26 listopada 2012

26. Wśród sekretów


„Wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli”.
Arthur Schopenhauer

~*~

      Sekunda, minuta, godzina. Dzień, tydzień, miesiąc…
      Czas nie zwalniał swego biegu ani przez chwilę – nie przywykł do przystosowywania się do ludzkich pragnień; uciekał jak woda przez palce, a ja żyłam ponad tym, ponad wszystkim. Trwałam w bajce razem z człowiekiem, który w żadnym wypadku nie był doskonały, a mi nie przeszło nawet przez myśl, by tego od niego wymagać. Z każdym dniem poznawałam go coraz bardziej, coraz dokładniej; każdego dnia coraz trudniej było mi się z nim żegnać i każdego dnia lepiej smakowały powitania. Żyliśmy na przekór wszystkiemu i wszystkim, wśród tajemnic i iluzji, wśród pozorów, znaczących spojrzeń i czułych gestów.
      Tak, luty tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku był najpiękniejszym miesiącem, jaki kiedykolwiek przeżyłam w murach Hogwartu. I pomimo tego, że każdy kolejny dzień był wyzwaniem, pomimo parszywej pogody panującej za oknem – ja byłam prawdziwie spełniona, bo w moim życiu wreszcie zaświeciło słońce i zostało na dłużej.
      Ach, jak łatwo jest przyzwyczaić się do szczęścia, prawda?
      Zbliżał się marzec, ale panująca na zewnątrz pogoda wcale nie zwiastowała nadejścia tak bardzo oczekiwanej przez uczniów wiosny. Śnieg się topił, pozostawiając na dziedzińcu wielkie i głębokie kałuże, a atramentowe niebo dzień w dzień płakało wielkimi kroplami deszczu, nie dając nawet iskierki nadziei na poprawę warunków. Ron na każdym kroku narzekał na deszcz i brak możliwości wyjścia na spacer wokół zamku, a Harry snuł teorie spiskowe dotyczące najbliższego meczu quidditcha, który – jak mówił Wybraniec – w takich warunkach pogodowych najlepiej będzie zagrać na łódkach, zamiast miotłach.
      Dla mnie to wszystko było jedynie tłem, niewyraźnym – choć niezbędnym – epizodem, któremu poświęcałam minimum swojej uwagi. Wspólne z Malfoyem sekrety i ukrywanie prawdy przed przyjaciółmi weszło mi w krew do tego stopnia, że przez ten miniony miesiąc udało mi się zaakceptować zaistniałą sytuację i się do niej odpowiednio przystosować. Już nawet sumienie nie dokuczało tak często, jak dawniej – czasem miałam wrażenie, że uśpiło je to niesamowite szczęście, które czułam za każdym razem, gdy znajdowałam się blisko Dracona. W moim życiu nastał czas, kiedy to jedynymi problemami stali się zdecydowanie zbyt nachalny ostatnio Cormac McLaggen, oraz tajemniczy Książę Półkrwi, którego niezmiennie wielbił Harry, ślepo ufając odręcznym zapiskom na marginesach.
      Byliśmy właśnie w lochach, na kolejnej lekcji eliksirów, kiedy znów poruszony został temat właściciela (lub właścicielki) równego pisma na kartkach książki.
  - Pogrzebałam co nieco na ten temat w bibliotece – powiedziałam przyciszonym głosem, wyjmując z torby swoje książki i kładąc je na drewnianym stoliku.
  - A więc to właśnie robisz, kiedy McLaggen szuka cię po całym zamku, twierdząc, że zniknęłaś? – przerwał mi zielonooki, a w jego głosie dosłyszałam nutkę zrozumienia. – Przegrzebujesz opasłe tomy, by dowiedzieć się czegoś o Księciu Półkrwi? Doprawdy, Hermiono, mogłabyś dać sobie z tym spokój…
      Och, gdyby wiedział, co ja robiłam w tym czasie…
  - Nie ma mowy, Harry – stwierdziłam stanowczo. – Zainteresowało mnie to, kto mógł wymyślać podejrzane formułki zaklęć i zapisywać je na marginesach podręcznika…
  - Podejrzane? Daj spokój, to zwykłe czary, nie robią nic złego…
  - W każdym razie – przerwałam mu – znalazłam tylko jedno nazwisko, które mnie zainteresowało. W starym numerze Proroka Codziennego, jest do nich dostęp w naszej bibliotece. Natrafiłam na czarownicę, która nazywała się „Eileen Prince”. PRINCE, Harry.
      Przerwał rozpakowywanie swojej torby i spojrzał na mnie znacząco.
  - Nie ma mowy, Hermiono – powiedział. – Zwykła zbieżność.
  - Ty po prostu uparłeś się na to, że to nie może być kobieta – syknęłam. – Posłuchaj, w magicznym świecie nie ma żadnych książąt, więc to musiał być przydomek, zwykła ksywka. Może ona była dumna ze swojego nazwiska? Gdyby była półkrwi, wszystko byłoby jasne…
  - Ja po prostu WIEM, że te słowa wyszły spod ręki mężczyzny – rzekł twardo. – I daj sobie z tym spokój, Hermiono, szkoda twojego cennego czasu. – Już otwierałam usta, żeby coś mu odpowiedzieć, kiedy nie zwracając na mnie uwagi, odwrócił się w kierunku Rona. – A ty co masz taką skwaszoną minę? Też masz coś przeciwko Księciu?
      Swoją drogą: dać sobie z tym spokój? I zrezygnować z najlepszej wymówki, kiedy to szłam na siódme piętro do Pokoju Życzeń, by spotkać się z Malfoyem? Niedoczekanie.
      Ronald westchnął ciężko, zwracając tym samym moją uwagę.
  - Odwołali sobotni wypad do Hogsmeade – jęknął żałośnie.
  - To było do przewidzenia – odparłam, wzruszając ramionami. – Po tym, co zdarzyło się Katie… I później, cała sprawa z dementorami… Cud, że nie zamknęli szkoły.
  - Ale to moje urodziny. – Weasley przybrał minę zbitego psa.
  - Daj spokój. – Harry poklepał go po ramieniu. – Jestem pewien, że i tak będzie…
      Urwał w pół słowa, wpatrując się z zainteresowaniem w coś ponad moim ramieniem. Zmarszczyłam brwi i również odwróciłam głowę, chcąc poznać powód jego rozkojarzenia. Nie musiałam pytać, by zrozumieć, o co chodziło Harry’emu – do lochów właśnie wszedł nie kto inny, jak Draco Malfoy; jak gdyby nigdy nic podszedł do stolika, przy którym rozsiedli się Zabini, Nott oraz Parkinson i zaczął wyjmować z torby swoje rzeczy.
      Nie potrafiłam sobie przypomnieć, kiedy Malfoy po raz ostatni uczestniczył w lekcji eliksirów ze Slughornem. Nic więc dziwnego, że jego pojawienie się w lochach wywołało tak wielkie poruszenie. Osobiście dziwnie się czułam – być tak blisko niego, a nie mogąc go dotknąć, czy chociaż czule spojrzeć. Ciągle wśród pozorów, tajemnic i wspólnych sekretów.
  - Cześć wam! – Chwilę ciszy przerwał Ernie Macmillan, jedyny Puchon z szóstej klasy, który uczęszczał na eliksiry. Usiadł na wolnym miejscu obok Harry’ego. – Właśnie się dowiedziałem, że odwołali najbliższy wypad do Hogsmeade… Szkoda, ale z drugiej strony to chyba dobre posunięcie, co? Po tym, co jesienią stało się Katie…
      Ze zdziwieniem doszło do mnie, że dużo trudniej jest mi się na czymś skupić, kiedy wiem, że gdzieś w zasięgu mojego wzroku jest Draco Malfoy. Starałam się usilnie nie zwracać na niego najmniejszej uwagi, zacisnąć zęby i jakoś przetrwać te dwie godziny. Miałam nadzieję, że kiedy zacznie się właściwa lekcja, moje myśli do reszty pochłonie warzony eliksir.
      Ale nie mogłam się powstrzymać, by od czasu do czasu nie zerkać po kryjomu w jego kierunku. To było silniejsze ode mnie, jakbym nagle straciła kontrolę nad swoim ciałem.
  - Witam państwa! – Odetchnęłam z ulgą, gdy z gabinetu za pracownią wyszedł Horacy Slughorn. Miał na sobie długą, brązową szatę i jak zwykle uśmiechał się promiennie. – Na dzisiejsze zajęcia przygotowałem dla was, mojej ulubionej grupy, coś specjalnego. Eliksir Czasu! Jestem pewny, że panna Granger doskonale wie, jak on działa?
      Postarałam się skupić całą swoją uwagę na zadanym pytaniu.
  - Oczywiście. Jest to jedna z najbardziej pracochłonnych mikstur w dziejach magii, a do tego nielegalna. Za uwarzenie jej bez wyraźnej zgody Ministerstwa Magii grozi długoletni pobyt w Azkabanie. Jak sama nazwa wskazuje, dzięki temu eliksirowi możemy ingerować w upływający czas, według własnych potrzeb. – Odchrząknęłam. – Jednak o ile wiem, przyrządza się go przez dziewięć miesięcy, czyli tyle, ile trwa ciąża kobiety. Nie mam pojęcia, co moglibyśmy próbować z nim zrobić w ciągu dwóch godzin, profesorze.
      Slughorn uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ja kątem oka zobaczyłam, jak Nott szepcze coś do pozostałych Ślizgonów, na co ci parsknęli cichym śmiechem. Byłam pewna, że rzucił jakąś chamską uwagę na mój temat, ale nie miałam zamiaru się tym przejmować. Odwróciłam głowę, udając, że strzepuję coś z szaty, a w rzeczywistości spojrzałam na Malfoya, który również na mnie zerknął. Jego usta wykrzywiał drwiący uśmiech, ale wiedziałam i rozumiałam, że oboje musimy zachować pozory.
  - Nie zawiodłaś mnie, panno Granger! Dziesięć punktów dla Gryffindoru! – Urwał na chwilę i stanął na środku klasy, przyglądając się każdemu po kolei. – Musicie wiedzieć, że są dwa aspekty, w które magii nie wolno ingerować: jednym z nich jest dusza, drugim właśnie czas. Wiąże się to ściśle z prawami natury, przemijaniem, życiem. Konsekwencje złamania tej zasady są straszne. I, jak słusznie zauważyła panna Granger, do prawidłowego przyrządzenia tej mikstury potrzeba dziewięciu miesięcy oraz bardzo rzadkich i trudno dostępnych składników. – Klasnął w dłonie. – Ale my, dziś, tutaj i teraz, uwarzymy miniaturkę prawdziwego Eliksiru Czasu. Półtorej godziny wystarczy nam, aby nasza mikstura miała na tyle poprawne działanie, że posłuży profesor Sprout jako nawóz przyspieszający kwitnięcie magicznych roślin. Z uwagi na dość pracochłonne zadanie, jak i na ograniczoną dostępność potrzebnych ingrediencji, zrobimy to w małych grupkach trzyosobowych… Aby uniknąć zamieszania, pozwólcie, że sam was podzielę. – Spojrzał na wszystkich uczniów, wskazując palcem po kolei na każdego. – Pan Rogers, pan Davis i pan Corner, możecie się już zabrać do pracy. Panie Boot… proszę dołączyć do pana Notta i Blaise’a… och, tak, doskonale, doskonale… Pan Malfoy, panna Parkinson i panna Granger w jednej grupie… No i zostaje nam Harry, pan Weasley… i pan Macmillan. – Klasnął w dłonie, wyraźnie rozradowany. – A więc, do dzieła! Potrzebne ingrediencje znajdziecie w kredensie, a receptura jest w waszym podręczniku na stronie pięćset sześćdziesiątej drugiej…. Do roboty, do roboty!
      Spojrzałam najpierw w kierunku Malfoya i Parkinson, a później odwróciłam głowę do Harry’ego i Rona, którzy przyglądali mi się z wyraźnym współczuciem. Westchnęłam.
  - Dlaczego to zawsze muszę być ja? – szepnęłam do nich, zbierając ze stolika swoje rzeczy. Nie chciałam kusić losu, więc bardzo niechętnie przeniosłam się na stanowisko obok, gdzie stanęłam po lewej stronie Pansy Parkinson. Nawet nie próbowałam ukryć niezadowolenia.
      Usilnie nie patrząc na żadne ze Ślizgonów, drżącymi rękami otworzyłam podręcznik na wskazanej stronie i odnalazłam potrzebną recepturę, którą dokładnie przeczytałam.
  - Dobra, ja w takim razie zajmę się przygotowaniem owoców szarodębu – powiedziałam, nie podnosząc wzroku znad książki. – Jedno z was musi obrać korzeń waleriany, a drugie posiekać w drobny proszek muchy siatkoskrzydłe…
  - Umiemy czytać, Granger – przerwała mi dość niegrzecznie czarnowłosa, po czym zwróciła się do Malfoya. – Draco, czy mógłbyś podać mi srebrną obieraczkę? Jest tam, na rogu…
      Kiedy zobaczyłam, w jakim tempie Parkinson trzepota długimi rzęsami zwracając się do Ślizgona, poczułam w sobie palącą żądzę mordu, której nie potrafiłam w żaden sposób zwalczyć. Nie mówiąc już o tym, że obieraczka, o którą prosiła, znajdowała się na wyciągnięcie ręki… Zacisnęłam ręce na blacie stołu i uśmiechnęłam się sztucznie.
  - Coś ci wpadło do oka, Pansy? – zapytałam przymilnie.
      Spuściła wzrok, wyraźnie speszona, po czym zabrała się za wybieranie najbardziej okazałych korzonków waleriany. Kątem oka zobaczyłam, jak Draco uśmiecha się delikatnie.
      Odeszłam na chwilę od stolika, by zabrać z kredensu trzy plony szarodębu. Były to duże, okrągłe owoce w kolorze popielatym, które po precyzyjnym nacięciu w odpowiednim miejscu wydzielały gęsty, zielony sok o nieprzyjemnym zapachu.
  - Ja tam nie wytrzymam – szepnęłam w kierunku Harry’ego, który również udał się po potrzebne ingrediencje. – Rozerwę ją na strzępy i wcale nie będę żałować.
  - Nie dziwię się – odpowiedział. – Ale dasz radę, Hermiono.
      Łatwo mu było mówić.
      Wróciłam do stolika, starając się nie zwracać uwagi na to, jak Parkinson kaleczy korzonki. Musiałam za to przyznać, że Malfoy bardzo dobrze sobie radził, siekając muchy siatkoskrzydłe ze zręcznością, której się po nim nie spodziewałam. Właśnie wzięłam pierwszy z owoców, położyłam go na drewnianej desce i chwyciłam w rękę nóż, kiedy stojąca obok mnie Ślizgonka ruszyła się z miejsca, by odważyć na szalkowej wadze potrzebną ilość składników. Zamarłam, gdy przechodząc za Malfoyem objęła go czule w talii i wtuliła na moment w jego plecy. Nóż w mojej ręce zadrgał niespokojnie.
      Byłam gotowa rzucić się na nią ze złości i zazdrości, albo po prostu wyciągnąć różdżkę i trzepnąć w nią jakimś złośliwym zaklęciem. Sposób, w jaki zwracała się do Dracona, ton jej głosu i te wszystkie czułe gesty doprowadzały mnie do szaleństwa aż do tego stopnia, że poczułam, jak płoną mi policzki. Dzięki Bogu przez gwar panujący w klasie nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi – oczywiście, nikt poza samym Malfoyem, który patrzył niepostrzeżenie na nóż w mojej ręce z wyraźnym niepokojem.
      Pansy wróciła na swoje miejsce, nie zapominając wcześniej o cmoknięciu Dracona ustami w policzek. Tego było już za wiele; poczułam, jak drżą mi ręce przy robieniu nacięć na skórce owocu. I właśnie wtedy wpadł mi do głowy genialny, chociaż złośliwy, pomysł.
      Upewniłam się, że stoję w odpowiedniej pozycji, po czym – jak gdyby nigdy nic – z całej siły nacisnęłam na biedny owoc. Z nacięcia, które przed chwilą zrobiłam, wytrysnęła zielona ciecz, która wylądowała prosto na czarnej szacie panny Parkinson.
  - Oooch! – Kiedy jej zduszony okrzyk wypełnił klasę, zasłoniłam ręką usta i przybrałam minę niewiniątka. – Patrz, co robisz, Granger! Moja szata!
  - Wybacz, Pansy! – odparłam, całkiem nieźle udając przejęcie. Kątem oka dostrzegłam, jak Harry i Ron szczerzą zęby w moim kierunku, podnosząc kciuk do góry, a Malfoy chichocze w najlepsze pod nosem. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Ślizgon świetnie się bawi. – To było niechcący… Nie sądziłam, że będzie miał w sobie tak wiele soku. Zaraz to zetrę, poczekaj chwileczkę…
      Złapałam za najbrudniejszą szmatę leżącą na stoliku, która służyła do wycierania stanowisk pracy po skończonych zajęciach, i nim Ślizgonka zdążyła zaprotestować, rozmazałam gęsty, cuchnący płyn po całej prawej stronie jej szkolnej szaty.
  - Nie dotykaj mnie, ty brudna szlamo! – warknęła, patrząc z obrzydzeniem na swój strój. Trzeba przyznać, że wyglądała naprawdę okropnie, co mnie wcale nie martwiło.
  - Jak sobie życzysz – powiedziałam, wracając do pracy.
      Przez kilkadziesiąt następnych minut z Pansy nie było żadnego pożytku, gdyż zajęta ona była doprowadzaniem do porządku swojej szkolnej szaty. Trzeba przyznać, że w tym czasie udało nam się z Malfoyem wykonać o wiele więcej rzeczy niż wcześniej z jej pomocą, i kiedy postanowiła wreszcie wrócić do stolika, mikstura już gotowała się na słabym ogniu, bulgocząc radośnie i wydając ze środka potężne kłęby białej pary.
  - Do końca pozostało dziesięć minut! – obwieścił Slughorn, wyłaniając się ze swojego gabinetu. Omiótł wzrokiem całe pomieszczenie, po czym zaczął, jak to miał w zwyczaju, przechadzać się między stolikami, sprawdzając efekt półtoragodzinnej pracy.
      Sprawdziłam temperaturę ognia pod kociołkiem, a potem raz jeszcze wróciłam do receptury eliksiru, chcąc mieć pewność, że wszystko jest, jak być powinno.
  - No, wygląda na to, że najgorsze już za nami – powiedziałam, nie patrząc na Malfoya. – Na koniec należy wlać wodę zabarwioną przez marmurówkę olbrzymią…
  - Ja to zrobię – zaoferowała się Pansy. Uniosłam brwi do góry.
  - Ty? – zapytałam. – Jesteś pewna?
  - A niby co w tym trudnego, Granger? – burknęła niegrzecznie. Wyciągnęła spod stolika duży, srebrny garnek. – Nie myśl, że jesteś we wszystkim najlepsza i tylko ty będziesz zbierać pochwały za ten eliksir. – Urwała na moment. – Po prostu czytaj, co mam robić.
  - W porządku, jak chcesz…
      Nie myślcie o mnie źle: nie byłam złośliwa. Ale Pansy Parkinson była jedną z tych osób, które działały mi na nerwy w ten najbardziej niebezpieczny sposób. Wystarczyło, że stanął mi przed oczami jej obraz tulącej się do Malfoya, mojego Malfoya, i już wiedziałam, że nie mogę zmarnować takiej szansy i puścić jej tego płazem. Cóż, czyż sama tego nie chciała?
  - A więc wystarczy, że wlejesz do miski jeden litr zimnej wody i wrzucić tam na trzy minuty marmurówkę – powiedziałam beztrosko, zamykając podręcznik. Poczułam, jak Draco podnosi na mnie wzrok i byłam pewna, że domyśla się, co knuję. – A potem odlej jedną fiolkę i dodaj do naszej mikstury. Ot, cała wielka filozofia.
      Za wszelką cenę próbując się nie uśmiechnąć, zaczęłam wycierać pieczołowicie wszystkie nożyki, łyżki, obieraczki i odważniki użyte podczas dzisiejszych zajęć. Slughorn właśnie doszedł do stanowiska tuż obok nas, kiedy Pansy zabrała się do roboty.
      Odmierzała litr zimnej wody z niezwykłą starannością. Hm, może powinnam jej jednak powiedzieć, że zanim wrzuci marmurówkę do środka miski, powinna ją wcześniej obrać?
      Cóż, naprawdę wielka szkoda, że nie zdążyłam tego zrobić.
      Kiedy tylko czarnowłosa zanurzyła owoc w lodowatej wodzie, kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Slughorn właśnie spojrzał w naszym kierunku, Malfoy wytrzeszczył oczy na Ślizgonkę, a Pansy wrzasnęła, kiedy marmurówka wystrzeliła z miski jak z procy i ugodziła ją prosto w twarz, pozostawiając pod okiem wielkiego siniaka, zmieniającego kolory w imponującym tempie. Klasa ryknęła śmiechem. Nie mogłam się powstrzymać, by nie spojrzeć na Dracona – jego szare oczy błyszczały z uciechy, a skierowane były prosto na mnie.
  - Och! – Znów zasłoniłam usta dłonią, udając przerażenie. Wiedziałam, że Mistrz Eliksirów słyszy każde moje słowo. – Pansy, nic ci się nie stało? Byłam pewna, że wiesz, że należy wrzucić obrany owoc do wody… W przeciwnym razie, no cóż…
  - Panno Parkinson, wszystko w porządku? – Obok niej pojawił się Slughorn i z trudem zmusił, by pokazała mu twarz. – No, nie wygląda to najlepiej… Idź natychmiast do Skrzydła Szpitalnego, pani Pomfrey z pewnością ma jakieś maści na takie siniaki…
      Wybiegła czym prędzej z lochów, zasłaniając twarz rękami.
      Slughorn zamieszał w naszym kociołku.
  - Cóż, brakuje ostatniego składnika – powiedział, wdychając aromat eliksiru – ale muszę przyznać, że konsystencja jest całkiem niezła… Bardzo dobra robota, gratuluję. Oboje zdobywanie po pięć punktów dla swojego domu. – Wyprostował się, po czym zwrócił jeszcze przyciszonym głosem do Ślizgona. – Panie Malfoy, bardzo proszę, żeby został pan na minutkę po zajęciach w klasie, dobrze? Mam małą sprawę do pana.
  - Oczywiście, panie profesorze – odparł.
      Spojrzałam podejrzliwie na Dracona, ale nie potrafiłam wyczytać niczego z jego twarzy. On natomiast chwycił w rękę pióro, otworzył podręcznik na stronie osiemnastej i obok cyfry oznaczającej numer dopisał małą kropkę i dwa zera, po czym przysunął książkę lekko w moją stronę. Wiadomość zrozumiałam od razu: godzina szósta popołudniu, Pokój Życzeń.
      Próbowałam się nie uśmiechnąć, ale wbrew pozorom nie było to takie proste.
  - Idealny! – Usłyszałam, jak Slughorn wychwala eliksir przygotowany przez Harry’ego, Rona i Erniego, choć dałabym sobie głowę uciąć, że największy udział w tym miały rady Księcia Półkrwi. – Doprawdy, po raz pierwszy spotykam się z czymś takim… Pewnie ty dyrygowałeś kolegami, mam rację, Harry? Masz do tego dryg, chłopcze! Zupełnie, jak twoja matka! – Wybraniec nie odpowiedział, przybierając skromną minę, a Ślimak uśmiechał się, jakby właśnie otwierał bożonarodzeniowe prezenty. – Niesamowite… Jest tak intensywny, że zwykle potrzeba dwóch tygodni na uzyskanie takiej konsystencji… Pewnie dodaliście ciut więcej koziego rogu i skórki boomslanga? Taak… Lily Potter też odznaczała się tą wyjątkową, rzadko spotykaną dziś intuicją dotyczącą warzenia eliksirów…
      Spojrzałam na Harry’ego w tym samym momencie, w którym jego wzrok spoczął na mnie, a w jego dobrych oczach dojrzałam przeprosiny, jakby chciał powiedzieć: „Hermiono, przepraszam, że znów jestem najlepszy”. Wzruszyłam ramionami, wzdychając lekko.
  - Dziękuję wam, to była naprawdę wspaniała lekcja! – obwieścił Slughorn. – Oczywiście, wykonawcy najlepszego dziś eliksiru otrzymują po piętnaście punktów dla swojego domu. No, a teraz zmykajcie, moi drodzy, widzimy się ponownie za tydzień!
      Zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby, używając całej siły woli, by nie spojrzeć na Malfoya. Pragnęłam usłyszeć jego głos, zadrżeć pod wpływem jego delikatnego dotyku, już tęskniłam za smakiem jego ust. Zatopiłam się przez chwilę w sennych marzeniach i otrzeźwił mnie dopiero dźwięk tłuczonego szkła – zrzuciłam przez nieuwagę fiolkę z eliksirem na podłogę, gdzie roztłukła się na tysiące maleńkich kawałeczków.
  - Pomóc ci? – usłyszałam tuż obok głos Harry’ego, który chciał chyba w ten sposób odkupić swoje winy i przeprosić, że znów jego mikstura okazała się lepsza od mojej.
  - Dziękuję, nie trzeba – odparłam, modląc się, by mój głos zabrzmiał normalnie.
  - W porządku. To poczekamy z Ronem na korytarzu.
      Kiwnęłam głową, schylając się i wyciągając zza pazuchy swoją różdżkę. W klasie nie było już prawie nikogo, jedynie Michael Corner i Terry Boot z Ravenclawu wciąż sprzątali swoje stanowiska pracy. Właśnie wtedy usłyszałam przyciszony, ale wciąż wyraźny głos profesora Slughorna i przypomniałam sobie, że wcześniej poprosił do siebie Malfoya.
      Zamarłam schowana za drewnianym stolikiem, łapiąc zachłannie każde słowo.
  - Długo nie widziałem cię na swoich zajęciach, Draco – powiedział Mistrz Eliksirów z lekkim westchnięciem. – Opuściłeś tak wiele lekcji, masz duże zaległości w materiale…
  - Wiem, profesorze – odparł Ślizgon. – Miałem pewne… problemy.
  - Tak, rozmawiałem z innymi nauczycielami, wiem, że opuszczałeś też ich przedmioty. W każdym razie, Draco… cieszę się, że wróciłeś, naprawdę, ale sam rozumiesz: nie wiem, czy będę mógł dopuścić cię do czerwcowych egzaminów…
  - Obiecuję nadrobić zaległości. Te nieobecności więcej się nie powtórzą.
      Slughorn westchnął i zaczął stukać palcami o swoje biurko.
  - Cóż, jeśli o mnie chodzi, to bardzo chętnie dam ci jeszcze jedną szansę. Ta dzisiejsza mikstura wyszła wam naprawdę dobrze… Może mógłbyś nawet poprosić pannę Granger o pomoc w nadrabianiu materiału? – Zamarłam, słysząc te słowa. Slughorn ciągnął dalej. – Ze swojej strony mogę ci obiecać, że porozmawiam z profesorem Snape’em na temat twoich czerwcowych egzaminów, Draco. Być może uda się jeszcze jakoś to naprawić.
  - Dziękuję, profesorze.
      Odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia dokładnie w tym samym momencie, w którym za jednym, krótkim machnięciem różdżki usunęłam z podłogi szczątki rozbitego szkła i plamy po eliksirze. Wyprostowałam się i zupełnie nie myśląc o tym, co robię, popatrzyłam na niego. Jego szare i zimne oczy były roześmiane, pełne życia i jakiegoś nieopisanego blasku, który tak w nim uwielbiałam. Przechodząc obok, puścił mi oczko, a ja poczułam, jak uginają się pode mną nogi. Dlaczego wciąż działał na mnie z taką mocą, skoro byliśmy razem już od miesiąca? Można by pomyśleć, że powinnam się do tego przyzwyczaić, ale było zupełnie odwrotnie: każdy jego gest skierowany w moją stronę wywoływał we mnie euforię, a tęskniłam i pragnęłam go nawet wtedy, kiedy był dwa kroki obok.
      Westchnęłam, starając się wrócić do normalności. Zarzuciłam na ramię torbę i wyszłam z klasy, gdzie wciąż czekali na mnie Harry i Ron. Uśmiechnęłam się do nich.
  - Co tak długo? – zapytał Wybraniec. – Zaatakował cię agresywny kociołek?
  - Musiałam jeszcze posegregować fiolki – skłamałam.
      Ruszyliśmy kamiennym korytarzem w stronę Wielkiej Sali.
  - Hermiono, dałaś dziś Pansy popalić! – stwierdził uradowany Ron. Nie mogłam się powstrzymać: uśmiechnęłam się złośliwie. – To było absolutnie… ekstra!
  - Dziękuję – odparłam. – Starałam się.
  - Słyszałaś może, o czym Slughorn rozmawiał z Malfoyem? – wtrącił niespodziewanie Harry. – Wtedy, kiedy został na chwilę w klasie po zajęciach?
      Rzuciłam mu podejrzliwe spojrzenie, głównie po to, by zyskać na czasie. Te kilka sekund milczenia wystarczyły na przeanalizowanie sprawy; stwierdziłam, że akurat w tym wypadku powiedzenie prawdy nie pociągnie za sobą żadnych większych konsekwencji.
  - Tak – odpowiedziałam. – O jego czerwcowym egzaminie z eliksirów.
  - Nie chodził na zajęcia przez połowę pierwszego semestru i teraz chce zdawać egzaminy? – wtrącił Ron. – To chyba trochę dziwne, co?
  - Stwarza pozory – rzekł Harry. Słysząc to słowo, mimowolnie uśmiechnęłam się delikatnie. Wszak całe moje życie było od pewnego czasu jedną wielką grą pozorów. – Wiecie, wciąż knuje coś, ale chce sprawiać wrażenie wzorowego ucznia.
  - Czy wymyśliłeś już, jak zdobyć wspomnienie Slughorna? – przerwałam mu szybko, zanim kolejne podejrzenia i teorie spiskowe ukształtują się w jego głowie. Westchnął.
  - Nie – burknął. – Czekam na jakiś cudowny zbieg okoliczności.
  - Wspaniale. Powodzenia. – Zaczęliśmy się wspinać po marmurowych schodach. – Nie szukajcie mnie po powrocie z treningu – powiedziałam.
  - A czemuż to, masz randkę z McLaggenem? – burknął Ron, ale go zignorowałam.
  - Mam zamiar zaraz po obiedzie utonąć w otchłaniach biblioteki i siedzieć tam tak długo, aż nie znajdę czegoś sensownego o Eileen Prince.
  - Świetnie – odparł Harry. – W takim razie miłego wieczoru.
      Będzie miły, powiedziałam sobie w duchu, choć nie mógł mieć na myśli tego, co ja.

_________________________
Sielanka? Skończy się już w piątek :)
Przypominam: pytania tutaj.

34 komentarze:

  1. O, jestem pierwsza! To lecę czytać ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam ^^.
    No, muszę przyznać, że opis lekcji eliksirów wyszedł naprawdę świetnie ;). Aż żałuję, że sama nie potrafię tak dobrze opisywać lekcji, dlatego w moim opowiadaniu praktycznie takich fragmentów nie ma :((. Ale bardzo mi się spodobał zarówno sam pomysł na istnienie eliksiru czasu, jak i przebieg lekcji.
    Hah, czemu ja wiedziałam, że Hermiona będzie z Malfoyem? No, ale niestety Pansy zepsuła im wspólne warzenie, choć te scenki z jej narzucaniem się chłopakowi i zazdrością Hermiony były naprawdę niezłe. Szczególnie to o soku na szacie i podbitym oku ;). Miała za swoje, heh xD. No, ale jej obecność przynajmniej pomagała Granger stwarzać pozory, że jest niezadowolona ze swojego towarzystwa.
    I widzę, że mimo schadzek z Malfoyem i częstym myśleniu o nim (wstęp do rozdziału po prostu cudo), wciąż nie zapomina o sprawie Księcia Połkrwi i pewnie jest zazdrosna o dobre wyniki Harry'ego, choć nie aż tak, jak w książce, bo teraz ma inne sprawy na głowie i coraz bardziej odsuwa się od dawnych przyjaciół. Nawet o nauce myśli jakby mniej niż wcześniej...
    Jak zwykle urzekły mnie twoje zgrabne opisy. Rozdział czytało się bardzo lekko i przyjemnie, naprawdę był super ^^. I jestem ciekawa, co szykujesz w następnym, i jak przebiegnie to spotkanie w Pokoju Życzeń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pomysł z lekcją eliksirów narodził się tak przypadkowo. Taka przysłowiowa sielanka przed kłopotami, których nikt właściwie nie przeczuwa, a są na wyciągnięcie ręki. W każdym razie potrzebny był mimo wszystko taki rozdział, ten przeskok czasowy trochę pomieszał, ale mam nadzieję, że odnajdziemy się wszyscy w tej nowej rzeczywistości :)
      Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Dziękuję za komentarz, pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mój Boże! Przerwałaś w tak ekscytującym momencie! Mam chociaż nadzieję, że bardzo dokładnie opiszesz ich randkę, bo trochę nie spodobała mi się ta "miesięczna przerwa", którą zastosowałaś w tym rozdziale. Jednak pretensji o to do Ciebie nie mam. A co do lekcji eliksirów, to wręcz czułam tę zazdrość Hermiony, gdy Pansy przytulała się do Dracona. Zastanowił mnie też fakt, dlaczego Malfoy nie zareagował na zachowanie Parkinson. Siedział sobie niewzruszony i tylko lekko rozbawiony, gdy Granger "wyżyła się" na Ślizgonce.

    Jakichś specjalnie wielkich błędów nie zauważyłam. Może dlatego, że od samego rana jestem jakaś przyćmiona? Powtórzeń na początku rozdziału nie zaliczam do błędów, ponieważ wspaniale pasują do wstępu tego posta.

    Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci weny do pisania kolejnych niesamowitych rozdziałów.

    Ściskam, Asuria ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, ten przeskok czasowy faktycznie trochę pomieszał, ale jestem zdania, że lepsze to niż ciągnięcie akcji na siłę :D W każdym razie mam nadzieję, że jakoś się do tego przyzwyczaicie, a ja w najbliższym czasie nie planuję podobnych numerów :)
      Ogromnie dziękuję, również ściskam!

      Usuń
  4. We wspaniały sposób wszystko opisujesz. Potrafisz zaciekawić czytelnika, wciągnąć w kreowany przez siebie świat. To opowiadanie jest jednym z najlepszych o tematyce Dramione jakie czytałam. Nie zmieniasz charakteru postaci, nie brniesz do przodu, za szybko prowadząc akcję. Piszesz z łatwością, czyta się to miło i przyjemnie. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny mnie zatkało po Twoich słowach :) Ja chyba nigdy dziękować nie przestanę, ale to właśnie Wy mnie mobilizujecie i dodajecie wiary w siebie. Dziękuję :)

      Usuń
  5. No muszę przyznać, że coraz lepiej idzie Ci opisywanie rozmaitych sytuacji, co potwierdził opis lekcji eliksirów. Na prawdę wyszło bardzo realistycznie i bardzo przyjemnie mi się czytało ten rozdział. Przede wszystkim z tego powodu, że Hermiona dała Pansy nieźle popalić. Ach jak ja nie lubię tej ślizgonki. No i oczywiście coraz bardziej podoba mi się zachowanie Malfoy'a. Mimo, że lubię czytać takie notki, to uważam, że koniec sielanki będzie jak najbardziej wskazany ^^ Ciekawa jestem jak przebiegnie spotkanie w Pokoju Życzeń.
    Życzę dużo weny i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mogę zapowiedzieć, że teraz się w końcu zacznie coś dziać. Będzie więcej nawiązań do kanonu (i, tak jak zapowiadałam ostatnio, lekkie w nim modyfikacje, ale głównie dotyczące przestawienia w czasie). Też Pansy nie darzę jakimś szczególnym uczuciem, więc dobrą duszyczką w tym opowiadaniu to się nie stanie :D
      Dziękuję, pozdrawiam również i dobrego tygodnia! :)

      Usuń
  6. Przybyłam, by wreszcie skomentować rozdział 25., a tu już 26. Zajmę się więc tym najnowszym, bo z tego, co sobie przypominam, nie miałam do poprzedniego żadnych zastrzeżeń, jedynie pochwały ;>
    "przyrządza się go przez dziewięć miesięcy, czyli tyle, ile trwa ciąża kobiety" - nie rozumiem, po co ta wzmianka o ciąży. Jakoś mi to zazgrzytało.
    "Spuściła wzrok, wyraźnie speszona" - tu kolejny zgrzyt. Pansy speszona po tak niewinnej uwadze Gryfonki, którą pogardza?
    "Oboje zdobywanie po pięć punktów dla swojego domu" - zdobywacie.
    "Natrafiłam na czarownicę, która nazywała się „Eileen Prince”" - tutaj cudzysłów jest najzupełniej zbędny.

    Tyle jeśli chodzi o potknięcia. Dalej będę chwalić ;>
    Przede wszystkim podoba mi się, jak opisujesz sytuację między Malfoyem i Hermioną (o! Jednak mam uwagę do poprzedniego rozdziału, tak samo jak do tego: skoro oni są razem, dlaczego wciąż mówią do siebie po nazwisku? Wprawdzie imię Hermiony w ustach Draco brzmiałoby dość dziwnie, ale jednak. Przypomniałam sobie, co mi nie pasowało ;>). Pomimo, że są tuż obok siebie, to nie mogą nawet otwarcie na siebie spojrzeć. Bardzo ładnie przedstawiasz uczucia i to, jak Hermiona widzi tę sytuację.
    Za spacyfikowanie Pansy wielkie brawa. Granger genialnie ją załatwiła.
    Nie mogę się doczekać tego spotkania w Pokoju Życzeń. I mnie się w sumie wcale nie uśmiecha koniec sielanki, ale zbyt duża ilość słodkości też byłaby niewskazana.
    Chyba tyle ode mnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzmianka o "ciąży" jest jedynie dopełnieniem, chciałam trochę poruszyć wyobraźnię (choć w zasadzie długo się zastanawiałam, czy ją wykorzystać) - czas, dziewięć miesięcy, tyle potrzeba, by stworzyć ludzkie życie. Jakoś spodobało mi się to nawiązanie, więc jednak zdecydowałam się go użyć :)
      No, z drugiej sprawy też się będę tłumaczyć, ale trochę bardziej ogólnie, żeby nie zdradzić za dużo: Malfoy powie do Hermiony po imieniu w... pewnych szczególnych okolicznościach. Zostawiam to jako taką wisienkę na torcie. Poza tym Malfoy to jednak Malfoy, potem by mu się mu wymsknęło na korytarzu i byłby kłopot. Cierpliwości, a się nie zawiedziesz! :)
      Zapraszam w piątek, dziękuję i również pozdrawiam!

      Usuń
  7. Jednak znalazłam dziś czas, teraz tak myślę, że jakbym nawet go nie miała to weszłabym tutaj przeczytać. :)
    Bardzo fajny rozdział, Hermiona, jak widać, bardzo zazdrosna o Malfoy'a [btw. on mówi już do niej po imieniu, czy ciągle Granger, Granger? :)]. Ale co się dziwić, też bym była zazdrosna. Zwłaszcza jak ta Pansy się zachowuje - pocałowała go w policzek! pfff. właśnie, jak ktoś nade mną zauważył, czemu Malfoy nie reagował? Widocznie bawiła go zazdrość Hermiony. :) Najlepsza była scena z tym sokiem, jak ona jeszcze jej doprawiła tą brudną szmatą! :D
    Skończy się sielanka? Ło, to aż się niecierpliwię co się wydarzy. Lubię jak coś się komplikuje :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpliwości dotyczące nazwiska wyjaśniłam w komentarzu powyżej, więc mogę prosić jedynie o cierpliwość :)
      Ach, Malfoy mimo wszystko dobrze się całą sytuacją bawi. I wciąż dużą rolę odgrywa gra pozorów, no i nie ukrywam, że Draco też nie dostanie nagłego objawienia i światła dobroci. Wszystko przyjdzie z czasem, i z czasem się wszystko wyjaśni :)
      Też lubię komplikacje, ale tylko w opowiadaniach :D
      Dziękuję, ściskam!

      Usuń
  8. Wiesz kiedyś byłam dumna z tego że nie mam żadnych poważnych uzależnień (zakładając ze czekolada nie jest wcale uzależnieniem^^). Tyle tylko że od czasu kiedy czytam twojego bloga już tak nie jest. Jak tylko się zorientuje że jest nowa notka to muszę ją przeczytać. No przyznaje że był kiedyś jeszcze jeden blog który też tak lubiłam niestety od lutego nie ma tam notki;(. Dobra ponarzekałam a teraz może parę słów o notce która jest absolutnie świetna. Czytając mam wrażenie jakbym przebywała w tej samej klasie co oni, widziała każdą reakcję Dracona, czasem nawet czuła to samo co oni. Powiedzieć że masz talent to już chyba za mało. Sceny w tej notce prześwietne niby takie naturalne, a czytając wcześniejszą notkę nie miałam pojęcia o czym będzie ta ;) Mam nadzieje że nie skończysz swojej przygody z pisaniem na blogu a spróbujesz sięgać dalej.. jakaś książka może ;)A jak już będziesz miała jakąś genialną publikację to wiesz wymień chodź na końcu pozdrowienia dla czytelników z blogera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och... bardzo miło mi to czytać, naprawdę. Ogromnie się cieszę, że to, co piszę, wywiera na Was takie wrażenie, to dla mnie największa nagroda. Jeśli chodzi o książkę, to od pomysłu długa droga do realizacji! Kiedyś, daaawno, dawno temu wykwitł w mojej głowie pomysł na historię, żadne FF, żadne inne takie, ot, zwykła ale niezwyczajna historia, ale nie potrafiłam ubrać jej w słowa. Być może teraz byłoby inaczej i kto wie, może kiedyś jeszcze do niej wrócę. Na razie nawet o tym nie myślę :D
      Raz jeszcze dziękuję!

      Usuń
  9. Muszę powiedzieć, że zgadzam się w 100% z powyższym komentarzem, naprawdę.
    Kiedy zobaczyłam, że Hermiona ma być z Draconem I Z PANSY, pomyślałam "będą kłopoty". Na szczęście dotknęły one odpowiedniej osoby.
    Świetny rozdział, oddający realia Hogwartu, ale jednocześnie sygnalizujący, jaki jest obecny stan relacji Hermiony i Dracona. No i chyba wprowadzający coś istotnego w postaci tych nieobecności Malfoya, bo chyba coś to wniesie?
    No i oczywiście Draco mnie po raz kolejny zachwycił. Ten TWÓJ Draco należy do najlepszych jego wersji, o jakich miałam okazję czytać ;3
    Przez zdanie na końcu, poza notką, nie będę mogła spać do piątku. ;< Chociaż w sumie i bez niego domyślałabym się końca sielanki, w myśl powiedzenia "Wszystko co dobre szybko się kończy". No, w każdym razie czekam na piątek :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba spać, sen jest ważny! Kłopoty w ich relacji są chyba czymś naturalnym, w końcu - nikt nie obiecywał, że ma być łatwo. Nie chcę zdradzać za dużo, ogromnie ciekawią mnie Wasze relacje po kolejnym rozdziale, więc sama nie mogę się już doczekać :D
      Ściskam! :*

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział !!
    Muszę Ci to powiedzieć dziewczyno. Masz talent do pisania! Gdy zobaczyłam datę następnego rozdziału zaczęłam piszczeć.
    "-Nie, nie odwala mi. " - odpowiedź na pytanie brata
    Najlepsze w tym całym rozdziale było to gdy akcja toczyła się między Pansy a Hermioną( podbite oko i ta szata ). Od początku myślałam że Hermiona będzie z Draco, a gdy doczytałam że będzie jeszcze Pansy to wiedziałam że będzie się dużo działo :)
    Mam pytanie dotyczące drugiej części:
    Czy ta druga część będzie też o Dramione czy nie ? Zadałam oczywiste pytanie jak dla niektórych, ale ja nie wiem co masz zamiar zrobić..
    Gdy patrzę na to ile inne czytelniczki piszą, myślę sobie że ja chyba się tak nigdy nie rozpisze. W sumie na twoim blogu wypowiadam się w największych ilościach^^
    Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Jeśli chodzi o drugą część - tak, będzie o Dramione :) Po prostu podzieliłam całą ich historię na trzy różne etapy, wydaje mi się to w takiej formie bardziej uporządkowane. I znów nie chcę i nie mogę zdradzić za dużo, więc mogę tylko błagać o cierpliwość, a wszystko się wyjaśni :)

      Usuń
    2. już nie mogę się doczekać :D

      Usuń
  12. No jak to? Dlaczego ma się kończyć? Ja chcę wieczną sielankę! :P Ach, jak ja kocham uśmiechniętego, mrugającego do Hermiony Malfoya <3 jak to jest że my, kobiety, kochamy dupków? No ale dobra, Malfoy u Ciebie dupkiem nie jest już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i czekam z niecierpliwością na akcję Harry-Drac-Sectusempra! Jestem niesamowicie ciekawa jak to wszystko rozegrasz!

      Usuń
  13. Serdecznie zapraszam Cię do podróży po nigdy niezapomnianym świecie walki dobra ze złem, po świecie, gdzie pocałunek prawdziwej miłości łamał każdą klątwę. Po świecie braci Grimm. Po naszym świecie. Puść wodze fantazji i daj poprowadzić się przez las Czerwonego Kapturka, przez domek z piernika albo magiczne lustereczko. Bazuj na jednym wybranym szczególe i stwórz kolejne piękne historie. Weź udział w kolejnym konkursie literackim na Prozaikach i daj popis swoich umiejętności. Napisz baśń, bajkę lub opowiadanie fantasy i wygraj książki, dobrze się baw, twórz, kształć się. I pamiętaj, że czasem nawet to, co Dawno, dawno temu, wciąż jest aktualne.
    www.prozaicy.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam wszystko, czyli całe 26 rozdziałów, w jeden poranek i wcale nie żałuję. Wciąga jak mało co. Nie mogłam się doczekać, jak rozwiążą się sprawy między Draconem i Hermioną, nadal nie mogę się doczekać, jak to potoczy się dalej. Mam parę scenariuszy w głowie, ale jestem pewna, że Ty na te kolejne rozdziały wymyśliłaś coś ciekawego i niespodziewanego. Czytając to czułam się, jakbym cofnęła się w czasie do momentu, kiedy nie mogłam oderwać się od potterowskich książek i potterowskich opowiadań. Wątek miłosny Draco-Hermiona często bywa dość naiwny i banalny, ale w tym przypadku wszystko dzieje się naturalnie. Świetnie zaplanowane opowiadanie, do tego, co już stworzyła pani Rowling dodajesz coś swojego i bardzo dobrze Ci to wychodzi. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach! Kompletnie zapomniałam o tym, że rozdział miał pojawić się w poniedziałek i dopiero dziś rano to sobie uświadomiłam.
    Hermiona robi się zazdrosna! I to nawet bardzo! Ale miałam ubaw, gdy czytałam o tym, jak chciała dopiec Parkinson. Jedyne do czego się mogę przyczepić, to to, że Hermiona tak bardzo czepia się tego całego "Księcia". Wiem, że trzymasz się fabuły książki i wcale nie mam Ci tego za złe (!) ale nawet w oryginale trochę irytowało mnie to, że cały czas chciała dociec, kim owy "Książę" był. To była taka aż nazbyt widoczna zazdrość, ale nic.
    Mówisz więc, że sielanka się skończy? Szkoda, bo powiem Ci, że całkiem miło się czyta takie "sielankowe" rozdziały. No, ale trudno, trzeba się pogodzić z okrutnym losem. Zastanawia mnie, jak dalej potoczysz losy bohaterów. Powiem Ci, że najbardziej zastanawiam się nad momentem, gdy oni będą musieli się rozstać (ale to smutno brzmi). Chciałabym, żeby skończyło się tak, że oni jednak będą razem, ale cóż, pogodzę się z każdym zakończeniem.
    Życzę dużo weny i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  16. Och, miałam przeczytać ten rozdział już wczoraj, ale niestety fizyka i chemia upierały się bym została z nimi i musiałam to zrobić. Na szczęście dzisiaj mam wolną chwilę i oto jestem.
    Na sam początek powiem, że strasznie nie lubię Pansy, w żadnym opowiadaniu, które dotąd przeczytałam - a jest ich naprawdę mnóstwo - nie mogłam się przekonać do niej choć w najmniejszym stopniu. Ta dziewuch mnie strasznie irytuje, zachowuje się jakby Draco był jej, a nie jest. Niech spada, że się tak wyrażę inteligentnie, haha.
    Granger zazdrosna, a Malfoyowi to pasuje, oczywiście, bo jakże inaczej. Taki pełen życia Malfoy, roześmiany, z radością w oczach jest cudowny, naprawdę!
    Czytałam mając nadzieję, że przeczytam o ich spotkaniu a tu nie ma tego. Och, ale nic nie szkodzi, trzydziestego nowy rozdział, już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zapomniałabym, dodam u siebie na http://dolor-maldito.blogspot.com/ do linków twoje opowiadanie, jeśli nie masz nic przeciwko. <3

      Usuń
  17. Wybacz, że tak długo nie komentowałam, ale jak zawsze brak wolnej chwili. Ale teraz już wszystko przeczytane i wow :D Jestem pod wrażeniem , naprawdę. Uwielbiam Hermione i Dracona w twoim opowiadaniu, wyglądają jakby poważnie pasowali do siebie jak układanki ;> I te akcje z Pansy w tym rozdziale, no mistrzostwo :D. Oh jak ja jej nie lubię. I wszystkiemu jeszcze smaczku dodaję te ciągłe tajemnice,to że muszą się kryć, pomijając już całą misję Malfoya. Jeszcze raz przepraszam, za taką zwłokę. I czekam na kolejny rozdział i "koniec sielanki" Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wybacz, że dopiero teraz, ale zupełnie wyleciało mi z głowy, że NN miała być w poniedziałek, tak się przyzwyczaiłam do opcji "piątek", mea culpa. No, ale jestem, czczę rubryczkę "Obserwowane". :D

    Hermiona spisała się na medal podczas akcji z Pansy, lubię to! :D I widać jak na dłoni, że Malfoy jednak nie zgrywa zakochanego, który w rzeczywistości nic a nic panny Granger nie lubi, aż się uśmiechnęłam, jak jej puścił oczko. W ogóle to eliksiry ze Slughornem to zupełnie inna jakość, Snape zawsze mnie przerażał.

    Kwestie techniczne:
    - "trzepota" -> "trzepocze",
    - "Trzeba przyznać, że wyglądała naprawdę okropnie (...). Trzeba przyznać, że" -> powtórzenie,
    - "A więc wystarczy, że wlejesz do miski jeden litr zimnej wody i wrzucić tam (...)" -> "wrzucisz",
    - "godzina szósta popołudniu" -> "po południu", ale "popołudnie".

    Pozdrawiam ciepło,
    [gilderoy-lockhart]

    PS Od jakiejś chwili NN u mnie, zapraszam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z każdym rozdziałem jestem coraz bardziej zakochana w Twoim opowiadaniu :). Draco, Draco, Draco. Uwielbiam go u Ciebie. Jest taki... inny, a jednocześnie wciąż pozostaje Malfoyem. Ale przechodząc do rzeczy.
    Nie skomentowałam ostatniego rozdziału, nie zdążyłam, cały weekend miałam zawalony, ale teraz to nadrabiam ;). Czekałam na niego od rana. Sprawdzałam bloga co godzinę i w końcu go dostałam. W trakcie czytania szczerzyłam się do monitora. Cholera, niesamowicie podobają mi się Twoje opisy uczuć i marzę, żeby kiedyś potrafić pisać w taki sposób.
    Skończyłam rozdział i gdy zobaczyłam, że następny ma być już w poniedziałek, to prawie skakałam z radości. To była taka miła niespodzianka :).
    W tym rozdziale, rzeczywiście, istna sielanka. Jednak cieszę się nią póki mogę, bo wiem, że nie długo będę miała do tego okazję. Podoba mi się sytuacja, w której Hermiona dokucza (mogę to tak nazwać? a może raczej wyżywa?) się na Pansy. Naprawdę fajnie to wymyśliłaś. I jeszcze podśmiewanie się Dracona pod nosem, po prostu cudo <3.
    Teraz z niecierpliwością czekam na piątek (to już za dwa dni!).

    P.S. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebym dodała Cię u siebie do linków? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hahaahahahhahaa, nie mogę uwierzyć, że byłaś tak okrutna dla Pansy! :p Genialne zagranie :d

    OdpowiedzUsuń
  21. O tak! Dała popalić pannie Parkinson ;).
    Hę.. Na pewno "pobyt w bibliotece" będzie udany. Choć myślę, że zamiast "Prince" może być "Kiss".
    Ale to nie mnie oceniać ;).
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: