25 stycznia 2013

35. Bez przeszłości



„Prędzej czy później wszyscy musimy rozstać się z przeszłością”.
Dan Brown

~*~

     Wstawał świt. Londyńska uliczka South Street była o tej porze senna i zupełnie pusta. Wiosenna mgła, która otuliła nocą całe miasto, nie ustąpiła jeszcze całkowicie, więc idący obok mnie Draco rozglądał się ciągle na wszystkie strony, patrząc nieufnie na każde mijane drzewo, jakby podejrzewał, że któreś z nich zaraz rzuci się na nas z nożem.
 - Powinniśmy użyć eliksiru wielosokowego – powiedział cicho.
 - Nie chcę robić tego jako obca osoba – odparłam.
     Westchnął, ale już się nie odezwał.
     Patrzyłam ze smutnym uśmiechem na okolicę, w której dorastałam, na świat, do którego nie należałam. Zdziwiłam się, jak wiele pięknych wspomnień wiąże się z tym miejscem, chociaż najwspanialsze chwile przeżyłam przecież dopiero w Hogwarcie. Tam, na końcu ulicy, znajdował się placyk zabaw, na który zawsze zabierał mnie tata. Obok był sklep, gdzie kupowaliśmy oranżadę. Potem siadaliśmy na ławce w pobliskim parku, a on wyciągał z plecaka bajkę i wspólnie zaglądaliśmy do świata fantazji i magii, który tak uwielbiałam.
     Później okazało się, że sama jestem częścią tej czarodziejskiej rzeczywistości. Nigdy nie zapomnę momentu, w którym do drzwi naszego domu zapukał Albus Dumbledore.
 - O czym myślisz? – zapytał niespodziewanie Draco. Uśmiechnęłam się blado.
 - O tym, co zaraz bezpowrotnie stracę – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. – Zastanawiam się, czy nie powinnam tego bardziej żałować. – Byłam pewna, że zadowoliła go ta odpowiedź, choć w żaden sposób jej nie skomentował. Zatrzymałam się. – To tutaj.
     Zwykły, prosty dom z czerwonym dachem, taki sam, jak pozostałe na South Street. Nie wyróżniał się niczym – równo przystrzyżony trawnik, zadbany ogródek, zasłonięte kotary we wszystkich oknach. Uśmiechnęłam się lekko, patrząc w kierunku frontowych drzwi. Chociaż swoje prawdziwe miejsce odnalazłam dopiero w Hogwarcie, nie mogłam powstrzymać się przed myślą, że dziś umrze duża część dawnej Hermiony Granger. Tej, która w tym domu się wychowała, która mieszkała tu przez jedenaście lat.
 - Zostanę na zewnątrz – oznajmił Draco, kiedy dotarliśmy już do wejścia. Kiwnęłam potakująco głową, a on obdarzył mnie w zamian ciepłym spojrzeniem, jakby chciał tym samym powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, chociaż zabrakło mu słów.
     Draco Malfoy bardzo rzadko mówił o swoich uczuciach. Wszelkie emocje zwykle skrywał za maską obojętności, która – jak cień – towarzyszyła mu przez całe życie. Nie lubił wielkich słów i nigdy nie składał obietnic bez pokrycia. Taki już był. Skryty. Tajemniczy. Nieodgadniony. Przez te wszystkie miesiące uczyłam się rozszyfrowywać jego znaczące spojrzenia, choć nie wiem, czy kiedykolwiek mogłam być w stu procentach pewna jego intencji. Wciąż był zagadką. I dzięki temu pokazał mi, że najpiękniej kocha się właśnie po cichu, z daleka od tłumu i wielkich słów, opiewających potęgę i siłę miłości.
 - Dziękuję – szepnęłam, wiedząc, że zrozumiał.
     Przyłożyłam różdżkę do zamka. Zabrzęczał, rozbłysło błękitne światło i drzwi natychmiast uchyliły się, skrzypiąc lekko. Weszłam do środka bez wahania, starając się zwracać jak najmniejszą uwagę na rzeczy, które mogłyby wywołać we mnie sentyment. Najbardziej bolały oprawione i powieszone na ścianach fotografie, przedstawiające nasze liczne podróże. Kiedy pomyślałam, że za kilka minut raz na zawsze z nich zniknę, coś niebezpiecznie zakłuło mnie w okolicach serca. Wiedziałam, że to jedyne rozsądne wyjście, zapewniające im bezpieczeństwo, chociaż zdawałam sobie sprawę, że powody tej decyzji powinny być inne, mniej egoistyczne. Voldemort mógł ścigać moich rodziców, ponieważ przyjaźniłam się z Harrym Potterem. Tymczasem ja chciałam ich chronić, bo uciekłam z Draconem Malfoyem.
     Wszystko było dokładnie takie, jakie zapamiętałam. Rodzice nie lubili zmian, byli przyzwyczajeni do porządku, który sami stworzyli. Te same dywany na podłogach, obrazy w tych samych miejscach na ścianach, wszystko zostało w takim ułożeniu, jakim było, kiedy ostatni raz stąd wyjeżdżałam. Było to w zeszłe wakacje, gdy jeszcze w sierpniu dostałam zaproszenie od Weasleyów do Nory. Nie mogłam wtedy wiedzieć, że następny raz wrócę do domu tylko po to, by raz na zawsze pozbyć się swojej przeszłości.
     Zacisnęłam ręce w pięści i zebrałam w sobie resztki sił. Podjęłam decyzję już dawno temu, teraz wystarczyło konsekwentnie się jej trzymać. Sentymenty i wspomnienia rządzą się swoimi prawami – dopadają w najmniej oczekiwanym momencie, duszą, paraliżują. Nie miałam wątpliwości, że to wszystko jeszcze kiedyś do mnie wróci, być może pod postacią wyrzutów sumienia, a może zwykłych rozliczeń. Tamtego dnia byłam pewna, czego chcę, choć wyrządzało to o wiele więcej krzywd niż powinno. Moja odwaga polegała na naiwnym wyjściu przyszłości naprzeciw. Tak, jakby całe moje życie było już przesądzone, jakby jego losy zależały tylko ode mnie. Zapomniałam, że jestem tylko pionkiem.
     Nawet nie spojrzałam na drzwi prowadzące do mojego pokoju. Minęłam je szybko, jakby w obawie, że mogłabym się zawahać. Nie chciałam tego, bo nie byłam pewna, czy dałabym radę zrobić kolejny krok. Moje serce biło zdecydowanie zbyt mocno, kiedy delikatnie nacisnęłam klamkę do sypialni rodziców. A gdy ich zobaczyłam, miałam wrażenie, że na krótki moment stanęło w miejscu. Po prostu się zatrzymało.
     Spali spokojnie, przytuleni, nieświadomi, że to jedna z ostatnich chwil, w których mają córkę. Tata, jak zwykle, chrapał lekko, a brązowe włosy mamy były rozrzucone po całej poduszce. Niektóre kosmyki zaczynały już siwieć, przez co zamyśliłam się przez moment nad młodością, która nie wiadomo kiedy przemija. Oddychali płynnie, bez obaw o jutro, nie wiedząc, jak wielkie grozi im niebezpieczeństwo ze strony świata, do którego nie należeli. Być może śnili o czymś. Może o mnie. Może już nie mogli doczekać się dnia, w którym powrócę na letnie wakacje. Może nie chcieli dopuścić do siebie myśli, że jestem już dorosła.
     Budzik wskazywał godzinę piątą trzydzieści siedem rano, kiedy skierowałam na nich swoją różdżkę z winorośli. Byli przy mnie, kiedy wybierałam ją na ulicy Pokątnej, w sklepie Olivandera. Przyglądali się, jak brałam do ręki różne różdżki. Uśmiechali się wtedy, byli ze mnie tacy dumni. Nie mogli wiedzieć, że ten sam kawałek patyka, kierowany moimi rękoma, pozbawi ich najcenniejszych wspomnień, odbierze im jedyną, ukochaną córkę.
     Po prostu to zrób, Hermiono. Przecież znasz zaklęcie.
 - Obliviate – szepnęłam.
     Głos mi zadrżał, ale w oczach nie pojawiła się ani jedna łza.
     Podobnie jak kilka tygodni temu, kiedy przyszło mi wymazać ostatnie wspomnienie z pamięci Harry’ego, tak i teraz, gdzieś głęboko w sobie, czułam do siebie niechęć. Oczywiście, powody tego ruchu były inne, mogłyby być uznane nawet za szlachetne, gdybym na pierwszym miejscu nie stawiała własnego spokoju, ale ich dobro. Kto wie, może właśnie dlatego byłam w Gryffindorze? Bo miałam odwagę do egoistycznego postępowania, nawet za tak wielką cenę? Może. Wtedy życie wydawało mi się prostym mechanizmem, w którym podejmowane decyzje dawały gwarancję wieczności.
     I właśnie tamtego dnia Hermiona Granger po raz pierwszy umarła. Wyrzekła się przeszłości, swojego poprzedniego życia i wszystkich wspomnień. Nie miała rodziców, nie miała rodzinnego domu i nie miała dokąd wracać. Została, by żyć tym co tu i teraz, wierząc w lepszą przyszłość, wierząc w słuszność sprawy i uczucie, które zawładnęło jej istnieniem.
     Przez chwilę miałam wrażenie, że wraz z tym posunięciem pozbyłam się jednej z najważniejszych części swojego człowieczeństwa. Umarłam, by w tej samej chwili na nowo się narodzić – jako jeszcze silniejsza, gotowa do walki o własne szczęście, zdecydowana na wyrzeczenia, jakie stawiała przede mną relacja z Draconem. I chociaż wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju przez długie, długie lata, to w tamtym momencie byłam pewna, że zrobiłam najlepiej, jak mogłam. Wierzyłam – bo musiałam wierzyć – że dając nową twarz swoim rodzicom, wypełniam wobec nich nieistniejący dług wdzięczności. Nie myślałam o fakcie, że wraz z tym ruchem straciłam ważną cząstkę własnej tożsamości. Przecież wszystko to wynagradzał mi on, Draco Malfoy, który nadawał całemu mojemu światu sens.
     Kiedy spojrzałam na nich po raz ostatni, niebezpiecznie zadrżały mi rzęsy. Odwróciłam się i ruszyłam czym prędzej do wyjścia, nie patrząc ani razu za plecy. Już nie należałam do tej rzeczywistości, już nie było tu dla mnie miejsca. Zamknęłam za sobą z trzaskiem drzwi wejściowe, a przez myśl przeszło mi, że ten niespodziewany dźwięk z pewnością obudził Monicę i Wendella Wilkinsów, którzy zostali w środku.
     Draco rzucił mi zaskoczone, niepewne spojrzenie, kiedy złapałam go mocno za rękę. Ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć, oboje poczuliśmy charakterystyczne szarpnięcie w okolicach pępka, a w następnym momencie już wirowaliśmy w czasoprzestrzeni.
     W mojej głowie brzmiały tylko dwa słowa: Marmurowy Anioł.

~*~

     Wylądowaliśmy tuż przed murem wyznaczającym granicę posiadłości Silvermanów. Kątem oka dostrzegłam, jak Malfoy odetchnął, gdy znaleźliśmy się już na terenie chronionym zaklęciami ochronnymi. Dla mnie nie miało to żadnego znaczenia – wszystko, co wydarzyło się tego ranka było jeszcze zbyt świeże i trudne, choć zdziwiłam się, jak szybko zdołałam to zaakceptować. Jakby to było dla mnie coś normalnego, oczywistego.
     Usiadłam na brzegu fontanny z marmurowym aniołem i zamknęłam na chwilę oczy.
 - Wszystko w porządku? – zapytał Ślizgon, stając obok mnie.
     Nim na niego spojrzałam, westchnęłam głęboko.
 - Dziwnie się czuję – odparłam zgodnie z prawdą. – Jeszcze wczoraj miałam swoją przeszłość, coś łączyło mnie z życiem, które wiodłam, zanim cię poznałam. Teraz mam wrażenie, że odcięłam ostatnie więzy, które mnie krępowały i teraz czuję się… wolna. – Uśmiechnęłam się ciepło, biorąc głęboki wdech. – Być może tak nie powinno być. Być może powinnam żałować, że pogrzebałam ostatecznie własną tożsamość, że Hermiona Granger już tak naprawdę nie istnieje, bo przecież nigdy się nie narodziła. Ale dopiero teraz czuję całą sobą, jak jestem szczęśliwa, że tutaj jestem. Że jestem tutaj z tobą.
     Słuchał mnie uważnie, w milczeniu. Miałam wrażenie, że w pewnym momencie jego smutne oczy zajaśniały dziwnym blaskiem, którego źródła nie potrafiłam zidentyfikować. A ja – po raz pierwszy, odkąd znalazłam się w Marmurowym Aniele, po raz pierwszy, odkąd wyrzekłam się przyjaciół i rodziny – uwierzyłam, że wszystko będzie dobrze.
 - Powiedziałeś mi kiedyś, że mam w sobie więcej odwagi niż rozumu – odezwałam się chwilę później, przyglądając mu się dokładnie. – Myślisz, że to wciąż aktualne?
     Uśmiechnął się do mnie, pełen podziwu i zaskoczenia.
 - Zapamiętałaś? – zapytał.
 - Cóż, twoje słowa… powiedzmy, że dały mi do myślenia.
 - Improwizowałem – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem, w którym wciąż dało się dostrzec tak dobrze mi znaną drwinę. – Byłaś strasznie podejrzliwa.
     Założyłam ręce na piersi, udając śmiertelną powagę.
 - Jakie jeszcze swoje sztuczki na mnie wypróbowałeś, Malfoy?
 - Lepiej zapytaj, jakie mam jeszcze w zanadrzu.
     Oczy mu jaśniały, kiedy zbliżył się do mnie i, wcale nie pozbywszy się swojego kpiącego uśmieszku, musnął wargami moje usta. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyrwie mi się z piersi i odleci w stronę gwiazd, jak spłoszony ptak. Czułam, całą sobą czułam go obok – a co więcej – byłam pewna, że on czuje to samo. Pośród wiecznych przekomarzań i słów, które być może nigdy nie pozbędą się dawnych urazów, rosła nasza miłość. Nie była doskonała, ale z całym swoim egoizmem i krzywdami, które sprawiła – była piękna.
 - Wie pan, panie Malfoy… – zaczęłam, kiedy chwilę później odsunął się delikatnie. Wciąż patrzył na mnie z wyższością, jakby był pewny, że tę bitwę właśnie wygrał. – Muszę przyznać, że jestem rozczarowana. – Uniósł brwi do góry. – Zapomniał pan o jednej bardzo ważnej rzeczy: ja też mam swoje sposoby i tajne chwyty.
     Nim zdążył zareagować na moje słowa, zagarnęłam prawą ręką garść wody z fontanny i jednym, szybkim ruchem zmoczyłam jego śnieżnobiałą koszulę, po czym zręcznie wymknęłam się z jego uścisku i ruszyłam truchtem w stronę frontowych drzwi. Odwróciłam się, ciekawa jego reakcji: przez chwilę stał w miejscu, zakryty za swoim drwiącym uśmiechem, a później westchnął głęboko i pokręcił lekko głową na boki.
 - Trzeba było tego nie robić – powiedział wyraźnie, tak, abym usłyszała.
     A potem spokojnie zaczął iść w moją stronę.
     Zaśmiałam się głośno, wspinając się na schodki prowadzące do drzwi Marmurowego Anioła. Pokonałam je w dwóch skokach i szybko przekroczyłam próg, kierując się w stronę salonu. Draco zniknął mi z oczu, ale w dworku panowała taka cisza, że na pewno usłyszałabym jego kroki. Uśmiechnęłam się tryumfalnie, postanawiając trochę się z nim podrażnić. Czułam się wspaniale, bo wszelkie troski natychmiast się ulotniły. Żyłam tym, co tu i teraz, jakby nie było wczoraj i nie miało być jutra. Ktoś mógłby powiedzieć, że zachowywaliśmy się jak para dzieciaków, które myślą, że świat należy tylko do nich i będzie im podporządkowany – miałby rację, ale i w tym było coś niezwykłego, kuszącego, niesamowitego. Na rozliczenia miał przyjść czas później, nie warto było o tym myśleć.
     Już miałam przejść z salonu do jadalni, kiedy zobaczyłam przez okno, jak ktoś porusza się na tarasie z posążkiem marmurowego Kupidyna. Zagryzłam dolną wargę, całą sobą powstrzymując się, by nie wybuchnąć śmiechem. Czyżby Draco chciał mnie zaskoczyć, wkradając się do dworku od tyłu, jak jakaś niepoprawna wersja Romea? Wywróciłam teatralnie oczami, postanawiając raz jeszcze go zaskoczyć. Powoli, prawie bezgłośnie, na palcach podeszłam do uchylonych drzwi tarasu, gotowa stanąć z nim twarzą w twarz.
     Na odpowiedni moment czekałam zaledwie chwilę. Kiedy tylko usłyszałam odgłos zbliżających się w moim kierunku kroków, zadowolona z siebie, wciąż z szerokim, dumnym uśmiechem na twarzy, otworzyłam energicznie drzwi i wyskoczyłam na obszerny taras.
     Wpadłam wprost w ramiona Blaise’a Zabiniego.
     Wydawał się być tym równie zaskoczony, co ja. Przez kilka sekund oboje zamarliśmy w jednej pozycji, z twarzami oddalonymi od siebie o zaledwie kilkanaście centymetrów. A w następnej chwili – kiedy już spłynęło na nas zrozumienie – odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Usta Ślizgona natychmiast wykrzywił kpiący uśmiech, ale i ja nie kryłam do niego niechęci – przez moment po prostu tak staliśmy i obrzucaliśmy się wzajemnie piorunującymi spojrzeniami. Nie wiem, które z nas było bardziej zażenowane tym spotkaniem.
 - Blaise. – Aż podskoczyłam, gdy obok mnie pojawił się Draco. Nie widziałam jego twarzy, ale po tonie głosu poznałam, że nie jest zbyt zaskoczony wizytą Ślizgona. Uścisnęli się jak bracia, którzy właśnie przełamywali lody po długiej nieobecności. – Kiedy przybyłeś?
 - Z samego rana – odparł Zabini. – Dom był pusty.
 - Mieliśmy kilka spraw do załatwienia w Anglii.
     Kiedy tylko Malfoy odwrócił się, by wejść do salonu Anioła, usta Blaise’a wykrzywił drwiący uśmiech skierowany w moim kierunku. Nie pozostałam mu dłużna. Zaraz po tym ruszyłam do środka za Draconem, doganiając go i chwytając jego dłoń. Zauważyłam, że pod ścianą, w kącie pomieszczenia, stał szkolny kufer z godłem Salazara Slytherina i przez moment przeklęłam samą siebie, że wcześniej go nie zauważyłam.
 - Mam nadzieję, że nie zostanie tu długo? – zapytałam półgłosem.
     Byłam pewna, że Zabini wciąż znajduje się na tarasie i nie jest w stanie mnie stamtąd usłyszeć. Ale chyba nie doceniłam jego możliwości, bo nim Malfoy zdążył chociażby otworzyć usta, dobiegł nas spokojny, opanowany i nawet lekko rozbawiony głos spod drzwi.
 - Granger, nie wiem, czy znasz historię tej posiadłości, ale jeszcze nikt o brudnej krwi nie postawił nogi w jego progach – powiedział Blaise. – Nie jestem pewny, czy Marmurowy Anioł toleruje obecność szlam, ale na twoim miejscu bym uważał.
     Spojrzałam na niego, mrużąc oczy ze złości.
 - To groźba? – zapytałam, nie ukrywając drwiny w głosie.
 - Skąd. Przyjacielskie ostrzeżenie.
     Rozsiadł się wygodnie w fotelu, wyraźnie zadowolony z siebie. Zajęłam miejsce naprzeciwko, na starej sofie, nie chcąc przeoczyć niczego: żadnego słowa, ruchu, porozumiewawczego gestu. Już prędzej uwierzyłabym w nieistniejącą Wróżkę Zębuszkę niż w „przyjazne”, dobre intencje Blaise’a Zabiniego.
     Ale Malfoy mu ufał. Pytanie brzmiało: dlaczego? Przecież tyle razy występował przeciwko niemu, było tyle sytuacji, które mogły dać powód do odesłania go z kwitkiem!
 - No to opowiadaj, Blaise – rzekł Draco, siadając obok mnie. Ucieszyłam się, kiedy wyciągnął prawą rękę i objął mnie ramieniem. Widząc to, Zabini udał, że zbiera mu się na wymioty. Malfoy westchnął znacząco, obrzucając go pogardliwym spojrzeniem.
 - Nie wiem, czy to odpowiedni moment – burknął Ślizgon.
 - Nie mam już nic do ukrycia – wyjaśnił Draco, wzruszając ramionami. Domyśliłam się, że kłopotem dla Zabiniego była właśnie moja obecność. Posłałam mu kpiący uśmieszek.
     Miałam wrażenie, że całym sobą powstrzymał się, by tego nie skomentować.
 - Cóż, ta noc, w której śmierciożercy dostali się do zamku… dużo się działo – zaczął Blaise, a ja miałam ochotę dać mu w twarz. Mówił o tym, jakby opowiadał najlepszy dowcip na świecie, jakby wtedy nie zginął Albus Dumbledore. – Kiedy wróciłem do Hogwartu, połowy Ślizgonów już tam nie było. Dowiedziałem się, że rodzice natychmiast zabrali ich do swoich domów, na własną rękę. Zamek wyglądał, jakby przeszła przez niego prawdziwa burza. Tymczasowym dyrektorem została McGonagall. Postanowiła, że rok zakończy się wcześniej, że odeśle wszystkich uczniów do Londynu zaraz po pogrzebie Dumbledore’a. – Zrobił krótką pauzę. – Dziś odbyła się ceremonia, ale mnie już na niej zabrakło.
 - Snape się nie pojawił? – zapytał Malfoy, marszcząc brwi.
 - Zapadł się pod ziemię – odparł Zabini, kręcąc głową na boki. – Podobnie jak ty, Draco. Różnych plotek nasłuchałem się w szkole. Tych absurdalnych także, chociaż większość uważa po prostu, że też wróciłeś do domu i siedzisz sobie przy ciepłym kominku, podczas gdy Czarny Pan naprawdę powrócił. Wszyscy widzieli Mroczny Znak nad Wieżą Astronomiczną. Pansy napisała już do ciebie milion listów. – Urwał na chwilę. – Szukali cię na King’s Cross. Poznałem Yaxleya. Pytali, czy kontaktowałeś się ze mną.
     Czy to znaczy, że oni już wiedzą…?
     Sama nie wiem, dlaczego ta informacja tak bardzo mną wstrząsnęła. Przecież Malfoy nie był nic nie znaczącym czarodziejem – pochodził z arystokratycznej rodziny, która od lat związana była z Voldemortem. Miał wrócić do domu, a od pamiętnej nocy w Hogwarcie słuch w magicznym świecie przecież o nim zaginął. Musieli go szukać, na wszelkie sposoby. Musieli wiedzieć, że Ślizgon się sprzeciwił, że nie chciał być już szmacianą marionetką, poruszaną na dodatek przez mało wprawnego lalkarza – swojego ojca.
     Musieli wiedzieć, że Draco Malfoy nie działał sam.
 - Zdziwiłbym się, gdyby jeszcze się nie domyślili – odparł spokojnie Draco.
     Chociaż wszystko układało się w jasną i spójną całość, zapragnęłam nagle usłyszeć z ust Malfoya, że na pewno jesteśmy w Marmurowym Aniele bezpieczni. Jakby same jego słowa miały przynieść mi ulgę, spokój ducha. Nagle zdałam sobie sprawę, że on – Draco Malfoy – uciekając ze mną również wyrzekł się poprzedniego życia, zrezygnował z niego, zaczął od nowa. Z tą różnicą, że nie mógł zerwać z przeszłością. Wciąż nie mógł być wolny.
     Wstał niespodziewanie. Twarz miał nienaturalnie spokojną, a spojrzenie znów martwe i puste – tak właśnie ukrywał swoje zmartwienia i smutki. Stawiał na pozorną obojętność. Włożył ręce do kieszeni i podszedł do okna, gdzie wpatrzył się w odległy horyzont.
 - Niesamowite, jak wiele zamieszania może wprowadzić jedna szlama – odezwał się Blaise, uśmiechając się sztucznie. – Pamiętasz, jak ci mówiłem, Draco, że nie powinieneś prosić o pomoc w uwarzeniu eliksiru Granger? Ale ty nie chciałeś mnie słuchać…
 - Halo, ja wciąż tu jestem – syknęłam.
     Uprzejmie przeniósł na mnie swój wzrok. Wciąż ironicznie się uśmiechał.
 - Wybacz. Prawie nie zauważyłem – prychnął. Wiedziałam, że wcale nie jest mu przykro. – Swoją drogą, musisz strasznie słabo całować, Granger, skoro koszula Dracona jest cała mokra.
     Ach, to poczucie humoru Ślizgonów.
 - Wiesz, Zabini, byłeś o wiele bardziej zabawny pod działaniem Zaklęcia Imperius – powiedziałam mściwie. Ucieszyłam się, kiedy zmrużył lekko oczy ze złości. – Może powinieneś poprosić Dracona, żeby zrobił to jeszcze raz, co?
     Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Żadne z nas nie chciało odpuścić, jakby od tego miało należeć całe nasze istnienie. Te pełne wrogości potyczki słowne z Blaise’em Zabinim dawały mi dużo satysfakcji, nie przeczę, jednocześnie niesamowicie mnie denerwując. On taki już był – od zawsze kontrowersyjny, niejednoznaczny. Nie miałam z nim zbyt wiele do czynienia na przestrzeni lat, zawsze trzymał się raczej z boku. Widocznie w życiu musi być zachowana jakaś równowaga, skoro Los znów postawił go na mojej drodze.
 - A ciebie co tak rozbawiło, Draco? – rzucił nagle Zabini, patrząc na Malfoya.
     Też odwróciłam głowę w jego stronę. Stał przy oknie, z rękami w kieszeniach i wzrokiem utkwionym w jednym punkcie. Zabini miał rację – uśmiechał się szeroko.
 - Ester wróciła – oznajmił po chwili.

_________________________
I z tym rozdziałem zostawiam Was na dwa tygodnie. Przede mną ciężki okres i dużo nauki, więc będziecie musieli wybaczyć mi tę nieobecność. Mam nadzieję, że zapał do tego czasu nie przygaśnie, bo kiedy stoję przed wizją nauki to dziwnym sposobem mam ogrom pomysłów w głowie.
Do zobaczenia 8 lutego :)

40 komentarzy:

  1. ojeju, jaki piękny rozdział :c łzy mi stawały w oczach, a czasem uśmiechałam się do monitora jak głupia :D jak Ty to robisz? jak tak świetnie potrafisz pisac? sama chciałabym tak potrafić :D

    jeej , dlaczego aż 8 lutego? umre do tego czasu xd
    ohh, denerwuje mnie ta Ester! okej, uratowała ich ale niech się już odwali xd nie no, żartuje :p

    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział niesamowity!
    Mam do ciebie ogromny żal, bo na 2 tygodnie nas zostawiasz!!! Jak ja przeżyje... :(
    Jednak rozumiem, że masz dużo nauki. Sama odstawiałam pisanie bloga o Dramione na bok, żeby się pouczyć ;)
    Jesteś niesamowita. Jestem ciekawa co Ester będzie wyprawiać z Hermioną :D
    I jak Hermiona będzie zazdrosna...
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero 8 lutego? :(( Będę bardzo tęsknić za tym opowiadaniem.
    Rozdział był świetny! Szczególnie ten początek, kiedy Hermiona udała się do domu rodziców i wymazała im wspomnienia. Czytając siódmą część, zastanawiałam się, co ona czuła, dokonując tego, a ty naprawdę świetnie oddałaś ten moment, jej wahanie, tęsknotę za utraconą przeszłością i żal, że pozostawi rodziców samych, nie wiedzących nawet, że mieli córkę, choć z drugiej strony, kiedy o niej nie pamiętali, nie musieli martwić się jej zniknięciem. Nie mniej jednak, to musiał być przykry moment i nie dziwię się, że Granger miała taki dylemat, spoglądając na swój dawny dom i pogrążonych we śnie rodziców.
    Dobrze, że był przy niej Malfoy, że wspierał ją po cichu. Och, a Blaise mnie znowu wkurzył. Nie lubię go, to arogancki palant. Nieładnie wyraża się o Hermionie i jest po prostu chamski, ale Draco musiał mieć jakiś cel w zaproszeniu go do Marmurowego Anioła, i pewnie nie chodziło tylko o nowinki ze świata magii. Nawiasem mówiąc, Draco też uciekł tak całkiem? Jego rodzina nie wie, gdzie jest? Myślę, że jeśli tak właśnie jest, na pewno go szukają, w końcu zawiódł, nie wypełnił zadania do końca i nagle gdzieś sobie zniknął. Pewnie miałby kłopoty, gdyby ich odnaleziono. Ciekawe, czy Blaise ich nie wsypie, chcąc odegrać się na "szlamie".
    Jestem bardzo ciekawa spotkania z Ester, która właśnie przybyła, zapowiadałaś, że ona i Hermiona nie będą mieć za dobrych relacji, w końcu obie tak bardzo się różnią, pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów...
    Nie mniej jednak, rozdział wywołał we mnie jak najbardziej pozytywne emocje. Dobrze mi się czytało i zastanawiam się, co dalej ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Cię za ten fragment:
    "Czułam, całą sobą czułam go obok – a co więcej – byłam pewna, że on czuje to samo. Pośród wiecznych przekomarzań i słów, które być może nigdy nie pozbędą się dawnych urazów, rosła nasza miłość. Nie była doskonała, ale z całym swoim egoizmem i krzywdami, które sprawiła – była piękna."
    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak... To piękny tekst ! <3
      podpisuje się pod powyższym i życzę weny !

      Usuń
    2. Zgadzam się! Paulina G.

      Usuń
  5. ja chcę więcej i... AŻ NA DWA TYGODNIE?! ;_; postaram się wytrzymać. Ami

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! To naprawdę niezwykle dziwne uczucie, kiedy własny umysł wykrzykuje ci w głowie: "napisz coś, no napisz coś, rączki ci nie odpadną". A ja potrafię doskonale podporządkować się tym głosom w mojej głowie,więc piszę. Nie znasz mnie, również dlatego, że jak dotąd nie zdecydowałam się na pozostawienie komentarza. Uważałam to za bezsensowne,bo cóż, to strasznie głupie, ale zawsze myślałam,że przecież i tak nic to nie zmieni. Dzisiaj jednak coś mnie natchnęło,a ja postanowiłam nie być obojętna.
    Jestem z tobą od samego początku na tym opowiadaniu, podziwiam twój warsztat (wiem,że nasłuchałaś się tego milion razy,ale dziewczyno,jesteś GENIALNA) i imponuje mi twoja pracowitość i oddanie temu,co robisz. Nie będę się rozwodzić na temat całości opowiadania,a skupię się na tym rozdziale,choć pewnie nie uniknę nawiązań do poprzednich części.
    I uwaga, uwaga, nie zacznę od naszej głównej, gwiazdorskiej pary. Pewnie zostanę zlinczowana,ale moim faworytem tego opowiadania jest Blaise. Doskonale (czasami się zastanawiam, czy osobom komentującym ten tekst nie brakuje pozytywnych przymiotników, mi już brakuje..) wykreowana postać,ale może to dlatego,że ja naprawdę lubię typ bad boy. Pisząc naprawdę,mam na serio na myśli naprawdę(pomijając jak idiotycznie to brzmi. :D) - posiadam mojego prywatnego niegrzecznego chłopca (nic mu nie mówcie,pękłby z dumy). Nie rozumiem,dlaczego wcześniej komentującym tak bardzo przeszkadza jego chamskie (stosownie niegrzeczne) zachowanie,skoro właśnie taki jest Blaise? Przypominam,że on nie zakochał się w Hermionie i nie spędzał z nią tyle czasu, więc Granger pozostaje dla niego nic nieznaczącą,brudną szlamą (bez obrazy H.). A poza tym jest przecież wspaniałym,oddanym przyjacielem i jestem przekonana,że mimo swojej oceny tego toksycznego związku (przyznajmy,to nie jest normalne), będzie trzymał stronę Draco i chcąc, nie chcąc będzie im pomagał.
    Co do Ester. Jakoś tak człowiek kompletnie nie przepadam za tymi chodzącym,długonogimi ideałami? O ile mieszający w życiu przystojniak jest jak najbardziej na miejscu, o tyle bogini w wersji blond jest zazwyczaj nie do przejścia. Aktualnie jednak,muszę przyznać,jest mi taka jakaś obojętna. Za mało jeszcze namieszała,także Damo Kier,wiesz czego żądam. ;]
    Draco i Hermionę pozostawię na razie bez komentarza,ale obiecałam sobie,że zawsze napiszę coś pod każdym następnym rozdziałem,więc na pewno coś o nich wspomnę. :D
    Widzę,że sesja pełną parą. Mi udało się większość zaliczyć poprzez ćwiczenia i zwolnienie z egzaminu (tak,tak,ten geniusz.. :D), więc został mi tylko jeden egzamin z Historii Polski XX w.(KTO,pytam się KTO zastąpił statystykę tym czymś?!),do której siadam za chwilę. Będę wspierać cię duchowo w nauce i zaliczeniach oraz trzymać kciuki.
    Trzymaj się ciepło!
    Maja (nie Maria,Matylda,Marysia,Marianna; moja mama naprawdę dała mi na imię Maja i nie, nie z powodu zafascynowania tym hitowym serialem) <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Smutny ten rozdział. Mogłoby się wydawać, że motyw rzucenia Obliviate przez Hermionę na jej rodziców to mało znaczący fragment, po prostu jeden z wielu. A tymczasem Ty go rozbudowałaś do perfekcji. Ot, po prostu. :)

    Pozdrawiam i z utęsknieniem czekam na NN,
    [stolen-papyrus] & [konFEDORAcja]

    OdpowiedzUsuń
  8. Podpisuję się pod większością komentarzy nade mną. Czy to ludzie zawsze muszą powiedzieć wszystko co mam na myśli? :D Najbardziej mi się u Ciebie podoba to jak zwracasz uwagę na drobiazgi, np ten fragment "Budzik wskazywał godzinę piątą trzydzieści siedem rano, kiedy skierowałam na nich swoją różdżkę z winorośli. Byli przy mnie, kiedy wybierałam ją na ulicy Pokątnej, w sklepie Olivandera. Przyglądali się, jak brałam do ręki różne różdżki. Uśmiechali się wtedy, byli ze mnie tacy dumni. Nie mogli wiedzieć, że ten sam kawałek patyka, kierowany moimi rękoma, pozbawi ich najcenniejszych wspomnień, odbierze im jedyną, ukochaną córkę." och, w ogóle całość z tym usuwaniem pamięci mi się podobał. Czasem jak czytam to mam wrażenie jakby to była ta oryginalna, jedyna wersja i wcale nie czuję, że to tylko ff. ^^
    Słuszna uwaga Mai, Blaise nie lubił nigdy Hermiony, więc raczej dziwne by było jakby się teraz obsypywali komplementami.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiedz Damo Kier, że przeczytałam ten rozdział i starałam się wyrazić swoje zdanie na jego temat już dwukrotnie za pomocą długiego komentarza. Niestety, dwukrotnie zostały one (nie wiem jak!;/) usunięte i nie pojawiały się gdy wciskałam "opublikuj", dlatego napisze go później po raz trzeci, chyba najpierw w wordzie. Niech tylko minie mi też szlag, który mnie trafia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu się zebrałam i po raz kolejny napiszę komentarz. Mam nadzieje, że tym razem blogspot nie wywinie mi numeru :D

      Smutny ten rozdział. Bardzo. Pozbawiać się dobrowolnie własnej przeszłości i dotychczasowego życia to musi być naprawdę przerażające i dobijające uczucie. Z własnej woli utracić coś, co było dla nas wszystkim, co składało się na całość naszego istnienia. Odbije się to na Hermionie, prędzej czy później. Każdego dnia będzie czuła w sobie palącą pustkę i poczucie swego rodzaju żalu i winy.
      Dobrze, że jest tam Draco. Draco, który mimo wyrachowania, sarkazmu i tajemniczości potrafi przy niej być, pomóc, pocieszyć. To ważne, szczególnie, że wraz z wojną to dopiero początek wszelkich problemów. Na pewno będzie ich więcej, czuje to po kościach... :)
      Miła była ta scena przy fontannie, taka chwila beztroski, aczkolwiek z trudem przyszło mi wyobrażenie sobie Dracona rześko i radośnie biegnącego przez ogród :P
      I w przeciwieństwie do niektórych, nie lubię Zabiniego. Jest parszywy i cyniczny, okropny. Przypuszczam, że lekko niedowartościowany i zazdrosny o relacje na linii Granger - Malfoy. Myślę też, ze czuje się pokrzywdzony faktem iż teraz spadł dla Dracona na drugi plan. Będzie się mścić. Nie widzę w jego przyjeździe niczego dobrego - z pewnością będzie mącił.

      I nie zapominajmy o Ester - ona także nam pewnie dostarczy sporej porcji wrażeń, hmm?

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  10. To będą bardzo smutne dwa tygodnie... :( Rozdział, jak już mówili inni, jest piękny. Genialnie opisujesz uczucia Hermiony, jej rozterki i wybory, których musi dokonać. Wygląda na to, że w przyszłym rozdziale poznamy Ester. Co prawda wiemy już o niej dużo, ale jak będzie się zachowywała względem Hermiony? Jakie będą ich relacje?

    Ucz się, ucz, my na Ciebie poczekamy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dwa tygodnie .. ?! Boże jak ja wytrzymam bez Ciebie ?
    Ale rozumiem Cię, ja sama mam teraz tydzień tak zawalony nauką że nie wiem czy w nocy spać będę czy się uczyć 24h.
    A co do notki jak zwykle wspaniała. Wszystko co chciałam o niej powiedzieć już zostało napisane w poprzednich komentarzach.
    Całe to opowiadanie jest piękne. Cudownie opisujesz uczucia i rozterki Hermiony. Nie moge sie doczekać następnej notki i spotkania Hermiony z Ester. Będziemy czekać na Ciebie z niecierpliwością.
    Pozdrowienia Taka~Jedna.

    OdpowiedzUsuń
  12. O proszę tajemnicza Ester we własnej osobie! Nie mogę się jej doczekać!
    A i chyba lubię Zabiniego. :) Nie jest taki zły.

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem tak: Damo Kier, wymiatasz!!! ^^

    Ester przyszła i nagle Draco szczęśliwy... Ciekawa jestem co to bd się działo w 36 rozdziale... :P

    pozdrawiam, Sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku uwielbiam Twój styl pisania ! Świetny rozdział, zresztą jak wszystkie inne! Szkoda, że na następny trzeba tylke czekać, bo już mnie zżera ciekawość, no ale cóż, poćwicze cierpliwość. Powodzenia w dalszym pisaniu!

    Pozdrawiam, DreamyDevil :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział jak najbardziej na 6 z plusem. :) Jeżeli mogłabym prosić to informuj mnie o nowych notkach na gadu-gadu: 37699982. W jedną noc przeczytałam wszystkie Twoje rozdziały. <3 Pozdrawiam, Paulina G.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wspaniały rozdział, jak każdy inny. Fajnie, że wcisnęłaś Zabiniego, bo dzięki niemu nie będzie tak słodko między Draco, a Hermioną:D A no i Ester, jestem nią strasznie zaciekawiona i nie wiem czemu, kiedy myślę o Ester od razu mam w głowie obraz Jane Volturi:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Znalazłam Twojego bloga jakiś czas temu i od razu się w nim zakochałam. <3 Strasznie się wzruszyłam, czytając moment, w którym Hermiona wymazała pamięć swoim rodzicom. Zaczynam już odliczać dni do kolejnego rozdziału ;3

    OdpowiedzUsuń
  18. NO NARESZCIE! Nawet nie wiesz, jak bardzo czekałam na to, aż Ester się pojawi! Coś mi się wydaje, że konfrontacja Hermiony z nią będzie bardzo ciekawa. Kurcze, aż już nie mogę się tego doczekać. No ale 8 lutego zaczynam ferie, więc będę miała dużo czasu na komentowanie i czytanie. Czy wspominałam, że chociaż jeszcze dokładnie jej nie poznałam jako bohaterki, to już lubię Ester? Chyba po raz pierwszy tak mam (no, nie licząc mojego bohatera, który pojawił się tylko raz, a ja już go lubię xD) Mniejsza o to, kogo lubię, a kogo nie, chyba czas zacząć komentować rozdział, bo znów rozpiszę się nie na temat. Tak już mam, niestety.
    Co do rozdziału, to bardzo mi się podoba, ale mam takie niejasne wrażenie (pewna prawie jestem!) że jest krótszy od całej reszty. Tak jakoś na wyczucie to zauważyłam. Nie powiem, tekst bardzo szybko uciekł mi sprzed oczu ;C. Dobra, idźmy dalej. We wszystkich opowiadaniach (no, prawie) lubię Zabiniego. Jest zabawny, miły no i wgl. a u Ciebie taki wredny! Ja wiem, Ślizgon, czysta krew i tego typu sprawy, ale no bez przesady! Myślałam, że chociaż trochę zrozumie, a tu masz ci los! Totalny głąb bez uczuć i tyle. Naprawdę, ja to bym z takim typem chyba nie wytrzymała, zapewne zabiłabym go we śnie (o ile byłabym do tego zdolna). Cóż poza tym? Wymazanie wspomnień, tak. Z jednej strony rozumiem - dla bezpieczeństwa. Z drugiej jednak nie. To w końcu jej rodzice. Prawda jest taka, że nawet po przeczytaniu książki i obejrzeniu filmu nie wiedziałam, jak mogło do tego dojść. Jak ona mogła to zrobić, ale potem stwierdziłam, że miało mi to uświadomić, że dla ochrony najbliższych jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Nawet wymazać im wspomnienia. Byleby byli bezpieczni.
    To chyba na tyle. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo wytrwałości w nauce! ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam, po prostu uwielbiam Twoje opowiadanie. Sama juz dawno przestalam prowadzic blogi, szczegolnie po zmianach na Onecie. Nadal jednak chetnie czytam co nieco. Przeszlam juz wszystkie Twoje notki i nawet nie wiesz, jak uradowala mnie ta. Fantastyczne opowiadanie! Caly obraz tego, jak sie poznali, charakter Draco, przezycia Granger. Piekne i konsekwentne. Zastanawiam sie co bedzie w kolejnej notce i czekam na nia niecierpliwie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Hey, mam trochę takie nietypowe pytanie. Otóż jakiś czas temu natknęłam się na pewne dramione i chciałabym to znaleźć i przeczytać ale nie wiem nawet jak się ten blog nazywał :(. Wtedy rzuciłam tylko na to opowiadanie okiem, zbytnio się w nie nie wczytywałam, ale było tam o tym, że był czyjś ślub i Draco był drużbą a Hermiona druhną. No i po ceremonii Hermiona poszła się przejść do lasu a Draco poszedł z nią i ona była przez to na niego zła. I się kłócili. Aha, i Draco jeszcze nawreszczał za coś na skrzata domowego. Tylko tyle pamiętam. Jesli ktoś z was zna tego bloga, bardzo proszę o linka. :))

    OdpowiedzUsuń
  21. Aaaa i jest nowy nowy ;) wlasnie przeczytalam i przyznaje sie bez bicia poplakalam sie i jednoczesnie smialam. Najlepsze momenty hermiona zmieniajaca pamiec rodzicom i jej droczenie sie z Zambinim. I love it ;) caly rozdzal jest wspanialy ale te momenty normalnie odlecialam dobrze ze do 8 lutego nie daleko czekam z utesknieniem Blackangell

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytam twoje opowiadanie od jakiegoś czasu. Kiedy znalazłam tego bloga, przeczytałam całą pierwszą część za jednym razem :) Bardzo mi się tu spodobało. Długo myślałam nad własną historią i w końcu się odważyłam.Czekam na nowy rozdział z niecierpliwością ;) Zapraszam na www.bezdefinicji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Zostałaś nominowana do Liebster Award na:
    http://corka-zla.blogspot.com/2013/02/liebster-award.html
    Serdecznie pozdrawiam,
    Cruciatrus.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dodałam twojego bloga do polecanych na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. rozdział świetny, zdenerwowałam się powrotem Ester, nie przepadam za nią.... nie wiem co o niej myślec

    OdpowiedzUsuń
  26. przepraszam, że dopiero teraz zaglądam i dodaje komentarz, ale nie było czasu wolnego i pełno nauki ;pp zresztą tak jak u cb ;))
    przechodząc do twojej notki, to pewnie nikogo nie zdziwi, że napisałaś ją cudownie, wspaniale i wprost epicko ♥
    jest genialnie i nie powiem, bo przy tym jak Hermiona usuwła pamięć swoim rodzicą łezka mi poleciała ;(( strasznie smutne...
    te wygłupy Miony z Draconem i jej kłotnia z Diabłem ;pp
    ciekawa jestem czy się zaakceptują i czy Hermiona polubi się z Ester ? hid.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Ósmego lutego? Przecież to już w piątek! Wiem, wiem, jestem bardzo zła, że dodaję komentarz i czytam rozdział dopiero dzisiaj... przepraszam, ale na początku ferii (które kończą mi się w niedzielę, buu) byłam na obozie, a wcześniej jakoś nie miałam okazji zajrzeć tu. W każdym razie rozdział bardzo mi się podobał. Chyba jest moim ulubionym. Taka perełka. Ten początek, mrrr. Doskonale oddałaś emocje Hermiony. Niezwykle przyjemnie czytało mi się tą część, dlatego już nie mogę doczekać się piątku :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja czytam już od dawna i nawet nie wyobrażasz sobie, jak długo zbierałam się, żeby skomentować... To jest dla mnie idealne opowiadanie o miłości Draco i Hermiony, jest w nim tyle uczucia i tyle autentyczności! Uwielbiam wątek Estery, ach, każdy związek potrzebuje odrobiny zazdrości :) Ale nie rozumiem - dlaczego Hermiona ufa Zabiniemu? Po tym, co robił wcześniej, trzymałabym go od siebie na co najmniej parę mil.
    Uwielbiam to, jak wplatasz w opowiadanie fragmenty Pottera, wcześniej to, jak wykręciłaś miłość Ron-Hermiona w coś zupełnie innego, a teraz to wymazywanie pamięci... Jestem genialna!
    Byłabym wdzięczna, gdybyś informowała mnie o notkach, chociaż zaglądam przynajmniej raz w tygodniu, żeby sprawdzić i tak :)
    Muszę przyznać, że jesteś moją główną inspiracją do pisania i gdyby nie to opowiadanie, pewnie nigdy nie odważyłabym się czegokolwiek opublikować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być *jesteś, nie jestem, oczywiście.

      Usuń
  29. AH te żarciki Blaise'a.. :D
    Rozdział w sumie wprowadził u mnie taakie różne uczucia, że sama nie wiem co myślę. Początek, z wymazywaniem pamięci i "śmiercią" starej Hermiony- strasznie dołujący, jakiś taki nostalgiczny. A za chwilę sielanka z Draconem w Marmurowym Aniele. Mam tylko nadzieję, że to wszystko było co związane z Draconem, było warte porzucenia swojego dotychczasowego życia i że nasza Granger nie będzie tego żałować.
    Powodzenia i czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam, chciałam zapytać, czy opowiadanie ma coś wspólnego z "Cieniem wiatru" Zafona? Weszłam tu z czystej ciekawości, tylko przez tytuł tej strony: "Są więzienia gorsze od słów".

    Nigdy nie zapomnę tego zdania. "Są więzienia gorsze od słów, Danielu". Nuria Monfort była chyba najsmutniejszą i najbardziej przegraną ze wszystkich postaci. To najpiękniejsza książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Dlatego pytam.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cień wiatru" to zdecydowanie moja ulubiona książka. To opowiadanie nie ma z tym niestety nic wspólnego, ale muszę przyznać, że cytaty prowadzą mnie i zachęcają do pisania tej historii :)

      Usuń
  31. No dobra. Jest 08 lutego, a rozdziału nie ma! Pośpiesz się, bo to opowiadanie wciąga xd

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetny blog.Zapraszam do mnie:http://zaplatanawopowiesciach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Bando frajerów bierzcie się do nauki

    OdpowiedzUsuń
  34. dziękuję kolejny i kolejny raz ♥

    OdpowiedzUsuń
  35. Śmieję się jak głupi do sera, ale co tam.
    Ważne, że rozdział mnie zadowolił.
    I rzeczywiście, czyli tak jak przypuszczałam, postać Ester Silverman, podobnie jak u Hermiony, wywołuje u mnie sprzeczne uczucia :D.
    Nie trawię tej dziewczyny i chyba nawet nie chcę :D.
    Blaise.. Troszkę spokojniej. <3 :D
    Phy! Nie dokończą zabawy?
    No wiecie, co?!
    Dalej się śmieję i w żaden sposób nie umiem tego zatuszować.
    Nieparzysta :)

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: