18 października 2013

54. Spowiedź

Podkład muzyczny:

 ~*~

     Rozpoznałam ją po oczach. Nie mogłam się mylić – to były te same, zielone tęczówki, które od dziewiętnastu lat prześladowały mnie w snach. Nie wiedziałam jak i dlaczego, ale Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie nie umarła, żyła, choć nie w swojej postaci.
 - Co ty wygadujesz? – zapytała Ginny, ale ja prawie jej nie słuchałam.
     Zaczęłam czytać artykuł w magazynie, a serce waliło mi w piersi jak spłoszony ptak.
     Migoczący nagłówek głosił: MALFOYOWIE WRACAJĄ DO KRAJU.

     Po kilkunastu latach walki z chorobą, pani Astoria Malfoy (z domu Greengrass) może wreszcie spokojnie odetchnąć. Ostatnia wyczerpująca kuracja na Wyspach Owczych, z użyciem najnowocześniejszych technik uzdrowicielskich, przyniosła po kilkunastu latach zamierzony efekt.
     „Przypadek Astorii pokazuje nam, że nie powinniśmy bać się używania nowych zaklęć i korzystania z innowacyjnych metod uzdrowicielskich”, mówi Steven Gray, prywatny uzdrowiciel pani Malfoy. „Co prawda potrzebowaliśmy dużo czasu, żeby całkowicie wyplenić z organizmu bakterie gruzków, które były przyczyną osłabienia i chorowitości pacjentki, ale wreszcie nam się to udało. Astorii nic już nie grozi i jestem pewny, że przed nią otwiera się nowe życie, które wreszcie będzie mogła poświęcić mężowi i synowi”.
     Steven Gray w związku z sukcesem w zwalczeniu tej rzadkiej, poważnej choroby, dostał nominację do otrzymania Orderu Merlina. Jego nowa książka, zatytułowana „Co powinieneś wiedzieć o przeziębieniu” będzie dostępna w sprzedaży od przyszłego tygodnia. Znajdują się tam innowacyjne przepisy eliksirów i podstawowych, domowych zaklęć.
     Państwo Malfoyowie na początku ubiegłego tygodnia powrócili do kraju, gdzie we wrześniu ich syn, Scorpius, rozpocznie swój pierwszy rok nauki w Hogwarcie.

     Odrzuciłam gazetę na stół, z trudem łapiąc oddech.
     Żyła. Przez te wszystkie lata… Jak? Przecież patrzyłam, jak umierała, wtedy, przed Marmurowym Aniołem. Widziałam, jak dosięgnął ją zielony, śmiercionośny płomień, jak upadła bezwładnie na ziemię, martwa. Draco też widział jej śmierć, też płakał nad jej grobem na zboczu góry, też obwiniał się o to, że zginęła, przez nas… przeze mnie
     Żyłam z poczuciem winy przez dziewiętnaście lat. Każdego dnia miałam przed oczami jej idealną postać, zagryzałam zęby, żeby nie dać się zwariować. Prześladowała mnie nocami, obwiniała o wszelkie tragedie, sądziła, wyrokowała… Powtarzała, że jeszcze na pewno się spotkamy, tam, po drugiej stronie… że czeka na mnie, że nie zapomniała…
 - Możesz mi wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi? – syknęła Ginny. – Przecież to jest Astoria Greengrass. Pamiętam ją jeszcze ze szkoły… Grała w quidditcha.
     Pokręciłam głową na boki. Nie było mowy o pomyłce.
 - Te oczy… – wyszeptałam. – ONA miała takie. Zapamiętałam je doskonale, bo… bo wciąż je widzę… w snach… pełne przerażenia, tuż przed tym, nim umarła.
     Nie miałam wątpliwości, że panna Silverman była w stanie posiąść czyjeś ciało. Tyle razy przekonałam się o tym, że była bezwzględna i przerażająca. Pytanie, które najbardziej mnie w tamtym momencie intrygowało, nie brzmiało dlaczego, ale jak… Istniało wiele zaklęć, które ingerowały w wygląd, ale nie można było ich używać na dłuższą metę – poza tym, podobieństwo Ester do Astorii było zbyt dokładne. Najbardziej prawdopodobny wydawał się eliksir wielosokowy, ale korzystałaby z niego przez tyle lat? Musiałaby mieć włosy tej biednej Greengrass, poza tym te oczy… To z pewnością były oczy Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie… Gdyby użyła eliksiru, nawet one uległyby transformacji…
     Chyba, żeGdyby się odważyłaNie, to niemożliweNikt by się nie zdecydował na tak zaawansowane czary, ryzyko było ogromneTo było zabronione
 - Czegoś tutaj nie rozumiem – odezwała się Ruda. – Chcesz mi powiedzieć, że ta kobieta ze zdjęcia… Astoria, Ester… nie żyje?
     Zdobyłam się tylko na sztywne kiwnięcie głową. W odpowiedzi Ginny parsknęła śmiechem, ale ja nie podzielałam jej rozbawienia. Byłam przerażona.
 - Przepraszam, Hermiono, ale to największe bzdury, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
 - To nie są bzdury, Ginny. Widziałam, jak umierała. Ja… to przeze mnie zginęła, w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku, we Francji. To tam spędziłam cały ten rok, kiedy rzekomo chroniłam swoich rodziców… Uciekłam… z nim.
     Wskazałam na fotografię, na postać Malfoya.
     Ruda przyglądała mi się przez dłuższą chwilę, jakby miała nadzieję, że zaraz zaśmieję się i uznam, że to wszystko jest zwykłym żartem. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu i w końcu w moich oczach musiała zobaczyć coś, co ją ostatecznie przekonało. Opadła na najbliższe krzesło, zupełnie wytrącona z równowagi, jednocześnie przerażona, ciekawa i wściekła.
 - Nie wierzę – wydusiła z siebie. – Przez te wszystkie lata…
 - Daj mi wyjaśnić, Ginny. Tylko nie tutaj.
     Wahała się, jakby nie była pewna, czy może mi zaufać. Ale w końcu chęć poznania prawdy, całej prawdy, zwyciężyła. Kiwnęła lekko głową, po czym zniknęła na moment w jadalni. Słyszałam, jak tłumaczy Harry’emu i Ronowi, że musimy wyjść na jakiś czas, żeby zaopiekowali się dziećmi i pomyli naczynia po posiłku. Potem wróciła do mnie.
 - Chodźmy do mojego biura na Pokątnej – powiedziała, podając mi dzbanek z proszkiem Fiuu. Drżącymi rękami nabrałam piasku i wkroczyłam do kominka.
     Gabinet Ginny Potter był niewielkim, jasnym pomieszczeniem z oknami wychodzącymi na ulicę Pokątną. Ściany były poobwieszane plakatami brytyjskich i irlandzkich drużyn quidditcha, ale główne miejsce zajmowało duże zdjęcie, przedstawiające ją samą w żółto – czarnych barwach Harpii z Holyhead. Na fotografii ściskała w ręce kafla i uśmiechała się promiennie, drugą ręką trzymając kij od Błyskawicy. Podpis głosił: Ginevra Potter (6), ścigająca Harpii z Holyhead. Na biurku, oprawione w ładną, srebrzystą ramkę, stało rodzinne zdjęcie Potterów. Tuż obok znajdował się stos pergaminów i terminarzy.
     Cieszyłam się, że kiedy Ginny pojawiła się w pomieszczeniu, nie usiadła za biurkiem, tylko przysunęła swoje krzesło tak, że znajdowało się pod przeciwległą ścianą. Inaczej czułabym się jak na dywaniku u dyrektora, a to kompletnie nie pasowałoby do sytuacji.
 - A więc możesz wreszcie powiedzieć mi, o co w tym wszystkim chodzi? – zapytała, świdrując mnie spojrzeniem swoich brązowych oczu. Wzięłam głęboki wdech.
     Opowiedziałam jej wszystko od początku. Prawie wszystko… bo kilka faktów umyślnie przemilczałam, między innymi ostatnią wizytę Blaise’a Zabiniego w Gnieździe. Wróciłam pamięcią do wspomnień tak odległych, a mimo wszystko tak idealnie zachowanych w zakamarkach mojej głowy. Cofnęłam się do przeszłości, do tego pamiętnego dnia, w którym Draco Malfoy podszedł do mnie w hogwarckiej bibliotece, opowiedziałam o eliksirze, który ważyłam dla niego przez cztery długie miesiące, o przygodzie w Zakazanym Lesie, kiedy po raz pierwszy uratował mi życie, o tym, jak powoli odkrywałam dręczące go tajemnice i o uczuciu, które tak nagle i niespodziewanie zawładnęło moim życiem. Opisałam jej uczucia, które towarzyszyły mi podczas naszego pierwszego pocałunku, ale pominęłam to, że pewnego dnia na siódmym piętrze zobaczył nas Harry, któremu zmodyfikowałam później pamięć. Chciałam, żeby zrozumiała, jak to wszystko było dla nas trudne, jak wiele przeciwności losu musieliśmy przezwyciężyć i ile poświęcić, żeby być razem…
     Słuchała w milczeniu. O tym, że Voldemort wypalił na przedramieniu Malfoya Mroczny Znak, że powierzył mu misję zabicia Albusa Dumbledore’a, że Malfoy wcale tego nie chciał, a unikając wykonania zadania, krzywdził inne, przypadkowe osoby – Katie Bell, Emily Lasley, Rona. O tym, że to Draco Malfoy wpuścił do szkoły śmierciożerców przez znikającą szafę. Opowiedziałam, jak Ester wypiła eliksir z moim włosem i ruszyła do walki, a ja, razem z Blaise’em Zabinim, zaczarowanym klątwą Imperius, uciekłam z pola bitwy do Marmurowego Anioła, gdzie wspólnie z Draconem spędziliśmy cały następny rok życia.
     W końcu opowiedziałam jej o tragicznym w skutkach balu, o śmierci Dziewczyny w Czerwonej Pelerynie, która uratowała mi życie, o jej marmurowym grobie na zboczu Pirenejów, o powrocie do kraju. O bitwie i spotkaniu Malfoya w Pokoju Życzeń, kiedy chciał przyprowadzić Harry’ego do Snape’a. O naszym ostatnim spotkaniu w Zakazanym Lesie, tuż po ceremonii pogrzebu w Hogwarcie, kiedy zdradził mi, co zamierza.
     Aż wreszcie o tym pamiętnym poranku na Bedford Hill, w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym roku, kiedy to Draco Malfoy nie przyszedł na spotkanie.
 - Wróciłam i nie chciałam dalej żyć – kończyłam swoją opowieść. – Ale kiedy byłam z wami, z Ronem, to wszystko zdawało się jakoś mniej boleć i właśnie wtedy przekonywałam samą siebie, że sobie z tym poradzę. Zajęłam się pracą, potem wychowaniem dzieci… I to wszystko po prostu stało się częścią mojego życia, ucichło, nauczyłam się żyć ze świadomością, że nie poznam prawdy. Aż do teraz. – Zacisnęłam dłonie w pięści. – To, że Ester Silverman żyje, wszystko zmienia. Wszystko, Ginny.
     Patrzyła na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
 - I co, zamierzasz porzucić Rona, swoje dzieci i wyruszyć na poszukiwanie prawdy? – zapytała, nie bez nutki złośliwości. – Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam, Hermiono… Harry ci ufał, wszyscy ci ufaliśmy… A ty oszukiwałaś nas od tylu lat…
 - A ty co byś zrobiła na moim miejscu? – rzuciłam.
 - Nie wiem. – Wstała, podeszła do okna i założyła ręce na piersi. – Nigdy bym nie przypuszczała, że łączyło cię z Malfoyem coś więcej. Owszem, wspominałaś mi o tym w Hogwarcie, ale, na Merlina, przecież to było zupełne szaleństwo!
     Uśmiechnęłam się smutno, rozciągając skraj swojej bluzki.
 - Wiem, że zrobiłam w swoim życiu wiele złych rzeczy, Ginny. Oszukiwałam i krzywdziłam, ale naprawdę wierzyłam, że to wszystko dzieje się po coś, że będę szczęśliwa.
 - Szczęśliwa, porzucając tych, którzy byli z tobą od zawsze?
     Zmroziła mnie gorycz i rozczarowanie w jej głosie.
 - Nie chciałam tego.
 - Nie chciałaś, ale byłaś gotowa to zrobić.
     Nie zaprzeczyłam. Miała rację.
 - Czego ode mnie oczekujesz, Hermiono? – zapytała nagle. – Wsparcia? Zrozumienia? Pocieszenia? Błogosławieństwa, żebyś mogła iść i odnaleźć tą całą Ester? – Milczałam, więc kontynuowała. – To wszystko to jakiś koszmar. Masz męża, dwójkę dzieci, cudownych dzieci, które zasługują na prawdziwy, najlepszy dom. Masz wszystko, Hermiono: przyjaciół, rodzinę, pracę, którą lubisz, nawet pieniędzy ci nie brakuje, czego jeszcze chcesz?
 - Niczego – skłamałam.
     Prawdy, Ginny. Chciałam poznać prawdę.
 - Nie wierzę ci.
 - Zrozum, żyłam dziewiętnaście lat ze świadomością, że zginęła przeze mnie niewinna osoba – wytłumaczyłam jej. – Dziewiętnaście lat poczucia winy i strachu, że mam na sumieniu czyjeś życie. A teraz okazuje się, że ona wcale nie umarła i ma się świetnie.
     Po raz pierwszy z jej oczu dało się cokolwiek wyczytać – namiastkę współczucia. Nie potrzebowałam go, ale ucieszyło mnie, że nie jest to już zawód i rozgoryczenie.
     Czekałam na to, co powie, jak na wyrok. Tak, czułam się winna – winna wszelkich krzywd z przeszłości, które dopiero teraz wyszły na światło dzienne. Bałam się jej słów, bo zdawałam sobie sprawę, jak bardzo ją zraniłam – chociaż zdarzyło się to tak dawno temu.
 - Jesteś dla nas naprawdę ważna, Hermiono – powiedziała w końcu cicho. – Nie chcemy cię stracić. – Zaczerpnęła więcej powietrza do płuc. – Dlatego obiecaj mi, że nie będziesz już grzebać w tej przeszłości, nie będziesz szukać tej Ester ani próbować skontaktować się z Malfoyem. Odpuść, dla dobra twojego i całej twojej rodziny. Nic już nie jesteś w stanie zrobić. To wszystko już minęło, nie warto rozdrapywać starych ran.
     To nie ja je rozdrapałam, pomyślałam, tylko Blaise Zabini.
     Oczywiście, Ginny miała rację. Nic nie mogłam zmienić. Nawet gdybym znalazła Ester, co miałabym jej powiedzieć? Zażądać wyjaśnień? A Malfoy? Co on miałby mi do powiedzenia? Zostawił mnie i nigdy mnie nie szukał. Nawet się ze mną nie skontaktował, pozostawiając w moim sercu ranę, która krwawiła nawet po tylu latach.
     Ginny miała rację. Miałam męża i dwójkę dzieci, miałam nowe życie.
 - Obiecaj mi – nalegała Ruda.
     Zdobyłam się tylko na sztywne kiwnięcie głową.
     Tej obietnicy także miałam nie dotrzymać.

~*~

     Przez następne dni Ginny bacznie mi się przyglądała. Zaczęła częściej odwiedzać mnie w pracy, w Kwaterze Głównej Amnezjatorów, a także wpadała bez zapowiedzi do Gniazda, wykręcając się jakimiś błahymi powodami. Wiedziałam, że mnie sprawdza, czy nie wychodzę gdzieś za plecami Rona, ale nie miałam jej tego za złe. Teraz, kiedy poznała większość prawdy, gotowa byłam zrobić wszystko, by na nowo mi zaufała.
     W końcu przekonała się, że nie planuję niczego na boku i dała mi spokój. Wywiązywałam się z jej prośby – nie robiłam nic, by znaleźć Ester i Dracona, przestałam nawet czytać gazety, żeby przypadkowo nie natknąć się na jakąś wzmiankę o Malfoyu. Poświęciłam się do reszty redagowaniu propozycji nowych praw dla domowych skrzatów i dużo czasu spędzałam z dziećmi, szczególnie z Rose, która we wrześniu miała wyjechać do Hogwartu.
     Mijały dni i tygodnie, i zaczęłam już wierzyć, że moje życie naprawdę wróciło do normy i na nowo się ustatkowało. Było dobrze, było cudownie normalnie.
     Ale wszystko zmieniło się pierwszego września, na dworcu King’s Cross.
     Na peron numer 9 i ¾ przybyliśmy razem z Potterami, na piętnaście minut przed odjazdem ekspresu do Hogwartu. Rose od samego rana była nieznośna; zdenerwowana wszystkim, co ze szkołą związane, nalegała, żebyśmy do Londynu wyjechali już o dziewiątej, żeby nie spóźnić się na pociąg. Ron tego samego dnia zdawał egzamin na mugolskie prawo jazdy. Wrócił do Gniazda o dziesiątej, niezwykle z siebie zadowolony.
 - Zdałem! – oznajmił, uradowany. – Bez Confundusa!
     Ledwie zdążyliśmy wypić po kubku herbaty, zanim Rose zaczęła nalegać na wyjście. Tak więc pomogliśmy jej dopiąć szkolny kufer, raz jeszcze sprawdziliśmy, czy wszystko wzięła i za pomocą proszku Fiuu dostaliśmy się do Dobby’ego. Harry zamówił samochody z ministerstwa, które zabrały nas na dworzec King’s Cross w Londynie.
     Na peronie numer 9 i ¾ było jak zwykle tłoczno i gwarno. Zatroskani rodzice pomagali swoim pociechom wtaszczyć do pociągu ciężkie kufry, zewsząd rozlegały się radosne okrzyki i odgłosy wydawane przez zamknięte w klatkach zwierzęta. Przyszedł czas na ostatnie rady, ostrzeżenia i pożegnania. Słyszałam, jak Ginny prawi Jamesowi kazanie o przyzwoitym zachowaniu, a Harry został trochę z tyłu, rozmawiając o czymś z Albusem.
     Schyliłam się, strzepując z ramienia Rose sowie pióro.
 - Jesteś pewna, że wszystko spakowałaś? – zapytałam. Chyba udzieliło mi się jej zdenerwowanie, albo po prostu nie mogłam uwierzyć, że rozstaję się z nią na tak długo.
 - Tak myślę – odpowiedziała, próbując się uśmiechnąć.
 - Świetnie. – Westchnęłam. – Pamiętaj, żeby nie wdawać się w dyskusje z Irytkiem. I nie włócz się po zamku po zmroku… O wiele piękniejszy jest za dnia.
     Ronald położył jej dłoń na ramieniu.
 - Jestem pewny, że dasz sobie radę – szepnął. – Wyślij do domu sowę, jak tylko znajdziesz się w swoim dormitorium po uczcie, dobrze? Jesteśmy ciekawi, do jakiego domu trafisz.
     Rozległ się donośny gwizdek konduktora. Szybko ucałowaliśmy Rose i patrzyliśmy, jak razem z Albusem zajmują miejsce w przedziale. Stanęliśmy na peronie, razem z innymi rodzicami, machając radośnie do uczniów szkoły. Staraliśmy się nie zwracać uwagi na fakt, że wielu obecnych na dworcu odwraca głowy w naszą stronę i pokazuje nas sobie palcami. Przywykliśmy do tego – w magicznym świecie Harry Potter wciąż był sławny.
     Nie wiem, co kazało mi odwrócić głowę w tamtą stronę. Zrobiłam to zupełnie spontanicznie, pod wpływem impulsu, nieświadoma konsekwencji, jakie to za sobą pociągnie.
     Stał tam trzydziestosiedmioletni Draco Malfoy w towarzystwie ładnej, zgrabnej kobiety o długich, czarnych włosach. Poczułam się, jakbym zanurzyła swoje ciało w lodowatej wodzie. W jednym momencie przestał dochodzić do mnie gwar podnieconych rozmów, słowa Rona i natarczywe prośby małej Lily, czy mogłaby pojechać razem z Jamesem i Albusem.
     Nie byłam w stanie oderwać od nich wzroku. Szczególnie, że Ester (a może powinnam nazywać ją od tej pory Astorią?) miała na sobie długą, czerwoną pelerynę, powiewającą łagodnie na wietrze. Uśmiechała się delikatnie, śledząc odjazd ekspresu do Hogwartu, patrząc z dumą na syna, który machał jej z jednego z przedziałów.
     Aż w pewnej chwili Draco odwrócił głowę w moją stronę. Napotkał moje spojrzenie i natychmiast odwrócił wzrok – szybko, może nawet zbyt szybko – który spoczął na Harrym. Odległość była zbyt wielka, bym mogła wyczytać cokolwiek z jego twarzy, choć i tak wątpię, bym potrafiła. Jeśli zachował przez te wszystkie lata swoją enigmatyczną maskę, pozostał nieodkrytą kartą. Jeszcze przed chwilą wnętrzności skręcały mi się ze zdenerwowania i troski o Rose, a teraz poczułam się, jakbym ich w ogóle w sobie nie miała.
     Harry napotkał spojrzenie Malfoya, który skinął lekko głową w jego stronę. Tak po prostu, jakby byli znajomymi, których nie łączyły jakieś cieplejsze relacje. Jakby nie było pomiędzy nimi nienawiści w szkole. Potter chwilę później odpowiedział mu tym samym.
     A potem swoim spojrzeniem obrzuciła nas Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie.
     W przeciwieństwie do Malfoya – patrzyła prosto na mnie, a blask jej zimnych, zielonych tęczówek, które tak dobrze zapamiętałam, zdawał się ranić mnie w oczy. Uśmiechała się delikatnie w moją stronę, i chociaż w tym uśmiechu nie było złośliwości ani wyrazu tryumfu, ja tak go właśnie w tamtej chwili odebrałam – jakby Ester Silverman śmiała mi się w twarz, winszując tym samym swoje zwycięstwo, bo wygrała życie, które powinno należeć do mnie.
     Trwało to ułamek sekundy. Później chwyciła Dracona pod ramię i wspólnie opuścili zatłoczony peron, udając się w kierunku żelaznej barierki.
     Żadne z nich już na mnie nie spojrzało.

~*~

     Jeszcze tego samego dnia zostawiłam Hugona pod opieką Rona i pod pretekstem zrobienia niezbędnych zakupów, ruszyłam na ulicę Pokątną, na pocztę. Wybrałam brązową sówkę średniej wielkości, która kosztowała mnie jedenaście sykli. Wyciągnęłam z torebki kawałek pergaminu i pospiesznie naskrobałam na nim kilka słów.



Spotkajmy się jutro o zmierzchu na St. Peter’s Street w Londynie. To mugolska uliczka, przecznica ze słynną Long Avenue.
Weź ze sobą fiolki.
                                                                    H. Weasley  Granger



 - Blaise Zabini. Znajdź go, dobrze?
     Patrzyłam, jak sówka rozpościera skrzydła i wylatuje przez duże okno. Śledziłam chwilę jej lot, zastanawiając się, czy faktycznie robię dobrze, pragnąc z całych sił dowiedzieć się, co zdarzyło się w tym pamiętnym roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym ósmym.
     Ale – jak powiedział Blaise Zabini – jeśli prawda mnie nie wyzwoli, to co tego dokona?

_________________________
Na początku ślicznie dziękuję wszystkim, którzy wypełnili ankietę z poprzedniej notki. Bardzo mi pomogliście, bardzo, bardzo!

Padam z nóg po dzisiejszych zajęciach na pływalni, więc nawet nie potrafię się skupić na tym, co chciałam Wam powiedzieć. Poważnie. Chociaż z drugiej strony - może nie ma co dodawać?
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za to, że jesteście :)

32 komentarze:

  1. Jesteś wyjątkowa. Twoje opowiadanie gości w moim życiu od paru miesięcy i naprawdę mogłabym je czytać w jednym ciągu jak książkę. Jest świetne, ale to wiesz czytając wszystkie komentarze. Co do rozdziału: liczyłam na odpowiedzi, a pytania się mnożą.. Jakim cudem Ester żyje? Dlaczego Malfoy tak długo się nie odzywał? Jak to wszystko jest możliwe? Mam nadzieję, że następny rozdział i Blaise dadzą odpowiedzi, że wszystko będzie jasne. I jestem niemal pewna, że czytając go będę płakać. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uroczyście oświadczam, że się zakochałam.
    Zakochałam się w twoim stylu pisania, w twoich słowach, które poruszają pamięć, które mogłabym wyryć w pamięci na marmurowym kamieniu właśnie, tak by często do niech wracać.
    Ale to niemozliwe. Dlatego zapiszę adres bloga na swoim własnym. Bo po prostu potrzebuję tej historii, tak jak prawdy, która jest bardzo ważna w tym opowiadaniu.
    Lumossy
    im-possible-dramione.blospot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Szlag, to wszystko jest takie pogmatwane... Nie mogę się doczekać wspomnień, które Blaise pokaże Hermionie! W co ta Ester pogrywała i nadal pogrywa? Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tak. Z jednej strony chcę poznać prawdę i wiem, że nas do tej prawdy poprowadzisz.
    Z drugiej wtedy będzie oznaczało koniec tego opowiadania, prawda?
    Co Ty z nami robisz, Damo...

    OdpowiedzUsuń
  5. Prowadzisz Nas w stronę prawdy... tyle czasu, tyle rozdziałów nie chcę żeby ta historia się kończyła.....
    Genialny rozdział jak zwykle :)
    Weny:)
    Pozdrawiam,Lili

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze mile zaskakujesz. Bardzo podoba mi się narracja pierwszoosobowa w twoim wykonaniu. Jejku, to wszystko takie tajemnicze :3
    Mam nadzieje, że będzie Happy End
    Normalnie poryczę się, jak będzie Sad End :(
    Końcówka bardzo mnie zaciekawiła! Oczekuje z niecierpliwością kolejnego <3

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow. Po prostu nie mam słów jak bardzo to opowiadanie jest wspaniałe :) Aż boję się co będzie, kiedy się zakończy. Niezmiernie ciekawi mnie ta cała historia z Draco i dziewczyną w czerwonej pelerynce...Zastanawia mnie po co Hermiona chce użyć fiolek.. Stawiam na to, że po prostu zamierza uwarzyć eliksir wielosokowy, chociaż... Zobaczymy :) Czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle sekretów, tajemnic i pytań! Wiesz, jak budować napięcie, Damo Kier. Dziękuję za cudowny rozdział <3
    L.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jajku cały czas mnie zadziwiasz! Nie mogę się doczekać poznania tych wspomnień! Musze wiedzieć co działo się z Draco już! Teraz! Zaraz!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    ~DreamyDevil

    OdpowiedzUsuń
  10. Za każdym razem, gdy nadchodzi piątek, otwieram opcję zakładki, wybieram stronę echa i tak strasznie się denerwuję, zastanawiam co się wydarzy. To jest tak wspaniałe uczucie, bo wiem, że czeka tam na mnie duża dawka emocji. ochhhh !! Jesteś wspaniała Damo Kier ♥
    pozdrawiam ;*
    [aleksandra]

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojeju ale się dzieje... :D
    No normalnie czytam z zapartym tchem, co jakiś czas przykładam rękę do ust i wyrywa mi się takie "o cholera". Kobieto w tym opowiadaniu dzieje się tyle, że aż nie wiem jak to opisać! To jest świetne. Po prostu świetne.
    dark-family-dtb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja to opowiadanie przezywam całą sobą.. Potrafisz grać uczuciami, wzbudzać emocje... Jesteś autorką jednego z lepszych blogów jakie czytałam.. Jestem taka podekscytowana... Tak mi żal Hermiony, żyć 19 lat z poczuciem winy, tęsknotą za wielką miłością, goryczą...Wolałabym częstsze rozdziały, ale jestem cierpliwa. Wiem, że żeby napisać coś dobrego, potrzeba czasu...

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś wyjątkowa.Naprawdę bardzo mnie intrygujesz.Uwielbiam to w autorkach.Wtedy chcę więcej i więcej .Nie wyobrażam sobie życia bez twojej twórczości.;3Przeżywam je całą dobą.Czuje to co Hermiona.No ale oczywiście na jej miejscu nie wybrałabym Rona haha ;) Taki szybki przeskok 19 lat.. jak czytam boli mnie to,że się wtedy nie spotkali. A z Ester bardzo intrygujące.Życzę weny kochana : )/ Sandraaa

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże Boże Bożenko. Czy to musi być AŻ tydzień?
    umysl-czystszy-niz-lza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. wow , no nie dowiem się prawdy ??

    OdpowiedzUsuń
  16. Super zapiera dech w piersi, ta SPOWIEDŹ była naprawdę Mionie potrzebna, choć trochę zrzuciła ten ciężar który nosiła przez tyle lat. Nie wiem dla czego ale mam wrażenie, że w to wszystko wmieszany jest Harry, i że chodzi o tą rozmowę przed pogrzebem... Oczywiście czekam na dalszą część i już się doczekać nie mogę...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Super! Czekam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że ta cała wielka tajemnica wreszcie się wyjaśni ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. To zzera mnie od srodka! Tak bardzo czekam na rozwiazanie tej genialnie pogwatmanej historii, a jednoczesnie jakos mi sie w glowie nie miesci, ze z kazdym rozdzialem nieuchronnie jestesmy coraz blizej konca... Pozdrawiam Anta
    PS. Ta Ester mimo wszystko ma w sobie cos co mnie odrzuca, no nie lubie jej...;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zawsze super *.* mam przeczucie ze Draco jej nie kochał ze to był głupi podstęp żeby być z Ester nie lubie jej wiedziałam ze z nią bedą kłopoty. Mam nadzieje ze chociaż połowa pytań zostanie odpowiedziana przez Blaise zobaczymy.

    Twoja Klaudia <3

    OdpowiedzUsuń
  20. No nareszcie Malfoy powrócił! Strasznie jestem ciekawa jak to będzie z Ester/Astorią... :)
    Pozdrawiam,
    Lexie

    OdpowiedzUsuń
  21. Boze Swiety. Nie wiem co mam napisac. To.. to jest nie dopomyslenia. Ester Astorią? Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam [dramione-want]

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniałe, mam wrażenie, że teraz, 19 lat później czyta mi się to opowiadanis jeszcze przyjemniej. Jeszcze niecierpliwiej wyczekuję następnej notki, i jakiegoś kontaktu Hermiony z Draconem lub "Astorią". Nie wiem co pisać, cudowny rozdział!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestes najlepsza. <3Mimo, że niedługo koniec opowiada, jest jeszcze tyle rzeczy niewiadomych. Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej :D

    Czemu Blaise odezwal się do niej dopiero po tylu latach? Jakie i czyje wspomnienia ma zamiar pokazać Hermionie? Jak to możliwe, że Eater żyje? Te pytania nawiedzają moją głowę :D

    Pozdrowienia z wycieczki :3

    P.S. Ile zamierzasz napisać jeszcze rozdziałów? :3

    OdpowiedzUsuń
  24. Wstyd mi się przyznać, ale na tą historię natrafiłam, jakieś dwa dni temu.
    I od tamtej pory pokochałam na nowo Dramione, piękne opisy, życiowe metafory, jakie stosujesz.
    Dziękuję ci za tak wspaniałą historię.
    Mam też pytanie. Czy istnieje możliwość powiadamiania mnie ? Na moim blogu dapne-dracon.blogspot.com.
    Ja idę czytać dalej, a ty pisz te piękne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny rozdział. Uwielbiam tą część. Jest Twoja, a nie kanoniczna. tu wszystko może się zdarzyć i szczerze mówiąc - na to liczę;)
    Ester...to, że żyje jest samo w sobie zaskakujące. Ale to, że jest z Malfoyem - czyste chamstwo z jej strony, że o Draconie z czystej przyzwoitości nie wspomnę. Bo to jak potraktował Hermionę...wybacz ale jestem tak wzburzona, że nie potrafię dobrać odpowiedniego słowa. Jak oni mogli pozwolić Granger żyć 19 lat w poczuciu winy, w nieświadomości? To było okrutne z ich strony. Nawet jeśli mieli dobry powód.
    Zastanawiam się, co też Blaise kombinuje...Bo coś mi tu nie gra. Tyle lat milczenia, a tu nagle niezapowiedziana wizyta, która zbiegiem okoliczności pokrywa się z powrotem państwa Malfoy...
    Swoją drogą genialnie to sobie wymyśliłaś;) jestem pod wrażeniem.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam,
    V.

    more-than-enemies-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Jakim cudem Ester żyje? I do tego ożeniła się z Malfoyem? Od początku ona mi nie pasowała.. A teraz jeszcze ten list do Blaise'a. Mam nadzieje, że wszystko szybko się wyjaśni. Pewnie nie mam co liczyć na happy end, ale błagam, nie dołuj tak w tych rozdziałach bo od kilku notek ( musiałam sporo nadrobić ) nic tylko siedze i rycze.
    Pozdrawiam, Avis.
    http://dramione-never-say-never.blogspot.com/

    PS: Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach?

    OdpowiedzUsuń
  27. Jejciu...to było wspaniałe. Kiedy ona zobaczyła na peronie Dracona.. próbowałam sobie wyobrazić co mogła wtedy poczuć ale chyba nie potrafię. Jestem bardzo ciekawa co to za wspomnienia. Co takiego się stało, że Draco zostawił Hermione na tym wzgórzu, a teraz jest z Ester. Czy on w ogóle tak prawdziwie kochał Hermione? A może to był jakiś ich plan - jego i Ester? Takie pytania (i sporo innych) latają mi po głowie. Naprawdę nie mogę doczekać się następnego rozdziału!!! Ahh zaraz nie wytrzymam!
    Mam jeszcze jedno pytanie - Czy dojdzie jeszcze do spotkania Dracona z Hermiona? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Jenyyy o.O Pokaże jej wspomnienia, boję się, ale równocześnie tak bardzo chcę poznać prawdę jakakolwiek ona jest! (happy end?)

    OdpowiedzUsuń
  29. Z jednej strony tak przewidywalna,
    Z drugiej tak tajemnicza.
    Czy wszystko co do tej pory ujrzałam, przeczytałam.. Musi być takie sprzeczne?
    O Salazarze, ratuj.
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: