18 stycznia 2013

34. Ester Silverman


„Kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością”.
George Orwell

~*~

     Usiedliśmy w salonie Anioła. Byłam pewna, że Draco doskonale wie, jak bardzo chcę dowiedzieć się czegokolwiek o Ester i usłyszeć historię jej rodziny. Specjalnie przeciągał tę chwilę, robiąc tysiąc innych rzeczy – zapalił światło, poprawił zasłony, kilkoma ruchami różdżki usunął z kanapy, mebli i podłogi kurz. Czekałam spokojnie, bez słowa, próbując wykrzesać z siebie resztki cierpliwości. Wiedziałam, że się ze mną drażni.
 - Przekopiesz jeszcze ogródek, czy zaczniesz w końcu mówić? – odezwałam się po kilku długich minutach, patrząc na niego z lekkim poirytowaniem.
     Spojrzał na mnie z satysfakcją, którą zrozumiałam jako: „Wygrałem”.
 - Od dawien dawna w magicznym świecie istnieje podział, który obecnie ministerstwo stara się nieudolnie zniwelować – zaczął wreszcie Malfoy, przechadzając się po jasnym saloniku. – I właściwie można powiedzieć, że wszystko zaczęło się właśnie od tego, początek ma dwa słowa: czysta krew. W dawnych czasach była ceniona o wiele bardziej niż dziś; te rodziny znały się doskonale, były mniej lub bardziej ze sobą zżyte. Priorytetem było kontynuowanie tradycji i wybieranie partnerów, w których żyłach nie było ani kropli krwi niemagicznej, gorszej.
     Miał rację. Przypomniałam sobie chociażby rodzinę Syriusza, szlachetny i starożytny ród Blacków, ich dom tonący w blasku Slytherina i uwielbienie Lorda Voldemorta.
 - Na pewno wiesz, że wszystkie rodziny czarodziejów czystej krwi są ze sobą spokrewnione, prawda? – kontynuował Ślizgon. – Znane, choć nie koniecznie cieszące się dobrą sławą nazwiska, które na pewno słyszałaś. Yaxley. Flint. Black. Crabbe. Prewett. Rosier. Crouch. Longbottom. Lestrange. Potter. Greengrass. Nawet Weasley.
     Na sam dźwięk nazwiska przyjaciół przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
 - Silvermanowie pojawili się w Anglii dawno, bardzo dawno temu – ciągnął. – Tak się składa, że mieszkali w sąsiedztwie Malfoyów, nic więc dziwnego, że nasze rodziny znały się doskonale od zawsze. Marmurowy Anioł, w którym właśnie jesteśmy, był jedynie ich letnią rezydencją: zawsze jeździli tu na wakacje, żeby odpocząć od szumu ulic Londynu i znaleźć trochę spokoju w Pirenejach. Podobno czasem urządzali tu huczne bale dla zaprzyjaźnionych rodzin czarodziejów, na których wznosili toast za czystą krew i omawiali propozycje posunięć, które, według nich, powinno podjąć Ministerstwo Magii w celu usunięcia z magicznego świata mugoli i mugolaków.
     Kiwnęłam głową, spuszczając wzrok na podłogę. Takie były tamte czasy, mogłam się o tym nie raz przekonać. Poznawałam przecież podobne historie jeszcze w Hogwarcie.
 - I tak się złożyło, że jeden z czarodziejów, Peter Silverman, ten sam, który na podobnych balach proponował wprowadzenie ustawy o bezkarnych polowaniach na mugoli, zakochał się… w szlamie. – Nie wiedzieć dlaczego, Draco uśmiechnął się tajemniczo. – Chodziło nie tylko o sam fakt zdrady tak dumnego i cieszącego się powszechnym szacunkiem rodu, ale od tamtego momentu nazwisko „Silverman” nosiła osoba o brudnej krwi. Podobno wywołało to prawdziwy skandal i było hańbą dla tej rodziny. Silvermanowie stracili uznanie w oczach innych rodów, więc spakowali walizki i wyprowadzili się na stałe do Francji, gdzie nie musieli już patrzyć w oczy kpiących z nich czarodziejów.
     Czysta krew. Mogłam się domyślić, że wszystko sprowadza się do tego.
 - Mój pradziadek zajmował się sprzedażą ich poprzedniej posiadłości w Anglii – odezwał się chwilę później Malfoy. – Nic więc dziwnego, że nasze rodziny nie straciły ze sobą kontaktu, a nawet jeszcze bardziej się zżyły. Z biegiem czasu zapomniano o Silvermanach i o skandalu, który wstrząsnął magicznym światem, a podobne „zdrady” rodów stały się codziennością. Czarodzieje coraz mniej uwagi przykładali do statusu. – Wzruszył niedbale ramionami. – Podobno kiedyś mieli wrócić do kraju, ale uznali, że we Francji jest im lepiej.
 - Co stało się z Peterem Silvermanem? – przerwałam mu.
     Nie wiem dlaczego jego historia tak mnie zainteresowała. Być może czułam, że i ten, który przede mną stoi jest w podobnej sytuacji? Ale Draco Malfoy nie odpowiedział od razu. Dopiero po chwili odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie znacząco.
 - Nie domyślasz się? – zapytał, a mnie ciarki przeszły po plecach. – To były zupełnie inne czasy. Dziś za coś podobnego groziłoby co najwyżej wydziedziczenie z rodzinnego gobelinu, kiedyś oznaczało to największą hańbę. Silverman i jego ukochana zostali zamordowani.
     Spodziewałam się takiej odpowiedzi, ale i tak mną wstrząsnęła.
     Gestem poprosiłam go, by kontynuował dalej.
 - Tak jak powiedziałem, nasze rodziny nie przestały utrzymywać ze sobą kontaktów – rzekł, lekko rozdrażniony tym, że wpadłam mu w słowo. – Można więc uznać, że moja znajomość z Ester jest kontynuowaniem rodzinnej tradycji. Szczególnie lubiły się nasze matki, dzięki czemu widywaliśmy się co roku, w każde wakacje: albo tu, w Marmurowym Aniele, albo w Anglii. Ester urodziła się w końcu 1979 roku, więc właściwie jesteśmy rówieśnikami.
     Zawiesił na chwilę głos i przysiadł na brzegu fotela, zaplatając ręce na piersi.
 - Jako dzieci nie darzyliśmy się sympatią – powiedział, a kąciki warg lekko mu zadrgały. – Oboje nie mieliśmy rodzeństwa, oboje od początku obracaliśmy się w towarzystwie dorosłych, więc nie potrafiliśmy się dogadać i przebywanie w swoim towarzystwie było przymusem, nie przyjemnością. Ciągle świergotała po francusku, nawet w Anglii, czym doprowadzała mnie do szaleństwa. Kiedyś na podwórku wyrecytowałem niezbyt cenzuralną wiązankę pod jej adresem. Nieźle się zdziwiłem, gdy odpowiedziała mi płynnie po angielsku, z nienagannym akcentem i idealną wymową. Do dziś mi to wypomina.
     Zagryzłam mocno zęby, nie dając po sobie poznać, że jestem zazdrosna o jego relacje z Ester. Słuchanie o tym byłoby wspaniałe, gdyby bohaterem tych historii nie był Draco.
 - Dopiero na rok przed moim pójściem do Hogwartu nastąpiło między nami przełamanie i zakopaliśmy topór wojenny. Było to właśnie tu, w Marmurowym Aniele. Ester wróciła z matką ze szkolnych zakupów. W Beauxbatons naukę rozpoczyna się rok wcześniej niż u nas. Pamiętam, że poprosiłem ją, żeby pozwoliła mi na chwilę potrzymać swoją różdżkę. Wahała się, ale w końcu mi ją podała. Już w następnym momencie rozmawialiśmy w najlepsze o całym magicznym świecie, Beauxbatons i Hogwarcie, swoich rodzinach i oczekiwaniach.
 - Brzmi jak fundament dobrego małżeństwa – wtrąciłam, nie mogąc się powstrzymać.
     Spojrzał na mnie porozumiewawczo, z wysoko uniesionymi brwiami.
 - Tak poniekąd miało być – wyjaśnił. Usta wygiął mu kpiący uśmiech. – W dzisiejszych czasach nie ma już raczej małżeństw z przymusu, ale w niektórych, starych rodach, wciąż liczy się czysta krew. Nasi rodzice uzgodnili, że jesteśmy dla siebie alternatywą i jeśli żadne z nas nie znajdzie kogoś odpowiedniego, staniemy naprzeciwko siebie przed ołtarzem.
     Wytrzeszczyłam na niego oczy ze zdumienia.
 - Powiedz, że żartujesz – wydusiłam z siebie ochrypłym głosem.
     Nie odpowiedział, ale jego spojrzenie powiedziało mi wszystko.
     Nie sądziłam, że w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze tradycja, że to rodzice wybierają swoim dzieciom partnerów. Albo – jak to stwierdził Ślizgon – przygotowują im alternatywę. To kłóciło się z porządkiem świata, jaki znałam, chociaż rodzina Malfoyów dziwnie pasowała do tego starego schematu. Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie upokorzenia, jakie musiałam znosić z ich strony za sprawą swojego pochodzenia, ich uwielbienie Voldemorta i zaszczyt posiadania całych pokoleń czystej krwi czarodziejów.
     Tak, w ich przypadku nie powinno mnie dziwić, że byli i są gotowi poświęcić własnego, jedynego syna dla dobrego imienia rodziny. Przecież już dawno to zrobili – skazując Dracona na służbę w szeregach Czarnego Pana. Silvermanowie pewnie byli tacy sami.
 - Jeśli rodzina Ester tak przykładała wagę do statusu, to musiała mieć coś wspólnego z Vol… z Sam-Wiesz-Kim – poprawiłam się szybko, pamiętając, że to imię jest swoistym tabu.
     Malfoy westchnął, a jego oczy natychmiast zrobiły się dziwnie puste – jak zawsze, gdy był zmuszony opowiadać o Lordzie Voldemorcie. Czułam, że ta historia ma zły koniec.
 - Musisz wiedzieć, że wszystkie te rodziny, które wstąpiły w szeregi Czarnego Pana, nie wiedziały tak naprawdę, jakie pociągnie to za sobą konsekwencje – zaczął, a jego głos stał się dziwnie słaby i cichy. – Myślano, że chodzi tylko o czystą krew, że zdrajcy zostaną ukarani, a mugole i mugolaki zostaną usunięci z magicznego świata. Nic więc dziwnego, że wszystkim tym, którzy szczycili się swoim pochodzeniem, podobał się ten pomysł. Przecież o to od wieków walczyli ich przodkowie, na przeróżne sposoby. Nikt nie mógł wiedzieć, że później nie będzie już odwrotu, że Sam-Wiesz-Kto stworzy z nich armię śmierciożerców.
 - Silvermanowie widzieli w tym przede wszystkim szansę dla siebie, możliwość odkupienia grzechu Petera z przeszłości. Wciąż siedziało to w ich umysłach, chociaż w Anglii prawie nikt już o tym nie pamiętał. Ale, podobnie jak szereg innych szlachetnych rodzin czarodziejów, przyłączyli się do Czarnego Pana. Wszystkim imponowała jego odwaga i jasno określone cele. Popierali jego działania, nie mając pojęcia, że będą dla niego marionetkami pociąganymi za sznurki. Dopiero wraz z upływem czasu zrozumieli, do jakiego wpakowali się błota. W tamtym okresie wielu chciało odejść, ale szybko okazało się, że to znaczy to samo, co umrzeć. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki ogrom czarodziejów czystej krwi zapłaciło za nieposłuszeństwo lub swoje błędy śmiercią.
     Czy naprawdę nie zdawałam sobie sprawy? Wystarczyło sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz, przypomnieć sobie opowieści Syriusza i Lupina o pierwszej wojnie, lub relacje kogokolwiek z członków Zakonu Feniksa. Dewiza Voldemorta była prosta: będziesz ze mną lub umrzesz. Krótka piłka. Jedna decyzja, która miała wpłynąć na całą przyszłość.
 - Po upadku Czarnego Pana, po jego klęsce w Dolinie Godryka, wszyscy tak naprawdę odetchnęli z ulgą – powiedział Draco, a do mnie ze zdziwieniem doszło, jak bardzo ta historia jest powiązana z tymi, których znałam, a przede wszystkim z Potterami. – Śmierciożercy, jak wiesz, zostali zesłani do Azkabanu, chociaż wielu z nich tego uniknęło. Mówię na przykład o swoim ojcu. Silvermanowie czym prędzej powrócili do Francji, gdzie nikt z Anglii nie ściągał ich na przesłuchania i mogli spokojnie zająć się wychowaniem rocznej córki. Podobno przez pierwsze kilka lat te rodziny, które były w szeregach Czarnego Pana, żyły w strachu, że ten ponownie się odrodzi, ale lata mijały, a o nim słuch zaginął. Ludzie zaczynali wierzyć, że odszedł na dobre i już nie wróci, że sławny na cały świat Chłopiec, Który Przeżył pozbawił go mocy i życia na zawsze. Jedynym wspomnieniem tamtych czasów był Mroczny Znak na ręce każdego, kto kiedykolwiek był po stronie Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
     Zawiesił na chwilę głos, szukając odpowiednich słów.
 - Być może naiwnym było myślenie, że Czarny Pan faktycznie nigdy już nie odzyska ciała i mocy, ale dawało to wszystkim poczucie dziwnego, nieuzasadnionego bezpieczeństwa. Tylu przecież się go wyrzekło, by uniknąć strasznego losu w Azkabanie. Silvermanowie wiedli spokojne, szczęśliwe życie tu, w Marmurowym Aniele, i właściwie zapomnieli o swojej przynależności do śmierciożerców. Aż w końcu, prawie dwa lata temu, po długich, trzynastu latach, znów zapiekł ich na przedramionach Mroczny Znak.
     W noc finału Turnieju Trójmagicznego, kiedy zginął Cedric Diggory.
 - Silvermanowie nie przybyli na wezwanie. Postanowili skończyć to, czego nigdy nie powinni zaczynać. Chcieli się ukryć, przechytrzyć Czarnego Pana. Właśnie wtedy Marmurowy Anioł po raz pierwszy zniknął z powierzchni ziemi, chroniony potężnym Zaklęciem Fideliusa. Popełnili jednak błąd, który kosztował ich życie – uczynili Strażnikiem Tajemnicy mojego ojca, który jeszcze tego samego dnia wydał ich Sama-Wiesz-Komu, chcąc tym samym odkupić swoje własne grzechy: to, że nie poszedł do Azkabanu, wyrzekł się przynależności do śmierciożerców i nigdy nie próbował szukać Czarnego Pana. Chciał tym samym zapracować na jego zaufanie, wkupić się w łaski.
     Pomyślałam, że to podobna opowieść do historii rodziców Harry’ego, którzy też powierzyli swój sekret niewłaściwej osobie. A może podobnych sytuacji było więcej? Kłamstwa, zdrady… tym przecież od wieków karmi się ten świat. Uderzył mnie też sposób, w jaki Draco mówił o swoim ojcu, Lucjuszu. Z wyraźnie wyczuwalną niechęcią, wręcz pogardą, głosem twardym i chłodnym, jakby opisywał kogoś nieznajomego, nic nie wartego.
 - Przybył do Marmurowego Anioła kilka dni później – ciągnął Malfoy, a ja domyśliłam się, że ma na myśli Voldemorta. – W parę chwil pozbawił życia wszystkich, którzy byli wtedy w dworku: Silvermanów, całą służbę, nawet skrzaty domowe, kota i sowę. Nie marnował czasu na wyjaśnienia i nie dał szansy na wytłumaczenie. Tak się złożyło, że właśnie wtedy, po skończonym roku szkolnym w Beauxbatons, do domu przyjechała Ester. Przybyła na sam koniec wielkiej rzezi. Nikt nie wie, dlaczego nie zabił i jej, chociaż ja mam na ten temat swoją teorię: nie uroniła ani jednej łzy. To jedna z jej największych, niezwykłych cech: Ester nie potrafi płakać. Czarny Pan stwierdził, że nie żałuje śmierci swojej rodziny, więc – o nic nie pytając – wziął jej rękę i wypalił na przedramieniu Mroczny Znak.
     Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami, nie mogąc i nie chcąc uwierzyć w to, co słyszę. Dworek, w którym właśnie siedzieliśmy, był cmentarzem. To tutaj, z ręki Lorda Voldemorta, zginęli wszyscy mieszkańcy Marmurowego Anioła.
 - To wydarzenie raz na zawsze zmieniło jej życie – ciągnął Draco. – Od tego czasu nie pamiętam, żeby się szczerze i głośno śmiała, jak kiedyś. Stała się zamknięta w sobie i dużo bardziej milcząca, ale wyszła z tego jeszcze silniejsza. Nigdy nie chciała służyć w szeregach Czarnego Pana i wiem, że nigdy nie będzie oddana mu całkowicie. Magicznych zdolności, bystrości i niesamowitego opanowania mógłby pozazdrościć jej niejeden auror. Wypracowała też w sobie niezwykłą, chociaż przerażającą, obojętność, której mi brakowało, gdy musiałem torturować na jego rozkaz tych wszystkich niewinnych ludzi. Ester jest straszna, ale doskonała i perfekcyjna w tym, co robi. Nienawidzi tego, ale potrafi bez zmrużenia oka zabić i odsunąć na bok wszelkie wyrzuty sumienia. Wyszła z przysłowiowego cienia i w cieniu na zawsze pozostanie. Potrafi okręcić sobie ludzi wokół palca, nie tylko urodą i wdziękiem, choć i tego jej nie brakuje, ale jest bardzo przekonująca w tym, co robi. Ma siedemnaście lat, a starsi czarodzieje już liczą się z jej zdaniem. Czarny Pan bardzo ją ceni, chociaż wie, że Ester jest z tych ludzi, którzy wolą trzymać się z boku. W Anglii nazwisko „Silverman” nie robi już na nikim wrażenia, więc może ona bez obaw wychodzić na ulice i robić, co do niej należy.
 - Ester sama pochowała wszystkich mieszkańców dworku, a potem już nigdy nie wróciła do Marmurowego Anioła. Po skończeniu magicznej edukacji w Beauxbatons, czyli rok wcześniej niż my w Hogwarcie – bo we Francji naukę zaczyna się w wieku dziesięciu lat – zamieszkała w naszej posiadłości, w Anglii. Mój ojciec szczególnie ją uwielbia, chyba już kiedyś ci o tym wspominałem. Kiedy i ja wstąpiłem w szeregi Czarnego Pana, Ester była przerażona. Wróciłem na szósty rok nauki do Hogwartu, a ona w listach dodawała mi otuchy i opisywała, co dzieje się w świecie. Bez niej nie udałoby mi się naprawić szafy, bez niej nie byłoby Animus clausus, bez niej nie moglibyśmy razem uciec.
     Ester Elizabeth Silverman. Jej losy z pewnością nie należały do łatwych i w głębi serca ogromnie jej współczułam: jej jedyną winą było należenie do rodziny kochającej się w czystości krwi, co pociągnęło za sobą późniejsze konsekwencje. Niejeden dorosły czarodziej załamałby się nerwowo, widząc, jak ktoś morduje najbliższych. Ona pokonała własne słabości, co – jak powiedział Draco – tylko ją wzmocniło. Nic więc dziwnego, że jej postać wciąż budziła we mnie dziwny strach i wywoływała sprzeczne uczucia.
     Podświadomie miałam nadzieję, że kiedy poznam lepiej Ester i jej historię, moje uprzedzenia względem dziewczyny przeminą, ale było jeszcze gorzej – wręcz bałam się jej. Doskonała i perfekcyjna – nawet Ślizgon użył tych określeń, opisując ją – wydawała mi się dziwnie niebezpieczna i zupełnie inna ode mnie. Miałam naprawdę dobre chęci, ale po tym, co usłyszałam, nie byłam w stanie wzbudzić w sobie sympatii do Ester. Nie potrafiłam być jej wdzięczna, że tak się poświęciła dla Dracona, dla nas. To było silniejsze ode mnie, chociaż przecież nigdy czegoś podobnego nie doświadczyłam. Być może jakiś wpływ na ten brak sympatii miał fakt, że panna Silverman była tak blisko Malfoya – czasem miałam wrażenie, że cenił ją bardziej niż mnie. Byłam zazdrosna i ciągle speszona, gdy przypomniałam sobie jej wygląd, chociaż nigdy nie odważyłam się powiedzieć tego na głos.
 - Czy Ester kiedykolwiek się dowiedziała, kto był Strażnikiem Tajemnicy jej rodziny? – zapytałam. Prawie w ogóle nie poznałam swojego głosu, który był dziwnie sztuczny.
 - Oczywiście – odparł Draco. – Czarnemu Panu przez przypadek się to wypsnęło. Ale nie była na tyle głupia, by się za to mścić, chociaż wiem, że nienawidzi mojego ojca. Wciąż pamiętała, że jej rodzice zginęli, bo wycofali się z grona śmierciożerców.
     Jego wzrok zatrzymał się chwilę na fotografii przedstawiającej pięć czarownic na tle dumnego pałacu Beauxbatons. Przyglądał się przez moment roześmianej i szczęśliwej Ester, która z pewnością nie miała pojęcia, co czeka ją w przyszłości, i to niedalekiej. Kto wie, jaka by była, gdyby jej ród nie złączył się z Voldemortem? Raczej nie zostałybyśmy przyjaciółkami – bądź co bądź w jej żyłach płynie czysta krew i z pewnością, podobnie jak wcześniej Draco, inaczej patrzy na mugolaków – ale może chociaż potrafiłybyśmy porozmawiać ze sobą bez uprzedzeń i wzajemnej krytyki.
     Poczułam, jak Ślizgon siada obok mnie na starej sofie i prawie się uśmiechnęłam. To niesamowite, jak bardzo zaczęłam doceniać małe, drobne gesty, od kiedy zrozumiałam, że nawet to, co wieczne, może skończyć się w jednej chwili. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej, a on objął mnie ramieniem. Przez chwilę po prostu tak trwaliśmy w tej pozycji. Czułam, jak bije mu serce i zastanawiałam się, jak mogłam wcześniej wątpić, czy Ślizgon w ogóle je ma. Ofiarował mi tak wiele – a przede wszystkim moją swobodę bycia sobą w jego silnych, zamkniętych ramionach, moją wolność i moją pułapkę. Decyzję o naszym losie podjęliśmy wspólnie, chociaż to on ją w pełni urzeczywistnił. Ja już dawno temu byłam gotowa dać z siebie wszystko, on teraz, by oddać mi to z powrotem.
     Poprzednie życie było tylko wstępem, a wszystko po to, by wybrać siebie.
 - Mam jeszcze jedno pytanie, Draco – zaczęłam. Przeniósł wzrok na mnie, dając znak, że słucha. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam mu prosto w oczy. – Znacie się z Ester tyle lat… Czy naprawdę nigdy nie czułeś do niej czegoś więcej? Nigdy nie pomyślałeś, że moglibyście stworzyć razem parę, spełniając tym samym oczekiwania waszych rodziców?
     Z odpowiedzią zwlekał tylko chwilę.
 - Być może to dziwne, ale nie – rzekł, a ja poczułam, jak dusza mi rośnie. – Od kiedy pamiętam, była obok mnie, ale zawsze jako najlepsza przyjaciółka, prawie siostra. Wszyscy się temu dziwią. Kiedy Blaise po raz pierwszy zobaczył Ester, prawie się posikał z wrażenia. – Uniósł kąciki ust w drwiącym uśmiechu. – Chyba zbyt dobrze się znamy, by myśleć o stałym związku. Trwanie do końca życia we wspólnych sekretach, tajemnicach i mało wesołej przeszłości… na dłuższą metę to męczące i mogłoby nas wykończyć.
     Muszę przyznać, że zadowoliła mnie jego odpowiedź.
 - A propos Zabiniego… – zaczęłam, przypominając sobie, że Draco dzisiejszego dnia spotkał się z tym Ślizgonem. – Co udało ci się z nim załatwić?
 - Nie musisz się martwić. Blaise jest po naszej stronie.
     Uniosłam brwi wysoko do góry.
 - Poważnie? Jego ostatnie zachowanie jakoś na to nie wskazywało.
 - Był po prostu dosyć… zaskoczony twoją rolą w całej tej sprawie – wytłumaczył, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. – Ale jakoś to przeżyje. W każdym razie wrócił grzecznie do Hogwartu i prawdopodobnie odwiedzi nas za kilka dni.
 - Wspaniale – skomentowałam, udając entuzjazm. Draco zaśmiał się głośno.
     Spojrzałam za okno i ze zdziwieniem spostrzegłam, że słońce schowało się już za dumne Pireneje i cała okolica tonie w mroku. Przez chwilę naszła mnie ochota, by wyjść na zewnątrz i podziwiać rozgwieżdżone niebo, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu – zbyt dobrze mi było w ramionach Ślizgona. Chwilę później głowę zajęła mi myśl, czy po tych wszystkich rewelacjach usłyszanych dzisiejszego popołudnia – a szczególnie o wydarzeniach, które rozegrały się zaledwie dwa lata temu w murach Marmurowego Anioła – będę potrafiła spokojnie zasnąć. W końcu moja wyobraźnia już nie raz pokazała, że lubi płatać mi figle.
 - Myślałem o tym, co mi powiedziałaś – zaczął nagle Draco, zwracając tym samym moją uwagę. – Wiesz, o twoich rodzicach. Myślę, że powinniśmy załatwić to jak najszybciej.
     Coś zakłuło mnie niebezpiecznie w sercu, ale dzielnie stawiłam temu czoła.
     Kiwnęłam potakująco głową, dając mu znak, że się zgadzam.
 - Wiesz już, co chcesz zrobić? – zapytał, a ja nie czekałam długo z odpowiedzią.
- To, co będzie dla nich najlepsze. – Uśmiechnęłam się blado. – Zniknę z ich życia.

_________________________
Nowy szablon jest autorstwa niesamowitej Christel!

Nie mam Wam dziś zbyt wiele do powiedzenia. Postać panny Silverman można odbierać różnie i muszę przyznać, że jestem ogromnie ciekawa Waszego zdania na jej temat. Będzie o niej jeszcze sporo, szczególnie w tej części, więc to tylko przedsmak :)

39 komentarzy:

  1. Przeczytałam. Wręcz pochłonęłam.
    Strasznie podobał mi się ten rozdział, bo cała postać Ester mnie ogromnie intryguje. Nie zawiodłam się! Chociaż mam o niej raczej negatywne zdanie - coś mi się wydaje, że będą z nią problemy, a oni przecież mają już dość problemów :(
    Szablon rewelacyjny. Zakochałam się :)
    Jesteś naprawdę najlepsza, Damo Kier! :)
    A kiedy nowy? Mam nadzieję, że 25tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problemów nigdy za wiele :D
      Nowy... hmm, no właśnie, tego dokładnie nie wiem. Kolejny rozdział wymaga lekkiego dopracowania, więc muszę znaleźć trochę czasu, żeby nad nim siąść, a kiedy wisi nade mną wizja sesji to jakoś mi się mózg wyłącza :) Chciałabym zdążyć do piątku, ale nie obiecuję.

      Usuń
  2. Świetne, postać Ester jest bardzo wyrazista i wręcz niesamowita. Jej mocny charakter zaskakuje i ciekawi. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówiłam już, że Cię uwielbiam? A tak, mówiłam ;D Rozdział świetny (zresztą jak każdy inny). Kolejny pochłonął mnie do reszty. Szczerze mówiąc, bałam się strasznie kiedy zaczął tak o niej opowiadać, ale na szczęście słowa, że nigdy nie myślał o niej jak o przyszłej partnerce mnie nieco uspokoiły. Nadal się jednak jej boję, ale wiem, wiem.. Ktoś musi mieszać, prawda? Sielanka nie będzie trwać wiecznie.
    Szablon wspaniały, cudowny, piękny i nie wiem jak można go jeszcze nazwać.
    Pozdrawiam i czekam na następny. Obyś się wyrobiła do piątku, ale nie naciskam ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaiste, szablony C. są świetne ^^. Moje to tylko nieudolne naśladownictwo.
    A wracając do rozdziału... Po jego zakończeniu przez chwilę nie potrafiłam zebrać myśli, gapiąc się bezmyślnie w monitor. Jejku, uwielbiam wplatanie do tekstu historii z przeszłości ^^. Byłam po prostu zachwycona tym, jak zgrabnie zamieściłaś tutaj historię Ester, której, swoją drogą, byłam bardzo ciekawa. W końcu dziewczyna już się trochę przewijała, ale była bardzo tajemniczą postacią, trzymającą się na uboczu, taką, o której niewiele było wiadomo, a która intrygowała. Ciekawa byłam, jak to się stało, że poznała Malfoya. Podobała mi się ta historia jej rodziny i Marmurowego Anioła. W ogóle, w świecie czarodziejów tak to już było, że przykładano ogromną uwagę do czystości krwi i aranżowano małżeństwa. Bardzo lubię tematykę aranżowanych związków i też często wykorzystuję ten wątek.
    Tak właśnie myślałam, że te rodziny poznały sie w jakichś nie za ciekawych okolicznościach, i spodziewałam się, że i Voldzio się gdzieś przewinie. Wnioskuję też, że stosunki Draco i Ester nie są takie jakieś... miłosne, w końcu oboje znają się od dziecka i pewnie są dla siebie raczej jak rodzeństwo. Lecz mimo to Hermiona nadal sprawia wrażenie zazdrosnej. Podobało mi się to, jak opisujesz jej wrażenia oraz emocje. Jej przemyślenia wychodzą ci świetnie ^^.
    Naprawdę genialny był ten rozdział i nie dziwię się, że tyle osób tu zagląda. Mogę ci tylko pozazdrościć, bo sama nigdy nie będę tak dobrze pisać. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na next ^^.
    ps. Założyłam sobie nowe opowiadanie, dotyczące właśnie tematyki aranżowanego małżeństwa (http://w-ramach-schematu.blogspot.com/ ). Jest dość ściśle powiązane z Niebieskimi Marzeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :)
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :) No tak, racja, o Ester było już trochę w poprzednich rozdziałach, chociaż osobiście w opowiadaniu pojawiła się jak na razie tylko raz - ale to się już niedługo zmieni :D Muszę przyznać, że też lubię czytać (i pisać) o tych daaawnych czasach, w których właśnie takie małżeństwa z przymusu były chlebem codziennym. Jeśli chodzi o uczucia Hermiony, to fakt - wciąż jest zazdrosna, a na dodatek nie przepada za Ester (zdradzę tak na boku, że obie nie będą raczej przyjaciółkami).
      A je myślę, że nie masz czego zazdrościć, bo sama prowadzisz świetne opowiadanie i do tego bardzo lubiane :) Jeśli o mnie chodzi, to NM to jedno z niewielu opowiadań autorskich (w sensie: z bohaterami własnymi umieszczonymi w świecie HP), które czytam :) A na nowy blog zaraz zajrzę!

      Usuń
    2. Ja bardzo chętnie poczytam jeszcze więcej o Ester, ta dziewczyna jest intrygująca i trochę niepokojąca zarazem. Ciekawa jestem też, jak będą wyglądać jej relacje z Hermioną, pewnie początki będą dość trudne, biorąc pod uwagę dzielące je różnice.
      Tematyka aranżowanych małżeństw w HP jest naprawdę fascynująca, szkoda, że niewiele osób ją porusza, ale i tak dla mnie najbardziej ulubionym, ukochanym tematem są Amerykanie w Hogwarcie. I metamorfomagowie ;).
      Twoje opowiadanie jest jednym z lepszych, jakie czytałam i jednocześnie jedynym dramione, które czytam. Niby dużo jest w sieci dramione, ale rzadko które mi się podoba, twoje natomiast jest naprawdę udane i jestem pełna podziwu, jak dobrze ci idzie pisanie. Też bym chciała, żeby moja statystyka tak szybko rosła, jak twoja, ale NM od miesięcy wciąż trzyma nieustannie ten sam poziom, tylko komentarzy ubywa, niestety :(. No, ale teraz dużo osób nie ma czasu na blogowanie :((. Moja historia jest ogólnie dość kontrowersyjna i nie każdy się potrafi do tej kontrowersji przekonać.

      Usuń
  5. Ok, przeczytałam.
    Na Twojego bloga trafiłam wczoraj i czytałam go do 2 w nocy, nie mogąc się oderwać. Gdy skończyły się rozdziały, od razu dodałam Cię do obserwowanych.
    Piszesz świetnie. Po prostu genialnie. Nawet nie wiesz jak bardzo Ci tego zazdroszczę. :)
    Nie jest to typowe Dramione, gdzie po trzech rozdziałach (i to jak dobrze pójdzie, bo czasem już w pierwszym) dochodzi do pocałunku Draco a Hermiony. Bardzo się cieszę, że u Ciebie wygląda to zupełnie inaczej.
    Ester... powiem szczerze - spodobała mi się jej postać. Jest niezwykła. Silna. Zawsze sobie to ceniłam.
    Pisanie o emocjach, uczuciach bohaterów wychodzi Ci tak... naturalnie.
    A szablon cudny. ;) Choć czego innego można się spodziewać po kochanej Christel? Jej prace zawsze zaskakują.
    No dobrze, koniec mojej paplaniny. Mam nadzieję, że ucieszy Cię pewien fakt - zyskałaś kolejną, stałą czytelniczkę. ^^
    To teraz tylko dotrwać do kolejnego rozdziału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Cię powitać w takim razie! Cieszę się, że przy opublikowanych ponad 30-stu rozdziałach ktoś jeszcze ma siłę wracać do początku, to takie pozytywne uczucie we mnie wywołuje :D Cóż jeszcze mogę napisać? Dziękuję ślicznie, mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach nie rozczaruję! :)

      Usuń
  6. Boski rozdział. Twojego bloga poleciła mi koleżanka. Siedziałam i czytałam. Nie mogłam się oderwać. Opowiadanie jest boskie. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.

    Szablon też jest cudowny. Dodałam Cię do obserwowanych.
    Będę twoją stałą czytelniczką. ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny: dziękuję! Cieszę się, że ta historia wywołuje emocje i tak bardzo "wciąga". Postaram się dodać kolejny rozdział w terminie, ale nie obiecuję, bo ten styczeń wykańcza mnie i to nieźle...
      O tak, cudowny! <3
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  7. W wolnej chwili możesz zajrzeć do mnie ;)
    http://niespelniona-historia.blogspot.com/
    bardzo by mnie to ucieszyło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa postać z tej Ester. Mnie jednak, w przeciwieństwie do Hermiony, motyw wybierania Draconowi partnerki przez jego rodziców wcale nie zaskoczył... ;) Ale że Ester nie potrafi płakać? Hm, to jakaś magiczna przypadłość czy po prostu ma taki charakter?

    Tak, ja też nie mogę się "doczekać" wizyty Zabiniego, ech, jak ja go nie lubię... :P

    Wybacz, że tak krótko dzisiaj. ;)

    Pozdrawiam,
    [stolen-papyrus] & [konFEDORAcja]

    OdpowiedzUsuń
  9. nowy szablon jest naprawdę przepiękny. :) bardzo prosty, klasyczny, czyli to, co kocham najbardziej. ^^
    a przechodząc do samej treści: muszę przyznać, że historia Ester wstrząsnęła mną nie na żarty. cudownie wykreowałaś jej postać - zimna, twarda, ale absolutnie nie egoistyczna.
    z jednej strony rozumiem Hermionę, że nie może się do niej przekonać - w końcu przez całe życie była blisko Dracona.
    z drugiej zaś - chyba odrobinę przesadza. czy naprawdę nie widzi tego, że Ester stara się jej pomóc? nie widzi, jak wiele ryzykuje, żeby Draco i Hermiona byli bezpieczni?

    och, muszę przyznać, że od dziś staję się wielką fanką Ester, a naprawdę rzadko kiedy podobają mi się postaci niekanoniczne. :)

    życzę dużo weny i czasu, mimo zbliżającej się sesji. :) dziękuję również za dodanie mojej strony na facebooku do ulubionych, oczywiście zaraz uczynię to samo. :D

    powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ester to chyba pierwsza tak barwna postać, którą sama wykreowałam w swoich opowiadaniach :) Chciałam, żeby była trochę kontrowersyjna i niejednoznaczna. Cieszę się, że Ci się spodobała (będę wiedzieć na przyszłość, bo wciąż pamiętam, że nie znosisz Harry'ego :D). Jeśli chodzi o Hermionę, to oczywiście, że przesadza. W tym akurat jest trochę podobna do mnie - też często hiperbolizuję i sama często tworzę sobie problemy :D
      Ach, wena się teraz przyda, bo "Sesja jak co roku zaskoczyła studentów" i nie mam tyle czasu ile bym mieć chciała. Facebook śmieszna rzecz, ale jak już się tak upowszechnił to trzeba być "trendy" :D
      Dziękuję, ściskam! :*

      Usuń
  10. Wspaniałe! Bardzo mi się podoba. Czekam tylko aż między Hermioną a Draco będzie romantycznie, gorąco...
    Super rozdział.
    Życzę weny i podrawiam, Asix :**

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne! Postać Ester bardzo mnie zaintrygowała. Ciekawa jestem, jak dalej rozwiną się jej, Draco i Hermiony losy.

    Szablon wspaniały - skromny, a jednocześnie robi wrażenie. O to chodzi! ^^

    Pozdrawiam, dużo weny życzę. ;3
    Vilene (nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba nie lubię Ester... w sumie to sama nie wiem. Trochę tak i trochę tak, ale chyba jednak bardziej jej nie lubię niż lubię. Ale jestem bardzo ciekawa jak to wszystko się dalej potoczy :)
    A nowy szablon... cóż, jest w porządku, ale mimo wszystko bardziej podobał mi się stary. Jedno co mnie naprawdę denerwuje, to szerokość bloga, bo przy czytaniu ciągle trzeba przewijać. Wiem, głupi powód do czepiania się, ale takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to już zależy od przeglądarki, w Mozilli wszystko gra i tańczy :) A w razie czego spróbuj Ctr -/+, z tym, że wtedy zmniejszeniu ulegną też liery :)

      Usuń
    2. to raczej wina rozdzielczości. ;))

      Usuń
    3. Albo, tak jak mówi Maria, rozdzielczości, ja to się na tym tak znam jak na grze na harfie :D

      Usuń
    4. najprawdopodobniej tak będzie, ja przy jednym szablonie też zbierałam masę uwag za to, że notki były albo obcięte, albo przesunięte, więc tutaj to chyba również wina źle ustawionej rozdzielczości. :D

      Usuń
  13. cudowny rozdział, nareszcie tyle rzeczy się wyjaśniło, choć nadal nie wiadomo co stanie się z Hermioną i Draco, życzę im jak najlepiej

    OdpowiedzUsuń
  14. Szablon jest boski. ^^
    Ciekawa byłam tej historii i szczerze mówiac to mnie mile zaskoczyłaś! Nie spodziewałam się tak "drastycznych" wspomnień. Byłam w szoku kiedy Draco opowiadała o tym że Ester wgl się nie rozpłakała na widok zamordowanej rodziny i została sługą Voldemorta [wiem że nie z własnej woli ale to nadal wydaje mi się dziwne i przerażające]
    "Jej losy z pewnością nie należały do łatwych i w głębi serca ogromnie jej współczułam" - ja również...
    Miona zapytała czy Draco nie myślał nad związkiem jego i Ester - ja tam bym zapytała "Czemu ona to dla nas zrobiła? Przybrała moją postać i pomogła nam uciec?" mnie właśnie [chyba] to ciekawi najbardziej. CZEMU.? A może to ma coś wspólnego z tym jej przodkiem?... Ja juz sie troche gubię... :(

    Pozdrawiam i całuję, Sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj, tutaj Hakuna z Teatralnej Nagany, robię porządki w kolejce i ogólnie na ocenialni, więc chciałam cię spytać czy wymagasz ode mnie oceny całości tekstu? A może tylko wybranych rozdziałów? Jeśli tak, to możesz napisać jakich ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Też czytałam Twojego bloga do późnej nocy. Bardzo podoba mi się sposób w jaki opisałaś relację Draco i Hermiony. W innych opowiadaniach wszystko zawsze dzieje się za szybko, przez co historie tracą na wiarygodności. Do tego Ty zaznaczyłaś pewien problem: Czy przyjaźń ma jakieś szanse w starciu z miłością? Hermiona boi się reakcji przyjaciół, wie, że szybko jej nie wybaczą i nie zaakceptują wybranka. Na innych blogach, które czytałam ten aspekt jest pomijany, Draco nagle staje się ideałem i wszyscy go uwielbiają. Odpowiednio rozplanowałaś swoje opowiadanie, całość ze sobą współgra. Pod względem technicznym też jesteś genialna, piękny styl.Co do Ester, podobnie jak Hermiona, z którą się utożsamiłam, odczuwam do niej niechęć. Nie lubię ideałów. Pozdrawiam i deklaruję się jako nowa, wierna czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
  17. szablon jest świetny, a ty z każdym rozdziałem coraz lepsza. nie mogę wysilić się na nic więcej, gdyż leżę chora z temperaturą i mój mózg nie pracuje należycie :) życzę weny i szczęścia
    twoja Ami

    OdpowiedzUsuń
  18. O matko, ile mnie tutaj nie było! aż mi głupio... ale ostatnio jakoś nie mogę znaleźć na nic czasu...
    Ester, tyle się na nią naczekałam i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam. Polubiłam ją, tyle przeszła, a nadal jest silna i się nie poddała. Ja bym chyba nie dała rady. I dołączam się do pytania Sarah, też mnie ciekawi dlaczego to zrobiła. Pewnie się wkrótce wyjaśni.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nowy szablon zapiera dech w piersiach :D jest cudowny! Biedna Ester, już za dziecka musiała tyle przeżyć. Szkoda mi jej :(
    Bardzo mi się podoba notka, jest taka żywa :D lubię te przemyślenia Hermiony.
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudownie. Chciałabym, żeby Hermiona pomagała Harremu i Ronowi. Masz piękny blog. Jak zdołałaś taki wygląd osiągnąć. Jak nie umiałabym takiego pięknego wyglądu wyczarować. Powiesz mi jakich sztuczek użyłaś? ;) Zapraszam do mnie http://koteczek-cukiereczek.bloog.pl/.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uff. Jestem. Wiem, późno i wgl. ale musiałam nadrabiać zaległości po chorobie i mój czas jakby się zastopował. Tak, więc, jeśli chodzi o rozdział, to bardzo mi się podoba. Co prawda czytając to, cały czas wyobrażam sobie ich rozstanie. Tak wiem, że na razie nie powinnam o tym myśleć, bo jeszcze trochę przed nimi (i przede mną :D) Ale cały czas nie mogę się pozbyć tej myśli, że oni się rozstaną! No nie mogę i koniec. Za to mam wiadomość: lubię Ester. Mam gdzieś, że jest śmierciożercą, że zabija bez litości, że "nie ma" uczuć. Lubię ja i nic tego nie zmieni, koniec kropka. Może to dlatego, że ostatnio mam pociąg do tych złych postaci? (Noo dobra, zawsze miałam pociąg do tych złych postaci ^.^)
    Czekam na nowy rozdział i zapraszam na nowość do mnie.
    Co do nowego szablonu: gdy pierwszy raz go zobaczyłam, przez około 10 minut siedziałam z szeroko otwartymi oczami i buzią. Nie mogłam się napatrzeć! Cudeńko normalnie! Naprawdę, po raz pierwszy AŻ TAK BARDZO podoba mi się jakiś szablon Dramione!
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  22. Myślę, że ten rozdział był potrzebny. Cieszę się, że tak dobrze przybliżyłaś historię rodu Silvermann. Faktycznie, jest ona dość skomplikowana i trochę dramatyczna, ale właśnie dzięki temu ma ona swój charakter i nie jest nudna.
    Co do samej Ester. Hm. Również intrygująca osoba. Myślę, że nieźle ci poszło opisanie jej cech wewnętrznych. Tak samo jak Hermionie trochę mi jej szkoda. Już nie tyle dlatego, że wymordowano jej rodzinę, czy że została naznaczona. Najgorsze w tym wszystkim jest to, jak musiała się zmienić, co mmusiała pożegnać i do czego przywyknąć. Oczywiście chłodna obojętność w takim momencie wydaje się być najlepszym i najprostszym rozwiązaniem, chociaż z drugiej strony, kiedy człowiek pozbawia się tych wszelkich uczuć, sam w sobie może się zatracić, a to jest chyba najgorsze. Nie wiedzieć po co się żyje, do czego dąży... Smutne.
    Optymistycznym akcentem jednak było wyznanie Dracona, w którym zapewnił, że nic nigdy do Ester nie czuł. Tak bezpieczniej, bo wiadomo, że stara miłość nie rdzewieje i mogłaby namieszać :D
    Ale jest za spokojnie. Boje się, że wraz z odwiedzinami Blaisea coś się wydarzy, chociaż nie wiem co. Trochę się dziwie wierze, którą Dracon w nim pokłada. Jest ona dość... bezpodstawna w świetle ostatnich wydarzeń? Nie wiem. Ja osobiście bym na niego uważała...

    W każdym razie, wszystko w twoich rękach!!!! Pisz dalej, życzę weny i wytrwałości do końca sesji.
    Pozdrawiam :)

    A no i szablon jak każdy Christel - bezbłędny.

    OdpowiedzUsuń
  23. I co ja bede teraz czuytac jak juz wszystko przeczytalam chce nowa notke koniec kropka i juz ;) opowiadanie cudo ! Nowy szablon tez ;) czekam na nowa notke z niecierpliwoscia i utesknieniem buziaki BlackAngell

    OdpowiedzUsuń
  24. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji na blogu: http://story-of-bellatrix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Piszesz świetnie i jestem naprawdę pod sporym wrażeniem. Ale na Hermionę to jestem strasznie zła! Zostawiła przyjaciół, rodziców też zostawi... Kurczę. W ogóle mi się nie podoba to w niej!
    Ester jakoś nie lubię. I ta historia o niej przemawia do mnie jedynie w połowie. Nie kupuję jej. Draco też mnie wkurza.
    Wychodzi na to że wszystko mnie wkurza, ale i tak mi się podoba. Bo jest po prostu świetnie napisane!

    OdpowiedzUsuń
  26. oczywiśćie rozdział jest wspaniały, tak jak wszystkie poprzednie ;))
    hymm muszę przyznać, że zaintrygowała mnie postać Ester i cała jej historia... dziewczyna tak naprawdę wiele przeżyła, zresztą tak jak Draco, ale nie dała po sobie poznać, jaki ból jej to sprawiło
    twarda, bez uczuć, nie umiejąca już się śmiać i nie dostrzegająca piękna świata - jestem ciekawa czy Hermiona pomoże jej się zmienić, czy będzie miała wogóle jakiś wpływ na nią ;))
    ohhh ta zazdrość Miony i odpowiedź Malfoya całkowicie mnie zszokowała ;p myślałam, że kiedyś coś do niej czuł, a tu tylko przyjaźń ;)) ale to nawet lepiej ;p
    hymm... moim zdaniem świetnie napisałaś opis historii Ester oraz po części Dracona i całego świata magicznego ;))
    możemy bardziej wczuć się w ich sytuację i dostrzeć, że inni za nich decydowali, a oni nie mieli własnego zdania, a raczej nie mogli mieć... no co mogę ci jeszcze powiedzieć ?
    jest genialnie ♥ pozdrawiam ;*** hid.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Przybyłam wreszcie. Rozdział przeczytałam jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłam czas na komentowanie.

    Historia Ester i jej rodziny zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Bardzo też podoba mi się, że jest ona tak szczegółowa. Że wiem chociażby, dlaczego czarodzieje przyłączali się do Voldemorta. Bardo ciekawy jest też powód, dla którego Voldi nie zabił samej Ester .
    Jestem oczarowana jej postacią. Silna, bez wyrzutów sumienia. Mój ulubiony typ bohaterki ;) Będę z wielką chęcią czytać o niej.
    W sumie szkoda, że Dracona nic w Ester nie pociąga. Takie komplikacje mogłyby być bardzo interesujące ;> (obojętnie, jak podle z mojej strony to brzmi ;>)

    Uwagi;
    "Kiedy i ja wstąpiłem w szeregi Czarnego Pana, Ester była przerażona" - trochę kłóci mi się to z opisaną wyżej obojętnością.
    "by kontynuował dalej." - wyszło masło maślane.
    "urodziła się w końcu 1979" - liczby powinno się zapisywać słownie.
    "jedna z jej największych, niezwykłych cech" - największych?
    "był cmentarzem" - gwoli ścisłości - nie był cmentarzem, chyba, że Silvermanowie zostali pogrzebami pod podłogą.

    Chyba tyle ode mnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  28. No nadrabiam. Przyznać muszę, że aż takiej historii się nie spodziewałam, myślałam sobie ot taka Esther, a tu proszę jest jakiś głębszy sens, jakąs jej przeszłość. Nie zmienia to faktu, że strasznie mi jej żal, i że kiedyś dostanie coś w zamian za to wszystko co się musiała wycierpieć.

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: