22 czerwca 2013

40. Tonąc w namiętności


I N S P I R A C J A :

Ale z naszą miłością nie zrówna się miłość
Tych, co są potężniejsi niż my,
Tych, co są doskonalsi niż my —
I nie sprawią anioły niebiańską swą siłą,
I nie sprawią demony piekielną swą siłą,
Nie ma nic, nie ma nic, co by nas rozłączyło
Mnie i moją Annabel Lee.

~*~

M U S I C :

     Zanim otworzyłam oczy następnego ranka, pozwoliłam sobie na krótką chwilę wrócić myślami do wydarzeń z minionej nocy. Próbowałam odtworzyć w pamięci każdy moment, jakbym tym sposobem mogła przeżyć to jeszcze raz: poczuć wstyd, który mnie ogarnął, kiedy Draco ściągał moje ubranie, rozkosz, którą dawał mi jego dotyk, nawet ten dziwny ból – najprzyjemniejszy rodzaj bólu, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
 - Draco – szepnęłam, drżąc z ekscytacji pod wpływem pocałunków, które czułam na swojej skórze. – Jeszcze nigdy z nikim tego nie robiłam – przyznałam, rumieniąc się.
     Uśmiechnął się, patrząc prosto na mnie. Jego oczy płonęły.
 - Ja też nie – odpowiedział. – Cieszę się, że tutaj jesteś.
     Ustami poznawał moje ciało, dotykiem ściągał ze mnie cały wstyd i strach, którymi byłam przybrana. Pocałunkami wyznawał mi miłość, okazywał szacunek. Nie był nachalny ani porywczy, tylko delikatny i subtelny, delektował się każdym ruchem i mi pozwalał robić to samo. Drżał z rozkoszy, kiedy moje dłonie wędrowały po jego rozpalonej skórze.
     Był ze mną i we mnie, był mój, ale przede wszystkim był dla mnie.
     Kiedy uchyliłam powieki, w oczy uderzyły mnie promienie poranka. Z nieba zniknął już księżyc – jedyny świadek naszej upojnej nocy – a jego miejsce zajęło słońce. Nie miałam pojęcia, która mogła być godzina, ale nie miało to żadnego znaczenia. Leżałam na klatce piersiowej Malfoya, a moja głowa unosiła się delikatnie w rytm jego równomiernego oddechu. Oboje byliśmy nadzy, przykryci brązowym kocem, szczęśliwi i naprawdę spełnieni. W naszych źrenicach znajdowały się jeszcze resztki wczorajszego dnia.
 - Jak się czujesz? – zapytał Ślizgon, przeczesując dłonią moje włosy.
 - Zadajesz dziwne pytania. – Uśmiechnęłam się, a zaraz potem westchnęłam rozkosznie. – Czuję się naprawdę wspaniale. Nie sądziłam, że to może być aż tak przyjemne.
     Należałam do niego, a on należał do mnie, choć to nie kwestia posiadania – żadne z nas nie powiedziało tego głośno, ale oboje doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Wspólnie przekraczaliśmy granice postawione przez własne umysły, odkrywaliśmy miejsca, które wcześniej odwiedzaliśmy tylko w snach lub wyobraźni. Tam posiadłam go wszystkimi zmysłami tysiące razy, teraz mogłam cieleśnie doświadczyć jego bliskości.
     Kochaliśmy się na sofie, pod osłoną nocy, a jedynym blaskiem było światło księżyca i błysk płonących, zimnych oczu Dracona. Być może dla obserwatora z boku mogło to wyglądać nieporadnie, ale dla nas – ogarniętych namiętnością i pożądaniem, jakiego nie czułam nigdy wcześniej – nie istniało nic innego. Był tylko on, i mrok. I księżyc w pełni.
     Rozpadałam się pod jego dotykiem na miliony maleńkich kawałeczków. Serce na przemian biło jak oszalałe, to znów zatrzymywało się w miejscu. Wypełniona po brzegi miłością drżałam z rozkoszy, poddawałam się namiętnościom, wbijałam palce w jego plecy ogarnięta bólem i ekstazą, i gdybym mogła mówić, błagałabym o więcej. Poznawałam dokładnie jego ciało – na początku powoli, ostrożnie, jakbym smakowała nowego drinka, później coraz odważniej i pewniej, unosząc się na skrzydłach uczucia i pożądania. Otworzył przede mną bramy raju na ziemi, bez konieczności umierania. Pękałam i płonęłam, to znów składałam się w całość tylko po to, by znów rozlecieć się na kawałki. Dał mi siebie, czułam, jak serce wali mu w piersi, a mokre dłonie błądzą po moim nagim ciele. Wspólnie odkrywaliśmy najgłębszą tajemnicę fizycznej bliskości, jaka może się zrodzić między kobietą a mężczyzną.
 - A ty? – zapytałam, podnosząc się na łokciach, by go lepiej widzieć. – W porządku?
     Kiwnął głową, ale dziwnie mechanicznie, jakby myślami był setki mil stąd. Ściągnęłam brwi, przyglądając mu się dokładnie. Jego skóra była jak zwykle blada, choć w niektórych miejscach lekko zaczerwieniona – domyślałam się, że to moja sprawka. Oczy wciąż biły mu dziwnym blaskiem, ale wydawały się być zamglone, jakby otoczone woalem. W tamtej chwili po raz pierwszy przestraszyłam się, że nie spełniłam oczekiwań Malfoya.
     Mogło być tysiąc powodów: może speszył go mój początkowy wstyd, niedoświadczenie, nieporadność, może czego innego się spodziewał? A może było coś jeszcze?
 - Byłam w tym aż tak beznadziejna, jak w lataniu na miotle? – odezwałam się cicho, próbując się nieudolnie uśmiechnąć. Przeniósł na mnie spojrzenie, ale ja szybko odwróciłam wzrok.
     Zmienił pozycję tak, że teraz siedział z wyprostowanymi nogami, opierając się plecami o sofę. Gładził palcami moją dłoń, próbując wyrazić słowami to, o czym tak zachłannie rozmyślał. Nie pospieszałam go. Dałabym mu tyle czasu, ile potrzebował, nawet całe wieki.
 - Nie zrozum mnie źle – zaczął, starannie dobierając słowa – miniona noc dla mnie również była wyjątkowa. – Mimowolnie odetchnęłam z ulgą, nie przestając uważnie go słuchać. – Jesteś pierwszą kobietą, którą pokochałem i ostatnią, którą mógłbym przestać kochać.
     Zawiesił na chwilę głos, a ja delektowałam się smakiem tego wyznania.
 - Więc o co chodzi, Draco? – odezwałam się, gdy milczenie zaczęło mi ciążyć.
 - Nie wiem, czy będziesz w stanie to pojąć, ale szczęśliwszy poczułem się wczorajszego ranka, budząc się obok ciebie, niż teraz, kiedy się kochaliśmy. – Patrzył w dal, nieświadomy, że bacznie go obserwuję. – To zupełnie nielogiczne. Minionej nocy byłem zdany tylko na ciebie, jakbyś była jedynym czynnikiem potrzebnym do życia, a mimo to czegoś w tym wszystkim brakowało. I chyba właśnie odkryłem czego.
     Po raz pierwszy tak wiele mówił o tym, co czuje. Nie chciałam mu przerywać, bojąc się, że więcej nie podejmie tematu. Ale Draco uśmiechnął się, po czym spojrzał mi w oczy.
 - Jestem pewny, że na mojej drodze stanie jeszcze wiele kobiet, z którymi będę chciał pójść do łóżka – powiedział bez ogródek. Zesztywniałam, słysząc te słowa. – To leży w męskiej naturze, Granger, i nie ma nic wspólnego ze zdradą. Mogę być wiernym, ale instynktu i myśli czasem nikt nie jest w stanie ujarzmić. – Przerwał na chwilę, świadomie lub nieświadomie trzymając mnie w niepewności, po czym westchnął głęboko. – Ale jest tylko jedna kobieta na całym świecie, z którą pragnę sypiać: kłaść się obok niej wieczorem i budzić się rano. Tylko jedna kobieta, o której pragnę śnić, i z którą naprawdę chcę być. I właśnie dzisiejszego ranka uświadomiłem sobie, że tą kobietą jesteś ty.
     Najpierw z emocji zadrżało serce, dopiero później rzęsy, jakby rozum potrzebował dłuższej chwili na przyjęcie i przyswojenie tych informacji.
     Dla Dracona Malfoya seks był jedynie dodatkiem do miłości, a w większości przypadków po prostu zabawą podyktowaną przez niepokorną, męską naturę. Z początku zaskoczył mnie ten punkt widzenia, ponieważ dla mnie był on zdecydowanie i niezaprzeczalnie świętym misterium towarzyszącym jedynie prawdziwemu uczuciu. Jednak sens jego dalszych słów całkowicie przyćmił tę mroczną tajemnicę. Byłam dla Ślizgona tą kobietą, z którą chciał spędzić resztę swojego życia. Pomimo wszystkiego, pomimo różnic w charakterach i sposobie bycia, kochał mnie i akceptował z całą otoczką wad i słabości.
 - Dlatego tutaj jestem – odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
     W jego szarych tęczówkach ujrzałam dziwną niepewność i zrozumiałam, że dla Malfoya jest to zupełnie nowa sytuacja. Nigdy nie rozmawialiśmy o jego ewentualnych poprzednich związkach – czy miał kogoś, był z kimś na stałe, zaangażował się. Jakoś mi to do niego nie pasowało, ale przecież przez sześć lat znałam zupełnie innego człowieka niż ten, który w tamtej chwili leżał ze mną pod tym samym kocem.
     Gładził ręką moją skórę, zupełnie nieświadomy tego, jak na mnie działa. Opierałam głowę na jego klatce piersiowej, zmęczona i obolała, ale niesamowicie szczęśliwa. Salon Anioła tonął w półmroku: do świtu musiało brakować jeszcze kilku godzin.
     Kochałam go całym sercem i całą duszą. Uwielbiałam głos, którym się do mnie zwracał, nawet jeśli wciąż dało się w nim wyczuć posmak kpiny i złośliwości. Żałowałam, że tak rzadko wymawiał moje imię, bo tak pięknie brzmiało w jego ustach. Uwielbiałam jego spojrzenie – czasem zupełnie puste i obojętne, czasem przypominające otchłań studni – oraz sposób, w jaki patrzył na mnie. Powiedział kiedyś, że na żadną kobietę nie będzie potrafił spojrzeć podobnie. Uwielbiałam jego dotyk. Mentalnie rozsypywałam się pod jego wpływem na drobne kawałki. Nigdy w życiu nie czułam czegoś podobnego.
     Działał na wszystkie moje zmysły, pobudzał każdy nerw, jakby miał dostęp do wnętrza mnie. Uwielbiałam każdy, nawet najmniejszy gest, który kierował w moją stronę. Uwielbiałam jego uśmiech, kochałam smak jego ust i sposób, w jaki mnie całował, uwielbiałam jego zapach i jestem pewna, że rozpoznałabym go wszędzie, nawet na końcu świata.
     Pachniał jak zmierzch mojego życia…
 - Śpij – powiedział, wyrywając mnie z zadumy. – Będę tu, gdy znów otworzysz oczy.
     Nawet gdyby jutra miało nie być, nie przejęłabym się tym.
     Kiedy był obok, mogłam spokojnie umierać.
 - O czym tak zachłannie myślisz? – zapytał cicho, zaciekawiony. Uświadomiłam sobie, że dokładnie mi się przyglądał, ale z jego spojrzenia nie potrafiłam niczego wyczytać.
     Myślałam o tym, jak minionej nocy odsłonił przede mną kurtynę prawdziwej magii, do której żadne z nas nie potrzebowało różdżek ani czarodziejskich zdolności. Jak powoli ściągał ze mnie ubranie, a potem zdzierał ze skóry ogarniający mnie wstyd. Jak stał się mój, cały mój, i pozwolił mi posiąść się wszystkimi zmysłami. Nigdy nie sądziłam, że przekraczanie granic może być takie ekscytujące – ale przecież zakazany owoc smakuje najlepiej.
     Draco Malfoy. Moja rozkosz. Mój grzech i moja ucieczka.
     Już nigdy miałam nie wydostać się z przepaści, w którą runęłam.
 - O tobie – odpowiedziałam, po czym westchnęłam. – Zawsze jesteś taki zdystansowany, tajemniczy, prawie niedostępny. Chciałabym wiedzieć, co siedzi w twojej głowie.
     Na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny uśmiech.
 - I mówisz to tuż po tym, jak udało ci się zaciągnąć mnie do łóżka? – spytał, rozbawiony.
 - To raczej twoja sprawka – odparłam, również nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu, po czym spoważniałam. – Powiedz mi po prostu, co czujesz, Draco. I co czułeś tej nocy.
     Ja sięgnęłam gwiazd. Dosłownie – drzemiące we mnie pożądanie i zwykłe, kobiece pragnienia uniosły mnie do nieba. Cały świat skurczył się do jego osoby, jakby mógł być wypełniony zaledwie jego obecnością. Kto wie, może to też uzasadniało moje istnienie? Może miałam być i żyć na ziemi tylko po to, by tamtej nocy móc znaleźć się w jego objęciach?
 - Nie wystarczy ci jak powiem, że było wspaniale? – Westchnął.
 - Cóż, nie jesteś zbyt wylewny.
 - Po prostu nie lubię mówić o swoich uczuciach – wytłumaczył, bez cienia zażenowania. – I uprzedzam twoje pytania: nie, nie dlatego, że się wstydzę. Uważam, że to niepotrzebne. Wiesz, jak na mnie działasz. Wiesz, co do ciebie czuję. Poza tym, słowa są puste.
     Wywróciłam oczami, a potem zebrałam w sobie całą odwagę, jaką dysponowałam.
 - A ja uważam, że po prostu się boisz – stwierdziłam. Uniósł brwi do góry, a jego spojrzenie przypominało otchłań oceanu. – Tak, Malfoy. Boisz się deklaracji, boisz się, że odbiorę twoje słowa jako obietnice, których być może nie będziesz w stanie spełnić. A ty nie chcesz mi nic obiecywać, powiedziałeś mi to jeszcze w Hogwarcie.
 - Nie sądzisz, że od tego czasu wiele się zmieniło? – przerwał mi.
 - Tak, to prawda – zgodziłam się. – Ale ty wciąż uważasz, że uczucia, które w sobie dusisz, są twoją słabością. A przecież już nie musisz się z nimi kryć, nie musisz ich w sobie tłumić.
     Zamilkłam, przez chwilę zastanawiając się, czy nie posunęłam się za daleko. Ślizgon wyglądał, jakby myślał nad wypowiedzianymi przeze mnie słowami. Po raz kolejny dawałam mu czas – to dziwne, że potrzebował go o wiele więcej i częściej niż ja. Gubiłam się w sprzecznościach, które budowały jego życie. Nie zawsze wiedziałam, które uczucie jest wyuczonym schematem, a które jego prawdziwym obliczem.
     Od zawsze chciałam wiedzieć, kogo Draco Malfoy naprawdę widzi, spoglądając w lustro. A może nawet zwierciadło był w stanie oszukać?
 - Cieszę się, że jesteś pierwszą kobietą, której dałem tak wiele siebie – rzekł, przełamując zarówno własne granice, jak i bariery milczenia. – I pierwszą, od której tak wiele dostałem. – Zawiesił głos, szukając słów, które nie istniały. – Tyle musi ci wystarczyć – zakończył.
     Pierwszą. Pierwszą, ale niekoniecznie ostatnią.
     Odgoniłam od siebie te myśli.
 - Jak wyglądały twoje wcześniejsze związki? Byłeś z kimś? – zapytałam szybko.
 - Och nie, mam dość tego przesłuchania. – Zrzucił z siebie koc i zaczął powoli podnosić się z kanapy. Przestraszyłam się, że go spłoszyłam tymi pytaniami, ale nie wydawał się rozgniewany. Lub znów nie pokazywał mi swoich prawdziwych intencji.
 - Nie złość się – szepnęłam przepraszająco. – Po prostu czasem ogarnia mnie wrażenie, że chociaż tak dużo o tobie wiem, w rzeczywistości mało cię znam.
     Westchnął, podnosząc z podłogi jeansy i wkładając je na siebie.
 - Mamy dużo czasu, Granger – odpowiedział.
     Przez chwilę śledziłam każdy jego ruch, upajając się tym widokiem. Nie, Draco Malfoy w żadnym wypadku nie był doskonały, ale pomimo wszelkich swoich wad – był mój.
     Kiedy i ja odrzuciłam z siebie ciepły, brązowy koc, poczułam się – zarówno dosłownie, jak i metaforycznie – naga. Ogarnął mnie też dziwny, nieuzasadniony wstyd pomieszany z zażenowaniem nad własną słabością, od czego na policzkach zakwitły szkarłatne rumieńce. Dlaczego wraz z nadejściem świtu noc odbierała mi pewność siebie i duże pokłady odwagi? Ciesząc się, że Malfoy tego nie skomentował – choć jestem przekonana, że dostrzegł we mnie zmianę – chwyciłam po pierwszą, lepszą rzecz leżącą na podłodze i szybko założyłam ją na ramiona. Okazało się, że była to biała koszula Ślizgona.
     Pod pretekstem zamówienia w kuchni porcji śniadania, wyszedł z salonu, dając mi czas na odnalezienie kolejnych części garderoby. Pomyślałam, że Draco ma w sobie jednak nieco taktu, choćby jego pokłady wynosiły minimalną ilość. Kiedy wrócił do pomieszczenia, byłam już w miarę ogarnięta – na tyle, na ile byłam w stanie to zrobić po tak intensywnej nocy. Uśmiechnął się przelotnie, kiedy dostrzegł, że mam na sobie jego koszulę. Spuściłam wzrok.
 - Chyba będziemy mieć gościa – oznajmił, kiedy, przechodząc przez salon, spojrzał przelotnie na alejkę prowadzącą do wejścia.
     Moja podświadomość doskonale wiedziała, kto zmierza dróżką Marmurowego Anioła. Możliwości były dwie, ale kobieca intuicja po raz kolejny nie zawiodła. Mimo tego podeszłam do okna, stając obok Dracona, i również przyglądałam się nienagannej sylwetce i eleganckiemu chodowi właścicielki dworku, Ester Silverman.
 - Dlaczego ona nigdy nie ściąga tej peleryny? – zapytałam.
 - Nie bądź zgryźliwa – odparł, wyraźnie rozbawiony moją kąśliwą uwagą.
     Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie dawała mi kolejny powód, by nienawidzić jej jeszcze bardziej. Dlaczego musiała pojawić się w Marmurowym Aniele właśnie tamtego dnia, po tak wspaniałej nocy, którą spędziliśmy z Draconem? Dlaczego nawet – jak się wydawało – na drugim końcu świata nie mogliśmy mieć spokoju, chociaż o miejscu naszego pobytu wiedziały zaledwie dwie osoby – ona oraz Blaise Zabini?
     Wciąż roztaczała wokół siebie dziwną aurę i choć wiedziałam, że nam pomaga, nie potrafiłam wykrzesać z siebie pozytywnych emocji z nią związanych. Pozostał chłód, może nawet usilnie powstrzymywana wrogość. Od początku kojarzyła mi się z nieszczęściem i kłopotami, zawsze przynosiła złe wieści, czerwony kolor stał się symbolem problemów.
     Jednym, szybkim ruchem różdżki Draco uporządkował salon Anioła. Pomieszczenie wyglądało jak zwykle do przesady schludnie i elegancko, martwo. Zrozumiałam, że ten dworek nie ma życia, od lat cichy i pusty, chociaż obecnie przez nas zamieszkiwany. W tamtej chwili po raz pierwszy zapragnęłam dać mu nowy oddech – tylko co zrobić, by w Marmurowym Aniele znów zabiło serce?
 - Zostawię was samych – powiedziałam, mijając Malfoya.
     Złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego.
 - Nie musisz tego robić, Granger – rzekł cicho.
 - Wiem – odparłam, próbując się uśmiechnąć. – Ale ten dzień naprawdę wspaniale się dla mnie zaczął i nie chciałabym, żeby ktokolwiek odebrał mi dobry nastrój.
     Ruszyłam pewnie przed siebie, zostawiając Ślizgona przy oknie. Byłam już przy wyjściu do holu posiadłości, kiedy dotarł mnie jeszcze jego rozbawiony głos.
 - Czy ty aby przypadkiem nie jesteś zazdrosna? – zapytał.
 - Śnij dalej, Malfoy.
     Z Ester Silverman minęłyśmy się przy frontowych drzwiach. Wyglądała – jak zwykle – idealnie, z długimi i lśniącymi włosami rozrzuconymi zmysłowo na tkaninie czerwonej peleryny. Uśmiechnęła się delikatnie, widząc mnie, ale ten grzeczny uśmiech nie objął jej dużych, zielonych oczu, które patrzyły na mnie chłodno i obojętnie.
 - Chyba wpadłam nie w porę – powiedziała, przyglądając mi się. Wciąż miałam na sobie białą, pomiętą koszulę Malfoya. W duchu przybiłam sobie piątkę, że jej nie ściągnęłam.
 - Obawiam się, że żadna pora nie będzie odpowiednia na twoje odwiedziny, Ester.
     Te słowa wydarły się z mojego gardła bez żadnej kontroli i muszę przyznać, że mnie samą zaskoczyły, ale nie żałowałam ich. W odpowiedzi wargi Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie wygięły się drwiąco, jakby mimo wszystko była zadowolona z mojego wrogiego nastawienia. Minęłam ją bez słowa, ani razu nie odwracając się do tyłu by sprawdzić, czy panna Silverman wciąż stoi w drzwiach, czy może weszła już do środka, gdzie czekał na nią Malfoy.
     Położyłam się na trawie w ogrodzie Marmurowego Anioła, chroniąc się przed słońcem w cieniu kwitnącej wiśni, i zamknęłam oczy ze złości i rozgoryczenia.
     Akceptowałam Ester Silverman tylko wtedy, kiedy była daleko stąd – najlepiej w Anglii. Wiedziałam, że powinnam być jej wdzięczna – tak bardzo pomogła Draconowi, mi samej, a także Harry’emu, zastępując mnie podczas szukania horkruksów. Poświęcała naprawdę wiele dla dobra innych osób. A ona sama? Czy coś z tego miała? Zastanowiłam się nad tym. Nie wiedziałam dlaczego, ale ogromnie trudno było mi uwierzyć w jej bezinteresowność. Czy to możliwe, żeby w gruncie rzeczy była lepsza ode mnie – egoistki, która dla własnego szczęścia porzuciła przyjaciół i prawdziwy świat, do którego od zawsze należała?
     Odgoniłam od siebie te myśli, bojąc się odkryć w nich prawdę.
     Czy byłam zazdrosna o relacje, jakie z Ester Silverman ma Draco? Tak, od zawsze. Cicho i po kryjomu rozsypywałam się na maleńkie kawałeczki z zazdrości, kiedy tylko przebywali w jednym pomieszczeniu. Nie potrafiłam zaakceptować ich przyjaźni, drżałam ze złości na samą myśl o ich wspólnej przeszłości i o tym, jak bardzo Dziewczynie w Czerwonej Pelerynie musi zależeć na Malfoyu. Inaczej nie robiłaby tego wszystkiego. Inaczej nie byłoby jej w ogóle w moim życiu, a nas nie byłoby tutaj, w Marmurowym Aniele, bezpiecznych.
     On jej nie kocha, odezwał się cichy głosik w mojej głowie. Powiedział ci to prosto w oczy. Powiedział, że nie mógłby jej pokochać, że byłoby to zbyt uciążliwe. Uwierz mu.
     I jak na komendę, w odpowiedzi, przypomniałam sobie poranne słowa Ślizgona: „Jestem pewny, że na mojej drodze stanie jeszcze wiele kobiet, z którymi będę chciał pójść do łóżka. To leży w męskiej naturze, Granger…”. Czy Draco był jednym z tych mężczyzn, który oddzielał miłość od pożądania? Poczułam dreszcze, gdy tylko przed oczami pojawiła mi się wizja nagiej Ester – wciąż zjawiskowo pięknej i doskonałej – w objęciach Malfoya.
     Westchnęłam, przygnieciona ciężarem własnych myśli.
     Chcąc rozchmurzyć nieco niebo nad własną głową i poprawić swój ponury nastrój, postanowiłam wrócić pamięcią do minionej nocy, która poruszyła nie tylko moje ciało, ale także – a może przede wszystkim – serce i duszę. Błoga chwila nie trwała jednak długo, bo jakiś czas później – kilka minut lub nawet kilka sekund – odgłos kroków wyrwał mnie z zadumy i przywrócił do uciążliwej rzeczywistości.
     Kiedy otworzyłam oczy i ujrzałam na żwirowanej alejce postać Blaise’a Zabiniego pomyślałam, że nieszczęścia faktycznie chodzą parami.

33 komentarze:

  1. super! bardzo mi się podoba twój blog. Ten rozdział jest naprawdę super . z niecierpliwością czekam na następny
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Cię za ten rozdział, za całe opowiadanie, z każdym słowem coraz bardziej i bardziej, Damo <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam, czekałam i się doczekałam! Pięknie opisane uczucia, emocje Hermiony. Tekst napisany kursywą zachwycił mnie i ukazał Twój kunszt. Kwestie Draco, choć niewyczerpujące miały w sobie dużo prawdy i też zasługują na uznanie. Czekam na next:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jak zwykle jest wspaniały i czytałam go nie odrywając oczu od monitora :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ♥
    http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ktoś przede mną napisał, że tekst napisany kursywą ukazał Twój kunszt - zgadzam się w stu procentach. Widziałam wiele opowiadań, w których podobne sceny opisywane były bardzo dosłownie, dosadnie, nieomalże ze wszystkimi szczegółami, a Ty przedstawiłaś ją od strony uczuć i emocji, choć oczywiście namiętności i zmysłowości nie zabrakło. Brawo! :)

    Pozdrawiam,
    [diamond-fair]

    PS Serdecznie zapraszam do czytania mojego nowego opowiadania. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. GENIALNE :D rozdział dosłownie nabuzowany emocjami, i bardzo dobrze :D az się uśmiech Elam gdy przeczytałam końcówkę i myśli Hermiony o tym, ze nieszczęścia rzeczywiście chodzą parami :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. "Oboje byliśmy nadzy, przykryci brązowym kocem, szczęśliwi i naprawdę spełnieni." - wszechwiedzącemu narratorowi pierwszoosobowemu mówimy stanowcze NIE. Ten fragment jeszcze bardziej gryzie, kiedy później Hermiona zaczyna mieć wątpliwości względem tego, czy zaspokoiła Malfoya...

    Cholera, podczas czytania tego fika coraz częściej odnoszę wrażenie, że wyrwałaś Hermionę i Dracona z książek, a później wrzuciłaś ich do świata taniego harlekina, jakiego można zakupić w byle którym kiosku. Ten jako-taki opis zbliżenia jest tak pretensjonalny, że aż trudno było mi go czytać - już mówię dlaczego, żeby nie było, że tak po prostu się czepiam. Po pierwsze, za dużo w nim patosu, górnolotnych porównań i określeń z tej właśnie harlekinowskiej półki, a w dodatku (oczywiście, bo jakże by inaczej) oboje po stosunku byli spełnieni. Z drugiej strony przynajmniej nie poszłaś po najmniejszej linii oporu, opisując to tak, jak zazwyczaj w fikach jest to opisywane. Ale błagam o realizm - to był ich pierwszy raz, na brodę Merlina! Ja wiem, że przedwczesne wytryski, krótkie pierwsze razy (i te sprawy) są zupełnie nieromantyczne i fe (a żeby jeszcze Hermiona została niezaspokojona, jak to zwykle w rzeczywistości bywa, to już chyba w fikach zbrodnia, za którą palą na stosie), no ale naprawdę błagam o litość. Chyba w każdym blogowym fiku Dramione jest tak, że Draco jest albo super doświadczony, albo jest zabójczym kochankiem-prawiczkiem, ale Ty jeszcze z niego poetę zrobiłaś! Te zwroty w stylu "minionej nocy", "nie wiem, czy będziesz w stanie to pojąć", "jakbyś była jedynym czynnikiem potrzebnym do życia" (zapachniało Zmierzchem) sprawiły, że facepalmowałam nad wyniosłym słownictwem SIEDEMNASTOLETNIEGO Malfoya, a z drugiej strony miałam ochotę mu przypie... ekhę, bo: "Mogę być wiernym, ale instynktu i myśli czasem nikt nie jest w stanie ujarzmić." Wiem, co miałaś na myśli, ale to po prostu brzmi tak, jakby Malfoy robił Hermionie łaskę, że och, nie zdradzi jej! Och, może być jej wiernym! Ale równocześnie ostrzega ją, że mężczyźni są bezmózgimi kretynami, którzy nie są w stanie ujarzmić swoich myśli (stanowcze nie dla rozsiewania stereotypu)... więc, logicznie rzecz biorąc i wnioskując z Twoich własnych słów (tzn. jego, noale ty nam je zaserwowałaś), jednak może ją rzucić kiedyś dla lepszej panienki (nawet już powód znalazł, on nie może ujarzmić swojego instynktu... oj, oj, oj!).

    No i jeszcze to ubieranie się w męską koszulę jest chyba swoistym rytuałem przejścia w blogosferze. Rozumiem, że to takie fajne, by móc ubrać się w ciuchy pachnące facetem, ale w połączeniu z tym całokształtem... no nie wiem, ręce mi po prostu opadły. Ale tu już się chyba po prostu czepiam... Chociaż już bardziej by mi się spodobało, gdyby Hermiona umyślnie ubrała się w jego koszulę, jakby sobie pomyślała, "o, wreszcie mam okazję, by to zrobić!" (bo ja na pewno bym tak postąpiła), a nie wciskasz nam kit, że chwyciła pierwszą lepszą (tak się to pisze, nie oddziela się przecinkiem) część garderoby z ziemi i akurat była to koszula Malfoya.

    Pozdrawiam,
    N.W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem prawdziwą mistrzynią w pisaniu tanich harlekinów, lubuję się w górnolotnych porównaniach i na drugie imię mam Patos. I nie mam pojęcia - mówiąc szczerze, broń Boże nie złośliwie - co złego jest w ładnym języku. Gdyby M. używał kolokwializmów czy wulgaryzmów byłoby okej? Byłoby bardziej realistyczne? Bo na to wychodzi, ale ja tego nie kupuję - każda fikcja ma swoje zasady i porządki, a ja chcę zadbać o język wypowiedzi.
      Dziękuję za wypowiedź, również pozdrawiam,

      Usuń
    2. Czuć było sarkazm, ale to zignoruję. W ładnym języku nie ma nic złego, ale kiedy używa się go do granic możliwości i zwykłe określenia zamienia się w kwitnące kolorowe kwiatki, to chyba jest coś nie tak :). Szczególnie już z dialogami. Kolokwializmy i wulgaryzmy zależą od pochodzenia/wychowania postaci, więc to Twoja sprawa. Ale wątpię, czy pasowałyby do Malfoya. Myślę, że dobrze wiesz, co mam na myśli - przecież podkreśliłam, że Malfoy ma siedemnaście lat. Czy ty w wieku siedemnastu lat wyrażałaś się w ten sposób? Czy zamiast wczoraj w nocy albo już nawet wczorajszej nocy mówiłaś minionej nocy? Jeden przykład, bo już nie chce mi się tego wypisywać...

      Usuń
    3. Wydaje mi się (nie chcę się wcinać Damie w zamysł opowiadania, nie siedzę przecież w jej głowie, takie jest tylko moje wrażenie), że taki właśnie jest zamysł tej strony. Nie jest to opowiadanie typowe, tylko właśnie taki górnolotny, wyciągnięty ze sfery marzeń opis związku. Zakazany, niebezpieczny, pełen uniesień, wątpliwości, uczuć. Nie jest realistyczny, to prawda, ale która z nas nie marzyła o idealnym mężczyźnie: silnym, stanowczym i męskim, cyniku i poecie od czasu do czasu?

      Usuń
  8. Ogólnie to mi się podobało ^^. Może momentami ciut przesłodzone, ale rozumiem, że bardzo trudno się pisze takie sceny, i podziwiam, że w ogóle się podjęłaś tematu, który, jakby na to nie patrzeć, jest kontrowersyjny. Przynajmniej dla mnie. Zwłaszcza w opowiadaniu dramione, które trudno napisać tak, żeby były dobre, a nie naciągane.
    Nie jestem może jakąś zwolenniczką tego typu scen, ale skoro już mają romans, to całkiem logiczne, że musieli pójść dalej. Dobrze, że nie na samym początku, a dopiero teraz :).
    Emocje Hermiony całkiem fajnie oddane, choć czy nie za bardzo to wszystko idealizuje? Choć zazdrość o Ester jest przekonująca, bo ona się wydaje taka idealna, a Hermiona, tak zafascynowana Malfoyem, widzi w niej potencjalną rywalkę i woli się zdystansować.
    Ogólnie fajne opisy, dobrze wyszło to przeplatanie wspomnień kursywą z teraźniejszością ^^.


    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny rozdział, cieszę się, że nie było opóźnienia ;) Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział ;)
    hehe nieszczęścia chodzą parami ;p
    ja też jakoś nie mam przekonania do Ester.
    Czekam na kolejny rozdział i życze weny ;]
    ~Anka

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham czytać twoje rozdziały, mają w sobie magię której nie ma wiele opowiadań ;) Rozdział był przecudowny. Przeszły mnie ciarki, świetnie to napisałaś. Przepraszam, chciałam się rozpisać ale niestety nie mam czasu, Wybacz mi Damo Kier :c
    ~Pozdrawiam Wiki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział jak zwykle przypomina "Zmierzch", a teraz wypiszę zdania, które szczególnie umocniły mnie w tej opinii:
    ... A nie, przepraszam. Wróciłam do początku notki, zaczęłam czytać ją jeszcze raz i stwierdziłam, że cały rozdział jest żywcem wyjęty z tej książki.
    Na dodatek wszystko jest sztuczne, dialogi są sztuczne, zachowanie bohaterów jest sztuczne... Reakcje Hermiony i jej zdolność obserwacji i analizy jest na poziomie kłody, a jej inteligencja - na poziomie ziemniaka.

    Wiem, pisałaś, że narracji nie zmienisz, ale może da się coś zrobić z resztą? Bardzo ciężko mi się to czyta...

    Pozdrawiam,
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po raz pierwszy przeklnę na łamach tego bloga: na chuj czytacie, jeśli Wam się nie podoba i jeśli czyta się CIĘŻKO? Naprawdę nie potrafię tego zrozumieć, jakkolwiek bardzo bym chciała. Jest płytko i nudno, będzie płytko i nudno, nie zmienię narracji ani sposobu opisywania, sama prawdopodobnie jestem płytka i nudna, więc nie ma co liczyć na poprawę.
      Może zaraz posypią się komentarze, iż Dama Kier nie potrafi znieść krytyki, aczkolwiek mam to gdzieś, bo po 40 rozdziałach chyba można już zrozumieć, że skoro nie zmieniłam nic, to dalej nic nie zmienię i tak pozostanie na wieki wieków, aż kłoda, którą jest H. spróchnieje.
      Dziękuję, również pozdrawiam.

      Usuń
    2. A ja uważam, że warsztat jest dobry i wygląda na to, że w XXI wieku jest zapotrzebowanie właśnie na taki styl, do którego Dama Kier dokłada pełno emocjonalności. I całym sercem jestem z Tobą, Damo, bo bardzo łatwo jest mówić o sztuczności, ale pomiędzy mówieniem a próbowaniem jest gigantyczna przepaść.
      Jesteś dobra w tym co robisz i również uważam, że zmiana czegoś w 40 rozdziale byłaby nie tylko szaleństwem, ale głupotą. Podoba mi się Twój upór, by sprostać wyzwaniu, jaki sama sobie (być może nieświadomie?) na początku postawiłaś.
      Pozdrawiam,
      czarnoczarna

      Usuń
    3. Nie chcę się kłócić, więc tylko odpowiem i zamilknę.
      Na początku opowiadanie podobało mi się. Czytałam niemal z zapartym tchem, śledziłam rozwój ich relacji itp. Tylko z czasem zaczęło się psuć. Teraz zaglądam tu i czytam przez sentyment. Mogę nie czytać, mogę nie komentować.

      Zamieściłam tu swoje uwagi. Masz wiele pozytywnych komentarzy - bo faktycznie, twój blog wyróżnia się na tle innych blogów o tej tematyce. Ale moim zdaniem, człowiek powinien chcieć się kształcić. Jeśli pojawiają się komentarze negatywne, to można spojrzeć krytycznie na swoją twórczość i zastanowić nad tym czy owym.

      Na obecnym etapie Hermiona i Draco nie przypominają już tych kanonicznych, książkowych. Początkowo tak. Teraz ulegli wypaczeniu. Brak Hermionie jej prawdziwego charakteru i inteligencji. No po prostu - to nie jest ona!
      Nie zmieniłaś nic - ok, może po prostu przestałaś widzieć bohaterów z odpowiedniej perspektywy, zatraciłaś się w nich i w tym pisaniu o ich miłości i problemach, i tak się stało.

      Skoro nie chcesz nic zmieniać, to to faktycznie robi się zabawne - rozumiem to tak, jakbyś nie chciała się rozwijać. Coś jakby "wam na złość nic tu nie zmienię, bo wystarczą mi te pozytywne komentarze, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że piszę idealne opowiadanie". No przepraszam jeśli to złośliwie zabrzmiało, ale to co napisałaś mnie rozbawiło.

      Swojego czasu też próbowałam pisać Dramione. Zapisałam 20 stron w wordzie, cieszyłam się jak dziecko każdym zdaniem, wzruszałam, a potem to zarzuciłam. Zajrzałam po miesiącu i zaczęłam się śmiać. Nadal odczuwałam wzruszenie, potrafiłam wyobrazić sobie sytuacje, które stworzyłam, ale to było nagle takie żałosne... (obecnie piszę inne opowiadanie na motywach HP i dojrzewam do nowego Dramione - więc rzemiosło nie jest mi obce, żeby nie było - rozumiem męki twórcze).

      Jeśli aż tak zabolał cię mój niezbyt pozytywny komentarz i kilkakrotne porównanie do "Zmierzchu", to mogę zamilknąć. Będę siedziała cichutko, śledziła opowiadanie i może za jakiś czas odważę się je strollować - napiszę milutki, pozytywny komentarz, pełen słów zachwytu, serduszek i nie wiadomo czego jeszcze, i wszystko będzie w porządku.
      Tak chyba bardziej by ci odpowiadało?

      Cóż, przepraszam za wszystkie złośliwości, ale nie mogę powstrzymać tych palców na klawiaturze, tak jak ty nie mogłaś powstrzymać ich, przeklinając.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
      A.

      Usuń
    4. Jak najbardziej zgadzam się z A., pomijając tę wzmiankę o dialogach (nie wszystkie mi zgrzytały, tylko wypowiedzi poetyckiego Malfoya) i o czytaniu początków z zapartym tchem. Moim zdaniem Hermiona zbyt szybko przekonała się tam do Malfoya i jeszcze szybciej zrobiła się naiwna, ale nie będę się już tego czepiać.

      I że tak pozwolę sobie wtrącić swoją odpowiedź do Twojego pytania: "po chuj czytacie (...)", Damo - ano czytam, bo mi się nudzi. A jak się komuś nudzi, to czyta nawet Zmierzch :)

      Usuń
    5. N. Weltschmerz krytykujesz to powiadanie, a jestem ciekawa czy ty byś napisała chociaż połowę tak dobrej historii jak ta, nawet nie historii a rozdziału. Bo sądząc po twoich słowach jesteś czystym beztalenciem literackim. Nie wiem co się tak uczepiłaś tego Zmierzch-kiedyś czytałam i polubiłam- Sorry że wtrącam się do kłótni z przed kilku miesięcy, ale po prostu mnie skręca w środku czytając te wasze bzdurne komentarz. Dziewczyna ma talent i go wykorzystuje co jest naprawdę ważne.

      Pierwszy raz piszę tu komentarz bo nie mogłam wytrzymać, a tak wracając do tematu według mnie jest to jeden z najlepszych blogów jakie czytałam, znajduje się w ścisłej trójce

      Usuń
  13. Jesteś niesamowita, Damo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam,
    Czytałam już wcześniej Twojego bloga i bardzo mi się spodobał :) . Myślałam, że już go porzuciłaś, dzisiaj wchodzę i... bum! 2 nowe rozdziały! Cieszę się, że wróciłaś :). Masz wspaniały styl pisania a Twoje Dramione zupełnie odbiega od wszystkich innych.
    Życzę dużo weny i nowych pomysłów.
    Mekira

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie narracja jest ok, nie przeszkadza mi to wcale a powiem więcej przypomina mi to "pamiętnik" tak jakby Hermiona wracała pamięcią do wydarzeń ze szkoły i w Aniele i opowiadała wszystko, z tym że już po przemyśleniach i pokazuje jak te wydarzenia wpłyneły na jej charakter i sposób patrzenia na świat.

    Czytam i będę czytać Annelis :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaczęłam czytać twojego bloga pod koniec tamtych wakacji. Znajduje się na nim kilka moich komentarzy.
    Jestem zachwycona. Wielokrotnie wywoływałaś u mnie i zły, i śmiech, więc nie rozumiem tych, którym nie podoba się narracja, dialogi, fabuła. Mnie jak najbardziej się podoba, faktem jest przecież to, że nadal tu jestem i nie zrezygnowałam z tego bloga.
    Podoba mi się dojrzałe zachowanie bohaterów, miłość, która ich łączy, to, że kreujesz postaci na swój własny sposób i nie kopiujesz ich od Rowling. Takie jest moje zdanie i cieszę się, ze niczego nie zmieniłaś.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nominowałam cię do Liebster Award!
    Więcej informacji na:
    czarodziejskie-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. No chyba naprawdę mają jakiegoś pecha bo Ester i Zabini tego samego dnia nie wróży niczego dobrego. Muszą zwiastować coś złego, tak mi się przynajmniej wydaje ;)
    Draco mnie troszkę zaskoczył swoimi słowami, ale w zasadzie zachował się dość dojrzale jak na moje oko. Rzadko zdarza mu się mówić tak szczerze i tak dużo ;)
    Jestem, czytam, dopinguje!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie przejmuj się negatywnymi komentarzami, Damo. To jest Twój sposób pisania i właśnie za niego Cię uwielbiamy! Rozdział piękny, jak zawsze. Zakończenie bardzo mi się podobało. :)
    Pozdrawiam,
    J.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zostałaś przez nas nominowana do Liebster Awards! Więcej informacji znajdziesz na blogu http://jestcienkalinia.blogspot.com/ Pozdrawiamy! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Droga Damo Kier!
    Nie wiem dlaczego, ale nie nasycił mnie ten rozdział. Przypuszczam, że dlatego, iż za mało było w nich przemyślań Hermiony, a za dużo scen miłosnych, za którymi nie przepadam.
    Całość jest spójna, ciekawa i poniekąd wciągająca.
    Krótko mówiąc: z niecierpliwością czekam na więcej, szczególnie na dalsze "spory" Ester i głównej bohaterki. ;)
    Trzymaj się ciepło i pisz dalej. :))
    Zawsze wierna czytelniczka- Omega

    OdpowiedzUsuń
  22. Witaj.
    Na początek pragnę Ci powiedzieć że Cię uwielbiam, jeśli kiedykolwiek wydasz książkę na pewno ją przeczytam.
    Wychowałam się na Harrym Potterze, to książka która wywarła wpływ na całe moje dzieciństwo, ta ekscytacja towarzysząca wydaniu każdej kolejnej części. Dlatego też raczej negatywnie nastawiona byłam do opowiadań, powstających na bazie HP. Nie chciałam sobie niczym mącić spójnej i w pełni mnie zadowalającej historii Harr'ego i jego przyjaciół. Jednak pod wpływem jakiegoś impulsu postanowiłam parę dni temu, choćby z czystej ciekawości sprawdzić cóż kryją w sobie owe "dramione". Jestem dosyć wymagającym czytelnikiem i muszę przyznać iż kila pierwszych blogów niepomiernie mnie rozczarowało, aż w końcu trafiłam do twoich drzwi.
    Drzwi za którymi ponownie odnalazłam magię, odnalazłam Hogwart! Poczułam się jakbym nieomal czytała kolejną część HP : ) To było cudowne! Czytałam bez wytchnienia do 5 rano aż powieki same zaczęły mi opadać, czytałam nawet jadąc autobusem na tel. bo nie mogłam się doczekać tego co będzie dalej... Pomysł z eliksirem, genialny <3 Tak jak wizyta w zakazanym lesie, pojedynek, pierwszy pocałunek. Wartka akcja, ciekaw dialogi. Hermiona była Hermioną, Malfoy był Malfoy'em, Ron Ronem...
    I naprawdę nie wiem co i w którym momencie się stało ale... Hermiona już nie jest Hermioną, a Malfoy Malfoy'em... to wszystko stało się takie nie "Potterowe" bez magii, Hogwartu, zajęć, Snape'a, zakonu, Harr'ego, Rona, Giny. Została tylko Hermiona która z prawdziwą Hermioną ma wspólne chyba tylko imię, Malfoy i ich uczucie.

    Ja wiem że ludzie pod wpływem miłości się zmieniają, wiem też że na pewno planujesz już kolejne rozdziały i że banda "czepialskich" ze mną na czele jeszcze nie raz pożałuje że się czepiała : ) Ale chce trochę nas usprawiedliwić... pozwoliłaś nam na nowo wkroczyć w mury Hogwartu, poczuć jego magię, same zapewne świetnie pamiętasz jakież było to cudowne uczucie znajdować się w nich czytając książki J.K. Rowling.. a teraz wywozisz nas na jakieś rubieże Francji... to jak zabrać dziecku ulubioną zabawkę : ) Myślę że ludzie czepiają się właśnie dlatego, iż pierwsza część była tak GENIALNA, zarówno w kwestii fabuły jak i kreacji postaci.
    Dlatego też mam nadzieję że jakiekolwiek słowa krytyki Cię nie zniechęcą, bo tylko ty wiesz co będzie dalej, to jest tylko w twojej głowie... my tego nie wiemy, możemy sobie marudzić, narzekać... a ty możesz następnym rozdziałem wgnieść nas w ziemie i zamknąć nam buzie, to ty jesteś tutaj Panią... Damą Kier : )


    Ps. Czasem trzeba zrobić krok w żeby móc ruszyć do przodu. I pamiętaj jesteś świetlną pisarką.

    miss.insomnia(twoja nowa wierna czytelniczka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. krok w tył*

      ta pora zdecydowanie mi nie służy.

      Usuń
  23. Mi za to bardzo podobał się sposób mówienia Malfoy'a :)
    Szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie spotkałam takiego
    faceta który w swoich wypowiedziach nie użył choć raz
    wulgaryzmu... Bardzo lubię jak autorzy dodają do swoich
    opowiadań trochę poetyckich wyrażeń :D Nadaje to
    lekkość opowiadaniu i coś niezwykłego, wręcz magicznego?:D Tak czy inaczej jestem zauroczona twoim
    opowiadaniem;)

    Pozdrawiam:

    Enim

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: