistością, czy tylko iluzją, wytworem mojej wyobraźni, ale nim straciłam świadomość, ujrzałam przed sobą niewyraźną twarz Dracona Malfoya, pochylającego się nade mną ze strachem. Mówił coś, ale nie zdołałam go zrozumieć.
     Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym ciemność objęła mnie ramionami, tuląc do piersi niczym matka swoje ukochane dziecko.

_________________________
 Ostatnio mam tak dużo weny i pomysłów, że całkiem spontanicznie zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Ale spokojnie, nie martwcie się, nie ujrzy ono szybko światła dziennego. Na razie powstaje "na brudno", w Wordzie, a co z nim będzie potem - zobaczymy.
Dobra, wracam do oglądania wczorajszego meczu charytatywnego Skry z Resovią. Adios!

43 komentarze:

  1. Łooo, jestem pierwsza, ale zacnie! :D

    Nawet nie wiesz, jak bardzo lubię rozdziały świąteczne, zawsze poprawiają mi humor. Szkoda tylko, że musiało się tak przykro skończyć. Znowu ten Zabini, ale ja go nie lubię, wrrr. Jak śmiał zaatakować Hermionę?! Ważne, że Draco był w pobliżu. ;) I jeszcze motyw lepienia bałwana z Harrym mi się podobał. Nie aprobuję oczywiście pocałunku Ron/Lavender, jestem wybitnie "team Romione", ale teksty o odkurzaczu i konieczności poprawiania techniki wymiatają. :D

    Co do błędów:
    - "- Zostawiam cię tutaj z tym – wcisnął mi w ręce Mapę Huncwotów." -> kropka po "tym" i wtedy "wcisnął" z wielkiej litery, bo opisujesz czynność, a nie sposób wypowiedzi Harry'ego,
    - "Ruszyłam powoli w przód korytarzem" -> zwykle rusza się raczej w przód, więc wystarczyłoby "Ruszyłam powoli korytarzem".

    Pozdrawiam i raz jeszcze zapraszam do siebie na NN,
    [gilderoy-lockhart]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu się z Tobą zgodzę: rozdziały świąteczne mają w sobie "to coś" :) Lubię o nich zarówno pisać, jak i czytać. A jeśli chodzi o Rona i Lavender, to przez całą VI część "Harry'ego" miałam z tego związku niezły ubaw :D "Mon-Ron" i te sprawy :D
      Błędy poprawione, jak zwykle ślicznie dziękuję :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Ciekawy rozdział!!
    Nie wiem dlaczego, ale lubię Zabiniego :D Czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nawet się zrymowało :D Ciąg dalszy nastąpi! :D

      Usuń
  3. Pędziłam ze szkoły, żeby przeczytać <3
    Genialny rozdział. Początek był taki sielankowy, ale trochę mi się żal zrobiło, że przez Malfoya Hermiona tak okłamuje Harry'ego, on na to nie zasługuje. No i święta, nie mogę się doczekać, jak opiszesz Boże Narodzenie w Hogwarcie. Będzie się działo, co?
    Zabiniego bym rozszarpała, słowo daję. Co za bezczelny tym. Mam nadzieję, że Draco się z nim policzy :>
    Czekam na następny!
    [czarnoczarna]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, takiego przyjaciela jak Harry to ze świecą w ręku szukać. Cóż, nie ukrywałam, że przez uczucie do Malfoya przyjaźń Harry'ego, Rona i Hermiony ucierpi... ale tak już musi być. Jak najbardziej podczas Bożego Narodzenia będzie się działo, i to całkiem sporo. Będzie to kolejna odsłona odkrywania Dracona... :D
      Dziękuję ślicznie za komentarz, pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Oj, Zabini gra bardzo, bardzo nieczysto. Urocza scena z lepieniem bałwana i ponownie chylę czoła przed wplataniem motywów z książki :>
    Boję się o Hermionę, ale chyba każdy tak ma. W końcu wiadomo, że miłość do wroga nie może obyć się bez trudności, to jest w niej tak ekscytujące :>
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabini chce dobrze, a że wychodzi jak wychodzi, no to... co na to poradzić :D I zgadzam się, że takie zakazane uczucie jest ekscytujące, wszystkie te wątpliwości i stawianie czoła całemu światu... chociaż chyba nie chciałabym być w podobnej sytuacji :D Zdecydowanie lepiej się o tym pisze :D
      Ściskam sąsiadkę z miasta! <3

      Usuń
    2. No tak, dobrymi chęciami piekło wybrukowane ^^ :D
      Ja nawet na pewno nie chciałabym być na jej miejscu. Co prawda nie przywiązuję się do ludzi aż na tyle, żeby potem jakoś szczególnie żałować rozstania z nimi, co nie zmienia faktu, że konieczność wyboru między równie drogimi rzeczami jest piekielnie trudna :>
      Ściskam, ściskam! <3

      Usuń
  5. Bardzo fajny rozdział, fajnie, że masz dużo weny ^^.
    Ta scena z Harrym na błoniach i lepieniem bałwana była bardzo fajna, taka lekka i przyjemna. Wgl bardzo szybko doszłaś do świąt, bo już w 14 rozdziale, a ja w obydwóch opowiadaniach pewnie będę o nich pisać dopiero około rozdziałów czterdziestych. Nie spodziewałam się, że Hermiona zostanie sama na ferie, no ale skoro musi warzyć eliksir, to nie mogła wyjechać do domu. A w kanonie też nie była razem z Harrym i Ronem, więc tu nie musiałaś dużo zmieniać ;).
    Nie spodziewałam się, że Blaise mógłby być aż tak zawzięty. W książce w sumie niewiele o nim było, zawsze miałam go po prostu za takiego burkliwego dupka, który na wszystkich patrzy z góry i zachowuje dystans. Ale ten twój pewnie jest zazdrosny, że Malfoy coraz częściej spędza czas z wcześniej znienawidzoną Hermioną, i może o to mu chodzi? Albo nie chce, żeby się czegoś podejrzanego dowiedziała? W każdym razie, zdziwiła mie końcówka, kiedy Hermiona tak nagle zemdlała. Jak mogłaś urwać w takim momencie? Nie umiem się doczekać ciągu dalszego. Rozdział wyszedł bardzo fajnie, od sielanki przeszłaś do czegoś nieco bardziej mrocznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, staram się raczej szybko z akcją lecieć, chociaż w kolejnych rozdziałach troszkę to przeciągam.
      Hermiona wbrew swoim przypuszczeniom ucieszy się, że nie wyjechała z przyjaciółmi do Nory, ani do swojego domu. O Zabinim w książce faktycznie nie było zbyt wiele, więc w sumie mam duże pole manewru przy tej postaci. W każdym bądź razie mam nadzieję, że z biegiem czasu uda mi się w tej historii pokazać, że Zabiniego da się lubić, bo cóż, chłopak w końcu zaakceptuje całą sytuację :D
      Dziękuję bardzo za komentarz, pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Heh, to dobrze, że przynajmniej Ty masz wenę ;p. Odkąd się zaczęła szkoła, niemal cały czas chodzę podenerwowana i zmęczona ośmiogodzinnym siedzeniem w szkole, przez co wena... no cóż - powoli idzie w cholerę -,-. Eh, a to dopiero początek września xD.
    W każdym bądź razie, rozdział bardzo mi się podoba ^.^ Kurcze, jak go czytałam to na serio czułam się jakbym tam była i wszystko obserwowała... jak w tej Myśloodsiewni. Napisałaś to w taki lekki, a jednocześnie w miarę szczegółowy sposób ;).
    W sumie współczuję Harry'emu. Biedaczek musi znosić Lavender xD. Cieszę się, że Potter zostawił Mionie pelerynę i mapę, bo znając życie - mogą się przydać.
    Jejku, Zabini jest nieźle zawzięty. Całe szczęście, że ktoś go wołał inaczej z Hermioną mogłoby być krucho. Kto wie, do czego ten Ślizgon jest zdolny...
    Heh, coś tam myślałam, że Draco zostanie w zamku. No i właściwie, dobrze, że został. Będzie ciekawie ^^.
    No kurde, jak mogłaś przerwać w takim momencie?! xD

    Pozdrawiam i życzę Ci, aby wena Cię nie opuściła! ;*

    [skra-zycia][przekleta-prawda]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja korzystam póki mogę, bo jak w październiku zacznie się uczelnia, to nie wiem, czy dalej będzie to wyglądało tak różowo :D
      No, Harry z Ronem obściskującym się z Lavender nie ma łatwego życia, ale znosi to dzielnie. Zawsze chce mi się śmiać, kiedy myślę o tym burzliwym i dramatycznym związku :D A Zabini pokazał, że jest zdolny do wszystkiego, no i że całym sobą jest po stronie Malfoya. Intencje ma dobre, gorzej z wykonaniem.
      Dziękuję za komentarz, również pozdrawiam!

      Usuń
  7. baardzo mi się podoba! masz fajny pomysł i świetnie wszystko opisujesz, oby tak dalej :D
    //brilliant-avenue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć, dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  8. wena? daj mi trochę :P moja ostatnio pojechała na drugie wakacje jakby nie mogła poczekać do 20 września i jechać ze mną :P
    ale do rzeczy. rozdział jak zwykle bardzo ciekawy. zazdroszczę Ci tak lekkiego stylu. naprawdę, bardzo przyjemnie się czytało.
    trochę zimą zawiało, aż zatęskniłam za moją kolekcją skórzanych kozaczków :P
    Miło ze strony Harry'ego że podarował jej mapę i pelerynę. nie mogę sie teraz doczekać do czego się one przydadzą dziewczynie.
    Pozdrawiam!
    PS: czy mówiłam już jak bardzo kocham Zabiniego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się boję, że moja niedługo też zastrajkuje, więc korzystam póki można :D Zimą trochę zawiało, zresztą temperatura na zewnątrz też urocza nie jest, ale całym sercem pragnę śniegu na święta :D Takie bardziej magiczne są wtedy.
      Również serdecznie pozdrawiam!
      PS: Nie mówiłaś :D

      Usuń
  9. Och, podziel się weną! Ja od jakiegoś czasu nawet jednego zdania skleić nie potrafię i ratuje mnie jedynie to, że mam zapas rozdziałów. Jednak i on się niedługo skończy -.- Poza tym, szkoła, nauka, szkoła, nauka... powoli mi się wszystkiego odechciewa, a przecież to dopiero początek!
    Co do rozdziału, to bardzo mi się podoba. Ron zachował się wrednie (to chyba nawet mało powiedziane) i wcale nie dziwię się Hermionie, że nie chciała spędzić świąt wraz z nim. Och, Zabini robi się niemiły ;D No, ale Draco został w zamku i na szczęście pomógł Mionie w najmniej spodziewanym momencie. Ta dziewczyna jest bardzo uparta!
    No cóż, pozostaje mi życzyć Ci, by wena Cię nie opuściła.
    Pozdrawiam.
    Ps.: Zapomniałabym! Z niecierpliwością czekam na Twoje nowe opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudy to zawsze ma pod górkę :D Ale ten burzliwy okres kiedyś się skończy i może nawet przyniesie mu coś dobrego, kto wie :) Zabini na razie miły nie będzie, ale potem może coś z nim zrobię, żeby dało się chłopaka lubić :D
      A nowe opowiadanie prawdopodobnie nie ujrzy światła dziennego w tym roku. Pisanie trzech to byłoby już przegięcie :D Więc raczej najpierw skończę któreś z tych obecnych, a potem pomyślę, co z tamtym :)
      Dziękuję, serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Genialne! Bardzo podoba mi się ten rozdział, mistrzowski, piękne napisany ;) Okres Świąt Bożego Narodzenia jest nastrojowy i bardzo ciepły, mimo mrozu na zewnątrz. Szkoda, że podniosłą atmosferę musiał zniszczyć Zabini. Dzięki Bogu, Draco stanął na wysokości zadania :) Bardzo podobała mi się metafora dotycząca ciemności, piękna. Eh, ten Ron wstydu nie ma. Żeby obściskiwać się publicznie z Lavender? Fu! Szkoda, że Mionka musi zostać sama w szkole, no ale sprawy eliksiru są ważniejsze :) Pozdrawiam [weasley-diary]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie o świętach Bożego Narodzenia zawsze wprawia mnie w taki wesoły nastrój. No i te najbliższe rozdziały będą takie raczej sielankowe z tego powodu, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi chwilowy brak akcji, na rzecz poznawania Dracona Malfoya, który znów odkryje małą cząstkę prawdziwego siebie :)
      Również pozdrawiam! :)

      Usuń
  11. jak zawsze rewelacja. coraz bardziej mnie zaskakujesz, nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń. czyżby Draco miał zamiar zostać w zamku z Hermioną? :>
    dodatkowo bardzo rozczuliła mnie scena z lepieniem bałwana, to było jakieś takie... nie wiem, magiczne w swojej prostocie :)

    szczerze? świadomość, że muszę czekać tydzień na kolejny rozdział, trochę mnie demotywuje. ale dam radę! :D wytrzymam, bo warto :)

    pozdrawiam serdecznie! :)

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że też lubię ten fragment o lepieniu bałwana. Przyjaźń Harry'ego i Hermiony jest taka magiczna, strasznie lubię o niej pisać i czytać.
      E tam, piątek już bliżej niż dalej! :D

      Usuń
  12. Uwielbiam święta Bożego Narodzenia i zawsze się cieszę czytając o nich w opowiadaniach. Scena z Harry'm i lepieniem bałwana była cudowna. Magiczna po prostu. I czyżby Malfoy zostawał w Hogwarcie?
    Hmm...Zabini. U mnie jest całkowicie inny i po prostu nie mogę się przekonać do tego, że jest taki okropny. Mam nadzieję, że nic poważnego jej się nie stało.
    I opisy..przepiękne. Te porównania do ciemności..Ach, mogłabym to czytać cały czas.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie jest tajemnica: tak, Malfoy zostaje w Hogwarcie. Powyjaśniam to wszystko w kolejnym rozdziale, ale to jedno zdradzić mogę :D
      Ktoś musi być tym czarnym charakterem w opowiadaniu, a jeśli nie Malfoy, no to Zabini. Ale spokojnie, on też w końcu zmądrzeje... za jakiś czas :)
      Dziękuję, pozdrawiam również.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten rozdział bardzo mi się podobał, ponieważ zawierał w sobie fragment o przyjaźni Harrego i Hermiony, nieco grozy oraz oczywiście Malfoy'a. Strasznie nie lubię Zabiniego, nie tylko z tego opowiadania, ale ogólnie z książek. Draco urósł w moich oczach dopiero po 6 i 7 części. Natomiast w Twoim opowiadaniu od początku podobała mi się jego kreacja. Mam wrażenie, że jego zdanie o Hermionie zaczyna się powoli zmieniać na lepsze co mnie bardzo cieszy. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, ponieważ chciałabym już wiedzieć co będzie z Hermioną.
    Tak więc życzę dużo weny i pozdrawiam serdecznie :)
    P.S. Na moim blogu pojawiła się informacja w zakładce "Żongler".
    [Paula]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą co do Malfoya, przez pierwsze pięć części strasznie działał mi na nerwach, dopiero później jakoś zaczął się zmieniać. Ale może to dlatego, że w szóstej części pani Rowling poświęciła mu więcej czasu, trochę się zajęła jego postacią. No a w siódmej to już wiadomo co było :)
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  15. Witam! :) Trafiłam tutaj przez przypadek "łażąc" z opowiadania na opowiadanie. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału pomyślałam " co mi szkodzi może warto przeczytać" spędziłam ponad 3 godziny czytając opowiadanie, wliczając w to kilkanaście przerw na szybkiego papierosa. Chciałabym powiedzieć tylko tyle, że jesteś cholernie dobra!
    Po przeczytaniu nieokreślonej liczby opowiadań o tej parze w przeciągu 2 lat natknęłam się na 5 bardzo dobrych opowiadań, które czytałam bez wytchnienia, jak to powiedział Lupin "nie daleko pada jabłko od jabłoni"
    Życzę powodzenia w dalszym pisaniu :)

    [Nowa]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję, miło mi to czytać :) Każdy nowy czytelnik zawsze mnie mobilizuje do dalszego pisania, więc cieszę się, że tutaj trafiłaś :)

      Usuń
  16. Nareszcie Zabini jest prawdziwym ślizgonem! ;D W innych DraMione był mięczakiem, jak dla mnie. Bardzo miło się ten rozdział czytało ;).

    Maylfoy został ze względu na eliksir, czy na coś innego? :>>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź na ostatnie pytanie rozwieje kolejny rozdział, więc tego zdradzać nie będę :) A jeśli o Zabiniego chodzi, no to cóż mogę powiedzieć - jeszcze pokaże, na co go stać :D

      Usuń
  17. Trafiłam tutaj całkiem przypadkiem, bo spodobał mi się twój nick w komentarzach u Elfaby i postanowiłam wejść. Oczywiście tylko jak zobaczyłam Draco w nagłówku zaczęłam czytać i nawet nie zauważyłam kiedy przeczytałam cały rozdział! Bardzo mi się spodobało, i nawet zaczęłam kawałek rozdziału 13 [taak, to ja, zaczynam od końca zamiast od początku...], ale nie mam zbytnio dzisiaj czasu, więc zostawiam nadrobienie pozostałych rozdziałów na później [ale obiecuję, że wrócę!]. Nie mogę napisać nic więcej, bo tak naprawdę to jeszcze zbytnio nie wiem o co chodzi xd Dodaję do linków :)
    Och, zapomniałabym, cudny szablon!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, to bardzo mi miło, że tutaj trafiłaś :) Po drugie, to cieszę się, że historia Ci się spodobała i masz zamiar przeczytać poprzednie rozdziały, naprawdę mnie to cieszy. No i po trzecie - również z przyjemnością dodaję do linków!
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  18. cudny szablon wiem ze powtarzam to co już inni pisali w komentarzach no ale cóż nie sposób to pominąć
    trafiłam tu bo poleciła mi cię moja koleżanka i przyznam że bardzo mi się podobają tak wykreowani bohaterowie
    Czekam na NEXT obserwuje i czekam na więc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie mogę zaprzeczyć, że szablon również mi się podoba, takie jesienne kolory pasują nawet tematycznie :) To wszystko dzięki szabloniarni Halofy, której do dziś jestem wdzięczna. No i cieszę się, że tutaj jesteś i miło mi powitać Cię w gronie czytelników :)
      Rozdziały ukazują się w każdy piątek więc zapraszam do siebie 14 września :)

      Usuń
  19. Ostatnio się zebrałam by przeczytać Twoje opowiadanie;) Jest naprawdę świetne, nie spodziewałam się że Dracon będzie wstanie prosić o coś gryfonkę i nieźle się zaskoczyłam czytając pierwsze rozdziały :D
    Wielka szkoda że, Hermiona musi tak okłamywać Harry'ego, no imam nadzieję że Malfoy zrobi porządek z Zambini'm ;) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział i dodaję do linków :) Pozdrawiam ;D

    [ginevrariddle] [siostryriddle]

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetne opowiadanie moja droga,kiedy kolejny rozdział? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. No, chciałam czegoś mocnego to mam. Serio.
    Blaise znowu mnie zawodzi, troska Dracona - wzrusza, a myśl o jego świętach z Hermioną - ekscytuje. Nie pozwolę sobie czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  22. pieprzony Zabini!! -,-
    Draco znów martwi się o Mione, to staje się coraz bardziej fascynujące ^^

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozdział zajebisty :) Pozdrów siostrę, moją imienniczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam sentyment do Blaise'a. Jakoś tak go lubię :) Poza tym, ahh,ten strach, ta troska Malfoy'a... Pysznosci :3 Cóż, piszę pół wcześnie, pół późno, a to wszystko dlatego, że jestem kontuzjowana i nie mogę zasnąć :/ Mój pech. Jak zwykle...

    OdpowiedzUsuń
  25. Mhahaha.. Blaise <3.
    Cóż.. cud, miód i orzeszki :D
    Draco! Czy był to przejaw troski ukazanej w tym akcie? Uszu szu :3.
    Przedzdrowienia :)... Czy tam po.. ;)
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: