23 sierpnia 2012

11. Spojrzeć prawdzie w oczy


„Ile cię trzeba dotknąć razy, żeby się człowiek poparzył?
Ale tak, żeby już więcej ani razu
Żeby już więcej za nic
Żeby już więcej nie miał odwagi…
No ile razy?!”
Happysad – Długa droga w dół

~*~

     Bywają w życiu człowieka takie dni i noce, które zmieniają wszystko. Bywają takie rozmowy, własne lub zasłyszane, które są w stanie wywrócić do góry nogami cały nasz świat, starannie budowany od wielu lat…
     Tak właśnie było w moim przypadku. Wkroczyłam nieświadomie na niepewną ścieżkę, a kiedy odważyłam się obejrzeć za plecy, zrozumiałam, że nie ma już odwrotu. Zostały mi tylko dwie opcje: albo zaprzeczanie samej sobie, walka z uczuciami, w której z góry skazana jestem na porażkę, albo zaakceptowanie obecnej sytuacji.
     Wybrałam to drugie. I stanęłam przed najgorszym zadaniem.
     Musiałam spojrzeć prawdzie w oczy.
     Nie pamiętałam momentu, w którym zaczęłam płonąć. Paliło mnie właśnie to uczucie, a dokładniej moją duszę i moje serce. Czy było to już wtedy, gdy stanął w mojej obronie przed Zabinim, czy może dopiero później, poprzedniej nocy, kiedy przez przypadek mnie dotknął…
     W tamtym momencie pewna byłam tylko dwóch rzeczy: że czułam coś silnego, coś silniejszego, niż bym chciała, do Dracona Malfoya (przez myśl nie chciało przejść mi: zakochałam się w nim), oraz że to uczucie nie ma żadnej przyszłości.
     Usłyszałam ciche pukanie do drzwi dormitorium. Nie odpowiedziałam, mając nadzieję, że ten ktoś, kto stoi po drugiej stronie, po prostu sobie pójdzie.
 - Hermiona? – Rozpoznałam delikatny i ciepły głos Ginny Weasley. – Harry i Ron powiedzieli, że nie było cię na transmutacji, a Lavender i Parvati mówiły, że nie wyglądałaś rano najlepiej. Coś się stało?
     Nie wiedziałam, która jest godzina i nie potrzebowałam tego wiedzieć. Nie chciałam schodzić do pokoju wspólnego, bo wtedy musiałabym spojrzeć w oczy Ronowi i Harry’emu. Nie chciałam nawet wstawać z łóżka, bo bałam się własnego odbicia w lustrze.
 - Źle się czuję – wyznałam, wciąż odwrócona do niej plecami.
 - Ron zdradził mi, że wczoraj późnym wieczorem gdzieś wyszłaś.
     Wystarczyło być tylko przeciętnym inteligentnie, żeby dodać dwa do dwóch. Byłam wręcz pewna, co powiedział swojej siostrze Ronald. Że kogoś mam. Że wyszłam, by z kimś się spotkać. A dziś nie chcę pokazać się światu na oczy. Widzicie tę prostą zależność?
 - Ginny, naprawdę nie wiem, co mam ci powiedzieć.
 - Powiedz mi prawdę, Hermiono.
     Prawda… Prawda miała zimne, szare oczy, bladą twarz i jasne, platynowe włosy. Mieszkała w tym samym zamku, w lochach. Nosiła czarną szatę ucznia Hogwartu z wyszytym srebrnym wężem na piersi. Prawda nazywała się Draco Malfoy.
     Jeśli był ktoś, komu mogłabym się zwierzyć, to z pewnością tą osobą była Ginny Weasley.
     Odwróciłam się do niej, ściskając w rękach poduszkę z taką siłą, że aż zdrętwiały mi palce.
 - Naprawdę wyglądasz okropnie – powiedziała, ale ją zignorowałam.
 - Obiecaj, że nie będziesz mnie oceniać po tym, co za chwilę usłyszysz – zaznaczyłam drżącym głosem. – I że nikomu o tym nie powiesz. Nawet Harry’emu i Ronowi.
     W odpowiedzi kiwnęła tylko głową.
     A więc raz jeszcze powróciłam pamięcią do wrześniowego wieczoru w bibliotece, do ukrytej komnaty za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy na siódmym piętrze, do spotkania z Blaise'em Zabinim i nocnej wyprawy do Zakazanego Lasu. Nie pominęłam żadnego szczegółu, żadnej namiastki uczuć, jakie mną targały, jakby od tej jednej rozmowy zależała reszta mojego życia. Wracałam pamięcią do długich dni niepewności, a im dłużej o tym opowiadałam, tym bardziej to wszystko wydawało mi się bezsensowne. Zaczęłam się zastanawiać, jak cienka jest granica między nienawiścią a miłością, i kiedy ją przekroczyłam.
     Ginny ani razu mi nie przerwała. Patrzyła na mnie tymi swoimi dobrymi oczami, których ja za wszelką cenę unikałam. Nawet jej reakcji się bałam, choć była przecież moją najlepszą przyjaciółką. Kiedy skończyłam mówić, wpatrzyłam się w niebo za oknem.
 - Powiedz coś…  – jęknęłam, kiedy między nami dalej panowała cisza.
 - Upadłaś na głowę.
     Miała rację…
     Zwykle kiedy człowiek się zakochuje, to uczucie, które go ogarnęło, napawa go radością i szczęściem. Świat nabiera kolorów, a on budzi się i zasypia z uśmiechem na ustach, czuje przysłowiowe motylki w brzuchu i przyjemne kołatanie rozemocjonowanego serca.
     Ale moje uczucie takie nie było. Moje uczucie w tamtej chwili napawało mnie jedynie przerażeniem, bo byłam świadoma, że w ogóle nie powinno go być.
     Co stało się w dwa miesiące, choć nie potrafiło przez pięć lat?!
     Gdy tylko przestałam go nienawidzić, zaczęłam go…
 - Tym razem to ja nie wiem, co mam ci powiedzieć, Hermiono – powiedziała Ginny sztucznym, nienaturalnie spokojnym głosem, nie pozwalając do końca uformować się tej myśli. – Chciałabym, żeby to wszystko okazało się jednym, wielkim nieporozumieniem. Albo snem. Błagam, powiedz, że za chwilę obudzę się w swoim dormitorium i przekonam się, że tego dnia jeszcze nie było.
     Spojrzała na mnie z nadzieją, ale ja pokręciłam tylko głową na boki, zaprzeczając.
 - W ogóle co ty sobie myślałaś, decydując się mu pomóc?! – krzyknęła nagle, podnosząc się z łóżka tak gwałtownie, że aż się przestraszyłam. – Dlaczego się na to zgodziłaś?! Czy nie wydaje ci się to trochę nie fair wobec mnie, Rona, a przede wszystkim Harry’ego?!
 - Nie raz ogarniały mnie wątpliwości, ale…
 - Ale zawsze tam wracałaś, bo stał się dla ciebie ważniejszy, niż twoi przyjaciele.
 - Nie, Ginny, to nie tak.
 - Oczywiście – zadrwiła. – Powiedz mi, czy przestałabyś mu pomagać, jeśli bym cię o to poprosiła? Albo Ron, albo Harry?
 - Tak – skłamałam. – Ale nie proście mnie o to.
     Raniły mnie jej słowa, ale wiedziałam, że sobie na nie zasłużyłam. Za te wszystkie kłamstwa i oszustwa, by uciec na siódme piętro do ukrytej komnaty, za ich troskę o mnie i te wszystkie kłótnie z błahego powodu. Nie protestowałam, nie miałam prawa.
 - To z twojej strony coś poważnego? – zapytała chwilę później, nieco spokojniej.
 - Nie wiem – odpowiedziałam szczerze, łamiącym się głosem. – Ginny, ja zdaję sobie sprawę, że jesteśmy z dwóch różnych światów…
 - To żadna odpowiedź.
     Patrzyła na mnie stanowczo i nieugiętym wzrokiem. Chociaż jej oczy w tamtym momencie ciskały dookoła błyskawice, to wiedziałam, że w głębi duszy ona po prostu się o mnie martwi. Bała się o mnie, miałam wrażenie, że była bardziej przerażona niż ja.
     Z pewnością nie chciała też, bym marnowała czas na uczucie nie mające przyszłości. Wiele razy powtarzała mi, że gdyby miała taką siłę, wyrzuciłaby Harry’ego z serca, bo on przecież nie jest dla niej, a ona wciąż na niego czeka. Była naprawdę dobrą przyjaciółką.
 - Nie wiem, co mam robić…  – wyznałam jej, bliska już płaczu.
 - Zapomnij o nim, Hermiono – odparła. – I to jak najszybciej. Przestań pomagać mu warzyć ten głupi eliksir, nie spotykaj się z nim, nie zwracaj na niego uwagi… Niedługo święta, wyjedziesz do domu i przy odrobinie szczęścia samo wszystko wróci do normy.
     Nie mogłam. Wiedziałam, że nie mogłam. To zaszło już zbyt daleko, zbyt wiele dałam samej siebie, by teraz to zakończyć jak gdyby nigdy nic. To nie było takie proste.
     Ale wiedziałam też, że muszę żyć dalej, że nie mogę do końca swoich dni leżeć w tym łóżku, ukrywając się przed prawdą i przed całym światem, przed przyjaciółmi i spojrzeniami przypadkowych osób, uciekając przed nim, przed Draconem Malfoyem.
 - Naprawdę, nie wiem, co ty sobie myślałaś, kiedy się zgadzałaś na pomoc mu…  – mówiła do siebie Ginny, krążąc po całym dormitorium i wymachując na wszystkie strony rękami.
     Powoli wracałam do siebie i zaczynałam w miarę trzeźwo myśleć. Udało mi się już nawet uśmiechnąć na wspomnienie wczorajszej przygody w Zakazanym Lesie i tylko jednej myśli, jednego pragnienia nie potrafiłam od siebie odgonić…
     Chciałam znów zobaczyć Malfoya.
 - A ty gdzie się wybierasz? – zapytała Ruda, kiedy zauważyła, że wstałam z łóżka i zaczęłam wkładać na siebie szkolną szatę. W oczy rzucił mi się lew Gryffindoru wyszyty na piersi. Kontrast pomiędzy nim a wężem Slytherinu był rażący, wręcz niezdrowy.
 - Muszę się przejść – odparłam. – Potem wstąpię do Skrzydła Szpitalnego.
 - To nie jest grypa, Hermiono, pani Pomfrey tego nie wyleczy.
     Na ułamek sekundy nasze oczy się spotkały. Ginny naprawdę była przerażona, nie potrafiła tego umiejętnie ukryć, w przeciwieństwie do mnie. Patrzyła na mnie z troską, jakby od mojego szczęścia zależało również jej własne. Uśmiechnęłam się do niej ciepło, żeby dodać jej otuchy, ale nie kupiła tego.
 - Cóż, mam nadzieję, że wiesz, co robisz. I że nigdy nie będziesz żałować.
 - Problem w tym, Ginny, że nie mam pojęcia, co robię.
     Odpowiedziała mi zmęczonym uśmiechem.
     Na siódme piętro szłam, jakbym była w transie. Nogi same prowadziły mnie do posągu Siedmiopalczastej Czarownicy – czułam się, jakbym nie miała nad nimi żadnej kontroli. Zamek wydawał się tętnić życiem i miałam wrażenie, że nawet postacie z obrazów patrzą na mnie wymownie. Starałam się zgasić płomień nadziei, który tlił się w sercu i mówił, że w ukrytej komnacie zobaczę Ślizgona. Nie chciałam w to wierzyć, bałam się rozczarowań.
     Już wyciągałam różdżkę, by wypowiedzieć hasło, kiedy tuż za zakrętem po prawej stronie usłyszałam znajomy głos. Wiedziałam dokładnie, do kogo należał. Jeśli się wahałam, to tylko chwilę. Natychmiast ruszyłam w jego stronę i zatrzymałam się tuż za ścianą.
 - Jestem pewny, że poprzedniej nocy przynajmniej jednego ucznia nie było w łóżku, Filch – mówił Snape jadowitym tonem przesyconym rozdrażnieniem i złością. – Jak to możliwe, że spacerując sobie po zamku po zmroku nie został zauważony, co?
 - Patrolowałem korytarze całą noc – odpowiedział woźny ochryple. – Gdyby było tak, jak pan mówi, profesorze, z pewnością bym się na niego natknął…
 - Sugerujesz, że kłamię? – odparł Nietoperz z nieukrywaną wrogością.
 - Nie, nie, ależ skąd… Po prostu nie wiem, jak to się stało…
 - Twoje sposoby wykrywania łamaczy regulaminów są żałosne, Filch. Może jesteś już za stary na tę robotę? Może powinienem porozmawiać o tym z Dumbledore’em?
     Z ust woźnego wypłynął potok niezrozumiałych słów.
 - Dość – uciął Snape, a Filch natychmiast zamilkł. – A więc oczekuję od ciebie trochę więcej zaangażowania, Argusie… Chyba, że chcesz pożegnać się z Hogwartem.
     Nie czekałam dalej, by usłyszeć, co odpowiedział woźny. Ruszyłam czym prędzej w stronę Siedmiopalczastej Czarownicy, nie odwracając się za siebie. Wiedziałam, że nie mam wiele czasu: któryś z nich w każdej chwili mógł wyjść zza zakrętu. Poczułam się bezpiecznie dopiero wtedy, gdy zamknęłam za sobą drzwi ukrytej komnaty.
     Odetchnęłam głęboko i spojrzałam wewnątrz pomieszczenia.
     Zamarłam na moment, kiedy zaraz obok okna zobaczyłam jakąś postać. A później, kiedy doszło do mnie, kto tam stoi, serce zaczęło mi zdecydowanie szybciej bić.
     Draco Malfoy.
 - On wie – powiedziałam, bez zbędnych wstępów. – Snape. On wie, że cię nie było.
     Przez chwilę na jego twarzy malowało się zdziwienie, ale w następnym momencie natychmiast zobojętniał, jakby ta informacja nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem, a ja odważnie wytrzymałam jego spojrzenie.
 - Cóż, to było do przewidzenia – odparł. – Nie musisz się tym przejmować.
 - Słuchaj, co się dzieje między tobą a Snape’m, co? – zapytałam, nie dopuszczając do siebie myśli, że Ślizgon nie udzieli mi odpowiedzi. – Od lat byłeś przez niego faworyzowany, ulubiony uczeń i tak dalej, a tu nagle toczycie między sobą wojnę?
 - To nie jest twój problem, Granger – odparł chłodno.
     Och, jasne. Miałam przecież inne, dużo gorsze problemy.
     Moim problemem byłeś ty, Draco.
     Przez chwilę tylko staliśmy naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem. Znów dopatrzyłam się w nim wrogości, którą usilnie próbował w sobie stłumić. Zaczęłam się zastanawiać, czy Ślizgon czasem nie żałuje tego, że poprosił mnie o pomoc, że wciągnął mnie w to wszystko. Cóż, to było bez znaczenia – teraz nie było już odwrotu, bo znałam jego sekret.
     Modliłam się tylko, żeby on nie poznał mojego.
 - Długo myślałem o tym, co stało się w nocy – powiedział nagle, siląc się na uprzejmy ton. – O twojej lekkomyślnej deklaracji. – Słowo „lekkomyślnej” podkreślił bardzo wyraźnie. – I, mówiąc szczerze, Granger, nie mogę cię rozgryźć. Dlaczego to robisz? Co będziesz z tego miała? Czemu wciąż tak bardzo chcesz brać udział w tym szaleństwie?
     Spojrzałam prosto w jego szare oczy, odnajdując w sobie siłę i stanowczość, dzięki którym nie dałam ponieść się emocjom targającym moje serce.
 - To nie jest twój problem, Malfoy – powtórzyłam jego własne słowa.
     Nie uśmiechnął się.
 - Czy my na pewno dobrze się rozumiemy? – rzekł, a w jego głosie usłyszałam lekkie zniecierpliwienie pomieszane z zadowoleniem. – Decydujesz się pomóc mi w ciemno, chociaż wiesz, że nie będę mógł powiedzieć ci nic o całej sprawie, o całym wielkim planie? Chcesz dalej w tym uczestniczyć, chociaż być może jest to niebezpieczne?
     Zastanowiłam się. Tego właśnie chciałam? Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie nawet samej sobie. Wiedziałam, że tutaj chodzi o coś więcej, nie tylko o umiejętności magiczne, spryt i wiedzę z książek. Bratałam się z wrogiem, który kilka miesięcy temu przestał nim być – ale tylko dla mnie. Miałam niemiłe wrażenie, że przybliżając się do Malfoya, decydując się wciąż mu pomagać, oddalałam się od tych, których szczerze kochałam, od moich przyjaciół – Harry’ego, Rona, Ginny.
     Nie chciałam, nie potrafiłam wybrać. Los miał w przyszłości zrobić to za mnie.
 - Tak myślałem – powiedział Draco z kpiącym uśmiechem, dokładnie w tym samym momencie, w którym ja szepnęłam: „Tak”. Usłyszał to. Popatrzył na mnie wzrokiem, z którego nie potrafiłam niczego odgadnąć. Dno wzburzonego oceanu, pustka.
 - Pamiętaj, że sama tego chciałaś, Granger.
     Chciałam. I niezależnie od tego, co przyniosła nam przyszłość, nigdy tej decyzji nie żałowałam.

~*~

     W pokoju wspólnym Gryfonów było tłoczno i gwarno. Jacyś drugoklasiści grali w Eksplodującego Durnia, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu. Siedziałam z Krzywołapem na kolanach obok Ginny na wytartej kanapie przed kominkiem, obserwując jak Harry i Ron męczą się z pracą domową zadaną przez McGonagall, którą ja skończyłam pisać niedługo wcześniej. Nie byłam z niej zadowolona, gdyż kompletnie nie potrafiłam się skupić.
 - Hermiono, mogę przeczytać twoje wypracowanie? – zapytał Ron błagalnym tonem, skreślając po raz kolejny coś na swoim pergaminie. – Nie przepiszę, obiecuję.
     Od naszej ostatniej kłótni Ronald nie wspomniał nawet o wydarzeniach z poprzedniego wieczoru. Zachowywał się, jakby w ogóle tego nie było. Nie wiem, czy czasem nie namówił go do tego Harry, ale osobiście nie miałam nic przeciwko. Taki stan rzeczy mi odpowiadał.
     Kiwnęłam potakująco głową, choć jego słowa nie bardzo do mnie dotarły.
     Ron zacisnął pięści w geście tryumfu i wyjął z mojej torby zakończoną pracę domową. Szybko omiótł wzrokiem tekst, chwytając do ręki pióro, ale zaraz później zastygł w miejscu, przyglądając się mojej pracy. Harry patrzył na niego w milczeniu z drugiej strony stołu.
 - Nigdy nie myślałem, że ta chwila nadejdzie – powiedział wolno Ron – ale Hermiono, masz tutaj błąd. Mieliśmy napisać o transmutacji człowieka w świnię, nie w dynię.
 - Och – odparłam zaskoczona, kiedy stwierdziłam, że ma rację. – To przez nieuwagę…
 - Nic dziwnego. Hermiona lubi ostatnio popełniać błędy – mruknęła z kanapy Ginny, tonem przesyconym goryczą. Wiedziałam doskonale, o co – a raczej o kogo – jej chodzi.
 - Jestem zmęczona, chyba znów gorzej się czuję – powiedziałam, podnosząc z ziemi swoją torbę. – Położę się dzisiaj wcześniej spać. Zobaczymy się rano.
     Pomachałam im na pożegnanie i skierowałam się do swojego dormitorium. Przed wejściem na schody obejrzałam się jeszcze za plecy: Ron pisał od nowa swoje wypracowanie, a Harry właśnie wyjmował Mapę Huncwotów. Ciekawiło mnie, czy Draco użył dziś zaklęcia czyniącego go nienanoszalnym i pomyślałam, że dobrym pomysłem jest nauczenie go kilku podstawowych, przydatnych czarów. Nie chciałam się zastanawiać nad tym, że w pewnym momencie nie będę mogła być lojalna jednocześnie wobec Ślizgona i Harry’ego, że przyjdzie chwila, w której trzeba będzie dokonać wyboru. Ale nie dziś i nie jutro, więc po co się miałam tym przejmować? To były dni, w których liczyła się tylko teraźniejszość, to co tu i teraz.
     Kładąc się do łóżka mimowolnie przypomniałam sobie dawne słowa Ginny, kiedy zapytałam ją, czy wciąż kocha Harry’ego. Odpowiedziała: "Bardziej niż cokolwiek innego na świcie. Ale wiesz, to jest jak z gwiazdami. Widzisz je, ale nie możesz ich dotknąć".
     Prawda bijąca z tych słów boleśnie raziła mnie w oczy.
     Czyż nie tak samo było z moim uczuciem?

_________________________
Nie lubię tego rozdziału. To nawet nie jest to, że jestem z niego niezadowolona, ale po prostu go nie lubię. I znów ta chwila przejściowa, cholera.
Następny za cztery dni, już w niedzielę. Dam go w bonusie, bo później wyjeżdżam.

30 komentarzy:

  1. Pierwsza? :D No, to idę czytać. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego nie lubisz tego rozdziału - mi się bardzo podobał (zresztą, jak każdy :D). Pokazałaś, co naprawdę czuje Hermiona i jak jej to ciąży, a przede wszystkim - że ona sama wie, że tego nie powinno być. Podobało mi się kilka fragmentów, chyba muszę je sobie zapisywać, bo tworzysz naprawdę świetne sentencje.
      I napiszę jeszcze, że uwielbiam Twojego Dracona. Jest taki... inspirujący. No i co ma z tym wszystkim wspólnego Snape?
      O, niedziela już niedługo :D Możesz częściej dawać takie bonusy.
      [czarnoczarna] <3

      Usuń
    2. Dziękuję <3
      Ja sama nie wiem, co mam do tego rozdziału, po prostu jakoś nie przypadł mi do gustu :D Ale w takim razie cieszę się, że innym jednak się podoba :)
      Niedziela niedługo, nie da się ukryć :D A potem wracam do zwykłego, co piątkowego publikowania rozdziałów :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. A mi się nawet podobał ten rozdział. Czasem takie przejściowe też są potrzebne, choć ja osobiście nie lubię pisać rozdziałów-upychaczy, zawsze mnie to męczy, ale nie da się ciągle gnać z wydarzeniami.
    Hermiona pewnie żałuje, że zwierzyła się Ginny. Pewnie chciała sobie ulżyć, zrzucić z siebie trochę tego ciężaru i swoich rozterek, które zaczęły ją ogarniać, ale ruda wcale jej nie pomogła, a wręcz przeciwnie, krytykowała ją i potępiała jej wybór. W sumie trochę jej się nie dziwię, ale hermionie musiało być przykro. Nawiasem mówiąc, bardzo fajnie oddałaś targające nią wątpliwości. Widzę też, że zaczyna sobie powoli uświadamiać, że Draco nie jest jej obojętny? W końcu zrobiła błąd w wypracowaniu, a to już o czymś świadczy ^^.
    Podobało mi się, no ;))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Ginny z początku nie będzie wspierać Hermiony. Sam fakt, że jej przyjaciółka coś do niego poczuła nieźle ją przeraził. Tak, Hermiona zaczyna powoli rozumieć siebie i swoje uczucia, a kolejne wydarzenia tylko to pogłębią.
      Cieszę się, że generalnie się podobało :D I dziękuję ślicznie za komentarz, serdecznie pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Nie rozumiem, dlaczego go nie lubisz. Uważam, że jest świetny! Hermiona uświadomiła sobie, że COŚ czuje do Draco, że stoi po dwóch stronach, oraz że póki co nie chce żadnej wybierać, a to znaczy, że z ani jednej, ani drugiej nie chce zrezygnować. Przecież teraz rozpoczyna się zabawa, nie? ;D
    Ugh, zakochałam się we fragmencie o prawdzie! Prawdzie o zimnych, szarych oczach, bladej twarzy i jasnych, platynowych włosach. *-* Boże, zakochałam się w całym rozdziale!
    Um, nie rozumiem Ginny, naprawdę. Sama jest bezgranicznie i nieodwołalnie zakochana w Harrym i wie, że nie potrafi się odkochać ani odpuścić sobie, mimo to uważa, że Hermiona powinna to zrobić z Malfoyem. Przepraszam, a czy to, że to jest Malfoy, oznacza, że nie zasługuje na miłość? Albo że trzeba się w nim odkochać (czy coś takiego xd) i trzymać od niego z daleka? Że nie wolno udzielić mu pomocy, bo według Pottera jest gnidą i Śmierciożercą? Oj, Ginny, Ginny. Nienawidzę takiego zachowania.; < Ginny, ogarnij dupę i spójrz w lustro! (xD)
    Na koniec chcę przeprosić za to, że nie komentowałam ostatnio. Obiecuję poprawę! ;D

    [serce-pelne-nienawisci]
    Pozdrawiam,
    Apocalypsis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co przepraszać! (A tak swoją drogą, to cały czas czekam na pierwszy rozdział na serce-pelne-nienawisci :>).
      Dobrze powiedziane: rozpoczyna się zabawa :D A Ginny, jak to Ginny, jest przeciwna Malfoyowi, bo nie chce, żeby Hermiona przeżyła rozczarowania. Kto mógł wierzyć w ich związek? Ruda tak szybko nie odpuści, ale zdradzę, że w późniejszym czasie zmieni się jej stosunek do tej sprawy :)
      Dziękuję ślicznie, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. No, może masz trochę racji w tym, że nie lubisz tego rozdziału, bo ja też jakoś go nie polubiłam, ale wyłapałam parę co ciekawszych rzeczy typu motyw Snape'a i tekst Ginny po popełnianiu błędów przez Hermionę (na samym końcu). Wredota! :P

    Co do błędów:
    - "rozpoznałam delikatny i ciepły głos Ginny Weasley." -> ponieważ jest to zdanie dotyczące głosu Ginny, a nie sposobu, w jaki Hermiona wypowiedziała te słowa (np. "powiedziałam", "krzyknęłam" itp.), musisz zacząć z wielkiej litery, tj. "Rozpoznałam (...)".
    - "Wystarczyło być tylko przeciętnym inteligentnie" -> a nie "przeciętnie inteligentnym"?
    - "Blaisem" -> "Blaise'em", bo "e" w imieniu Blaise jest nieme, tak jak np. Snape, Neville itp.,
    - "A więc oczekuję od ciebie trochę więcej zaangażowanie" -> "zaangażowania",
    - "Nie czekałam dalej by usłyszeć" -> przecinek po "dalej".

    Pozdrawiam,
    [une-crime-parfait]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka wydarzeń udało mi się wpleść, między innymi właśnie tego Snape'a, który trochę jeszcze tu namiesza...
      Tradycyjnie już dziękuję za wskazanie zauważonych błędów, poprawione :)

      Usuń
  5. Och, powiem Ci szczerze, że mnie osobiście ten rozdział się podoba - głównie ze względu na postać Ginny, która chociaż raz nie lituje się nad Hermioną bezsprzecznie, tylko wyraźnie daje jej do zrozumienia, co o tym szaleństwie myśli. Jest Gryfonką, prawdziwą Weasley, nienawidzącą Malfoya do szpiku kości i to jest niezwykle oryginalne. Dziękuję.
    Dziękuję też za przenikliwość Snape'a, który, jak wszyscy doskonale wiemy, miał obserwować Draco, co, jak tu widzimy, jest priorytetem. I słusznie.
    Dobrze rozegrane postacie Rona i Harry'ego.

    Poza tym jestem absolutną fanką ciągu zdań zakończonych: "Prawda nazywała się Draco Malfoy." Perełka, po prostu perełka.

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że mimo wszystko się podobało, ślicznie dziękuję!
      Hermiona nie będzie mieć z Ginny łatwego życia przez to wszystko, ale nie ma się co dziwić. A Snape robi, co do niego należy, mam nadzieję, że udało mi się to dobrze pokazać przez ten krótki fragment z nim.
      Ściskam! <3

      Usuń
    2. Snape był naprawdę dobry - udało Ci się oddać jego charakter bez zarzutu - z krwi i kości, no cacy po prostu :D
      Cieszę się, że Ginny pozostanie sobą i nie odkryje nagłej miłości do Ślizgonów gdzieś w swoim sercu XD Realistycznie, super!
      Ściskam również <3

      Usuń
  6. Rozdział całkiem miły, takie spowolnienie i chwila na refleksje. Ale oj jak mnie Ginny tu zdenerwowała :p chociaż w gruncie rzeczy trudno jej się dziwić. Uczucia Hermiony już znamy, teraz czas, żeby Draco się zakochał ;>
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Draco... :D Malfoy tak szybko się z uczuciami nie odkryje, ale spróbuję pokazać w kolejnych rozdziałach, że coraz bardziej się w całą sprawę angażuje.
      Dziękuję za komentarz, również pozdrawiam serdecznie! :*

      Usuń
  7. Oj, też cię nie rozumiem! Przecież rozdział jest cudowny :) Tak, ja też się zgadzam, że teraz czas na Draco. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, w następnych rozdziałach Draco pojawia się ciągle, i ciągle czegoś nowego można się o nim dowiedzieć, więc myślę, że na jego brak nie będzie można narzekać, a tym samym powoooli będzie pokazywał, jaki jest naprawdę.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  8. Choć wiele się nie działo, rozdział przypadł mi do gustu. Świetnie oddałaś uczucia i przemyślenia Hermiony... Ale będzie potem zabawa ^^. Co prawda będą i te dramatyczne momenty, ale już się nie mogę doczekać dalszego rozwinięcia akcji. A co z Draconem? Czy on też się zakocha?
    Szczerze? Nie spodziewałam się tego po Ginny. Myślałam, że ona zrozumie Hermionę i ją wesprze, a teraz robi jej same wyrzuty, kiedy sama nie jest lepsza ;/.
    No i pojawił się Snape... wrr, nie lubię jego xD. Ale przyznam, że bardzo dobrze opisałaś go w tym rozdziale i właściwie nie ma powodu, żeby sądzić, że jest inaczej ;).

    Pozdrawiam!

    [przekleta-prawda.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Oj, zabawa będzie przednia, to fakt :D Uczucia Draco na razie niech pozostaną tajemnicą, dzięki temu ta zabawa będzie jeszcze lepsza :D A Snape... no cóż, wypełnia swoje zadanie. Też za nim jakoś nie przepadam.
      Również serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. znów komentuję z małym poślizgiem. przeczytałam już dawno, ale dodawanie komentarzy zawsze jest dla mnie nudne choć z własnego doświadczenia wiem jaką sprawiają radość piszącemu bloga :) ale do rzeczy, bo znów pierdylę bez sensu.
    Nie marudź, rozdział był dobry. może nie jest to szczyt Twoich umiejętności, ale był naprawdę dobry.
    No i była Ginny. a powszechnie wiadomo, ze ja coś czuję do tej postaci (tylko sama nie wiem co) Przedstawiłaś ją świetnie. Dokładnie tak jak powinna się zachowywać ruda (czyli tak jak nie będzie zachowywać się w mnie :D) Widzę że Hermiona nie będzie mieć z nią łatwo.
    No i Snape <3
    pozdrawiam i nie mogę doczekać sie jutra :) a tak na marginesie, też masz zapasy w postaci kolejnych rozdziałów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Świetnie ujęłaś to o komentowaniu :D
      Taak, Ginny na razie niczym nie zaskakuje, ale jakoś nigdy nie miałam pomysłu na tę postać (w przeciwieństwie do Ciebie, bo wiem, że w Twoich opowiadaniach Ginny zawsze jest inna, co niesamowicie mi się podoba. Bo nie wiem czy wiesz, ale czytam wszystkie Twoje opowiadania, choć nie każde komentuję).
      Jeśli chodzi o zapasy rozdziałów to tak, mam. W tej historii obecnie jestem przy pisaniu 18. Czasem mam po prostu tak, że siadam sobie, otwieram Worda i piszę. Z drugiej strony innym razem nie potrafię skleić zdania :D Chociaż ostatnio na brak weny nie mogę narzekać.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. od wczorajszego wieczoru czytam to opowiadanie. spodobało mi się tak bardzo, że aż posmutniałam, gdy skończyły mi się rozdziały. z niecierpliwością czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, w takim razie bardzo mi miło :) Niedługo dodaję kolejny, więc już teraz zapraszam :D

      Usuń
  11. przeczytałam całego bloga w ciągu godziny, naprawdę jestem pod wrażeniem :D świetnie budujesz napięcie, bardzo mi się podoba.
    dodaję do obserwowanych i nie mogę się już doczekać kolejnej notki :)

    // hermiones-diary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że się tak podoba :) W takim razie ja również dodaję do linków (widzę Dramione, ooo <3) i z przyjemnością zajrzę do Ciebie :)

      Usuń
  12. CAŁY CZAS TRZYMASZ W NAPIĘCIU.
    Naprawdę nawet nie mam siły żeby komentować, tak mnie ciągnie do kolejnej notki, więc lecę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Serce nie sługa... ;)
    super rozdział
    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. piekne stwierdzenie o tych gwiazdach

    OdpowiedzUsuń
  15. Ociekajacy emocjami Hermiony, smutny, wręcz przygnębiający, ale... takie właśnie lubię ;) Nie mogę się doczekać, aż wyjaśni się sytuacja z Draco i Snapem... Zastanawiające...

    OdpowiedzUsuń
  16. Cześć!
    Wczoraj zaczęłam czytać Twojego bloga, i moja opinia brzmi tak: bardzo ładnie piszesz! Estetycznie, dokładnie i przede wszystkim, ciekawie! Ale według mnie dzieje się to za szybko! Przez pięć lat nienawiści, nagle Hermiona się w nim zakochuje? Przecież oni potrzebują czasu, dużej ilości czasu!

    Ps ogólnie bardzo dobry blog! Na fb wszyscy dodają go do ulubionych! I ja z chęcią również to zrobię !
    Pozdrawiam,
    Venetia Higgs

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam to w jaki sposób przedstawilas Ginny. Nie jest przerysowana, cala slodziutka. Jest w niej taki realizm. Dziękuję za to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: