30 listopada 2012

27. Cena uczucia



„[...] Jednak miłość nie daje i nigdy nie dawała szczęścia. Wręcz przeciwnie, zawsze jest niepokojem, polem bitwy, ciągiem bezsennych nocy, podczas których zadajemy sobie mnóstwo pytań, dręczą nas wątpliwości. Na prawdziwą miłość składa się ekstaza i udręka”.
Paulo Coelho

~*~

     Tak, jak to zapowiedziałam Harry’emu, po przerwie obiadowej udałam się na piąte piętro do szkolnej biblioteki, gdzie przygotowałam sobie całkiem spory spis starych numerów „Proroka Codziennego”. Przeglądanie kolejno każdego egzemplarza było wbrew pozorom nużącą i ciężką pracą, i z pewnością należało na to poświęcić więcej niż tylko jedno popołudnie. Tym się pocieszałam, kiedy po blisko czterech godzinach siedzenia w kącie biblioteki nie znalazłam ani jednej wzmianki ani o Eileen Prince, ani o kimkolwiek innym, kto mógłby mieć jakikolwiek związek z „Księciem Półkrwi”.
     Wcale niezniechęcona, a nawet jeszcze bardziej zdeterminowana, odłożyłam gazety na miejsce, obiecując sobie, że w najbliższych dniach dokończę poszukiwania. Spojrzałam na zegarek – była siedemnasta trzydzieści, więc nic nie stało na przeszkodzie, bym dzisiaj trochę wcześniej pojawiła się na siódmym piętrze w Pokoju Życzeń. Zarzuciłam na ramię swoją szkolną torbę, i uśmiechnąwszy się do odrabiającego pracę domową Neville’a, wyszłam na tonący w półmroku korytarz. Wspinając się po schodach w moich myślach było już miejsce tylko i wyłącznie dla Malfoya, którego z dnia na dzień poznawałam lepiej.
     Być może gdybym większą uwagę przywiązała do obserwacji otoczenia, zauważyłabym, że od pewnego czasu ktoś towarzyszy mi w drodze na siódme piętro. Nie chcę nawet myśleć, jak by się to skończyło, gdybym tuż przed Pokojem Życzeń nie rozejrzała się dookoła.
 - Cormac? – zwróciłam się zaskoczona do zbliżającego się w moim kierunku Gryfona. – Co ty tutaj robisz? – I dlaczego pojawiasz się akurat teraz, dodałam w myślach.
 - Szukałem cię – odparł, nachylając się, by pocałować mnie w policzek. Nie lubiłam tego, ale starałam się robić dobrą minę do złej gry. – Myślałem, że jesteś na boisku, ale Potter powiedział, że powinienem cię szukać w bibliotece. A kiedy tam poszedłem, Longbottom zdradził mi, że wyszłaś do Wieży chwilę temu.
 - Oni mają imiona, Cormac – powiedziałam, czując, jak wzbiera we mnie złość.
 - Mniejsza o to.
     Machnął niedbale ręką, po czym oparł się plecami o ścianę, dokładnie mnie obserwując. McLaggen był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o krótkich blond włosach i wyzywającym spojrzeniu ciepłych, brązowych oczu. Nie od dziś wiadomo, że odznaczał się zarozumiałością i zbytnią pewnością siebie, a cały Gryffindor się zastanawiał, jak Tiara mogła umieścić takiego kretyna właśnie w Domu Lwa.
 - Dlaczego mnie szukałeś? – zapytałam, chcąc jak najszybciej go spławić. – Jeśli masz mi coś ważnego do powiedzenia, to zrób to teraz, bo nie mam zbyt wiele czasu…
 - Tak, chciałem z tobą porozmawiać. Może moglibyśmy pójść…
 - Tutaj jest naprawdę doskonałe miejsce na rozmowę.
     Uśmiechnęłam się do niego sztucznie, ale już nie protestował. Zamiast tego wyciągnął w moją stronę swoją wielką rękę i bez jakiegokolwiek skrępowania przyciągnął mnie do siebie, nie przejmując się zachowaniem podstawowych norm delikatności w obejściu z kobietą, przez co o mały włos nie wyrwał mi ramienia ze stawu. Zostałam uwięziona w jego stalowym uścisku i zmuszona przebywać zdecydowanie zbyt blisko niego niż bym chciała.
 - Jesteśmy razem już ponad miesiąc, Hermiono – zaczął, choć najpierw powinien się chyba upewnić, czy jestem w stanie oddychać – a jeszcze ani razu się nie pocałowaliśmy.
     Wybałuszyłam na niego oczy.
 - Po co się spieszyć? – odparłam, błagając całe niebiosa, by przyszły mi z pomocą. – Poza tym, zdaje się, że swoim kolegom z klasy mówiłeś co innego…
     Nigdy nie zapomnę tego wstydu, który dopadł mnie zaraz po tym, jak McLaggen zaczął rozpowiadać dookoła o naszym rzekomym namiętnym pocałunku, podczas gdy w rzeczywistości ledwo musnęłam jego policzek. Do dziś prześladuje mnie scena tłumaczeń przed Draconem, że to nieprawda, oraz przerażone spojrzenie zielonych oczu Harry’ego. Czasem miałam wrażenie, że Wybraniec wolałby, żebym była z Malfoyem niż z Cormakiem.
 - Musiałem – wyjaśnił. – Uważaliby mnie za kompletną ciamajdę, gdybym powiedział, że tak długo z tym zwlekamy. Ciągle mnie zbywasz, skarbie. A tak naprawdę jestem gotowy.
 - Ale ja nie jestem jeszcze gotowa – syknęłam.
     McLaggen zdawał się w ogóle mnie nie słuchać: uśmiechnął się tylko zawadiacko, jakbym właśnie powiedziała mu najwspanialszy komplement, po czym zamknął oczy i zaczął powoli zbliżać usta do mojej twarzy. Patrzyłam z przerażeniem, jak dzieląca nas odległość z każdą sekundą się zmniejsza i czepiając się ostatniej deski ratunku odchylałam się coraz bardziej w tył, zastanawiając się, w którym momencie mój kręgosłup pęknie z donośnym hukiem.
 - Drętwota! – Usłyszałam nagle gdzieś ze swojej prawej strony znajomy głos.
     Cormac runął bez zmysłów na zimną posadzkę, a ja w ostatniej chwili uratowałam się przed upadkiem. Poczułam niesamowitą ulgę – zarówno fizycznie, jak i psychicznie – i dopiero wtedy odwróciłam wzrok w kierunku, z którego padło zaklęcie.
     Stał tam Draco Malfoy, z różdżką wciąż wycelowaną w Gryfona. Twarz miał jak zwykle spokojną, ale zauważyłam, że jego szare oczy błyszczą gniewem. Patrzyłam na niego z lekko rozchylonymi ustami, nie wiedząc nawet, co powiedzieć.
 - Przepraszam – zwrócił się do mnie, chociaż wcale nie wyglądał na skruszonego. Widać źle odebrał moje milczenie. – Ten kretyn strasznie działał mi ostatnio na nerwy.
 - Nie szkodzi – odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.
 - Wiesz, to chyba nie był najlepszy pomysł – dodał, wskazując na leżącego przed nami Gryfona. – Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę zrobię mu krzywdę. Zerwij z nim.
 - I tak udało się to ciągnąć zadziwiająco długo, nie sądzisz?
     Wykorzystywanie McLaggena nie należało do przyjemności, ale sama byłam zdziwiona tym, z jaką łatwością Cormac łapie każde moje kłamstwo, każdą moją wymówkę i każde usprawiedliwienie. Albo się bardzo zaangażował, albo naprawdę poczuł do mnie coś więcej. Zdarzały się momenty, w których czułam wyrzuty sumienia dotyczące tego, jak go traktuję, ale wszystkie bladły i znikały za każdym razem, gdy spotykałam się z Malfoyem.
     Fakt, że Ślizgon jest o mnie zazdrosny, wprawił moje serce w przyjemne kołatanie. Chyba każda kobieta podświadomie pragnie tego uczucia – a ja nie byłam żadnym wyjątkiem.
 - Draco… a co ty tutaj w ogóle robisz? – zapytałam, nagle uświadamiając sobie, że Malfoya nie powinno tutaj być. – Nie miałeś być już w środku, w Pokoju Życzeń?
 - Co tu robię? Ratuję cię przed tym kretynem. – Podszedł do mnie i objął delikatnie w talii. Uśmiechnęłam się do niego ciepło; ta scena mogłaby wyglądać naprawdę romantycznie, gdyby nie leżące u naszych stóp ciało McLaggena. – Przyszłaś trochę za wcześnie i może dobrze się stało, bo nie chcę nawet myśleć, co by było, gdybym to nie był ja.
     Zarzuciłam mu ręce na szyję, tonąc w spojrzeniu jego zimnych oczu. Oboje kompletnie zapomnieliśmy, że wciąż znajdujemy się na korytarzu, na którym najczęściej można było spotkać Gryfonów zmierzających do Wieży.
     Dokładnie w tym samym momencie, w którym odwróciłam głowę na bok, bez wyraźnej przyczyny – jakby to intuicja podpowiadała mi, że powinnam to zrobić, na końcu korytarza dostrzegłam tak dobrze znajomą i ukochaną postać ubraną w zwykłą, czarną szatę.
     To był Harry.
     Wciągnęłam głośno powietrze do płuc, przez co Malfoy zmarszczył brwi i również odwrócił się w kierunku Wybrańca. Spojrzenia moje i Harry’ego na ułamek sekundy spotkały się, i nie musiałam podchodzić bliżej, by poznać, że jego dobre, zielone oczy pełne są niedowierzania, przerażenia, żalu i czegoś, co miało prześladować mnie do końca życia – zawodu, graniczącego wręcz ze zdradą naszej wieloletniej przyjaźni.
     Draco zareagował instynktownie: podczas, gdy zielonooki stał w miejscu jak sparaliżowany, niezdolny wykonać żadnego kroku w przód przez szok, jakiego doznał, ten wyciągnął swoją głogową różdżkę i skierował jej koniec w jego stronę.
 - Drętwota! – powiedział wyraźnie.
 - Nie! – krzyknęłam, ale było już za późno. Harry upadł bez zmysłów na podłogę jak lalka, której ktoś poprzecinał sznurki. – To jest mój przyjaciel!
     Podbiegłam do niego, czując gorące łzy napływające mi do oczu.
 - Nic mu nie będzie – szepnął Ślizgon. Nie pamiętam, kiedy znalazł się obok mnie; kucnął i zmusił, bym spojrzała mu w oczy. – Musimy wymazać mu pamięć, Granger.
 - Nie ma mowy – powiedziałam drżącym głosem, kręcąc głową na boki. – To mój przyjaciel, Draco. Ja nie mogę mu tego zrobić, nie mogę na to pozwolić…
 - Posłuchaj. – Jego ton był łagodny i spokojny. – Zaraz na tym korytarzu może pojawić się więcej osób. Musimy działać szybko. – Zrobił krótką pauzę. – Najrozsądniejszym i najprostszym wyjściem jest rzucenie na Pottera Zaklęcia Zapomnienia, i doskonale o tym wiesz. Unikniemy zbędnych pytań i problemów. Ale decyzja, oczywiście, należy do ciebie.
     Wiedziałam, że miał rację…
 - Dobrze – przytaknęłam, nienawidząc samej siebie. – Zrobię to.
 - Ja zajmę się McLaggenem. Wrzucę go do jakiejś komórki na miotły. – Zawiesił na chwilę głos. – Będę przez cały wieczór w komnacie za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy. Przyjdź, jeśli będziesz chciała, dobrze? Znasz hasło.
     Wstał. Zawahał się na moment, po czym starł delikatnie wierzchem dłoni łzy z moich policzków i pocałował mnie czule w czoło. Ścisnęłam mocniej jego rękę, chcąc tym samym pokazać mu, że nie winię go o nic, co tutaj zaszło. Kiwnął lekko głową, po czym odszedł.
     Długo zwlekałam z tym, co musiałam zrobić. Patrzyłam na twarz Harry’ego – najlepszego człowieka, jakiego spotkałam na swojej drodze, który przez wszystkie ubiegłe lata ofiarował mi czystą i bezinteresowną przyjaźń, i znienawidziłam samą siebie. Oszukiwałam kogoś, kto spotkał w swoim życiu tak wiele zła, a wciąż wierzył w prawdziwe i szczere uczucia: miłość, przyjaźń. A ja go zawiodłam. Musiałam wymazać ostatnie wspomnienia z pamięci kogoś, kto niczym sobie na to nie zasłużył: jego jedyną winą było to, że znalazł się w złym miejscu i w złym czasie. Czy aż tak wielką cenę należało zapłacić za uczucie?
     Drżącymi rękami wyciągnęłam zza pazuchy swoją różdżkę z winorośli i czując, że robię coś wbrew sobie, skierowałam jej koniec na twarz leżącego przede mną Harry’ego.
 - Obliviate – szepnęłam, czując na policzkach świeże łzy.
     I już po wszystkim. Tyle myśli, tyle uczuć, wyrzutów sumienia i trudnych decyzji dotyczących właściwego wyboru, jedna sekunda, jedno zaklęcie i koniec.
     Przetarłam dłonią oczy i wzięłam parę głębszych oddechów.
 - Enervate.
     Harry natychmiast otworzył oczy, rozglądając się dookoła. Podniósł się do pozycji siedzącej i poprawił okulary na swoim nosie, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
 - Hermiono? Co się stało? – zapytał. – Płakałaś?
     Machnęłam ręką, wymuszając na ustach blady uśmiech.
 - Przepraszam, Harry – szepnęłam. – To moja wina. Ja… pokłóciłam się z Cormakiem. I tak mnie rozzłościł, że zaczęłam strzelać w niego zaklęciami. Ale chybiłam i trafiłam w ciebie, bo akurat w tym momencie wyszedłeś zza zakrętu…
 - Musiałem się mocno uderzyć w głowę, bo w ogóle tego nie pamiętam. Wiem, że zaraz po treningu ruszyłem do Wieży, żeby jeszcze zerknąć na Mapę, a potem… pustka.
     Zerknąć na Mapę? Czy Wybraniec wciąż śledził Malfoya?
     Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco, a on westchnął, mierzwiąc swoje włosy. Chwilę później podnieśliśmy się z ziemi, a zza zakrętu wyszedł Ron.
 - A, tu jesteście – powiedział. – Dziś nie było tak źle, prawda, Harry? Wiesz co, ja myślę, że rozwalimy Puchonów w niedzielnym meczu. – Zatrzymał swój wzrok na mnie i zmarszczył lekko brwi. – Co z tobą, Hermiono? Płakałaś?
 - Och, coś mi tylko wpadło do oka – skłamałam.
     Wybraniec w żaden sposób tego nie skomentował. Pewnie pomyślał, że nie chcę zwierzać się Weasleyowi ze swoich problemów z McLaggenem i zdecydowanie miał rację.
 - To co, idziemy do pokoju wspólnego? – zaproponował Ron. – Nie wiem jak wy, ale ja jestem strasznie zmęczony. Mam w dormitorium jeszcze butelkę kremowego piwa…
 - Ja muszę jeszcze wrócić do biblioteki – wpadłam mu w słowo. – Zostawiłam tam chyba książkę do transmutacji, a chciałam już dzisiaj napisać to wypracowanie…
 - Nie ma sprawy. To widzimy się później.
     Przytaknęłam, po czym ruszyłam w przeciwną stronę niż oni, schodząc po schodach na szóste piętro. Chcąc upewnić się, że zyskałam wystarczającą ilość czasu, przeszłam przez cały korytarz i wróciłam przed posąg Siedmiopalczastej Czarownicy od drugiej strony.
 - Znam twój sekret – powiedziałam, upewniając się, że w pobliżu nie ma nikogo.
     Przez ostatni miesiąc sekretnej komnaty nikt nie używał, więc półki, książki i drewniane krzesło pokryła warstwa kurzu. Pusty kociołek stał w kącie, niepotrzebny i zapomniany. Świece na kamiennych ścianach płonęły bladym światłem, ale i tak nie zdołały w pełni go rozświetlić, przez co całe pomieszczenie wciąż tonęło w półmroku.
     Malfoy już był w środku. Stał oparty plecami o parapet i byłam pewna, że uważnie mi się przygląda. Oboje wiedzieliśmy, że to do mnie musi należeć pierwszy ruch tego wieczoru, choć przecież żadne z nas nie powiedziało tego głośno. On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dzisiejsze wydarzenia, które rozegrały się na siódmym piętrze, bardzo mnie zabolały. Ja za to wiedziałam, że sama byłam sobie winna – łudziłam się, że przyjaźń z Harrym, Ronem i Ginny oraz miłość z Draconem da się jakoś pogodzić, że być może Gryfoni nigdy się o tym nie dowiedzą, że nigdy ich to nie zaboli, że nigdy nie będą żądali ode mnie wyjaśnień, dlaczego wybrałam właśnie jego. Tak się nie dało. Każda moja decyzja pociągnie za sobą określone konsekwencje, które kiedyś – wcześniej czy później – i tak mnie znajdą.
     Wciąż prześladował mnie obraz spojrzenia Harry’ego, tego zawodu i przerażenia, które dostrzegłam w jego oczach. Zawsze był taki wyrozumiały, taki dobry. Podświadomie miałam nadzieję, że kiedy już skończę szkołę i zostawię ich, wybiorę Malfoya, Wybraniec mimo wszystko kiedyś mi to wybaczy. Gorzej będzie z Ronem – wiedziałam, że on nigdy nie będzie w stanie tego zrozumieć, bo czuje do mnie coś więcej, choć wciąż nie chce się do tego przyznać. Ginny? Ginny jest impulsywna, powściekałaby się trochę, ale później, po ochłonięciu, może nawet mogłybyśmy wspólnie powspominać stare czasy.
     Dlaczego akurat wtedy, po tym wszystkim, układałam w głowie obrazy odległej przyszłości, pisałam scenariusze na przyszłe lata? To proste: bo wiedziałam, kogo wybiorę, gdzie jest moje prawdziwe miejsce. Decyzja zapadła tak naprawdę już dawno temu.
     Tak łatwo go było nienawidzić…
     Draco czekał cierpliwie, nie odzywając się ani słowem. Wiedziałam, że daje mi czas, że jest gotowy zaakceptować każdą decyzję, którą podejmę. Nie trzymałam go długo w niepewności: już po chwili rzuciłam mu się w ramiona, pragnąc czułości, zrozumienia i uczucia, pragnąc jego. Wydawało mi się, że odetchnął z ulgą, kiedy już opierałam głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w rytmiczne bicie jego serca – najpiękniejszą muzykę, jaka kiedykolwiek cieszyła moje uszy. I pomyśleć, że kiedyś – wydaje się, jakby to było co najmniej w poprzednim życiu – zastanawiałam się, czy Ślizgon w ogóle je ma.
 - Bałem się, że odejdziesz – wyznał cicho, nie wypuszczając mnie ze swojego uścisku.
 - Ani przez chwilę o tym nie pomyślałam – odpowiedziałam, pragnąc jak najdłużej trwać w tej pozycji. W jego ramionach czułam się bezpieczna i spełniona, szczęśliwa.
     Nagrodą po tym długim, ciężkim dniu było milczenie. Nie zrozumcie mnie źle, wcale mi nie ciążyło. Istnieją w naszym życiu tacy ludzie, w towarzystwie których cisza nie krępuje, a wręcz przeciwnie – wyzwala najlepsze emocje, bo każdy człowiek od czasu do czasu potrzebuje po prostu zatrzymać się na chwilę, stanąć w miejscu, pomilczeć. Kimś takim był dla mnie właśnie Draco Malfoy i z nikim innym cisza nie smakowała tak dobrze, jak z nim.
     Nie wiem ile czasu tak trwaliśmy, bez słów – może było to kilkanaście minut, a może kilkanaście dni – ale kiedy w końcu odsunęliśmy się od siebie, emocje znacznie już opadły. Teraz byłam gotowa spojrzeć na wszystko na chłodno, z innej strony.
 - Tak bardzo nie chciałam usuwać mu tej pamięci, Draco – wyznałam mu. Już nie płakałam, może nie czułam takiej potrzeby, a może po prostu zwyczajnie zabrakło mi łez?
 - Wiem – powiedział łagodnie. – Byłaś bardzo odważna.
 - Ależ to żadna odwaga. To strach. Zwykły lęk, Draco, bo boję się, że oni po prostu mi nie wybaczą. Mogę się łudzić, że będzie inaczej, ale tak naprawdę nigdy nie będę mieć pewności.
     Spojrzał na mnie z czułością i współczuciem.
 - Bardzo wiele cię to wszystko kosztuje – powiedział smutno. – Może zbyt wiele.
 - Nie. – Pokręciłam przecząco głową i spojrzałam prosto w jego oczy. – Wiem, czego chcę. A chcę być z tobą, Draco. Wierzę, że to wszystko dzieje się po coś. Czy ktoś kiedykolwiek mi obiecywał, że będzie łatwo i wszystko będzie przychodzić prosto? Nie. To mój wybór, Draco. Bo to moje życie. I jestem gotowa ponieść konsekwencje podejmowanych decyzji, jakiekolwiek by one nie były. Nie cofnę się, nawet gdyby ziemia miała mi się rozstąpić pod nogami, albo niebo miało spaść mi na głowę. Jestem tu, bo chcę tu być.
     Patrzył na mnie dłuższą chwilę, jakby chciał się upewnić, czy wszystko, co usłyszał przed chwilą, nie jest jakimś potwornym żartem. Ale ja nie kłamałam. Od zawsze byłam z nim szczera i ten przypadek nie był żadnym wyjątkiem.
 - Dziękuję – szepnął, choć nie miałam pojęcia, za co.
     Uśmiechnęliśmy się do siebie, a ja poczułam, jak w moje serce na nowo wstępuje nadzieja. Być może cena tego uczucia faktycznie była zbyt wielka – ale ja z kolei byłam gotowa, by ją zapłacić, choćby własnym istnieniem.
     Stanęłam po prawej stronie Malfoya, opierając się plecami o parapet.
 - Chciałam cię o coś zapytać – zaczęłam. Odwrócił głowę w moim kierunku, przechylając ją lekko na bok. – Czy ty… byłeś dziś… zazdrosny o mnie?
     Uśmiechnął się figlarnie, choć ten uśmiech nie objął oczu.
 - Mógłbym zadać ci to samo pytanie – odparł. – Dałaś na eliksirach taki popis, że zastanawiałem się, czy nie powinienem wytrącić ci tego noża z ręki. Miałam wrażenie, że jesteś gotowa rzucić się na Pansy z pazurami. Biedna, pewnie nadal jest w Skrzydle.
 - Och, tak mi przykro – zadrwiłam. – Po prostu kiedy widzę ją w twoim towarzystwie, czuję się, jakby płonął we mnie ogień. Mam wtedy ochotę rozszarpać ją na strzępy.
 - Czułem to samo, gdy zobaczyłem cię dziś z McLaggenem.
     Nasze spojrzenia spotkały się na moment, jakby słowa były zbyt małe, jakbyśmy oboje potrzebowali czegoś jeszcze. Niejednokrotnie się zastanawiałam, dlaczego Malfoy tak rzadko mówi o swoich uczuciach, skoro są czymś tak pięknym, a jednocześnie tak ludzkim, ale nigdy go o to nie zapytałam. Taki już był: skryty i tajemniczy. Nie idealny. Mój.
     Był już późny wieczór, kiedy ruszyliśmy wolno w stronę wyjścia, trzymając się za ręce. Tuż przed drzwiami Draco zatrzymał się jeszcze, patrząc na mnie poważnie.
 - Granger, jeszcze jedno – rzekł. – Obiecuję ci, że już niedługo nie będziemy musieli się ukrywać. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, ale najwyżej kilka tygodni.
 - A więc wypełniłeś już zadanie, które dał ci ojciec? – zapytałam.
 - Nie, ale jestem na najlepszej drodze do tego.
     Pocałował mnie czule w usta, po czym odsunął się, pozwalając mi wyjść.
 - Granger – zwrócił się do mnie jeszcze, kiedy stałam już w wyjściu. Odwróciłam się, ale on westchnął tylko, jakby coś wciąż go gnębiło. – Uważaj na siebie.
     Uśmiechnęłam się do niego wciąż wierząc, że wszystko będzie dobrze.

_________________________
Chwila przerwy, relaksu i wracam do nauki. Chcę już święta.

24 komentarze:

  1. pierwsza chyba! to lecę czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam ^^.Po zapowiedzi na końcu porpzedniego rozdziału, że skończy się sielanka, spodziewałam się jakichś mrocznych wydarzeń, ale i tak mi się bardzo podobało ^^.
    Bardzo byłam ciekawa, co to będzie, kiedy Harry dowie się o schadzkach Hermiony i Malfoya, a prędzej czy później musiało do tego dojść. I tak długo im się udawało, nie mniej jednak spodziewałam się, że Harry będzie dość mocno zdziwiony, może nawet trochę przerażony, i że może poczuć się zdradzony, widząc przyjaciółkę w takiej sytuacji, i to z kim.
    Gdyby nie wymazano mu pamięci, ich przyjaźń mogłaby zacząć się psuć; Harry może prędzej by jej wybaczył, ale Ron byłby wściekły, a Ginny i tak już wcześniej wiedziała. W sumie, dobrze wybrnęła; choć trudno było jej podjąć taką decyzję, oszczędziła sobie i przyjaciołom niepotrzebnych kłótni i zmartwień.
    Pięknie opisałaś wewnętrzne rozterki Granger i to jej rozdarcie; dawni przyjaciele czy Malfoy?
    Bardzo podobają mi się też twoje opisy uczuć dziewczyny, jej emocji i spojrzenia na to, co się wokół niej dzieje. Opisujesz to bardzo realistycznie i prawdziwie, bez przesadzonego patetyzmu. Hermiona wciąż jest sobą, ale po prostu zakochała się w Malfoyu - i twoja interpretacja dramione bardzo przypadła mi do gustu, o czym już pewnie dużo razy wspomniałam.
    Scenka z namolnym McLaggenem była zabawna. Jejku, co za buc, co nie reaguje, jak się go spławia i chamsko się narzuca. No, ale już w książce go nie lubiłam i zawsze miałam go za takiego prostaka ze słomą w butach, który próbuje się kreować na takiego wspaniałego i tak dalej. Dobrze, że w porę zjawił się malfoy i ciekawe, czy faktycznie był zazdrosny ^^.
    Podobał mi się też ich ten pocałunek i końcowa rozmowa. Naprawdę dużo się dzieje i nie umiem się doczekać, by przekonać się, jak to dalej rozegrasz. W twoim wykonaniu nawet bardziej sielankowe rozdziały czyta się lekko i przyjemnie, chciałabym mieć tak przyjemny styl, ale mój jest dość przyciężki, niestety ://.
    Czekam na next :***.

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu przeczytałam... Trochę to trwało, bo w międzyczasie wchodziłam jeszcze na kilka innych stron :)
    Rozdział jest świetny. Nie wychwyciłam żadnego błędu, ale to pewnie przez to, że jestem padnięta i literki rozmazywały mi się przed oczami. Ale ogółem to jest świetnie. Bardzo podobało mi się, że Hermiona nie chciała całować się z McLaggenem - z resztą strasznie działa mi na nerwy - i odsuwała się od niego. A Draco wkraczający do akcji? Aż się uśmiechnęłam, gdy wyobraziłam go sobie jak stoi z wysoko uniesioną różdżką wycelowaną w Cormaca... Trochę zdziwiła mnie reakcja Granger, gdy musiała usunąć pamięć Harryemu. No dobrze, przyjaźnili się, ale żeby aż płakać? Scena, w której Malfoy wyznał, że jest zazdrosny o Hermionę podobała mi się najbardziej - to było takie hm... szczere.
    Nie wiem co więcej powiedzieć... To, że piszesz doskonale już pewnie wiesz, także pozdrawiam i życzę weny ;**
    Asuria

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też chcę już Święta, byle bez śniegu. ;)

    Nooo, nie dość, że Hermiona jest zazdrosna o Pansy, to jeszcze Draco i McLaggena, nieźle. Nie spodziewałam się jednak, że Malfoy go zaatakuje. A Hermionie niewiele brakuje, żeby stała się jak Lockhart z tym usuwaniem pamięci, hahahahaha, żartuję oczywiście. :) W gruncie rzeczy całkiem ładna z nich para, pomimo tylu różnic między nimi.

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początek powiem, że bardzo lubię czytać Twoje odpowiedzi na moje komentarze ;D
    To, jak Draco mówi o uczuciach do Hermiony, jest po prostu niesamowite ;3 Tak samo jak to, jak ją obronił.
    Podziwiam trochę Hermionę, za to że wytrzymuje z tym McLaggenem, on mi przypomina takiego jednego z mojej klasy więc rozumiem sytuację i jej współczuję.
    A w ogóle to po przeczytaniu tego rozdziału walczą we mnie zupełnie przeciwne uczucie do Harry'ego. Bo nigdy go nie lubiłam go jako postaci, a w Twoim opowiadaniu jest wręcz... idealny. W sensie jako przyjaciel. I utrudnia mi to żywienie do niego negatywnych uczuć ;>
    Uhuhuhuh, naiwna Hermiona, może sobie wierzyć, że wszystko będzie dobrze, jakoś tego nie widzę ;D
    Ale mam nadzieję, że to, o czym mówił Draco, że nie będą się musieli ukrywać kiedyś się sprawdzi, bo chciałabym o tym wszystkim poczekać, o reakcjach znajomych i o sytuacjach, w których paradują po Hogwarcie trzymając się za ręce ^^
    Noo, powiem Ci na koniec że ja też chcę Święta, ale weekend na razie mnie zadowala, jakoś mnie zmęczył ten tydzień.
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ten Harry tutaj jest taki kochany prawda? :))

      Usuń
  6. cudownie się wszystko rozwija, podczas czytania miałam nikłą nadzieję, że Hermiona nie wymaże Harry'emu pamięci, lubię tą postać i zawsze wierzę, że on by zrozumiał... Ale tak może powinno być. czekam z niecierpliwością na kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mrrr ^^ Dzięki, uratowałaś nudne popołudnie i natchnęłaś do napisania nowego rozdziału.
    Mnie coś jakoś do świąt nie ciągnie. Ale miło będzie spędzić dłuższy czas z rodziną. Ale i tak najfajniejszy śnieg. Nawet dziś u mnie padał, to dziwne, bo ja na Pomorzu :D
    PS: Lądujesz u mnie w polecanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ich... Po prostu uwielbiam. Ale martwię się dalej o Harrego. Bardzo lubię tego Twojego... Czy on naprawdę nie może zrozumieć Hermiony? Może jednak go na to stać...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziś na trafiłam na tego bloga. Bez dłuższego zastanowienia dodałam go do obserwatorów. Nie żałuje wcale. Zobaczyłam ,że pojawił się rozdział. Zaczęłam czytać.. powiem , krótko moje postępowanie się opłaciło.
    HARRY POTTER to coś co lubię. Zawszę , gdy leci w telewizji czekam dużo przed czasem. Co z tego ,że oglądam te części po kilka razy , przecież one są super. Powiem szczerzy , nigdy POTTERA nie czytałam. Może to długość kartek książki albo moje lenistwo.Sądzę ,że MALFOY to ten blondyn. Chyba PATTINSON . Ładny jest ,ale za nim nie przepadam. HERMIONA i RON. Jakoś mi to nie pasuje , jakby dodać wodę do ognia. Myślałam ,że będzie z POTTEREM ale i tak jestem bardzo zadowolona.
    Zdziwiłam się bardzo ,że tak ładnie można opisać rozdział. I z dialogami i z uczuciami bohaterów. Widać ,że chłopakowi bardzo zależy na dziewczynie. I jest to miłość prawdziwa. Tylko czemu do cholery ona jest z tym GRYFEM. Może to tylko z konieczności. Skoro czuje się nieswojo powinna go o tym powiadomić , by go za bardzo nie zranić. Może miłość zakazana bo pochodzą oni z innych gatunków ?...

    Wejdziesz ? Zaobserwujesz ? Skomentujesz ?
    http://widzanyprzezjejokulary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ile to ja już razy wspominałam, że lubię Twoją systematyczność? :)
    Ej, mówiłaś, że rozdział będzie mniej sielankowy, no dobra momentami nie było, ale koniec *_* Draco zazdrosny? ^^ No to dobrze, powinien być, jeśli ją kocha. Właśnie się zastanawiałam, jak to będzie wyglądać, że Hermiona będzie z McLaggenem, a tu się okazało, że ona od miesiąca wmawiała mu, że nie jest gotowa do pocałunku. Strasznie naiwny on jest, ale to i dobrze. Ja chyba bym nie wytrzymała z takim dłużej. No Hermiona, jak widać, nie wytrzymuje, ciekawi mnie kiedy skończy ten udawany związek.
    Hermiona bardzo przeżyła to, że musiała wyczyścić pamięć Harry'emu, ma przedsmak tego jak to będzie potem wyglądać. Albo jak może to wyglądać. Tylko, że oprócz tego, że ona jest na to przygotowana i wybrała to świadomie, to nie wie jak dokładnie się będzie potem czuła, jak opuszczą [jeśli] ją przyjaciele. Och, nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów. :) W ogóle Twoje opowiadanie mi się bardzo szybko i lekko czyta, i gdy kończę, to zawsze z myślą "już? tak szybko?", mimo że przecież rozdział nie był krótki. ;D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze, Kochana, muszę Cię strasznie przeprosić za brak komentarza pod poprzednim rozdziałem, ale miałam dzisiaj ważne kolokwium i nie miałam okazji siąść w tygodniu przy komputerze ;/
    Podoba mi się, że zgrzyta. A raczej to w jaki sposób te nieporozumienia zaszły. To powierzchowne rozdarcie Hermiony, która właściwie nie potrafi patrzeć już inaczej na świat niż przez pryzmat miłości do Dracona. W jej obliczu wszystko wydaje się stanowić, jak powiedziałaś, tło. Bardzo dobrze ujęte emocje w tym fragmencie. Opisy również świetne.
    Czyżby nadchodziła u Ciebie faza na krzywdzenie bohaterów? :D Ja jej bardzo nie lubię, ale muszę przyznać, że jest ekscytująca ;>

    Buziaki ślę ;**

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początku chciałam napisać, że nic się nie stało, że nie poinformowałaś mnie o 26 notce. Ja tu i tak zaglądam co jakiś czas, bo przecież nie mogłabym przegapić takiego opowiadania :)
    Sielanka się skończyła, ale mimo to rozdział czytało się bardzo przyjemnie. Widok twarzy Harrego musiał Hermionę na prawdę zaboleć, jednak uważam, że dobrze postąpiła kasując mu pamięć. Gdyby tego nie zrobiła, kto wie jak dalej potoczyłaby się ich przyjaźń. A w ten sposób można powiedzieć, że zyskała na czasie, bo wierzę, że kiedyś mu powie. W końcu są najlepszymi przyjaciółmi. Fajnie, że wprowadziłaś tu postać McLaggena. Można by rzec, że stanowił on idealne tło do dalszych wydarzeń. Końcową scenę oczywiście najlepiej się czytało, ponieważ jak już chyba wcześniej wspominałam, bardzo lubię Twoją kreację Malfoy'a. Gdy opisujesz ich rozmowy i wspólny czas to wytwarzasz wtedy taką niecodzienną, magiczną atmosferę.
    Oj tak, ja też już chciałabym święta. Zwłaszcza, ze u nas nauczyciele rezerwują sobie terminy jak u kosmetyczki, z miesięcznym wyprzedzeniem >.<
    Tradycyjnie życzę dużo weny i tym razem także przyjemnej nauki( taki tam oksymoron :p )
    Pozdrawiam serdecznie :**

    OdpowiedzUsuń
  13. wreszcie nadrobiłam wszystkie zaległości :)
    jeśli mam być zupełnie szczera, to po przeczytaniu ten najważniejszej notki - wypicie przez Dracona eliksiru - byłam odrobinkę zawiedziona. nie wiem, być może spodziewałam się czegoś... większego, po tak długim czasie oczekiwania :)
    ale teraz przyznaję się bez bicia, że kolejne notki zdecydowanie wynagrodziły mi zawód. czyli generalnie przerwa od blogowania wyszła na plus - moje zdanie w ciągu 15 minut zmieniło się diametralnie. :D
    powtarzam po raz kolejny, że czytając Ciebie momentami wpadam w kompleksy i nie ukrywam, że jesteś dla mnie swego rodzaju autorytetem, Damo :)
    szablon, szablon, szablon... jest bardzo ładny, ale poprzedni podobał mi się bardziej; to pewnie to przesadne zamiłowanie do minimalizmu, nie zwracaj uwagi, naprawdę :)

    z niecierpliwością czekam na kolejne notki, jestem okropnie ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów, a jednocześnie jest mi strasznie przykro, że ich uczucie nie ma szans na powodzenie. dobrze, że często to podkreślasz. oswajam się powoli z tą myślą ;)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam wczoraj dwa zaległe odcinki i jestem pod niemałym wrażeniem, jak lekko idzie Ci opisanie tej "sielanki", która panuje obecnie w życiu Hermiony. Szkoda mi tylko Harry'ego. Hermiona nie powinna mu wymazywać pamięci i nigdy nie powinna stawiać Malfoya ani żadnej innej miłości ponad przyjaciółmi. To może okazać się zgubne. Ale zobaczymy, jak to rozegrasz ;)
    Nie mogę się doczekać momentu, kiedy w końcu przyznają przed wszystkimi, że są razem i przestaną się ukrywać. O ile ten moment w ogóle nadejdzie ^^
    Ach... Draco! Jak napisałaś o tym jego delikatnym uśmiechu, kiedy Hermiona mściła się z zazdrości na Pansy to normalnie odpłynęłam! Ojj... wyobraziłam sobie ten jego uśmiech :>

    Ja się pytam - czemu nie ma daty następnego rozdziału?! Mam nadzieję, że i tak będziemy mogli przeczytać go już za tydzień! ;)

    Pozdrawiam, tym razem nie spóźniona i bez ogromnych zaległości, hope ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejku, cudownie się to wszystko rozwija, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;) . A tym czasem zapraszam do mnie : malfoyandme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Na początek bardzo przepraszam, że odzywam się dopiero teraz, ale najpierw musiałam ogarnąć świat rzeczywisty.

    W opisie Cormaca określiłaś jego oczy jako "ciepłe", co nie współgra z jego kreacją zarozumiałego kretyna. Pewne wątpliwości wzbudza też fakt, że tak długo dawał się zwodzić; rozumiem, że jest naiwniakiem i ma niskie IQ, ale miesiąc...?
    Poza tym - Hermiona taka nieostrożna? Zdaje mi się, że powinna chcieć jak najszybciej stamtąd zniknąć, zwłaszcza z powodu leżącego McLaggena.
    To chyba tyle, jeśli chodzi o takie głośniejsze zgrzyty.

    Osobiście uważam, że kasowanie pamięci Harry'emu nie było ze strony Granger najlepszym wyborem, ale rozumiem, co nią kierowało. Całkiem ładnie opisałaś, co się działo wtedy w jej głowie, choć jak na Twoje możliwości jest to bardzo zwięzły opis.

    To, co bardzo mi się podoba to sposób, w jaki ukazujesz Malfoya; zaszła w jego zachowaniu widoczna zmiana, ale wciąż można w nim odnaleźć cechy kanoniczne, co, jak się domyślam, nie jest prostym do uzyskania efektem.

    "związek z „Księciem Półkrwi”" - tutaj cudzysłów jest zbędny.

    Tyle ode mnie, pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdybym powiedziała, że wpadłam na Twojego bloga całkiem przypadkiem - skłamałabym. Skłamałabym również pisząc, że poleciła mi go inna osoba. Czytając komentarze i jednej z blogerek znalazłam Twój nick, który zainteresował mnie na tyle, że weszłam na tę stronę. A mówią: "nie oceniaj książki po okładce". Książka niestety to nie jest, ale oceniłam jedynie po autorze :)

    Kiedy przeczytałam całe dwadzieścia siedem rozdziałów byłam w lekkim szoku. Zazwyczaj nie zaczynam czytać historii, które już mają tak wiele za sobą, ale zrobiłam wyjątek. I szczerze powiedziawszy... zamiast uczyć się do dużego testu spędziłam całe popołudniu czytając to... opowiadanie? Nie dziw się, że trzy kropki, ale historia o Draco i Hermionie, a zwłaszcza ta historia, jest naprawdę wspaniała i nazwać ją tak prostym słowem... Nie. Jakoś trudno.

    Wspaniały pomysł, chociaż jestem pewna, że gdzieś w blogosferze ktoś napisał coś podobnego o miksturze, eliksirze. Nie wiem, nie czytałam niczego innego i jakoś niespecjalnie będę szukała. Dla mnie to świetna fabuła, którą stworzyłaś właśnie Ty. Dużo się słyszy o tym związku: ogień i woda, itd. Tutaj przynajmniej mogłam odczuć na czym polega różnica w charakterach głównych postaci, dlaczego są tacy, a nie inni i co chciałaś przez to osiągnąć.
    Opisy wcale nie nudzą. Szczerze! Jakoś nie przeskakiwałam żadnego wątku tylko wczytałam się i nagle patrzę, a tu koniec.

    Kreacja bohaterów... Jest tyle świetnych blogów, które aktualnie czytam, ale "Echo naszych słów" należy do mojej czołówki. A kiedy patrzę na wykreowane przez Ciebie bohaterów stawiam ich w pierwszej piątce.
    Draco jako zimny, ale jak czuły arystokrata jest wspaniały. Nie sposób się w nim zakochać, więc wcale nie dziwię się Hermionie, że to zrobiła. Szkoda, że świat literacki istnieje tylko w naszych wyobraźniach, a takie związki nie istnieją w realnym świecie. Kiedy powiedział: " - Zakochałem się", to patrzyłam się na te słowa parę dobrych minut żebym mogła zrozumieć. Po tylu rozdziałach czytelnik wie, że jeszcze trochę czasu minie zanim ktoś powie te magiczne słowa, ale nie spodziewałam się padną niespodziewanie i właściwie bez żadnego czułego wstępu. A jeszcze bardziej ucieszyła mnie reakcja bohaterki. Spodziewałam się jakiegoś krzyku radości, tańca szczęścia. A tu proszę, przyjęła to całkiem spokojnie, a nawet nie ruszyła się z miejsca!
    Natomiast Hermiona jako postać pierwszoplanowa czasami drażni, czasami rozbawia, a czasami pozostaje na gruncie neutralnym. Nie można powiedzieć, że jej nie lubię. Bo Hermiona to po prostu charakter, który istnieje i trzeba go wykorzystać.
    Jeju, piszę jak jakaś nienormalna trzynastolatka. Eh, no cóż. Emocje, tak nazwę.

    Dlatego postanowiłam, że opowiadanie czytać będę do samiutkiego końca i nie pozwolę go zawiesić, co to, to nie! Więc nawet niech ie nachodzą Ciebie takie myśli w jakiejś odległej przyszłości, bo piszesz świetnie, składasz rewelacyjne dialogi, opisy.
    Dodaje do ulubionych i zaglądam parę razy w tygodniu.

    Pozdrawiam, Donna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze parę takich pozytywnych komentarzy, a chyba zwariuje :)

      Usuń
  18. http://szlafrok-smierciozercy.mylog.pl/blog ocenione. przeze mnie, bo penny się uczy. jeśli naprawdę chcesz, żeby oceniła cię jeszcze penny - śmiało, wrzucę cię w to samo miejsce w kolejce :)

    OdpowiedzUsuń
  19. OMG *__*
    Ten blog jest nieziemski <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Wkurwia mnie to że on nadal mówi do niej po nazwisku -,-
    Boże! Jak ja się przeraziłam kiedy czytałam ze Harry ich zobaczył... Normalnie serce mi chyba stanęło ze strachu (xd)

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  21. Matko, myślałam, że eksploduję, jak przeczytałam ten fragment o Pansy ^^ Było bosko, uczuciowo i wspaniale :3

    OdpowiedzUsuń
  22. OMyGy o.O
    Cudownie! Jeszcze kilka tygodni i po wszystkim. Nie będą się ukrywać..
    Jak to dobrze, czasem.. Żyć tak złudną nadzieją.
    Oszukiwać samą siebie, że będzie dobrze.
    A przecież i tak nie będzie.
    Nieparzysta.

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: