31 sierpnia 2012

13. Ostrzeżenie


„Jest jeszcze miłość zakazana, ta, o której się nie mówi.
Pod osłoną nocy wychodzi na zwiady, klęka nad Twoim łóżkiem i kusi do grzechu”.
autor nieznany

~*~

     Śniło mi się coś dziwnego. Stałam na twardej ziemi, tak suchej i ubogiej, że żadna roślina nie mogła tutaj żyć. W pewnej odległości ode mnie, po prawej stronie, dostrzegłam dobrze znajome i ukochane sylwetki moich przyjaciół: Harry’ego, Rona i Ginny. Natomiast z drugiej strony stał nie kto inny, jak Draco Malfoy, uśmiechający się do mnie najpiękniej na świecie. Ziemia pod moimi stopami zaczęła niepokojąco drżeć. Podświadomie czułam, że muszę ruszyć w którąś stronę – w prawo lub w lewo. Czasu nie było wiele, a ja wciąż nie mogłam się zdecydować. Aż nagle pomiędzy mną, a Harrym, Ronem i Ginny pękła ziemia. Wyrwa była tak szeroka, że nie sposób było przez nią przeskoczyć. Ruszyłam w stronę Malfoya, który rozpostarł ramiona, by mnie przywitać. Ani razu nie obejrzałam się w tył.
     Zerwałam się z łóżka, czując, jak serce łomoce mi w piersi. To tylko sen… Byłam w swoim dormitorium, na łóżkach obok mnie spały w najlepsze Parvati i Lavender. Spojrzałam w okno: właśnie wstawał świt. Blade słońce przebijało się przez szarą warstwę chmur, dając nadzieję na pogodny dzień. Opadłam z powrotem na poduszkę, przecierając oczy.
     Podobno to człowiek pisze scenariusze do swoich snów, ale ja uważam, że to nieprawda. Kiedy byłam małą dziewczynką, mama opowiadała mi historie o starożytnym plemieniu, które wierzyło, że podczas snu dusza wędruje po krainach, do których ciało nie miało prawa wstępu. Niekiedy odkrywała najskrytsze pragnienia, innym razem tajemnice dotyczące przyszłości. I podobno ludzie starali się nigdy nie budzić kogoś nagle i znienacka – dawali duszy czas, by mogła spokojnie wrócić do swojego martwego bez niej ciała.
     Zaczęłam się zastanawiać, czy nie podobnie było i z moją duszą. Może ten sen był w pewnym sensie ostrzeżeniem, wizją konsekwencji decyzji, które podejmuję? Poczułam, że cała drżę. Ginny miała rację, oddalałam się od przyjaciół, pochłonięta zauroczeniem, które czułam do Malfoya. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam na to pozwolić.
     Idąc kilka godzin później na śniadanie do Wielkiej Sali, ani razu nie spojrzałam w kierunku stołu Ślizgonów. W całej szkole panowała atmosfera napięcia, związana z dzisiejszym meczem quidditcha, w którym Gryffindor zmierzy się ze Slytherinem. Harry na pozycji szukającego kontra Malfoy. Zawsze przeciwko sobie.
     Jednak wydarzenia przy posiłku wcale nie poprawiły mi tego dnia humoru. Zaczęło się oczywiście od Rona, który sumiennie mnie ignorował, nie zamierzając widocznie przeprosić za wczorajszą awanturę. Później zaskoczył mnie Harry, który niepostrzeżenie wlał panu Ja Nigdy Nic do soku dyniowego kilka kropel eliksiru szczęścia, który wygrał u Slughorna. To wywołało kolejną kłótnię, która skończyła się tym, że Ronald odszedł od stołu.
 - Zaufaj mi, Hermiono, dobrze? – szepnął Harry, patrząc mi w oczy.
 - Nigdy nie myślałam, że aż tak zależy ci na zwycięstwie – odparłam z niedowierzaniem. – Wiesz, że to nielegalne! To nie fair wobec wszystkich, wobec Rona także!
 - Nie mam czasu na wyjaśnienia – powiedział, powoli się podnosząc. – Po prostu mi zaufaj.
     Po czym odszedł, by móc przygotować siebie i drużynę do zbliżającego się meczu.
     Dokończyłam samotnie śniadanie i ruszyłam na siódme piętro, by zgodnie z recepturą warzonego eliksiru zamieszać miksturę dwukrotnie w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara. Szkoła powoli pustoszała: wszyscy uczniowie kierowali się już w stronę boiska, gdzie miał zostać rozegrany pierwszy mecz w sezonie. Też ruszyłam powoli na trybuny, nie emanując co prawda tak wielkim entuzjazmem, jak trzy czwarte szkoły, ale czując się w obowiązku uczestniczyć w tym starciu gigantów. Nie myślałam o tym, że niedługo znów zobaczę Malfoya, latającego na miotle i pragnącego za wszelką cenę upokorzyć Harry’ego i cały Gryffindor. Tak, za kilka minut będę patrzeć na tę twarz Ślizgona, której tak nienawidzę.
     A przynajmniej tak mi się wydawało.
     Byłam na czwartym piętrze, kiedy usłyszałam za sobą znajomy krzyk.
 - Granger! Stój, zatrzymaj się!
     Odwróciłam głowę tak szybko, że aż zabolało mnie w karku. To był Draco Malfoy, w zwykłej, czarnej szacie z wyszytym na piersi wężem Slytherinu. Oddychał głęboko i ciężko, przez co domyśliłam się, że biegł. Zauważyłam, że w rękach trzyma jakąś książkę. Na okładce dostrzegłam zawodnika na miotle chwytającego w obie ręce kafla.
 - Co ty tutaj robisz, Malfoy? – zapytałam. – Nie powinieneś być na boisku?
 - Nie, nie zagram w tym meczu – wyjaśnił. – Szybko, Granger, musisz mi pomóc.
     Machinalnie, w ogóle tego nie planując, chwycił moją rękę i pociągnął za sobą. Zamarłam. Moje serce wyraźnie przyspieszyło bicie, bo Draco Malfoy po raz drugi w życiu mnie dotknął. Spojrzałam na niego z nieukrywanym przerażeniem, a on, jakby właśnie zrozumiał, co przed chwilą zrobił, natychmiast mnie puścił.
     Mogłam się sprzeciwić. Mogłam powiedzieć, że nie mam zamiaru w dalszym ciągu mu pomagać, odwrócić się i ruszyć na stadion. Mogłam, ale tego nie zrobiłam. Nie chciałam.
     Wszystkie obawy i wątpliwości, które ogarniały mnie tego poranka, odpłynęły. Zapomniałam o tym śnie, który tak mną poruszył, o przekroczonych granicach, o tym, co nas dzieliło i o słowach Ginny. Zapomniałam o wszystkim. Istniał tylko on, Draco Malfoy, i ten jego dotyk, chwila, w którym nasze dłonie się zetknęły.
     Ruszyliśmy schodami w dół, w stronę lochów. Im niżej schodziliśmy, tym bardziej robiło się chłodniej. Ledwo mogłam nadążyć za Malfoyem, który szedł tak szybko, jakby od tego miało zależeć jego życie. Zatrzymał się dopiero w lochach, przed kamienną ścianą, oświetloną jedynie płonącymi pochodniami zawieszonymi po obu jej stronach.
 - Dziedzic Slytherina – powiedział Malfoy.
     Patrzyłam, jak ściana, przed którą staliśmy, powoli odsuwa się, odsłaniając nam wąskie przejście do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Byłam tutaj po raz pierwszy w życiu, chociaż pamiętałam, że Harry i Ron trafili tu już w drugiej klasie.
     Pomieszczenie było obszerne, na oko większe niż Pokój Wspólny Gryfonów. Nieco wydłużony i nisko sklepiony loch musiał znajdować się głęboko pod jeziorem. Zielonkawe światło wydobywało się z bogato zdobionych żyrandoli zawieszonych na grubych łańcuchach i eleganckich lamp wiszących na ścianach. Głównym miejscem był wyrzeźbiony w kamieniu kominek, wysoki i o wiele większy, niż ten znajdujący się w Wieży Gryffindoru. Płaskorzeźby na nim przedstawiały wijące się w różne strony węże. We wnętrzu salonu mieściły się także wyszukane, zdobione krzesła, fotele z czarnego materiału, oraz wiele drewnianych stolików, których nóżki również zrobiono na kształt węży. Na ścianie wisiał ogromny herb domu Salazara Slytherina.
      Pokój Wspólny Ślizgonów nie przypadł mi do gustu. Nie chodziło tylko o to, że czułam się tutaj wyjątkowo dziwnie – pewnie za sprawą lwa Gryffindoru, który błyszczał na mojej piersi – ale o sam wystrój. Chociaż pomieszczenie było większe niż to należące do Gryfonów, to nie było tutaj tak przytulnie. Przeszkadzało mi też to zielonkawe światło i panujący tutaj chłód. Zdecydowanie bardziej wolałam okrągły salon, niewielki kominek i wytarte fotele, które czekały na mnie w Wieży Gryffindoru.
     Malfoy ruszył w kąt lochu, gdzie znajdowały się proste schody, zapewne prowadzące do dormitoriów. Przez chwilę się zawahałam – nie wiedziałam, czy mam za nim iść. Zauważył to i ręką dał znak, bym się nie zatrzymywała. Otworzył pierwsze drzwi po prawej stronie.
     Dormitorium chłopców z szóstego roku przypominało wielkością sypialnie Gryfonów. Mieściły się tutaj cztery łóżka, każde zasłonięte szmaragdowymi kotarami. Obok, pod ścianą, stały szufladki i otwarte kufry, w różnym stopniu uporządkowane. Zdziwiłam się jednak, widząc ogólny ład, który tutaj panował. W dormitorium Harry’ego, Rona, Seamusa, Deana i Neville’a taki porządek utrzymywał się tylko dwa dni roku: pierwszego września, dopóki nie zdążą się wypakować, oraz w ostatni dzień szkoły, kiedy już się spakują.
     Malfoy podszedł do ostatniego łóżka, stojącego najbliżej dużego okna. Zdziwiłam się, gdy dostrzegłam, że bijące z niego światło nie jest zielone, jak w salonie, ale normalne, jakbym patrzyła przez szybę na poddaszu na zachmurzone niebo.
 - Jest zaczarowane – wyjaśnił Draco, widząc moją minę. – Zmieniamy pogodę w zależności od humoru. Zwykle było słonecznie… ale ostatnio nie pozwalam, by świeciło słońce.
     Powiedział to władczym tonem, przez co wywnioskowałam, że Crabbe, Goyle i Zabini nie mają tutaj za wiele do gadania. Przez chwilę był tym dawnym Malfoyem, zimnym i obojętnym, którego znałam od pięciu lat i którego tak nienawidziłam.
     Szybko pozbyłam się tych niechcianych myśli, a i on od razu się zreflektował.
 - Nie boisz się, że ktoś mnie tutaj zobaczy? – zapytałam nieśmiało.
     Pokręcił głową na boki.
 - Wszyscy są na meczu. Gryffindor kontra Slytherin, kto mógłby to przepuścić?
 - Ty. I ja – odpowiedziałam z głośnym westchnięciem. – Straszny tu macie porządek – dodałam po chwili, a on wzruszył tylko ramionami, choć mogłabym przysiąc, że wargi lekko mu zadrgały, jakby chciał się uśmiechnąć.
  - Zabini jest strasznym pedantem. Ale nie jesteś tutaj, żeby oceniać czystość, Granger.
     Odsłonił kotarę zasłaniającą jego łóżko, a ja aż wytrzeszczyłam oczy z zaskoczenia. Pełno było na nim ksiąg w różnym stanie, różnym rozmiarze i różnym czasie wydania. Zauważyłam grube, duże i ciężkie woluminy, jak i miniaturowe, kieszonkowe, prawdopodobnie jeszcze nie otwierane. Zdziwiłam się, gdy dostrzegłam, że wszystkie zapisane były runami.
 - Nigdy nie chodziłem na lekcje Starożytnych Runów – rzekł Malfoy, otwierając jednocześnie książkę o quidditchu, którą trzymał w rękach. Nie byłam już zaskoczona, kiedy z jej środka wyjął list, napisany tym samym równym pismem, które widziałam za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy na siódmym piętrze. – Potrzebuję to rozszyfrować – wskazał na sam dół pergaminu, gdzie postscriptum wypisane było runami. – To bardzo ważne, Granger. Możesz mi pomóc?
     Wzięłam do ręki list i przyglądnęłam się równym znakom. Tekst nie był długi, zaledwie trzy proste zdania. Nie powinno zająć mi to dużo czasu. Ukradkiem postanowiłam się upewnić, kto jest nadawcą. Tak jak myślałam – była to tajemnicza E.
 - Będę potrzebowała czystego pergaminu, kałamarza i pióra – powiedziałam, siadając na brzegu łóżka i biorąc najbliższy ciężki tom jako podkładkę.
 - Długo to potrwa? – spytał, podając mi potrzebne przedmioty. Pokręciłam głową.
 - Nie więcej niż dziesięć minut. Przydadzą się te książki.
     Zawsze lubiłam Starożytne Runy, chociaż którego przedmiotu ja nie lubiłam? Chyba tylko wróżbiarstwa, z którego zrezygnowałam już w trzeciej klasie. Runy od zawsze owiane były nutką tajemniczości. Samo poznawanie, odkrywanie i rozszyfrowanie runicznych znaków bardzo mnie fascynowało, choć wielu uczniów nie potrafiło tego docenić. Ta wiedza, chociaż zapomniana i uważana przez wielu czarodziejów za zbędną, wbrew pozorom niejednokrotnie przydawała się w życiu. Na przykład po to, by pomóc Malfoyowi.
     Bardzo się niecierpliwił, kiedy przeglądałam strony książek w poszukiwaniu wątpliwych symboli. Chodził wte i wewte, od czasu do czasu spoglądając na zegarek. Sama nie wiedziałam, ile czasu minęło od momentu, w którym znalazł mnie na czwartym piętrze. Czy mecz już się skończył? Czy szukający złapał już Złotego Znicza?
 - Mam – powiedziałam tryumfalnie, kiedy kilka minut później zapisałam na pergaminie ostatnią literkę. Malfoy od razu pojawił się u mojego boku. Zauważyłam, że dłonie lekko mu drżały, gdy odbierał ode mnie list i rozszyfrowaną wiadomość.
     Sama zdążyłam już nauczyć się jej na pamięć. E. napisała: "Musisz się pospieszyć lub wymyślić coś jeszcze. Nie jest dobrze. Cirrusum mobiles".
     Draco wpatrywał się w te słowa przez dobre kilka minut, po czym zmiął kartkę w dłoniach i schował pod poduszką, razem z kopertą i książką, w której list dostał. Następnie jednym ruchem różdżki uporządkował tomy porozrzucane na szmaragdowym przykryciu.
 - O co chodziło w tym dopisku? – zapytałam, stawiając wszystko na jedną kartę. – Dlaczego był napisany runami? Co to za zaklęcie? I co nie jest dobrze, Draco?
     Spojrzał na mnie swoimi zimnymi oczami, a ja po raz kolejny zobaczyłam w nich tylko pustkę, ciemne wnętrze tunelu. Zmroziło mnie to do szpiku kości. Nie potrafiłam dłużej wpatrywać się w te smutne, szare oczy. Odwróciłam wzrok.
 - Nawet gdybym chciał, nie mógłbym ci powiedzieć, Granger. Nie teraz.
 - Czy to ma coś wspólnego z tym eliksirem?
     Westchnął, bardziej z bezsilności niż z rozdrażnienia.
 - Zrozum, to wszystko jest ze sobą związane. Ten eliksir… to od niego zależy powodzenie całego planu. To moja jedyna szansa, Granger… Nie zawiedź mnie.
     Ostatnie słowa były prośbą, błaganiem. Nawet gdybym chciała, nie potrafiłabym mu odmówić. Kiwnęłam powoli głową, wiedząc, że Malfoy cały czas mnie obserwuje.
 - Kim jest E.? – zaryzykowałam jeszcze, ale Draco odpowiedział mi tylko smutnym uśmiechem, po czym przeniósł wzrok na uchylone drzwi.
 - Powinniśmy już iść – odparł.
     Zachowaliśmy największą z możliwych ostrożności, ale w salonie oraz w lochach nie spotkaliśmy nikogo. Widocznie mecz wciąż trwał. Tak wiele myśli i pytań krążyło w mojej głowie – wiedziałam, że ten, który szedł obok mnie, znał na nie odpowiedzi – ale nie odważyłam się już zadać ani jednego. Teraz potrzebowałam chwili wytchnienia, by usiąść w spokoju i zastanowić się nad całym tym minionym dniem.
     W Sali Wejściowej Draco nagle zatrzymał się.
 - Idź na trybuny, wmieszaj się w tłum, udawaj, że cały czas tam byłaś – powiedział. – Nikt nie może się dowiedzieć, że mi pomogłaś. To bardzo ważne, Granger.
 - W porządku – odparłam. – A ty? Nie idziesz na mecz?
     Pokręcił głową.
 - Mam większe zmartwienia niż quidditch.
     Odwrócił się na pięcie i odszedł, lecz wcale nie skierował się z powrotem do lochów. Wręcz przeciwnie: zaczął wspinać się marmurowymi schodami na wyższe piętra zamku. Podejrzewałam, że Malfoy zmierza na siódme piętro, ale po co – tego nie wiedziałam. Stałam i wpatrywałam się w jego plecy, póki nie zniknął za zakrętem. Ani razu nie spojrzał za siebie.
     Tak jak polecił mi Ślizgon, ruszyłam na stadion quidditcha. Dochodziły z niego dudnienia, okrzyki i popiskiwania, a więc mecz wciąż trwał. Wdrapałam się na trybuny i usiadłam w najwyższym rzędzie akurat w tej chwili, kiedy Neville odwrócił się w moim kierunku. Pomachałam mu radośnie z góry, a on odpowiedział mi tym samym. Obok niego siedziała Luna ze swoim ogromnym kapeluszem w kształcie lwa na głowie. Widzowie właśnie zaczęli wyśpiewywać "Weasley jest naszym królem", kiedy ryknął donośnie.
     Spojrzałam na wynik: sto czterdzieści do czterdziestu dla Gryffindoru. Nie znałam się na quidditchu, ale nie potrzebowałam tego, by poznać, kto jest lepszą drużyną na tym boisku. Gryfoni wyraźnie górowali w każdym elemencie. Kiedy zobaczyłam, z jaką łatwością i wyluzowaniem Ron wyłapuje kafla nawet w najtrudniejszych momentach, przygryzłam dolną wargę smagana sprzecznymi uczuciami. Weasley zdecydowanie miał dzisiaj szczęście.
     Właśnie odnalazłam w powietrzu sylwetkę Harry’ego, kiedy z całym impetem wleciał w niego jakiś Ślizgon. Trybuny ryknęły z oburzenia, ale pani Hooch akurat stała odwrócona do nich plecami, więc tego nie zauważyła.
 - To Harper! – krzyknął Neville, który chwilę temu przecisnął się przez tłum, by usiąść koło mnie. Ledwo go słyszałam wśród tego wrzasku. – Szukający Ślizgonów! Zastępuje Malfoya, bo podobno jest chory! Za to obrońca Slytherinu oberwał wczoraj na treningu tłuczkiem w głowę i też nie mógł zagrać! Uwierzysz w takie szczęście, Hermiono?!
     Szczęście… Tak, zdecydowanie to było szczęście.
     A więc Malfoy użył najprostszej z możliwych wymówek, by nie zagrać w tym meczu. Co teraz robił i gdzie był? Tego nie wiedziałam. Byłam za to pewna, że to nie było przemyślane: Harry nabierze jeszcze większych podejrzeń co do niego.
 - Oj, myślę, że Harper wypatrzył już znicza! – rozległ się głos komentatora. – Tak, dostrzegł to, czego nie zobaczył Potter!
 - Neville, kto komentuje mecz? – zapytałam, patrząc w kierunku przeciwległej trybuny.
 - Och, Zachariasz Smith – odpowiedział. – Straszny dureń, zresztą wiesz sama. Nie bardzo słyszałem, co mówił, bo Luna zawsze w tym momencie uruchamiała tego lwa.
     Patrzyłam z zachwytem, jak Harry w pięknym stylu zaciska palce na złotej piłeczce, której nie potrafiłam z tej odległości dostrzec. Widownia ryknęła z zachwytu, wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować. Kątem oka dostrzegłam, jak Ginny leci wprost na podium komentatora i z ogromnym łoskotem uderza w przerażonego Smitha.
     Pożegnałam się z uśmiechniętymi Nevillem i Luną, po czym skierowałam się do szatni. Kiedy tam dotarłam, cała drużyna wyszła już z pomieszczenia. Właśnie miałam otworzyć drzwi, kiedy usłyszałam niepewny głos Rona.
 - Naprawdę… niczego mi nie wlałeś?
 - Ani kropli – odpowiedział Harry. – Wiedziałem, że Hermiona patrzy, więc po prostu udawałem, że to robię. Zagrałeś dobrze, bo wierzyłeś, że masz dziś szczęście.
     Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc te słowa. Wróciłam nagle pamięcią do dzisiejszego poranka i do tajemniczych słów Harry’ego: „Zaufaj mi”. Nastrój od razu mi się poprawił, jednak nie trwało to długo. Wystarczyło, że usłyszałam kolejne słowa Rona.
 - Ha… A słyszałeś Hermionę? Myślała, że bronię te wszystkie bramki dlatego, że wypiłem Feliksa… „Nie pij tego! To nielegalne!”. Doprawdy…
     Nagle otworzył drzwi i stanęłam z nim twarzą w twarz. Uśmiechnął się złośliwie.
 - Nie było Feliksa. Zdziwiona? Widzisz, jednak potrafię bronić.
     Założył swoją miotłę na ramię i ruszył korytarzem, zostawiając mnie samą z łzami cisnącymi mi się do oczu. Chwilę później podszedł do mnie Harry. Sam widok mojej twarzy posłużył mu za wyjaśnienie. Wyglądał na skruszonego i bezradnego.
 - Myślałem, że to będzie dobry pomysł – wyjaśnił. – No wiesz, że po wygranej jakoś się pogodzicie, że oboje będziecie w dobrych humorach…
     Pokręciłam tylko głową, czując na policzkach łzy. Nie potrafiłam ich powstrzymać. Czułam, że coś między mną a Ronaldem Weasleyem pękło, i że jeśli kiedykolwiek uda nam się to odbudować, już nigdy nie będzie takie samo. Pociągnęłam żałośnie nosem.
 - Gratuluję wygranego meczu, Harry.
 - Hermiono…
     Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie pustym korytarzem, nie czekając na Wybrańca. Potrzebowałam samotności, nagle poczułam, że mam dość towarzystwa tych wszystkich ludzi, których tak uwielbiam. Nie miałam ochoty na huczne świętowanie zwycięstwa razem z innymi Gryfonami w pokoju wspólnym. Nie chciałam widzieć Rona i wysłuchiwać jego pretensji. Miałam dość wszystkiego, całego świata, samej siebie.
     Zamknęłam z głośnym trzaskiem drzwi sekretnej komnaty na siódmym piętrze. Podeszłam do okna, i opierając łokcie na szerokim parapecie, ukryłam twarz w dłoniach.
     Widział to jedynie blady sierp księżyca górujący na jesiennym, nocnym niebie.

_________________________
Wszystkim, którzy 3 września wracają do szkoły, życzę powodzenia na ten nowy rok szkolny. Ja się jeszcze przez najbliższy miesiąc obijam, czekając niecierpliwie na październik.

EDIT: Zrobiłam porządek w spisie treści. Podzieliłam całe opowiadanie na kilka części. Planowanych będą trzy, ale kto wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy? :)

42 komentarze:

  1. O, fajny rozdział ^^.
    Jak zwykle były przecudne opisy *,* . bardzo dobrze idzie ci opisywanie także przeżyć wewnętrznych, a ja to lubię ;). Zawsze lubię czytać rozbudowane opisy.
    Nie spodziewałam się, że Malfoy zaciągnie Hermionę do swojego pokoju wspólnego, ale fajnie opisałaś jej przemyślenia na ten temat. I znowu te zagadkowe liściki, ciekawa jestem, co to oznacza. Wgl fajnie wpasowujesz swoją wersję w wydarzenia z kanonu. Twoje opowiadanie jest naprawdę dobre, wiesz? Fajnie się czytało i nawet nie było czuć długości. Szkoda, że Hermiona i Ron dalej się nie pogodzili. ich relacje zawsze były napięte, a szczególnie w szóstej części.
    Ale ciekawa jestem, co dalej z tym eliksirem, ale długo się on robi ^^.
    A opowiadanie kończysz na wydarzeniach z szóstej części, czy będziesz też opisywać to, co się działo później?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że opisy wychodzą mi z rozdziału na rozdział coraz lepiej, co mnie cieszy :D Bo z dialogami jakoś nigdy problemów nie miałam, ale z opisami zwykle było... gorzej.
      Cieszę się, że ta historia Ci się podoba, tym bardziej, że ostatnio jedna z oceniających zarzuciła mi brak oryginalności z uzasadnieniem, że tylko pierwszy rozdział był w tym temacie dobry. Aczkolwiek nie zamierzam się tym przejmować, bo komentarze pod rozdziałami temu kategorycznie zaprzeczają. Zresztą, to nie temat ma być oryginalny, tylko kreacje bohaterów i świat przedstawiony, więc tą uwagę puściłam mimo uszu :D
      Eliksir robi się długo, ale do końca już bliżej niż dalej :D A opowiadania będę opisywać jeszcze po wydarzeniach z szóstej części, z tym, że to już będzie wyglądało troszeczkę inaczej.
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Ja znowu na odwrót, z opisami nie mam większych problemów, tylko muszę pilnować się, żeby nie nadużywać szyku przestawnego, bo niektórzy się o to czepiają, ale z dialogami zawsze miałam i mam problemy. Zresztą ja dopiero pół roku piszę, więc wiadomo, że nie mam co się porównywać np. z tobą, jak ty piszesz już kilka lat.
      Ja zwykle za Dramione nie przepadałam, ale twoja historia bardzo mi się spodobała. Może i temat jest oklepany, ale jeśli chodzi o ff, napisanie czegoś w 100% oryginalnego jest niemożliwe. Ale jak widzisz, czytelnikom się twoja historia spodobała, a to najważniejsze. Ja do ocen podchodzę raczej na luzie, bo jednemu się mój pomysł może spodobać, a innemu nie.
      A twoja wersja jest w miarę zgodna z kanonicznymi wydarzeniami, co mi się podoba ^^. No i ogólnie dobrze ci idzie prowadzenie tych postaci.
      Wiem, powtarzam się już. No ale cięzko nie pochwalić tak dobrego opowiadania ;).

      Usuń
    3. Faktycznie, siedzę już w opowiadaniach kilka ładnych lat (matko ojcze, jakieś cztery już!), ale blogi w sieci wciąż mnie zaskakują. Zdarzają się tutaj prawdziwe perełki i czasem sobie myślę: cholera, co ja tu robię?! Ale jakoś brnę do przodu, mimo wszystko :D
      Wiadomo, że ocenianie jest sprawą subiektywną. Każdy może inaczej postrzegać różne historie, więc trzeba lekko przymknąć oko.
      Raz jeszcze ślicznie dziękuję :)

      Usuń
    4. To długo ^^. Ja równy rok (wczoraj minął) siedzę w grupowcach, a własne opowiadanie piszę od 21 lutego 2012.
      Ale czasem mi troszkę głupio, jak znajduję naprawdę świetne historie, a ja z takimi wypocinami przychodzę.
      Ja dostawałam naprawdę różne oceny (za MS od 2 do 5, najczęściej 4), jednym się coś podoba bardziej, innym mniej. A moje pomysly to już w ogóle bardzo kontrowersyjne są i nigdy nie wiadomo, czy komuś to przypadnie do gustu. Zauważyłam, że opowiadania o postaciach kanonicznych cieszą się większą popularnością niż te o postaciach własnych.

      Usuń
  2. Uff 4 rozdziały w jakieś 30 min, to całkiem niezły wynik ;D Udało mi się nadrobić u Ciebie wszystkie zaległości, więc teraz podsumuję to, co przeczytałam. Bardzo podobała mi się wyprawa do Zakazanego Lasu. Ten nastrój i wgl. Malfoy też był jakiś inny. No i ta deklaracja Hermiony. Wszystko to świetnie zaplanowałaś. Niestety Ron znów dał popis swojego jakże cudownego zachowania. Mam nadzieję, że jednak się pogodzą. Muszę przyznać, że najbardziej zaintrygowały mnie te listy od tajemniczej "E", ale podejrzewam, że tak łatwo nie będziesz nam chciała zdradzić kto to jest ;P
    Życzę dużo weny i pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4 rozdziały w 30 minut? Dobra jesteś! :D
      No tak, masz rację, szybko się nie wyjaśni, kim jest "E.". Ale na brak wrażeń do tego czasu nie będzie można narzekać, więc mam nadzieję, że jakoś damy wszyscy radę :D
      Dziękuję, wena się przyda, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. I oto kolejny świetny rozdział! heh :). Nieźle opisałaś jej uczucia, przeżycia (chyba się powtarzam... ale inaczej nie potrafię xD), z kolei zachowanie Dracona mnie bardzo zaskoczyło i to w sumie... nawet miło. Zupełnie nie spodziewałam się tego, ze on ją zabierze do swojego dormitorium... Mam wrażenie, że oni z każdym kolejnym dniem zbliżają się do siebie i tu nawet nie chodzi o to, że Hermiona mu pomaga... Niestety, przez to oddala się od swoich przyjaciół ;/ . W sumie jestem trochę zła na Rona, bo jak zauważyłam to on zaczyna niemal każdą kłótnię, co jest zupełnie nie w porządku. Nawet ja miałam nadzieję, ze w tym rozdziale oni się już pogodzą, ale jak widzę - musze jeszcze trochę poczekać.
    Kolejny list w tymże rozdziale jeszcze bardziej spotęgował moją ciekawość ;p. Ale zgaduję, że nie prędko to się wyjaśni, prawda? :)

    Pozdrawiam!

    [przekleta-prawda.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - Hermiona i Draco z każdym spotkaniem coraz bardziej się do siebie zbliżają, dokładniej się poznają, chociaż Malfoy jest skryty w sobie i nie afiszuje się ze swoimi uczuciami. Ron tak łatwo nie odpuści, bo nie będzie potrafił przyznać się do winy, ale w końcu zrozumie swój błąd. Nie chcę robić z Rona "tego złego", bo lubię jego postać, aczkolwiek miał swoje humorki :)
      Owszem, zagadka E. nie wyjaśni się szybko, ale coraz więcej o niej będzie można się dowiedzieć z następnych rozdziałów.
      Również pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. To najlepsze "Dramione", jakie w życiu czytałam i wcale nie żartuję. Nie ma przesłodzonych postaci, wyolbrzymionej miłości; dialogi są perfekcyjnie wyważone, prawdziwe, bardzo realne. Każde słowo Malfoya coraz bardziej mnie intryguje, sprawia, że chcę więcej, więcej, więcej.
    Jesteś niesamowita, Damo Kier. Niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję za te słowa, bardzo mi miło, naprawdę. Staram się jak mogę, żeby nie zawieść, cieszę się, że to, co piszę wywołuje tak wielkie emocje.
      Raz jeszcze dziękuję!

      Usuń
  5. Aaaaj i znowu ta E. no jak ja chcę się w końcu dowiedzieć kto to! Ron jest taki dziwny oh no miałam nadzieję, że w końcu się pogodzą i będzie ok, a ten tu sceny odwala jak jakiś nienormalny :/ Przyznać muszę, że bardzo podoba mi się Draco, jakiego nam tu wykreowałaś.

    Jak ci zazdroszczę tego dodatkowego miesiąca! Ja jeszcze muszę poczekać rok, a po drodze w maju czeka mnie wątpliwa przyjemność w postaci matury :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, konflikty Rona i Hermiony są książkowe, aczkolwiek faktem jest, że w szóstej części Ronald faktycznie miał dość burzliwy charakter. A w tym Draco to ja sama mogłabym się zakochać, pisanie o nim to przyjemność :D
      A ja, mówiąc szczerze, już poszłabym na uczelnię. Znudziły mi się te najdłuższe wakacje. Sama zobaczysz za rok, jak to jest :D

      Usuń
  6. No, ja też się jeszcze obijam aż do października, studia rządzą! :)

    Brawo Gryfoni! :D Co prawda moje serce należy do Ravenclawu, ale i tak to Gryffindor ma najlepszą drużynę, to wiadomo nie od dziś. Szkoda tylko, że Hermiona i Ron jeszcze się nie pogodzili. Nie lubię, gdy się do siebie nie odzywają, to strasznie sztuczne z ich strony, no bo niby są pokłóceni, a przecież łączy ich wielka przyjaźń (może nawet coś więcej?) i tylko każde unosi się honorem, czekając, aż drugie jako pierwsze przeprosi... No i nadal nie wiemy, co kombinuje Malfoy ani kim jest ta E., coraz mniej mi się to wszystko podoba. Czyżby ta sprawa była związana z powrotem Sama-Wiesz-Kogo?

    Znów nawinęła mi się tylko jedna rzecz: "Same poznawanie, odkrywanie...", a powinno być "Samo poznawanie...". No i gdzieś tam jeszcze było "tą" zamiast "tę", ale teraz już tego niestety z tekstu nie wyłowię.

    Pozdrawiam,
    [une-crime-parfait]

    PS Jeśli miałabyś ochotę, to zapraszam na nowe opowiadanie HP o Gilderoyu Lockharcie, adres znajdziesz na moim profilu. ;) Co prawda jeszcze nie pojawił się pierwszy rozdział, ale już teraz szukam potencjalnych czytelników. Przepraszam za autoreklamę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przygodę ze studiami dopiero zaczynam, ale nie mogę się doczekać :D
      Blisko, blisko :> Sprawa z E. nie wyjaśni się tak szybko, ale Malfoy umiejętnie ukrywa wszystkie swoje uczucia. Mam nadzieję, że kiedy rozwiążę te wszystkie zagadki za jakiś czas, nikt nie będzie rozczarowany :)
      Dziękuję za błędy, tradycyjnie - zaraz się tym zajmę.
      O Gilderoyu? Tego jeszcze nie widziałam. Na pewno zajrzę z przyjemnością :)
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  7. KTO TO JEST TA ,,E"?
    Wariuję, na każdą wzmiankę o niej. Podejrzewam, że to Ester, ale i tak niewiele mi to mówi. Skoro i tak już nic nie powiesz na jej temat, to zdradź chociaż za ile rozdziałów tajemnica się wyjaśni.
    Ładnie proooooszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewasz dobrze, a że to niewiele mówi, to wiem - to dobrze :D Największa zabawa dopiero przed nami. E. jeszcze długo się nie pojawi... ale kiedy już tak będzie, zrobi wielkie wejście.
      Za ile rozdziałów? Szczerze mówiąc - nie mam pojęcia. Aktualnie jestem przy pisaniu 19 rozdziału i tam wciąż ta zagadka nie jest rozwiązana. Mam nadzieję, że wybaczycie, że tak z tym zwlekam, ale ta postać jeszcze będzie miała "swój czas" :D
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam! :)

      Usuń
  8. coraz więcej zagadek ze stronu Malfoya ;p
    jak ja nie lubię Rona -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - zagadek coraz więcej, a odpowiedzi żadnej. Taki już ten Malfoy jest, tajemniczy, skryty, a przez to intrygujący. A Ron... cóż, po prostu przeżywa cięższy okres. Ale obiecuję, że w końcu wyjdzie na prostą :)

      Usuń
  9. Jesteś rewelacyjna, naprawdę ^^. Uwielbiam Malfoya w Twoim opowiadaniu, jest taki tajemniczy, zagadkowy.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *_*

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję, miło mi to słyszeć! Przyznam, że ja tego Malfoya też uwielbiam i tak jak pisałam gdzieś tam wyżej - sama mogłabym się w nim zakochać. Lubię kreować jego postać, mam tutaj duże pole manewru :D
      Kolejny rozdział planowany na następny piątek... ale możliwe, że dodam go w czwartek wieczorem, czas pokaże :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Jasne, nie ma sprawy! :)

    Co do Malfoya - kocham jego postać głównie za to, że można z niej wydobyć tak dużo cech, które nie zostały pokazane w sposób oczywisty :) cała rodzina Malfoyów jest taka... nie do końca :D wspaniałe to jest, naprawdę :D

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem, od czego zacząć. Nie lubię pisać komentarzy, jeśli muszę wypowiedzieć się o całym blogu. Ciężko mi wtedy znaleźć odpowiednie słowa.
    Może zacznę od tego, że przeczytałam wszystko zaskakująco szybko i wciąż jestem oczarowana prologiem. To zdecydowanie mój ulubiony post u Ciebie nawet jeśli był taki krótki.
    Kolejną sprawą jest kreacja bohaterów. Już dawno nie spotkałam się z blogiem (o ile w ogóle kiedyś), który tak mocno trzyma się wersji pani Rowling. Gdybym nie czytała książki i nie wiedziała jak to wszystko się skończy to mogłabym się zacząć zastanawiać czy może Rowling też nie miała takiego pomysłu na miłość tych dwojga tylko nigdy nam go nie zdradziła ;) jedyne, co mnie trochę rozprasza to fragmenty zaczerpnięte z książki. Nie zaznaczasz w rozdziałach, że są one zaczerpnięte z oryginału i osoby, które nie czytały HP albo nie sięgają po książkę zbyt często, mogą się nie zorientować, że to nie są Twoje słowa. A to podchodzi trochę pod plagiat, nie uważasz? Mimo wszystko jednak ciekawy pomysł. Szczególnie, że prawie nie odbiegasz od kanonu, a to nie lada wyzwanie jeśli piszesz o tym parringu ;)
    Dialogi. Ach! Jestem w nich zakochana! Są tak naturalne i tak typowe dla poszczególnych postaci, że chłonę każde słowo! Zazdroszczę Ci tej umiejętności strasznie! Szczególnie, że dla mnie to często nie lada wyzwanie i nie zawsze wszystko wychodzi mi tak jak bym chciała (ten komentarz to najlepszy przykład ;p).
    Kolejne, co mnie zaskoczyło to całkowity brak błędów. Trochę blogów w swoim życiu przeczytałam i wiem, że jak bardzo by się człowiek nie starał to zawsze coś może przeoczyć. A Ty nie popełniłaś żadnego błędu (a przynajmniej ja nic nie zauważyłam. Chociaż byłam tak pochłonięta Twoją historią, że w sumie nawet nie przywiązywałam do tego większej uwagi xd)
    Przechodząc do treści. Muszę przyznać, że główny wątek jest intrygujący. Mimo że domyślam się tego i owego w kwestii tego, do czego Malfoyowi ten eliksir (chociaż i tak mnie pewnie zaskoczysz) to i tak mam jeszcze sporo wątpliwości. Momentami przeszkadzało mi to, jak szybo Hermiona zakochała się w Draco, ale opisujesz to tak pięknym słowami, że w końcu i ja uległam. Poza tym to Draco, prawda? Jak tu się w nim nie zakochać? ^^
    Ron, Ron, Ron. Z każdym rozdziałem sprawiasz, że bardziej go nie lubię (a wydawało mi się, że to już niemożliwe xd). Jednak mimo to jak dla mnie jest idealnym odzwierciedleniem tego książkowego Rona. Pewnie dlatego uważam go z jednego z ciekawszych bohaterów Twojego opowiadania i lubię o nim czytać.
    Rozdziały przed opowiadające o czasie przed Zakazanym Lasem i w Zakazanym Lesie były dla mnie (jak na razie) tymi najciekawszymi. Może dlatego że spodobał mi się obrazek, który powstał w mojej wyobraźni, kiedy zobaczyłam Hermionę i Dracona siedzących na drzewie. Doprawdy, chciałabym do widzieć ;p A jeszcze ta ich szczera rozmowa na koniec? Idealna. Lubię, gdy w tych Dramionowskich opowiadaniach Malfoy się tak otwiera. To przywraca mi wiarę w ludzi i jeszcze resztkami nadziei ufam, że w każdym złym człowieku tkwi element dobra.
    Zepsułam sobie zabawę, zaglądając do bohaterów, bo obstawiam, że tajemnicza E, to właśnie Ester, o której tam wspomniałaś. Żałuję, że się tego dowiedziałam, bo wolałam zdać sobie z tego sprawę w odpowiednim czasie, kiedy to nas o niej powiadomisz ;)
    Kończę, bo chyba się trochę rozpisałam. A i tak ten komentarz nie wnosi nic odkrywczego ^^ Dodaję do linek u siebie i do Obserwowanych, żeby być na bieżąco i nie musieć zasypywać Cię takimi długimi komentarzami xd
    Pozdrawiam cieplutko i życzę udanego, ostatniego miesiąca wakacji. Chociaż nie ukrywam, że jestem o niego zazdrosna ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o mój Boże, z tego wyszło opowiadanie o.O Wybacz...

      Usuń
    2. Opowiadanie i to dłuższe niż mój prolog! :D Ale cieszę się, jeśli czytelnicy tak się rozpisują, więc pozostaje mi tylko podziękować.
      Nie wiem, od czego mam zacząć. Dziękuję za całą tą wypowiedź. Cieszę się, że tak spodobało Ci się to opowiadanie, to niesamowicie budujące.
      Jeśli chodzi o fragmenty zaczerpnięte z książek, to fakt - czytelnicy już zwracali na to uwagę, z kolei inni akceptowali ten pomysł. Może faktycznie powinnam zaznaczać, z których fragmentów korzystam, ale chyba bałam się, że zepsuję tym efekt graficzny. W każdym razie na razie unikam fragmentów zaczerpniętych od pani Rowling, więc nie mam z tym problemów :)
      Jeśli chodzi o błędy, to zdarzają się jakieś drobne w każdym rozdziale, ale Fedora zwraca na nie uwagę i dzięki niej są poprawione - także to tylko i wyłącznie jej zasługa. Czytam rozdziały przed opublikowaniem, ale zawsze coś mi umyka, cóż zrobić :)
      Ja za to jestem już znudzona tymi wakacjami :D Poważnie, chcę uczelnie, coś nowego, jakieś wyzwania. Pewnie jeszcze zmienię zdanie po kilku miesiącach, ale na razie tak to jest :D Mam tylko nadzieję, że filologia polska na studiach nie obrzydzi mi pisania :D
      Pozdrawiam serdecznie, raz jeszcze dziękuję!
      PS: Dodaję do linków, a w wolnej chwili z chęcią przeczytam również Twoje opowiadanie. Jestem otwarta na wszelkie "Dramione". :)

      Usuń
  12. Powtórzę się znowu, ale absolutnie mnie czarujesz. Zwłaszcza, że akurat mam okazję oglądać szósty film i co rusz psioczę na pominięte sceny, dlatego kanon tak bardzo mnie w Twoim opowiadaniu ujmuje.
    Jak zwykle wysokie loty. Dracon. Wprost go uwielbiam, jest tak dobrze wykreowany, że aż do niego wzdycham jak za dawnych, dobrych czasów. Hermionę kocham, ale zawsze ją kochałam, więc to nie dziwy. Podoba mi się motyw snu i to, że Malfoy mimo wszystko trzyma Mię na dystans - dzięki temu jest to Dramione z wyższej półki. Rozterki - Niekonkretna kochać rozterki - zwłaszcza w wykonaniu Damy Kier, bo ona to pięknie wszystko opisuje.
    Strasznie mi się podoba. Zachłystuję się coraz bardziej z każdym rozdziałem.

    Buziam,
    Krakowianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja też sobie zrobiłam w wakacje piątkowy maraton filmowy z Harrym Potterem :D
      Dziękuję ślicznie za miłe słowa. Uwielbiam pisać o Draconie, bo te wszystkie jego tajemnice, chociaż ja sama je znam, intrygują mnie. Mam duże pole manewru przy jego postaci. A rozterek Hermiony jeszcze nie koniec, więc powinnaś być zadowolona :D
      No i cóż, cieszę się, że Ci się podoba. :)
      Ściskam!

      Usuń
  13. Świetne, po prostu genialne! Na początku, wizja snu Hermiony. Straszna, nie powiem. Ale to właśnie jest odzwierciedlenie jej najgorszych obaw, nie powinna oddalać się od przyjaciół przez zauroczenie do Ślizgona, jednak to jest silniejsze od niej. Pewnie przez to zauroczenie, Hermiona zgodziła się pomóc Ślizgonowi w rozszyfrowaniu starożytnych run. Co ten Draco knuje? Czyżby Harry, tak jak w książce, tylko wmówił Ronowi i Hermionie, że dolał rudemu płynne szczęście? Ron strasznie mnie irytuje, unosi się dumą i nawet nie raczy przeprosić za wszczętą awanturę. Twoje opowiadanie niesamowicie wciąga, zero błędów, dialogi są bardzo naturalne. Czyta się płynnie i przyjemnie. Czy zechciałabyś informować mnie o nowych rozdziałach? Jeżeli masz ochotę, chciałabym Cię zaprosić do przeczytania mojego opowiadania o rodzinie Weasley-Potter pisanego z perspektywy Rose Weasley. www.weasley-diary.blogspot.com Pozdrawiam serdecznie, dodaję do czytanych! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz :)
      Cieszę się, że ta historia tak Cię wciągnęła, bardzo mi miło. Oczywiście z przyjemnością będę Cię informować o nowościach. Dodaję do linków i obiecuję odwiedzić Twoje opowiadanie - jestem zawsze otwarta na nowości :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  14. od razu mówię, że musisz mi wybaczyć, bo nie chce mi się komentować. mam takiego lenia, że koniec...
    rozdział oczywiście mi się podobał. Draco jest cudowny. idealny i wspaniały. Ronald jest bardzo książkowy, on chyba w trakcie szóstej części dopiero zaczął dojrzewać, że zachowywał sie jak idiota.
    No i znów E... nie mogę sie doczekać na rozwiązanie tej zagadki ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, też czasami tak mam :D
      Faktycznie, co do Rona to masz rację - w szóstej części miał najpierw takie wahania, ze skrajności w skrajność, a później się ustabilizował. Trzeba dać mu po prostu czas :D
      Dzięki wielkie, również pozdrawiam :)

      Usuń
  15. Miałam informować :)
    Nowy rozdział - http://hermiones-diary.blogspot.com/ :))

    OdpowiedzUsuń
  16. No nieee, ja jeszcze nie skomentowałam? To chyba z wrażenia, bo innego usprawiedliwienia nie mam.
    Będę się streszczać. TO NAJLEPSZE DRAMIONE, JAKIE KIEDYKOLWIEK CZYTAŁAM, a wiedz, że czytałam ich już całą masę. Idealnie przedstawione, opisane obłędnie, po prostu, dziewczyno, pozazdrościć Ci talentu. Ja jestem zachwycona.
    [czarnoczarna]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo mi miło! Cieszę się, że wywołuje takie dobre emocje. Jakoś wciąż mam pomysł na tą historię... zresztą, na Być Huncwotem też, a to przecież już tyyyle czasu :D
      Raz jeszcze dziękujęęę!

      Usuń
  17. Rozdział, jak zawsze cudowny.
    Sam początek już mnie zaintrygował, ten sen. Oj, Hermiona rzeczywiście powoli oddala się od przyjaciół - poczynając od Rona, a pewnie na Harrym kończąc.
    Z tym pierwszym to naprawdę ciężka sprawa, jak teraz tak się zachowuje to co dopiero będzie, gdy prawda wyjdzie na jaw.
    No a Draco coraz bardziej tajemniczy się robi.
    Jestem bardzo ciekawa czego dotyczył ten pisany runami dopisek.
    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały (będę miała co czytać na tych nudniejszych lekcjach, bo ja niestety, należę do tej grupki, którzy od jutra zaczynają szkolne życie ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      Cieszę się, że rozdział się podobał. Rozdziały w roku szkolnym będą ukazywały się co piątek, bo do szkoły co prawda we wrześniu nie chodzę, ale zarobić trochę trzeba :) A ze szkolnego życia dobrze jest korzystać, póki można :D

      Usuń
  18. [cz.1]
    Serio czekasz niecierpliwie na październik i nie możesz się doczekać studiów? Wow, podziwiam Cię ;D Ja nie mam najmniejszej ochoty iść jutro na pierwsze zajęcia ;D A powodzenie na pewno się przyda, więc serdecznie za nie dziękuję ;)
    Myślę, że podzielenie opowiadania na części to dobry pomysł.
    już wróciłam i nadrobiłam wszystkie rozdziały. Postanowiłam też, że wypiszę Ci wszystkie znalezione przeze mnie błędy w tych notkach, które dodałaś podczas mojej nieobecności. Chyba się nie obrazisz?
    Rozdział 10:
    "Idąc krętą i wąską ścieżką Zakazanego Lasu mimowolnie przypomniałam sobie, kiedy byłam tu po raz ostatni." -> przecinek przed "mimowolnie". Zdania zawierające imiesłów czasownikowy przysłówkowy (idąc, czytając, biegnąc, bawiąc, gotując itede) oddzielamy przecinkiem od zdania zawierającego czasownik w formie osobowej.
    "Malfoy szedł śmiało przede mną oświetlając sobie drogę różdżką" -> przecinek przed "oświetlając"
    "Odwróciłam głowę do tyłu pragnąc dostrzec, co zostawiliśmy już za sobą" -> przecinek przed dostrzec.
    "Nie Granger, nie boję się" -> przecinek przed "Granger", bo wszelkie takie bezpośrednie zwroty do jakiejś osoby oddzielamy przecinkami.
    "mówiąc to spojrzałam w górę" -> przed "spojrzałam" również przecinek.
    " - Co ty robisz, Granger? – doszedł mnie jakby z oddali głos Malfoya." -> "Doszedł" wielką literą.
    "Zmarszczyłam brwi starając się trzeźwo myśleć." -> przecinek przed "starając"
    "zabiorą wszystko, na czym ci zależy i porzucą" -> przecinek przed "i", ponieważ "na czym ci zależy" było wtrąceniem, które należy oddzielić od reszty zdania przecinkami.
    "po czym odwróciłam się i oświetlając sobie drogę różdżką, ruszyłam szukać naszej ścieżki." ->przecinek przed "oświetlając", bo "oświetlając sobie drogę różdżką" jest wtrąceniem.
    "Rozglądałam się dookoła unikając tylko postaci Malfoya" -> przecinek przed "unikając"
    "Wyprostowałam się i biorąc głęboki oddech, odwróciłam głowę w jego kierunku." -> przecinek przed "biorąc", bo znów "biorąc głeboki oddech" jest wtrąceniem.
    "twarz wydawała się jeszcze bardziej blada, niż na co dzień." -> bez przecinka przed "niż". Przecinek przed "niż" stawiamy tylko wtedy, gdy po "niż" pojawia się czasownik w formie osobowej. Analogiczna sytuacja występuje z "jak" ;)
    "kilka minut, czy kilka godzin" -> w tym wypadku nie stawiamy przecinka przed "czy".
    "Wiesz, chyba naprawdę masz więcej odwagi, niż rozumu" -> bez przecinka przed "niż".
    "Było to przyjemne uczucie, jakbym nagle ważyła mniej, niż piórko" -> to samo co wyżej ;)
    "Warczenie dudniło mi w uszach przypominając, że mam niewiele czasu." -> przecinek przed "przypominając".
    "Nie zamierzam tu siedzieć do świtu, albo dać się pożreć." -> zamiast albo o wiele lepiej brzmi "ani". Wtedy też nie stawiamy przecinka przed nim.
    "ten, którego on dotknął oraz ten, którego dotknęłam ja" -> przecinek po "dotknął", ponieważ "którego on dotknął" jest wtrąceniem.
    Rozdział 11:
    "była bardziej przerażona, niż ja." -> bez przecinka przed "niż"
    "nie mogę do końca swoich dni leżeć w tym łóżku ukrywając się przed prawdą" -> przecinek przed "ukrywając"
    "nie wiem co ty sobie myślałaś, kiedy się zgadzałaś na pomoc mu…" -> przecinek po "co"
    "I mówiąc szczerze, Granger, nie mogę cię rozgryźć." -> przecinek po "I", ponieważ "mówiąc szczerze" jest wtrąceniem.
    "Szybko omiótł wzrokiem tekst chwytając do ręki pióro" -> przecinek przed "chwytając"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [cz.2]
      Rozdział 12:
      "przygnębiona wróciłam do Pokoju Wspólnego" -> pokoju wspólnego, małe litery.
      "Szybko zorientowałam się kto prowadzi tę ostrą wymianę zdań." -> przecinek przed "kto".
      "Nie chcąc za wszelką cenę spotkać się teraz z rozwścieczonym Ronaldem, ruszyłam czym prędzej za nią do Pokoju Wspólnego." -> pokoju wspólnego.
      "W Pokoju Wspólnym nagle zrobiło się zupełnie cicho." -> pokoju wspólnym.
      "Chwilę stali mierząc się wzrokiem" -> przecinek przed "mierząc".
      "Sama spędziłam jeszcze w Pokoju Wspólnym kilka godzin." -> pokoju wspólnym.
      Rozdział 13:
      "Nie więcej, niż dziesięć minut." -> bez przecinka przed "niż".
      "wiedziałam, że ten, który szedł obok mnie znał na nie odpowiedzi" -> przecinek po "mnie", ponieważ "który szedł obok mnie" jest wtrąceniem.
      "Mam większe zmartwienia, niż quidditch." -> bez przecinka przed "niż".
      "Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc te słowa." -> przecinek przed "słysząc".
      "Nie miałam ochoty na huczne świętowanie zwycięstwa razem z innymi Gryfonami w Pokoju Wspólnym." -> pokoju wspólnym.
      "Podeszłam do okna i opierając łokcie na szerokim parapecie, ukryłam twarz w dłoniach." -> przecinek po "i", bo "opierając łokcie na szerokim parapecie" jest wtrąceniem.
      Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła za te wszystkie wypisane błędy.
      Bardzo podobała mi się rozmowa Dracona i Hermiony dotycząca opadania na dno. Ten gest Hermiony... Był taki subtelny, nieprzewidywalny... Naprawdę świetnie to wymyśliłaś, więc biję pokłony. Cała sytuacja miała oryginalną i przyjemną otoczkę, miałam uśmiech na twarzy, kiedy to czytałam ;D
      Fascynuje mnie postać "E.". Kim też ona może być? Czy to postać kanoniczna, czy wymyśliłaś ją zupełnie sama? Czemu pisze takie tajemnicze listy i przesyła je wraz z książkami? Dlaczego napisała do Dracona, szyfrując część runami, skoro, tak mi się wydaje, ale mogę się mylić, wiedziała, że chłopak nie ma zielonego pojęcia o runach i będzie potrzebował czyjejś pomocy przy rozszyfrowaniu listu? Oh, naprawdę mnie to wszystko interesuje ;D
      Bardzo lekko i przyjemnie opisujesz przemyślenia Hermione - na przykład wtedy, kiedy ta uświadamiała sobie, że zakochała się w Draconie, ale bała sie użyć tego słowa. Jej przemyślenia były niebanalne i interesujące.
      Z jednej strony to dobrze, że Hermiona wyznała wszystko Ginny - na pewno odczuła ulgę. Z drugiej strony jestem prawie pewna, że Ginny w końcu puści parę z ust, a wtedy Granger będzie w nieciekawej sytuacji. W końcu już teraz młoda Weasley puszcza nieciekawe aluzje w towarzystwie Rona i Harry;ego.
      Przykro mi, że pomiędzy Ronem i Hermioną jest aż tak źle. Kiedyś blisko, teraz sobie obcy ludzie...
      Całuję i czekam na nowy rozdział,
      Leszczyna
      PS Trochę mi się niechcący rozpisało...

      Usuń
    2. Broń Boże nie mam zamiaru być zła, zawsze i wszędzie jestem wdzięczna za korektę błędów, bo wszystkich nie jestem w stanie wychwycić. Biorę się za poprawianie i ślicznie dziękuję! <3

      Usuń
  19. Bardzo dobry rozdział. Sen dobrze ujęty, trafiający w sedno. I wiesz co? Podoba mi się tempo, w jakim rozwijasz wątek Dramione, bez przyspieszania, budując napięcie. Chociaż z drugiej strony tęsknię za czymś takim... romantycznym :)
    Zostawiam to w Twoich rękach, bo wiem, że zrobisz to tak, że będzie dobrze.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Kim, do cholery, jest E.? Mam nadzieję, że to facet, który podaje się za kobietę. Albo lepiej, kobieta, która chce, żeby podejrzewano ją o bycie mężczyzną i udaje kobietę, choć w gruncie.rzeczy nią właśnie jest xD

    OdpowiedzUsuń
  21. Złapał ją za rękę?! Ale bomba :D.
    Tajemnicza E. ciągle szumi mi w głowie.
    Ciekawe na co jeszcze zdobędzie się Rudzielec..
    Dobra, muszę czytać dalej, bo narobię sobie zaległości :)
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: