26 lipca 2013

43. Grób z marmuru


I    n a g l e    k o ń c z y    s i ę
T o   w s z y s t k o ,   w   c o    w i e r z y s z ,
c o   k o c h a s z   z a s y p i e    ś n i e g . . .
D z i k i    u n i e s i e    c i ę   w i a t r ,
U p u ś c i   c i ę   n a g l e ,   u d e r z y s z ,   u f a ł e ś   m u    t a k . . . 

~*~

     Ginny powiedziała mi kiedyś, że jestem prawdziwą mistrzynią w wyrzucaniu z pamięci złych wspomnień. Ale są w mojej przeszłości wydarzenia tak złe i bolesne, że do dziś nie potrafię się ich pozbyć. Wracają, ciągle wracają, palą i duszą.
     Jednym z tych wydarzeń jest śmierć panny Silverman.
     Staliśmy nad marmurowym grobem Ester, na wzgórzu tuż obok Marmurowego Anioła. Chociaż trzymaliśmy się za ręce, miałam dziwne wrażenie, że dłoń Dracona nie zaciska się na mojej z taką intensywnością, jak dawniej. Tamtego dnia padał deszcz, a całą okolicę swym płaszczem tajemniczości otoczyła gęsta mgła. Dookoła nie było żywej duszy, tylko my. Ester odchodziła w spokoju i w ciszy, niedoceniona i zapomniana. Dokładnie tak, jak żyła.
     Ester… Wolałam nazywać ją po prostu Dziewczyną w Czerwonej Pelerynie. Kiedy nie używasz czyjegoś imienia, łatwiej jest ci znieść tragedię. Odebrałam jej imię i nazwisko – a więc cząstkę tożsamości – dla własnej wygody i spokoju sumienia. Ale to nie miało już przecież znaczenia. Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie nie żyła. Umarła, ratując moje życie. Na jej miejscu, w tym cichym, skromnym grobie, powinnam być ja.
     Panujący dookoła spokój powoli stawał się nie do zniesienia. Zdawał się przygniatać i dusić, a ja zastanawiałam się, ile niewypowiedzianych słów przepadło w tamtej chwili na zawsze, a może były ważniejsze od tych wszystkich wypowiedzianych. Ach, gdyby komuś udało się kiedyś zagrać ciszę – to byłaby dopiero muzyka.
     Kiedy tak staliśmy w deszczu, otoczeni paraliżującym milczeniem i bólem, miałam wrażenie, że tuż przy uchu słyszę jej szept… To pewnie wyobraźnia płatała mi figle, nie pozwalając trzeźwo myśleć. W końcu tak bardzo chciałam, żeby wciąż żyła…
 - Chodźmy stąd – powiedział Draco, odwracając się od marmurowego grobu. Twarz miał całą mokrą, ale nie wiedziałam czy to łzy, czy tylko deszcz.
     Zresztą, jakie to miało znaczenie?
     On też widział, jak zginęła. Był niedaleko, biegł w naszą stronę. To on krzyknął wcześniej moje imię. A kiedy martwe ciało jego najlepszej przyjaciółki upadło na ziemię, kiedy w moich załzawionych oczach zobaczył odbicie śmierci, chwycił mnie za ramię i obróciliśmy się w przestrzeni, zostawiając Marmurowego Anioła i krzyki przerażenia, rozdzierające noc.
     Bałam się zapytać, czy obwinia mnie o śmierć Ester Silverman.
     Bałam się usłyszeć, że tak.
 - Dobrze – odparłam, kiwając głową. Wydawało mi się, że głos wydobywający się z mojego gardła wcale nie należy do mnie. Był dziwnie ochrypły, pełny bólu.
     Przechodziliśmy obok gruzów, które jeszcze dzień wcześniej były pięknym, tętniącym życiem dworkiem, naszym ratunkiem i kryjówką. Obraz po bitwie był przerażający: zgliszcza i ruiny posiadłości Silvermanów, połamane drzewa, porozrzucane rzeczy osobiste, ciała niewinnych mugoli, wciąż przybrane w odświętne stroje, błagające niemo o pochówek. Starałam się nie patrzeć w ich rozszerzone ze strachu oczy, bojąc się, że ten widok będzie prześladował mnie do końca życia, podobnie jak spojrzenie Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie zaraz przed tym, jak jej serce przestało bić.
     Kiedy schodziliśmy już zboczem góry do małej, pobliskiej wioski, raz jeszcze odwróciłam się, by spojrzeć za siebie. Ze wspaniałej, dumnej posiadłości, w której być może nigdy do końca się nie zadomowiłam, ale zawdzięczałam jej ocalenie, pozostał tylko marmurowy łuk przypominający o świetności Marmurowego Anioła. Nikt nie miał pamiętać o tragedii, która się tutaj wydarzyła, podobnie jak nikt nie miał pamiętać o Ester.
     A życie toczyło się dalej, jakby nic się nie stało. Może to było właśnie najgorsze.
     Zatrzymaliśmy się w małym, opuszczonym, drewnianym domku na skraju lasu, w pobliżu rzeki. To podobno ostatnia rada, jaką Draco usłyszał od Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie: najbezpieczniejsi będziemy wśród mugoli, z daleka od świata czarodziejów. Z początku wydawało mi się to niedorzeczne – żadnych zaklęć ochronnych, zabezpieczeń – ale potem zrozumiałam sens tego wariactwa: magia, w każdej swojej postaci, pozostawiała ślady. Czarodziej mający choć trochę rozumu mógł je przeczytać jak z książki. Postawienie na prostotę czasem dawało najlepsze efekty, nie raz się już o tym przekonałam.
     Nie rozmawialiśmy z Malfoyem zbyt wiele od czasu tragedii w Marmurowym Aniele. On cały czas zawzięcie o czymś rozmyślał, a na mnie ciążyło ogromne poczucie winy. Byłam świadoma, że to moja bezmyślność, a potem chwila całkowitego otępienia i zwątpienia – jakiej nie doświadczyłam jeszcze nigdy w życiu – wywołała burzę.
     Dostałam dużo czasu na zastanowienie się, co z tym zrobić. I podjęłam decyzję.
 - Draco, możemy porozmawiać? – odezwałam się, gdy zamknął za sobą drzwi.
     Spojrzał na mnie, wyrwany z zadumy, i ledwo zauważalnie kiwnął głową. Poczułam zimny dreszcz na całym ciele, przyglądając mu się. Mężczyzna mojego życia od czasu śmierci Ester wyraźnie się zmienił: zapadł się w sobie, zbladł, stracił cały swój wigor, energię i optymizm, jakimi dysponował. Ale najgorsze było to, że znów stał się zupełnie zimny i obojętny. Wyrzucił z siebie wszystkie emocje, po raz kolejny otoczył swoją twierdzę grubymi murami, a ja nie wiedziałam, po której stoję stronie. Był bezsilny, słaby, bardzo słaby. Wyglądał jak człowiek, któremu odebrano wszystko. Po prostu wszystko.
     Siedziałam przy stole, opierając łokcie na drewnianym blacie, a Ślizgon stanął naprzeciwko mnie, przy ścianie, z rękami założonymi na piersi. Nie patrzył na mnie; wpatrywał się tępo w podłogę, jakby to mogło dodać mu odwagi. Wyglądał, jakby bał się tej rozmowy bardziej niż ja – ja, która byłam winna wszystkiemu.
 - Draco, posłuchaj, ja chciałam…
 - Pozwól, że ja zacznę – przerwał mi. Od razu zamilkłam, czując, jak cała sztywnieję. – Dużo myślałem o tym, co się stało… Na początku zupełnie w to nie wierzyłem. Anioł wydawał się być twierdzą nie do zdobycia, odpornym na jakąkolwiek penetrację z zewnątrz. Spędziliśmy tam rok, rok, podczas którego ani razu nie pomyślałem, że coś może pójść nie tak, przecież plan, który realizowaliśmy był doskonały. I aż takiej tragedii potrzebowałem, żeby zrozumieć, że to nigdy nie było dobre rozwiązanie. Że tak nie można żyć.
     Wyglądał, jakby mówił sam do siebie, ale ja nie miałam zamiaru mu przerywać. Pochłaniałam każde słowo, czekając na moment oskarżenia i wyroku.
 - Byłem pewien, że ucieczka rozwiąże wszystko, że kiedy będziemy daleko, nie dosięgnie nas zło ani sprawiedliwość. To wszystko było dla mnie takie ekscytujące, pomimo całego przerażenia, którym mnie napełniało… Uciec, po prostu uciec i żyć szczęśliwie. Ale nie chciało do mnie dotrzeć, że to nie jest żadne rozwiązanie, bo przecież umysł i całą przeszłość trzeba zabrać ze sobą. – Zawiesił na chwilę głos. – Pewna osoba… już kiedyś próbowała mi to wytłumaczyć… że wszystkie sprawy należy doprowadzić do końca.
     Pewna osoba. Wiedziałam, o kogo chodzi. Ból po stracie Ester był dla Malfoya tak ogromny, że wypowiedzenie jej imienia mogłoby rozerwać jego serce w strzępy.
     Serce… Byłam pewna, że Ślizgon specjalnie go nie wymienił obok umysłu i wspomnień.
 - Ale ja nie słuchałem, nigdy nie udało mi się tego pojąć. Aż do ostatniej nocy…
     Ukrył na chwilę twarz w dłoniach, po raz pierwszy ukazując jakiekolwiek emocje – w tym wypadku była to zwykła, człowiecza słabość. Współczułam mu, współczułam mu bardziej niż komukolwiek na tym świecie i wiedziałam, że jestem częścią jego bólu.
 - Sprawy, których nie doprowadza się do końca, zawsze wracają – kontynuował. – Prędzej lub później, ale dopadną cię w najmniej oczekiwanym momencie i przypomną o sobie w najbardziej brutalny sposób. Cały rok oszustw samego siebie i iluzji… Życie na marginesie, wycofanie się ze środka burzy dla własnego szczęścia…
     Zamknęłam na moment oczy, czekając, aż powie, że tego żałuje.
 - A mimo wszystko wspaniały, wspaniały rok, w którym poczułem, że żyję – zakończył. – To dzięki tobie, Hermiono. Uwierzyłem, że jest we mnie coś dobrego, że mam prawo do chociażby odrobiny tego szczęścia, o którym tak bardzo marzyłem.
     Dzięki tobie. Nie „przez ciebie”. Dzięki tobie.
 - Dziś myślę, że chciałem być po prostu taki, jak ty. – Uśmiechnął się smutno. – Bo z naszej dwójki to ty bardziej zasługujesz na to, co dobre. Jesteś troskliwa i wrażliwa, a przy tym tak uroczo niewinna, że zacząłem ci tego zazdrościć. Ale wyrządziłem w swoim krótkim życiu tyle zła, że nie potrafiłem nawet zrozumieć, czym jest szczęście. Nie potrafiłem pojąć, że to wszystko, co wydawało się piękne wcale nie jest dobre, bo tkwi w tym krzywda innych ludzi. I to nie jednego człowieka, ale całego łańcuszka mniej lub bardziej winnych ofiar.
     Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, słysząc te słowa. Nazwał niewinną mnie, a przecież to ja spowodowałam wszystkie te nieszczęścia. Ja też krzywdziłam i raniłam, też uciekłam i też nie dopuszczałam do siebie myśli, że nasz egoizm jest katastrofą dla świata.
     Nie mogłam pozwolić, by całą winę wziął na siebie. Nie zasługiwał na to.
 - Nie tylko ty ponosisz za to odpowiedzialność – wtrąciłam cicho. – To ja minionej nocy wymieniłam imię Sam-Wiesz-Kogo, chociaż mówiłeś, że to niesie za sobą straszne konsekwencje. I to ja wpadłam w otępienie, przeze mnie zginęła Ester.
     Skrzywił się, słysząc jej imię, ale nie dał tego po sobie poznać.
 - Nie rozumiesz – stwierdził. – To ja cię w to wciągnąłem. I popełniłem jeszcze jeden błąd: myślałem, że im mniej będziesz wiedzieć, tym lepiej dla ciebie, dla nas. Powiedziałem, że wymawianie imienia Czarnego Pana jest niebezpieczne, ale nie powiedziałem dlaczego. Nałożono na nie tabu, które łamie zaklęcia ochronne. Zaklęcie Fideliusa było za silne, aby je przełamać, ale już wtedy w okolicy zaczęli pojawiać się śmierciożercy, pamiętasz? Ale tamtej nocy zrezygnowaliśmy z Zaklęcia Fideliusa…
     Tragiczny zbieg okoliczności, pomyślałam przelotnie.
 - Nigdy nie wierzyłem w ingerencję Losu ani Przeznaczenia, ale tak właśnie musi brzmieć odpowiedź na najważniejsze pytania. W końcu musiało się stać coś, co przebiło tą szklaną kulkę, którą zbudowałem. Bo przeszłość nigdy nie zapomina o tobie. Ty możesz zapomnieć, a przynajmniej próbować, ale nie ona. I jestem pewien, że gdyby nie ta ostatnia noc, gdyby to nie potoczyło się tak, jak się stało, to zdarzyłoby się zamiast tego coś innego. Może tydzień, może miesiąc później, ale też równie niespodziewanie i tragicznie. Były już znaki… Na przykład moja różdżka. Podczas ucieczki z Hogwartu zgubiłem różdżkę. – Nie przekonywała mnie jego wersja, ale milczałam. – Śmierć Ester była kolejnym koralikiem do łańcuszka krzywd, które wyrządziłem. Jeśli ktoś ponosi za to winę, to tylko ja.
     Pokręciłam przecząco głową, czując, jak w oczach stają mi łzy.
 - Wciągnąłem ją w to szaleństwo… Robiła wszystko, bym czuł się szczęśliwy i bym był bezpieczny. Przepłaciła to życiem. – Uśmiechnął się blado, smutno. – Kiedyś powiedziała mi, że jeśli naprawdę po drugiej stronie jest niebo, na pewno do niego nie trafi. Ale ja myślę, że jeśli nie spotkamy się po śmierci, to tylko dlatego, że to dla mnie nie będzie tam miejsca.
     Poczułam chłód na całym ciele. Nie zgadzałam się z nim w tej kwestii.
     Draco Malfoy nazywał przeznaczeniem to, co dla mnie było zwykłym przypadkiem, tragicznym zbiegiem okoliczności. Do dziś nie wiem, które z nas miało rację. Ale już samo to, że obciążył się całą winą – nawet tą, która należała do mnie – przerażało mnie. Nagle zaczęłam tęsknić za nudnym, monotonnym życiem w Marmurowym Aniele, wiedząc jednocześnie, że to już przeminęło i nigdy, nigdy do nas nie wróci.
 - Nie jesteś złym człowiekiem, Draco – szepnęłam. Czułam, że muszę mu to powiedzieć, choćby miał w to nie uwierzyć, choćby moje słowa uznał za puste i kłamliwe.
 - Zło mnie zrodziło i w nim się wychowałem – odparł. – Robiłem straszne rzeczy i jestem winny, choćby moją winą miał być sam brak odwagi i sprzeciwu. Wszystko, co dobre, dostałem od ciebie, Hermiono. Ale teraz muszę zapłacić za swoją przeszłość.
     Wiedziałam, co zamierzał, ale musiałam to usłyszeć.
 - Co będzie dalej? – zapytałam. Westchnął.
 - Muszę wrócić. Dokończyć to, co powinienem zrobić rok temu. Przez cały ten czas zastanawiałem się, dlaczego sprawa mojego zniknięcia nie umilkła… Przecież po tylu miesiącach ludzie w końcu zapominają, prawda? Ale nie on. Teraz jestem pewien, że Czarny Pan doskonale wiedział, że w końcu to zrozumiem. I czeka na mnie.
 - Przecież on cię zabije. Sam tak powiedziałeś, że cię zabije.
 - Szczerze? Wątpię w to. – Znów ten smutny uśmiech. – To byłoby za proste. On wymyśli coś gorszego. Dopiero później ewentualnie zdecyduje się na to…
     Zamarłam. Nie pamiętam momentu, w którym po policzkach zaczęły cieknąć mi łzy. Stanęliśmy na rozstaju dróg i musieliśmy się na jakiś czas rozstać – wierzyłam, że to właśnie będzie „tylko” jakiś czas – ale świadomość, że mogłam już nigdy więcej nie zobaczyć mężczyzny, którego tak kochałam, ogromnie bolała.
     Malfoy musiał myśleć dokładnie o tym samym, bo nagle podszedł, klęknął przede mną na brudnej, drewnianej podłodze i oparł głowę na moich kolanach. Nie płakał; pomyślałam przelotnie, że zabrakło mu łez już nad grobem Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie. Ale przecież nie od dziś wiadomo, że płakać można i bez nich.
 - Boję się. Boję się, że już nigdy cię nie zobaczę – szepnął.
 - Strach to tylko myśl – odpowiedziałam, powtarzając jego własne słowa sprzed kilku miesięcy. Nie przyznałam się, jak ja sama bardzo się bałam. Tego mogłoby być zbyt wiele.
 - Będziesz na mnie czekać?
     I w tamtym momencie zrozumiałam intencje Ślizgona. Chciał wrócić do Anglii, chciał doprowadzić zaczęte sprawy do końca – musiał to zrobić, ale założył, że ja pozostanę z daleka od całej burzy, być może nawet tutaj, we Francji. Z pewnością bał się o siebie, ale jednocześnie byłam pewna, że o wiele bardziej bał się właśnie o mnie. Bądź co bądź, Hermiona Granger również rok temu zniknęła z magicznego świata. Hermiona Granger jest poszukiwana przez Ministerstwo Magii jako szlama, która nie stawiła się na przesłuchanie. Hermiona Granger wciąż uznawana jest za przyjaciółkę Harry’ego Pottera.
     Świat nie zapomniał, chociaż w moim umyśle tamta Hermiona już dawno umarła.
 - Draco – odezwałam się, nie mając pojęcia, jak zareaguje. – Nie mogę tu zostać. Ja też muszę wrócić. Też mam coś do dokończenia. – Uśmiechnęłam się blado. – Chyba rozumiesz.
     Podniósł głowę i wydawało mi się, że w jego zimnych, szarych oczach przez ułamek sekundy ujrzałam strach większy, niż mogłam się spodziewać, ale zniknął tak szybko, że równie dobrze mogło to być zwykłe złudzenie. Westchnął, spuszczając wzrok.
 - Rozumiem. Nie mam prawa cię zatrzymywać.
     Owszem, nie miał. Decyzja zapadła i już się z nią pogodziłam. Po prostu musiałam zrobić coś, by odkupić wszystkie swoje winy – chociaż, czy można mówić o odkupieniu, jeśli swoich grzechów w ogóle się nie żałuje? Podświadomie czułam, że poczuję się lepiej, gdy wrócę do Anglii i pomogę Zakonowi obalić Czarnego Pana, choćby ta sprawa była z góry skazana na niepowodzenie, choćbym miała przepłacić to śmiercią (ta myśl bardzo bolała). Musiałam wrócić do swoich przyjaciół i błagać ich o wybaczenie, którego od samej siebie nigdy miałam nie dostać. Dopiero później, gdy kurz bitewny opadnie na zawsze, będę mogła bez przeszkód znaleźć się z powrotem w bezpiecznych ramionach Malfoya, w moim małym miejscu na tym okrutnym świecie, i spojrzeć w te szare oczy, które tak bardzo kochałam.
 - Ale tak, będę czekać na ciebie – powiedziałam, zmuszając go, by na mnie spojrzał. – Obiecuję, że będę czekać na ciebie do końca życia, a jeśli jest coś potem, to także po śmierci.
     Wierzyłam, wierzyłam w to tak bardzo, że zdołałam nawet się uśmiechnąć. Tyle przeciwności już wspólnie pokonaliśmy – czym mogła być jeszcze jedna kłoda rzucona pod nogi? Najbardziej z tego wszystkiego bolał czas… czas, który spędzimy osobno. I być może kolejne godziny niepewności i samotności – chociaż tym razem wśród ludzi.
 - Czy jeszcze w nas wierzysz, Draco? – zapytałam cicho.
 - Nigdy nie przestałem wątpić – odparł, a w jego szarych oczach błyszczała szczerość. – I właśnie dlatego robię to wszystko. Dlatego wracam tam i spróbuję się uwolnić.
     Dziś myślę, że wierzyłam w niego bardziej niż on sam.
     Słońce chowało się już za wierzchołkami drzew, kiedy Malfoy wstał zdecydowanie i wyprostował się, nie patrząc na mnie. Może bał się, że jeśli zostanie jeszcze sekundę dłużej, nie będzie w stanie odejść – może, bo nigdy nie zapytałam go o to. Wszystkie jego uczucia były tylko moim domysłem, bo chociaż znałam go dobrze, naprawdę dobrze, to nigdy nie nauczyłam się czytać z niego jak z otwartej księgi. Nie pozwolił na to. Na zawsze pozostał skryty i pozornie niedostępny, bo przecież wszyscy mamy tajemnice…
     Ja również się podniosłam. Po załamaniu i otępieniu, których doznałam w Marmurowym Aniele, nie było już śladu. Wypełniał mnie optymizm większy niż kiedykolwiek wcześniej, wróciła trzeźwość myślenia i klarowność, a wraz z nimi pozytywna wizja przyszłości. To przecież nie było rozstanie… tylko krótka (a przynajmniej taką miałam nadzieję) nieobecność, przeznaczona na dopięcie na ostatni guzik zaległych spraw. To była pokuta, po której wreszcie mogłam uzyskać rozgrzeszenie, wyrównanie rachunków, działania mające na celu uspokojenia sumienia – nazywajcie to jak chcecie. Ja nie potrzebowałam definicji, chciałam stawić czoła przeciwnościom losu, wreszcie coś wyszarpać własnymi rękami, a nie tylko stać i patrzeć, jak ludzie dookoła robią to za mnie i podsuwają mi pod nos.
     Najpiękniejsza w tym wszystkim była świadomość, że mam dla kogo żyć, mam dla kogo walczyć i się starać, oraz że mam do kogo wracać. Że ktoś będzie czekał na mnie i ja będę kogoś oczekiwać. Że pomimo pozornej samotności nigdy nie będę już sama.
     W tamtej chwili nie było miejsca na zastanawianie się, co zrobię, kiedy już pojawię się w Anglii, na obawy, jak zareagują Harry i Ron, kiedy już ich znajdę – oraz w jaki sposób ich znajdę. W pewnym sensie stanowiło to lukę, którą miała wypełnić przyszłość, niczym jakiś formularz podsunięty przez Los. Chociaż w teorii rozstanie z Draconem wydawało się proste – bo przecież tylko chwilowe, tymczasowe – to bardzo trudno było wdrożyć je w życie.
 - Powinienem już odejść, prawda? – zapytał, nie ruszając się z miejsca.
 - Tak, powinieneś – przytaknęłam.
     Z każdą kolejną sekundą świadomość rozłąki bolała bardziej, była coraz bardziej rzeczywista i… przerażająca. Czułam to całą sobą, nie tylko duszą, ale też ciałem. To był jeden z tych dziwnych momentów w życiu, kiedy bicie serca przynosi ból fizyczny.
     Stał i patrzył, a ja miałam ochotę krzyknąć, żeby już poszedł, albo został na zawsze, że jeśli będzie wciąż tak stał, to roztrzaskam się jak porcelanowy dzbanek, że nie dam mu odejść, chociażby z tego powodu niebo miało nam zwalić się na głowy – od skrajności w skrajność, ciągle wśród kontrastów i przeciwieństw, z Draconem nigdy nie byłam w stanie osiągnąć równowagi.
     Kiedy w moich oczach już zaczynały szklić się świeże łzy, Malfoy podszedł do mnie i złożył na moich ustach delikatny, ale namiętny pocałunek. Jakby zaraz miał wyjść tylko do sklepu za rogiem po bułki. Jakby miał pewność, że nie całuje mnie po raz ostatni – i tej myśli się uczepiłam, w to od razu uwierzyłam, chociaż wcale mi tego nie obiecał.
 - Kocham cię – szepnął. – Zawsze będę cię kochał, Hermiono…
     Tak rzadko wypowiadał moje imię, a tak pięknie brzmiało w jego ustach…
 - To brzmi jak pożegnanie – odparłam, nie próbując nawet ukryć strachu, którym napełnił mnie ton jego głosu. – A przecież to nie jest koniec, Draco. To nie może być koniec.
 - Och, nie. To jedynie koniec początku.
     I wtedy zrozumiałam, że ze wszystkich rodzajów pożegnań to właśnie jest najgorsze – kiedy na rozłąkę skazywani są zakochani w sobie ludzie i nikt „z góry” nie dał im pewności, że jeszcze kiedyś się zobaczą. Pozostała wiara, tylko ona ochroniła mnie przed popadnięciem w obłęd – to jej zabrakło mi w tę noc, kiedy zginęła Ester Silverman.
     Patrzyłam, jak odchodzi; wydawało się, że boleśnie powoli, a każdy jego krok rozrywał panującą dookoła ciszę jak błyskawica czarne niebo. Nie odwrócił się i to też mnie uratowało – gdyby to zrobił, moje serce mogłoby pęknąć z donośnym trzaskiem.
     Pochłonęła go ciemność, a ja upadłam na kolana, już walcząc z tęsknotą.
     W kolejnych tygodniach przekonałam się na własnej skórze, że człowiek jest w stanie żyć wspomnieniami – i tylko wspomnieniami.

_________________________
Kolejny rozdział - wyjątkowo - już za tydzień!
Dziękuję czarnoczarnej za kolejny filmik. Efekty jej pracy możecie obejrzeć w zakładce "Dodatki", zapraszam serdecznie :)

26 komentarzy:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=q9ayN39xmsI
    Słuchałam tej piosenki, kiedy to czytałam i pod koniec łzy mi poleciały z oczu. To było takie smutne ;((
    Piękny rozdział. Chyba najpiękniejszy :'(
    Pozdrawiam, Asix

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny rozdział... Nawet nie wiem, co napisać, jest po prostu extra i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejuu.. Zabijasz mnie z każdym rozdziałem, a tym mnie powaliłaś na kolana.
    Tak myślałam, że w końcu chwila błogości minie i będą musieli ruszyć w swoją stronę. No i się popłakałam. Nie potrafię opisać tego co czuje, jakie emocje we mnie wyzwalasz.. Brak mi słów.
    "- Kocham cię – szepnął. – Zawsze będę cię kochał, Hermiono…"- tutaj zaczął się bardzo głośny płacz. Dobrze, że jestem sama w domu :c Czemu mi się wydaje, że to pożegnanie?
    Kurcze, czemu napisałaś taki a nie inny prolog?
    Ja chcę szczęśliwe zakończenie :C

    A tak w ogóle ile jeszcze planujesz rozdziałów?

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :)
      Ta historia z założenia nie zakończy się happy endem, ale mimo wszystko mam nadzieję, że będzie się podobało :)
      Jeśli chodzi o rozdziały, to wszystko wyjdzie w praniu. Po części II będzie jeszcze część III, najkrótsza, ale właściwie najbardziej konkretna. Wbrew pozorom, to jeszcze nie koniec przygód tych dwojga, trochę ich jeszcze czeka :)
      Również serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Normalnie miałam łzy w oczach czytając ten rozdział. Piękny. Jeden z najlepszych. Cały przesiąknięty tymi emocjami, opisy wyszły Ci naprawdę genialnie. I ostatnia scena z Draco i Hermioną. Czy jeszcze kiedyś się spotkają? I czy naprawdę będą nie siebie czekać, skoro Hermiona będzie potem z Ronem?
    Szczerze mówiąc, byłam strasznie wściekła za śmierć Ester. Bo choć wcześniej miałam co do niej mieszane uczucia, potem naprawdę polubiłam Dziewczynę w Czerwonej Pelerynie. Szkoda, że tak krótko żyła.
    Ach, a ile planujesz rozdziałów drugiej części?
    Pozdrawiam serdecznie i gratuluję tak cudownego rozdziału ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, tak dużo pytań, a tak niewiele mogę powiedzieć, żeby nie zdradzać dalszej fabuły... :D Więc ugryzę się w język i nic na ten temat nie powiem więcej :)
      II część będzie liczyć jeszcze kilka rozdziałów, prawdopodobnie nie więcej niż dziesięć, ale tak naprawdę to wszystko wyjdzie "w praniu". Może się trochę rozrośnie, z pewnością część III (ostatnia) będzie już o wiele krótsza.

      Usuń
  5. Miałam łzy w oczy czytając to. I być może nie każde zachowanie bohaterów są racjonalne, ich wypowiedzi nie zawsze pasują do wieku i jeśli ktoś zechce znajdzie masę zastrzeżeń, ja, Damo Kier lubię Twój styl, który wzrusza i daje mi przyjemność czytania. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Damo Kier, co ty ze mną wyczyniasz ?
    Płakałam. Płakałam jak chyba większość.
    Naprawdę, brakuje mi słów, żeby opisać to, co teraz czuję.

    Pozdrawiam,
    Mad.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta historia jest niewątpliwie jedną z najwspanialszych jakie czytałam. Nie raz uroniłam łzę i pewnie ironię kolejne. Ten rozdział jest taki smutny... I chociaż wierzę całym sercem, że Draco i Hermiona będą żyć szczęśliwi razem po tym wszystkim, mam złe, nie przyjemne uczucie, że niestety tak nie będzie :(
    Po przeczytaniu tego rozdziału, zajrzałam do działu BOHATEROWIE, gdzie po opisie postaci moja wiara w szczęśliwe zakończenie naszych zakochanych, uleciała ze mnie. Nie wiem, czy przedstawienie postaci miało ukazać zakończenie tej historii, ale mam te nieodparte wrażenie, że tak...
    Ahhh, za bardzo kocham ENS, by zdać sobie sprawę, że ostatni rozdział oraz epilog złamią moje serce...

    Jak już napisałam, rozdział smutny, lecz wspaniały. Umiesz przepięknie opisać uczucia :)


    OdpowiedzUsuń
  8. uroniłam* przepraszam za tą literówkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. uronię* jeszcze raz przepraszam.
    Ohh, zapomniałam, że prolog też w jakimś stopniu ukazał nam koniec, który, niestety, prawdopodobnie, będzie tragiczny :c
    Ale kocham to opowiadanie. Całym sercem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, od początku zakładałam zakończenie bez happy endu i tego się cały czas trzymam (zresztą w tekście również często pojawiają się wzmianki o tym). Mam nadzieję, że mimo tego pozostaniecie ze mną i nie będziecie (zbyt) rozczarowani finałem.
      Ślicznie dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  10. Podoba mi się historia nie powiem. W pewnych chwilach wydaje mi się, że zapominasz, że mimo wielu przeżyć mają tylko 17 lat.
    Chyba jako jedyna nie płakałam podczas czytania, ale była to miła odmiana po tygodniach grania przeczytać, coś co miało ręce i nogi i bez błędów ortograficznych.
    Gratuluję wyobraźni, pomysłów. Czekam na więcej :>
    P.S.wciąż się łudzę na zakończenie w stylu: Draco wykorzystał Hermionę zostawia ją w ciąży, a przyjaciele pokazują, że mają ją w tym miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Jednak nie rozczaruję się zwykłym Happy Endem :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Te dialogi brzmiały jak pożegnanie. Jakbyś kończyła pisać już to opowiadanie i miała tu nigdy nie wrócić. Jednak mam wrażenie, że masz coś w zanadrzu. To jak będzie?

    Podobało mi się. Napisałaś rozdział naprawdę subtelnie, przemyślałaś chyba każde słowo, które wypowiedzieli bohaterowie. Chociaż, nie ukrywam, czasami miałam wrażenie, że oglądam serial telewizyjny, w którym się żegnają i mają nigdy nie zobaczyć.
    Chyba będzie brakowało w tym opowiadaniu Ester. Była ważna dla Dracona, z drugiej strony nie mogę się z zgodzić z tym, że to on jest winny jej śmierci. Gdyby Ester nie chciała, nie musiałaby mu pomagać. Mogłaby mu po prostu odmówić. Albo pozwolić żeby to zaklęcie uderzyło w Hermionę. Ona miałaby swoje życie z przyjaciółmi Granger, jako decydująca o swoim życiu kobieta. I miałaby Dracona tylko dla siebie. Jednak wątpię, aby Malfoy tak szybko jej wybaczył.
    Dobra, sama się zaplątałam w tym komentarzu.

    Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaak, raczej mam coś w zanadrzu :>

      Usuń
  12. Witaj :)
    Twojego bloga czytam od początku, jednak dopiero teraz postanowiłam się ujawnić :)

    Każdy rozdział piszesz świetnie. Z zapartym tchem czytam każde słowo, które wypłynęło spod Twojego pióra (klawiatury). Po każdym rozdziale mam niedosyt i czekam na kolejną część.
    Tym rozdziałem mnie zaskoczyłaś. Może i nie lubiłam Ester, ale była ważna dla Draco.
    Tak jak moje poprzedniczki również mam wrażenie, że Hermiona i Dracon żegnają się na zawsze. ;c


    Pozdrawiam,
    Clarie

    PS. Zostałaś przez mnie nominowana do Liebster Blog Award. Więcej informacji znajdziesz tu: http://zyciowydylemat.blogspot.com/2013/07/sprawy-organizacyjne-liebster-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  13. W sumie podobał mi się ten rozdział, choć ja nie płakałam przy tej końcowej scenie ;). No ale ja podobno mam serce z kamienia, chyba nigdy nie płakałam przy żadnej książce czy filmie.
    Rozdział na pewno był jednak smutny. Szkoda mi było Ester. Miała nieszczęśliwe życie, a teraz odeszła, zapomniana przez wszystkich w tej odludnej posiadłości. W dodatku przez kaprys, jakim było to przyjęcie, zginęło też wielu niewinnych mugoli. To ze strony bohaterów było dość lekkomyślne.
    Ciekawa jestem, jak to będzie dalej, skoro oboje zrozumieli, że takie ukrywanie na dłuższą metę do niczego nie prowadzi i w końcu się rozstali. Może spotkają się ponownie, a może nie, ale mam wrażenie, że wkrótce będzie coś istotnego. Może się mylę, ale...
    W każdym razie - wrażenia raczej pozytywne. Parę zgrzytów może było, ale ogólnie, to i tak najlepsze dramione, jakie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem tylko tyle: wow.
    Z każdym rozdziałem zadziwiasz mnie bardziej, Damo. Jak Ty to robisz? Coś sobie ustalę, pomyślę, a Ty zawsze mnie czymś zaskakujesz.
    Jesteś mistrzynią. Kłaniam się.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow...
    Damo Kier
    Twojego bloga zaczęłam czytać kilka dni temu i naprawdę nie wiem jak mam go opisać. Jest naprawdę świetny, bardzo mi spodobał. Narracja pierwszoosobowa, Twój blog jest pierwszym, na którym się z nią spotkałam , ale uważam, że z perspektywy Hermiony wszystko wygląda inaczej - ciekawiej. ( Ja nie widzę podobieństwa między Twoim blogiem, a Zmierzchem)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział
    B.
    PS. Ile planujesz rozdziałów?

    OdpowiedzUsuń
  16. Droga Damo Kier!
    Jestem nasycona :]
    Rozdzial niesamowity i straasznie dolujacy.
    Czasami naprawde zastanawiam sie, jak mozesz tworzyc tak smutna historie, jak gdybym czytala wprost autentyczny dramat tej pary, ktory opisuje Hermiona, nie Dama Kier.
    Podziw i wielkie uklony :]
    Z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial i mam ogromna nadzieje, ze nie zakonczysz tej historii zbyt szybko, bo nie pogodzilabym sie z tym...
    Wiec pisz, pisz, standardowo zycze weny i serdecznie pozdrawiam. :]
    Nadal wierna czytelniczka,
    Omega
    PS. Wybacz za koncowki, ale pisze to na francuskiej klawiaturze ktorej nie ogarniam...:]

    OdpowiedzUsuń
  17. dodałaś ten rozdział w dzień moich 18. urodzin! piękny prezent, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  18. Niedawno przeczytałam Twoje opowiadanie. Jest świetne! Szkoda mi Ester, dużo zrobiła dla Draco i Hermiony. Rozdział smutny, ale świetnie napisany. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  19. widzialam ze nic nie moze wiecznie trwać

    OdpowiedzUsuń
  20. "Za miłość też przyjdzie nam zapłacić"
    Niesprawiedliwość może wykończyć ludzi.
    I wykończyła.
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: