12 października 2012

19. Znaleźć w sobie siłę


„Jeszcze nie odrabialiśmy lekcji o tym, że Diabeł po to stworzył młodość, byśmy popełniali błędy, a Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić”.
Carlos Ruiz Zafon

~*~

     Kiedy wyszłam na pusty korytarz zdałam sobie sprawę, że zupełnie nie mam pojęcia, gdzie szukać Malfoya. Hogwart był duży, a Ślizgon mógł być dosłownie wszędzie. Nie wierząc raczej w powodzenie tej sprawy, zajrzałam do ukrytej komnaty za posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy, ale – jak się spodziewałam – była pusta. Jeśli Draco był w Pokoju Życzeń, to i tak nie miałam szansy go tam odnaleźć, więc poszłam tam, gdzie spotkanie go było najbardziej prawdopodobne – do pokoju wspólnego Slytherinu.
     W lochach było jeszcze zimniej niż w pozostałej części zamku. Otuliłam się szczelniej zwykłą, czarną szatą i pożałowałam, że nie zabrałam z Wieży Gryffindoru szalika oraz rękawiczek. Teraz nie było już czasu, żeby nad tym myśleć – byłam tuż przed kamienną ścianą, za którą znajdowała się rezydencja Ślizgonów.
     I właśnie wtedy doszło do mnie, że nie mogę sobie tam tak po prostu wejść i poprosić Malfoya na minutkę. To niedorzeczne. Oczywiście, istniała szansa, że Draco jest sam. Ale część Gryfonów wróciła już z bożonarodzeniowych ferii i miałam dziwne przeczucie, że w pozostałych domach mogło być podobnie. Głupotą byłoby zaryzykowanie, w końcu naraziłabym i siebie, i jego, na zdemaskowanie, co przyniosłoby straszne konsekwencje.
     Nie było czasu na wysyłanie sów, ani czekanie na łut szczęścia.
     Westchnęłam głęboko z bezradności i właśnie wtedy wyczułam pod szatą delikatny, zwiewny materiał – pelerynę niewidkę, którą przed wyjazdem do Nory zostawił mi Harry. Musiałam zapomnieć jej wyjąć po tym, jak wspólnie z Malfoyem odkrywaliśmy na nowo Hogwart. Przez chwilę nie wierzyłam we własne szczęście. Tłumaczyłam to sobie w ten sposób, że sam Los musiał chcieć, by udało mi się ostrzec Ślizgona w odpowiednim czasie. Nigdy nie byłam dobra w odróżnianiu zwykłych przypadków od przeznaczenia, ale wiecie, że najtrudniej jest uwierzyć w prawdę.
 - Dziedzic Slytherina – szepnęłam, chowając się pod peleryną. Kamienna ściana posłusznie odsunęła się na bok, ukazując wejście do pokoju wspólnego. Przeszłam nim bez wahania.
     Przy kominku, na najlepszej kanapie, siedziało trzech pierwszoroczniaków. Rozmawiali o czymś zawzięcie i chyba nawet nie usłyszeli, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła, ale charakterystycznych włosów Malfoya nigdzie nie było.
     Już miałam ruszyć do jego dormitorium, kiedy przez kamienną ścianę przeszedł nie kto inny, jak Draco Malfoy. Kiedy go ujrzałam, po tylu dniach, niebezpiecznie zakręciło mi się w głowie. Szedł szybko, zdecydowanie, i miałam wrażenie, że jest czymś rozgniewany.
     Chciałam podejść do niego i niepostrzeżenie szepnąć mu do ucha, że musimy natychmiast porozmawiać, ale nie dał mi do tego sposobności.
 - Zabini! – krzyknął, wyciągając z kieszeni szaty swoją głogową różdżkę. Skierował ją w grupę rozgadanych Ślizgonów siedzących przy kominku. – Zjeżdżajcie – wycedził w ich stronę. Wykonali jego polecenie natychmiast, jakby się go bali.
     Malfoy stanął obok kanapy, ale na niej nie usiadł. Zaczął przechadzać się wte i wewte, nie zdając sobie sprawy, że dokładnie go obserwuję. Kiedy na schodach z dormitorium pojawił się Blaise Zabini, mimowolnie całym ciałem przywarłam do ściany. Moje ostatnie spotkanie z nim nie należało do najprzyjemniejszych, a obawiałam się, że gdyby doszło do kolejnego, to nawet ktoś tak wykwalifikowany jak pani Pomfrey nie byłby w stanie mi pomóc.
 - Draco? – Zabini podszedł do niego, marszcząc brwi. Stanął z drugiej strony kanapy pokrytej czarnym materiałem i wyprostował się. Ręce schowane miał w kieszeniach spodni. – Przed chwilą wróciłem. Coś się stało? Wyglądasz na wkurzonego.
     Mistrz analizy, pomyślałam z sarkazmem. Słowo „wkurzony” nie określało wystarczająco stanu Malfoya, który wyglądał, jakby zaraz miał roztrzaskać w drobny mak pierwszą rzecz, która wpadnie mu w ręce. To był najwyższy stopień złości, wręcz furia.
     W końcu Draco zatrzymał się. Chwilę stał plecami do Zabiniego, wpatrując się w błyszczącą posadzkę, jakby ta ogromnie go interesowała. Kiedy wreszcie się odwrócił i spojrzał swojemu rozmówcy prosto w oczy, jego głos zabrzmiał niepokojąco spokojnie.
 - W co ty grasz, Blaise? – zapytał.
     Zabini zdawał się równie zaskoczony tym pytaniem, co ja.
 - Słucham? Nie bardzo rozumiem, Draco.
     Malfoy wyglądał, jakby całą siłą woli powstrzymywał się, by nie wybuchnąć. Po raz pierwszy w życiu widziałam go w takim stanie – zwykle starał się ukrywać emocje, które nim targały. Tym razem było jednak inaczej. Gdybym była Zabinim, już bym uciekała. Siła spojrzenia Dracona była wręcz porażająca. W tamtym momencie naprawdę się go bałam.
 - Nie masz mi nic do powiedzenia? – ciągnął Malfoy, tym samym, do przesady spokojnym i opanowanym głosem. – Czyż nie zacząłeś się na własną rękę bawić w mojego prywatnego ochroniarza, albo szpiega? Myślisz, że nie wiem, co robię, Blaise?
     Zabini wpatrywał się w niego z przymrużonymi oczami, przez co wyglądał jak sęp.
 - Skąd ten pomysł? – powiedział twardo, głosem bardzo pewnym siebie.
 - Pozwól, że sam wybiorę, kto będzie mi pomagał – syknął Draco. – Nie potrzebuję do tego twojej akceptacji. Mieszasz się w sprawy, które cię nie dotyczą.
     Prawdopodobnie w tej samej chwili, w której zrozumiałam, o co mu chodzi, doszło to także do Zabiniego. Skrzywił się lekko, a usta wykrzywił mu złośliwy uśmieszek.
 - Już rozumiem – stwierdził. – Granger ci się poskarżyła?
     Malfoy chwycił w ręce stojący na gzymsie kominka dzbanek i z całym impetem rzucił go na twardą posadzkę. Kawałki porcelany strzeliły na wszystkie strony. Kilka ugrzęzło pod moimi butami, ale żaden ze Ślizgonów nie zwrócił na to szczególnej uwagi.
     Zabini nie ruszył się z miejsca. Mimo wszystko podziwiałam jego odwagę.
 - Czy ty nic nie rozumiesz? – warknął platynowłosy, tym razem dużo bardziej agresywnie. – Mogłeś wszystko zniszczyć! Tyle miesięcy pracy zaprzepaścić w kilka minut!
 - Po co te nerwy? – zapytał nonszalancko Zabini, przekrzywiając głowę lekko w bok. – Jeszcze pomyślę, że zadurzyłeś się w szlamie, Draco.
     Malfoy wyciągnął z kieszeni różdżkę i skierował jej koniec w klatkę piersiową swojego kolegi. Ręka ani przez chwilę mu nie zadrżała, a oczy wpatrywały się w Zabiniego tak intensywnie, jakby przenikały jego duszę. Nie potrafiłam nic wyczytać ani z tego spojrzenia, ani z twarzy Dracona. Nie wiedzieć jak i dlaczego zorientowałam się, że jestem cała spięta.
 - Zaufałem ci, Blaise – powiedział Malfoy. Głos znów miał dziwnie spokojny.
 - Przecież nie masz powodów do obaw! – odpowiedział Ślizgon, podnosząc ręce do góry. Po raz pierwszy wydawał się lekko zaniepokojony całą sytuacją. – Jestem po twojej stronie, przecież o tym wiesz! Opuść różdżkę, Draco, porozmawiajmy.
     Przez moment byłam pewna, że Malfoy nie da się tak łatwo przekonać, ale po krótkiej chwili schował różdżkę za pazuchę. Zabini wyraźnie odetchnął i usiadł na brzegu kanapy.
 - Nie podoba mi się ta Granger – powiedział. – Nie ufam jej. Nie sądzisz, że za szybko zgodziła się pomóc ci? A przecież jesteście wrogami od pierwszej klasy. Poza tym ona i Potter się przyjaźnią. Jestem pewny, że on o wszystkim wie.
 - Granger jest mi potrzebna – stwierdził stanowczo Draco.
 - Tak, rozumiem. Teraz to wszystko już za daleko zaszło. Ale mimo wszystko miałbym ją na oku… Wciąż wydaje mi się, że coś kombinuje. Jeśli chcesz, mógłbym się tym zająć.
     Malfoy obrzucił go pogardliwym spojrzeniem.
 - Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy, co? – zapytał, przechylając lekko głowę w prawą stronę. – Jeszcze pomyślę, że zadurzyłeś się w szlamie, Blaise.
     Zabini się skrzywił.
 - Nie mógłbym upaść tak nisko – odparł.
 - A więc zostaw Granger w spokoju – powiedział Draco, tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Jeśli jeszcze raz dowiem się, że ją nachodzisz, źle skończysz. Obiecuję ci to.
     Zorientowałam się, że mam zupełnie sucho w ustach. Całe ciało mi zdrętwiało, ale nie śmiałam poruszyć się choćby o cal. Nie miałam pojęcia, co myśleć o całej tej sytuacji, której byłam świadkiem. Z jednej strony byłam przygnębiona i zła – w końcu mówili o mnie, jakbym była przedmiotem służącym jedynie do wykorzystania i porzucenia, natomiast z drugiej imponowało mi, że Malfoy tak bardzo przejął się tą całą sytuacją. W tym momencie rodziło się pytanie: czy byłam mu aż tak potrzebna, czy może chodziło o coś więcej?
     Zauważyłam, jak Zabini już otwierał usta, by coś powiedzieć, kiedy kamienna ściana w pokoju wspólnym rozsunęła się. Do środka weszła dziewczyna o długich, czarnych włosach związanych w koński ogon i bladej twarzy o ładnej cerze. Pansy Parkinson.
 - Nie wiedziałam, że zmieniło się hasło – powiedziała aroganckim tonem, podchodząc do kominka i dwójki Ślizgonów. – Musiałam iść do Snape’a pytać o nowe.
     Podeszła się przywitać. Kiedy nachyliła się, by cmoknąć Malfoya w policzek, miałam ochotę trzepnąć w nią jakimś zaklęciem. Zabini uśmiechnął się w jej kierunku.
 - Jak minęły święta, Pansy? – zapytał.
 - Zwyczajnie – odparła, wzruszając ramionami. – Tylko ojciec przestał prenumerować Proroka. Ma dość czytania o tym niezwykłym Potterze, tym Wybrańcu.
 - A więc to prawda? – zainteresował się Blaise. – Potter jest Wybrańcem?
 - Kto to może wiedzieć? – rzuciła lekceważącym tonem. – Ministerstwo chce mieć bohatera, to sobie znalazło. Ale jeśli Potter wciąż będzie się zadawał ze szlamami i zdrajcami krwi, to będzie martwy, zanim zdąży chociażby wyciągnąć różdżkę.
     Zabini zaśmiał się, jakby Parkinson właśnie opowiedziała świetny dowcip. Spojrzałam na Malfoya, ale ten tylko wpatrywał się okno i wydawał się zupełnie nieobecny.
 - Co się dzieje, Draco? – zapytała Pansy, podchodząc do Ślizgona i kładąc mu ręce na ramionach. Zacisnęłam zęby ze złości. – Nie wyglądasz najlepiej. Jesteś chory?
     Ze zdziwieniem spostrzegłam, że ma rację. Malfoy miał ciemniejsze cienie pod oczami, a twarz chorobliwie bladą. Wyglądał, jakby trochę przestał o siebie dbać, choć nie zmieniało to faktu, że wciąż był bardzo przystojny.
 - Być może coś mi zaszkodziło – odpowiedział szybko.
     Wtuliła się w jego plecy, a ja poczułam w sobie morderczy instynkt.
 - Jesteś cały spięty. – Odsunęła się, ale tylko po to, by zacząć masować mu ramiona i barki. Nie jestem złośliwa, ale robiła to w tak żałosny sposób, że miałam ochotę trzepnąć ją w głowę jakimś dobrym poradnikiem. – Rozluźnij się, Draco.
 - Chyba się przejdę do Skrzydła Szpitalnego – stwierdził, sprytnie wymykając się z jej zachłannych rąk. Zrobiła lekko obrażoną minę, ale nie dała tego po sobie poznać.
 - Tak, powinieneś. Ja chyba pójdę się rozpakować. Milicenta i Dafne już wróciły?
 - Chyba nie. Byłem pierwszy z naszego rocznika – odparł Zabini.
     Pansy i Blaise zniknęli na schodach. Malfoy stał chwilę przy zielonkawym oknie, a ja zastanawiałam się, czy to nie teraz nadeszła najlepsza okazja, by z nim porozmawiać. Z drugiej strony, wtedy wyszłoby na jaw, że podsłuchiwałam, a tego za wszelką cenę chciałam uniknąć. Moja głowa pękłaby z głośnym hukiem, gdybym musiała się tłumaczyć.
     Na szczęście problem rozwiązał się sam, bo Draco ruszył do wyjścia z lochów. Niewiele myśląc, poszłam za nim. Stawiałam kroki delikatnie na kamiennej posadzce, nie chcąc przedwcześnie się zdemaskować. Dopiero na piątym piętrze odważyłam się podejść bliżej Malfoya: zrównałam się z nim, po czym nie ściągając z głowy peleryny, odezwałam się.
 - Malfoy, to ja – szepnęłam. Drgnął i zatrzymał się nagle, rozglądając się na wszystkie strony. Dopiero po chwili rozpoznał mój głos. – Musimy porozmawiać. Natychmiast. Idź na siódme piętro, do sekretnej komnaty. To naprawdę bardzo ważne.
     Jeśli się wahał, to tylko ułamek sekundy. Chwilę później ruszył przed siebie i stanął dopiero na siódmym piętrze, przed posągiem Siedmiopalczastej Czarownicy. Wypowiedział poprawnie hasło i wszedł do środka. Zrobiłam to zaraz za nim, ściągając z głowy materiał.
 - Co to za ważna sprawa, Granger? – zapytał. Głos miał lekko zmęczony.
 - Nie jest dobrze, Draco – zaczęłam. Zmrużył oczy, a ja z opóźnieniem zrozumiałam, że zacytowałam zapisane runami słowa tajemniczej E. z listu, który mi pokazał.
     Nie wiedziałam, jak zabrać się za wyjaśnienia. Walczyłam z natłokiem myśli.
 - Harry coś podejrzewa – powiedziałam w końcu. – Wpadł w jakąś… obsesję. Obwinia cię za wszystko: za wypadek Katie Bell, za te ataki, ubzdurał sobie jeszcze, że jesteś śmierciożercą. Nic do niego nie przemawia, żadne argumenty. Na dodatek podsłuchał ostatnio twoją rozmowę ze Snape’em, tuż przed Bożym Narodzeniem, jak się kłóciliście. Wie o Wieczystej Przysiędze i uważa, że razem coś knujecie. Na dodatek… śledziliśmy cię pod koniec wakacji na Pokątnej, kiedy odwiedziłeś sklep Borgina i Burkesa na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Harry uważa, że to tam kupiłeś ten naszyjnik, a potem dałeś go Katie… tyle, że to nie może być prawda, bo ja tam byłam, widziałam go, pytałam, czy można go kupić…
     Malfoy wpatrywał się we mnie tym przenikliwym spojrzeniem zimnych oczu, a ja nie miałam odwagi podnieść wzroku. Nie miałam również pojęcia, że właśnie w tamtym momencie, w którym powiedziałam mu to wszystko, właśnie dokonałam wyboru.
     Lojalność. Nie Harry. Draco Malfoy.
 - Śledziliście mnie na Pokątnej? – zapytał.
 - Tak – odparłam. Podniosłam wzrok, ale z jego twarzy nie potrafiłam niczego wyczytać. – Wiesz, to wyszło tak… spontanicznie. Byliśmy u Freda i George’a, kiedy zobaczyliśmy cię przez szybę. Harry miał pelerynę… Byłeś sam, a wcześniej chodziłeś z matką, więc uznaliśmy, że to podejrzane. Podsłuchiwaliśmy, kiedy z nim rozmawiałeś.
     Malfoy zachował spokój, jakiego się po nim nie spodziewałam.
 - Czy nie martwi cię to, że Harry coś podejrzewa? – odezwałam się.
     Z odpowiedzią zwlekał kilka sekund, które dla mnie wydawały się niewyobrażalnie długie.
 - Oh, Ester już dawno przewidziała, że coś podobnego może się zdarzyć.
     Zamarłam, słysząc te słowa. Malfoy zmrużył oczy, zauważając moją dziwną reakcję. Nie od razu doszło do niego, co powiedział, ale ja już miałam pewność.
 - Kim jest Ester? – zapytałam.
     Wiedziałam, że to imię nadawczyni listów o zaszyfrowanej treści. Malfoy ani tego nie potwierdził, ani temu nie zaprzeczył, ale to bez znaczenia: poznałam jej prawdziwe imię.
     Milczał. Delikatny uśmiech błąkał mu się po ustach, jakby świetnie się tą całą sprawą bawił. Być może zastanawiał się, jak wybrnąć z tej sytuacji, ale ja postanowiłam wysunąć najmocniejsze argumenty i zagrać odważnie, chociaż ryzykownie.
 - Obiecałeś, że jeśli pokażę ci Hogwart, jakiego nie znałeś, odpowiesz szczerze na jedno pytanie, które ci zadam – przypomniałam mu. – Więc oto one: kim jest Ester?
 - Dobre zagranie, Granger – odpowiedział. – Ale w umowie zaznaczyłem, że jeśli nie będę mógł odpowiedzieć ci teraz, to tego nie zrobię. – Skrzywiłam się, bo miał rację. – Jednak w porządku, powiem, jeśli tego chcesz. Ester jest jedyną osobą, której bezgranicznie ufam, i która zna mnie lepiej, niż ja znam siebie. Jest też najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
     Poczułam się, jakby w jednym momencie moje serce skuł lód. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale z pewnością nie takich słów. Być może Draco zauważył zmianę w wyrazie mojej twarzy, bo kiedy po chwili zabrzmiał jego głos, był już łagodniejszy.
 - A więc rzeczywiście mam cię po swojej stronie, Granger. Dziękuję.
     Odpowiedziałam mu tylko lekkim skinieniem głowy, bo nie potrafiłam zdobyć się na nic więcej. Po raz pierwszy poczułam w sobie palącą zazdrość, gotową od razu spopielić mi duszę, jeśli nad nią nie zapanuję. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałam list od E. założyłam, że z pewnością nie będę jej lubić. Teraz miałam co do tego powody. Sam fakt, że Malfoy tak ją wychwalał i mówił o niej z taką sympatią, były wystarczające.
 - Gdybyś mogła w jakiś sposób zmyślić Pottera... – zaczął Draco, intensywnie myśląc. Prawie go nie słuchałam. Wyobraźnia działała: przed oczami pojawiła mi się niewyraźna wizja zniewalająco pięknej Ester, z którą ja przecież nie mogłam się równać. – Naprowadzić go na jakiś zły trop, podrzucić fałszywą informację… Dałoby nam to trochę więcej czasu. Muszę o tym pomyśleć, nie można działać pochopnie. Nawet mały błąd może wiele kosztować...
     Poczułam, że zaraz pęknie mi głowa. Marzyłam tylko o tym, by położyć się już do łóżka po tym bardzo długim dniu, a potem obudzić się i stwierdzić, że to wszystko tylko mi się przyśniło. Wolałam nie wiedzieć, o czym chce ze mną porozmawiać Harry, ani kim była dla Malfoya Ester. Za dużo zebrało się tego wszystkiego, za bardzo się zaangażowałam.
     Słowa Ślizgona zupełnie do mnie nie dochodziły. Starałam się za wszelką cenę nie myśleć o niczym, uwolnić głowę od niechcianych obrazów i słów. Przez grubą, lecz widocznie wciąż zbyt cienką warstwę otępienia, przebił się zatroskany głos Malfoya.
 - Źle się czujesz, Granger? – zapytał, zbliżając się do mnie.
 - Nic mi nie jest – odpowiedziałam szybko. – Jestem tylko trochę zmęczona.
     Za wszelką cenę starałam się nie patrzeć mu w oczy. Bałam się, że zobaczę w nich odbicie samej siebie: rozczarowania i zazdrości, które mną tak niespodziewanie wtedy zawładnęły.
     Draco zbliżył się do mnie. Po raz pierwszy odległość, która nas dzieliła, była tak niewielka, że wręcz niezauważalna. Zadrżałam, zdając sobie z tego sprawę. Był tak blisko… Chciałam coś zrobić – chwycić go za rękę, dotknąć jego twarzy, czy chociażby skierować na niego wzrok, ale w tamtym momencie nie starczyło mi na to odwagi. Jeśli pomyślicie, że stchórzyłam, to będziecie mieli rację. Zwyczajnie się bałam.
 - Granger, spójrz na mnie.
 - Nie – odpowiedziałam, kręcąc głową na boki.
     Wszystko, byleby nie napotkać tych szarych, zimnych oczu.
     Wszystko, byleby nie poznać prawdy.
     Zareagował tak szybko, że nawet nie zdążyłam choćby się sprzeciwić: chwycił w obie dłonie moją twarz – stanowczo, a jednocześnie z delikatnością, jakiej się po nim nie spodziewałam – i tym samym zmusił, bym na niego spojrzała. Brązowe oczy natrafiły na szare, ogień na lód, szkarłat na zieleń, a ja poczułam, jak od środka zalewa mnie fala gorąca.
     W tym spojrzeniu ujrzałam czułość, której nie potrafiłam w żaden sposób wytłumaczyć.
 - Musisz być silna, Granger – powiedział twardo, głosem drżącym lekko z emocji. Ton, którego użył, nie był rozkazem, ale… prośbą, wręcz błaganiem. – Mi też nie jest łatwo, ale…  – Urwał w połowie zdania, jakby nagle uświadomił sobie, że nie powinien mi się zwierzać. – Po prostu musisz wytrzymać jeszcze trochę.
     Puścił moją twarz, muskając delikatnie dłońmi policzki. Chwilę stałam w bezruchu, a moje myśli pędziły jak oszalałe tylko wokół jego dotyku. Malfoy spuścił wzrok i ruszył w kierunku drzwi. Już miał palce na metalowej klamce, kiedy ponownie się odezwałam.
 - A co będzie potem, Draco? – zapytałam.
     Nad odpowiedzią zwlekał kilka chwil, które wydawały się nieskończenie długie.
 - Potem… potem prawdopodobnie pozwolę, by mury legły w gruzach.
     Uśmiechnął się delikatnie i tajemniczo, widząc moje zaskoczone spojrzenie. Wydawało mi się, że chciał powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymał. Nacisnął klamkę i wyszedł z komnaty, nim zdążyłam chociażby zamrugać powiekami.

_________________________
Ciężki i długi tydzień za mną, ale następny będzie już lepszy. Zaległości nadrobione, rozdział opublikowany, więc mogę teraz wrócić do kolejnej pieśni Iliady, chociaż najchętniej wsiadłabym w auto i pojechała do jakiegoś Wypizdowa, byleby trochę odetchnąć.
Zrobię to jutro.

39 komentarzy:

  1. Przeczytałam ^^. Fajnie, że już wróciłaś ;). Na twój komentarz odpowiedziałam u siebie, a teraz zabieram się za skomentowanie rozdziału ^^.
    Robi się coraz bardziej... gorąco, że tak się wyrażę. W sensie, że Malfoy przestał być dla Hermiony taki podły jak kiedyś, a nawet jakby bronił ją przed Zabinim. Z początku pewnie faktycznie tak było, że jedynie jej potrzebował i zamierzał olać, kiedy już dziewczyna zrobi to, co ma zrobić, ale teraz.... teraz chyba także on zaangażował się w to uczuciowo, choć starannie ukrywa to za swoim murem.
    Że Hermiona się zaangażowała, to już od dawna było wiadomo, jako że bardzo fajnie opisujesz jej emocje i uczucia. Ale nie spodziewałam się, że będzie tak zazdrosna o nieznaną Ester (wreszcie padło jej imię... Ale ciekawe, czy ona kiedyś osobiście pojawi się w opowiadaniu?). No i chyba podjęła decyzję: Malfoy, nie Harry. Ale czy będzie gotowa zdradzić długoletniego przyjaciela dla tej rodzącej się nowej znajomości? Z pewnością sytuacja ta nie będzie dla niej łatwa i Hermiona pozostanie rozdarta sprzecznymi uczuciami.
    Jestem ciekawa, jak to pociągniesz, i nie umiem się doczekać na kolejne fantastyczne opisy uczuć głównej bohaterki. Kreujesz ją tak prawdziwie, że jestem pełna podziwu, serio.
    I życzę powodzenia na studiach, fajnie, że ten tydzień będzie lżejszy. Ale dopiero się zaczyna, więc nie wiadomo, jak później. Kurczę, sama się boję studiów, ciągle o nich myślę...
    Fajnie, że już wrzuciłaś nowość, i czekam na kolejny ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć, na Malfoyu też odbiły się te miesiące, w których poznawał Hermionę, wspólne przygody i spędzany razem czas. Powoli coś głębszego się przebija przez grubą powłokę obojętności i niechęci, ale jak długo to jeszcze potrwa? (Zabrzmiało jak jakaś reklama proszku do prania, ale to nic xD). W każdym bądź razie, Draco, jak się okazuje, też ma uczucia. Pytanie brzmi: jakie? :D
      Dziękuję ślicznie za komentarz. Opisy często staram się oprzeć na własnych przeżyciach, więc może dlatego wychodzą tak... realistycznie?
      Ooo tak, tydzień lżejszy, bo nie kończę przynajmniej we wtorek o 20.00 tylko o 18.30, a w czwartek i piątek mam tylko po 1,5h ćwiczeń <3 Z tym, że w piątek gramatyka, a to może mnie zniszczyć.
      Raz jeszcze dziękuję, pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. To aż tak długo trwają zajęcia na studiach? o_O Mam nadzieję, że u mnie, gdziekolwiek pójdę, tak nie będzie, bo tłuc się autobusami o tej porze to koszmar jakiś :/.
      Hah, mi dla odmiany najlepiej idzie wczuwanie się w rolę odmieńca i wyrzutka, jakim jest Evelyn. Ona ma w sobie dużo ze mnie, a ja potrafię zrozumieć jej położenie.
      Ciekawa jestem tych uczuć, kurczę, no. Bo tu nagle okazuje się, że ten zimny chłopak, co przez prawie całą serię HP jawił mi się jako skostniały, bezwzględny dupek (sorry za wyrażenie), ukrywający emocje za lodowatą fasadą, a ty zrobiłaś z niego chłopaka rozdartego uczuciami.
      Fajnie to wyszło, w każdym razie ^^.

      Usuń
    3. To chyba zależy od uczelni, w każdym razie na mojej zajęcia kończą się najpóźniej o 20.00 i ja się cieszę, że mam tak tylko raz i to co dwa tygodnie. Z tym, że ostatnia jest psychologia, a pan ma tak uroczy ton, że nic tylko położyć się i chrapać. Ja na szczęście nie mam daleko na uczelnię, 15 min rowerkiem, ale gdybym miała dojeżdżać, to chyba bym zwariowała :D
      Ach, ja też miałam podobny stosunek do Malfoya przez całe sześć tomów! Nienawidziłam go, naprawdę. I dopiero w tych ostatnich jakoś tak się zaczęła przebijać przez niego... co właśnie, co? Sama nie wiem, ale wykorzystałam tą chwilę zawahania i wykreowałam go po swojemu, więc cieszę się, że z tak dobrym skutkiem :D
      Fakt, Evelyn jest specyficzna, ale przez to wszystko naprawdę urocza. Chyba łatwiej pisać o czymś lub o kimś, w kogo łatwo się nam wczuć :)

      Usuń
  2. suuupperrrrr , jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle emocji w jednym rozdziale, że aż swoich nie mogę uporządkować i napisać coś sensownego. Ja się nie dziwię reakcji Hermiony, jeśli już do tego stopnia się zaangażowała, to takie słowa wywołały zazdrość. To Hermiona chciałaby być dla Malfoy'a jedyną, której ufa i tą najpiękniejszą, a jego słowa. Jestem ciekawa czy powiedział to całkowicie szczerze czy końcówkę dopowiedział specjalnie, żeby Granger poczuła się gorsza. Przez Draco sama zaczynam mówić na nią Granger...
    Pozwoli by mury legły w guzach. Aż się boję myśleć co to ma znaczyć. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgubiłam część komentarza po 'a jego słowa', tylko nie pamiętam co tam napisałam... -.-

      Usuń
    2. Ja się zawsze cieszę jak czytam takie komentarze, bo są takie ekspresyjne, emocjonujące i wiem, że pozytywne :D Dlatego nie ma się co przejmować! :D
      Piszę po ciemku i nie zawsze trafiam we właściwe litery, więc wybaczcie jakieś literówki albo pomyłki :D
      No i tradycyjnie cieszę się, że się podobało, mam nadzieję, że podsyciłam trochę ciekawość na kolejne rozdziały. Mury... a mury runą, runą, runą! :D
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  4. Ja przychodzę ze szkoły i pierwsze, co robię, to gnam zobaczyć, czy jest nowy rozdział. Przyzwyczaiłaś mnie do porannego dodawania, więc jak wróciłam o tej 14.00 to się przestraszyłam, że nie ma i się bałam, że może nie będzie ^^ ale czekałam, sprawdzałam, no i NA SZCZĘŚCIE jest...
    I znów jest cudowny. Malfoy... <333 Mogłabym takie serduszka powysyłać, bo po prostu takiego faceta to ja bym chciała. Tajemniczy, intrygujący, chociaż tu pokazał nawet trochę gwałtowności. Ale jest po prostu uroczy i schrupałabym go na kolację, naprawdę. Uwielbiam Twoją kreację tej postaci.
    A Hermiona... brnie coraz dalej! I aż mnie dreszcze przeszedł, jak była ta scena, kiedy on wciął jej twarz w ramiona. Coś między nimi zaczyna się dziać? Kiedy wreszcie się pocałują, noooo! Pewnie trzeba poczekać do końca uwarzenia eliksiru, tak? Jeśli tak, to ja się już nie mogę doczekać, co dalej.
    Pozdrawiam, kłaniam się niiiisko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliksir to kluczowa sprawa i muszę powiedzieć, że do niego już blizej niż dalej :> Pomiędzy nimi faktycznie zaczyna się coś dziać, ale nie wszystko od razu :D
      Taaak, dziś trochę później, bo zajęłam się najpierw fonetyką oraz analizą dzieła literackiego, co mnie po prostu położyło na łopatki. Miałam zanalizować słowo po słowie wiersz o rzece, który był nudny i płytki jak ogrodowa sadzawka. Ale dałam radę dzielnie, więc jestem dumna z siebie! :D
      Nie trzeba się kłaniać nisko, jeszcze coś z kręgosłupem się stanie i będę mieć Cię na sumieniu. Mnie kiedyś tak "postrzeliło", że się wyprostować nie mogłam! :D
      Dziękuję za komentarz, tak na końcu, ale jest :)

      Usuń
  5. Brać studencka pozdrawia koleżankę w doli i niedoli! Będzie dobrze. :)

    No i co ja mogę powiedzieć? Zawiesiłaś poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko tą drugą częścią "Murów" i starasz się ją utrzymać, co całkiem nieźle Ci wychodzi. Hermiona chce poznać prawdę i to nie jest dziwne, bo chyba każdy na jej miejscu zastanawiałby się, co knują Draco ze Snape'em. Podobało mi się, jak opisałaś relacje, że tak powiem, międzyślizgońskie w pokoju wspólnym. Co do Ester - kiedyś tam zajrzałam do zakładki "bohaterowie" i dlatego nigdy nie pytałam, kim jest "E.". ;)

    Pozdrawiam,
    [gilderoy-lockhart]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia jak najbardziej przyjęte! Czuję się jak studentka szczególnie wtedy, gdy zajrzę do swojego portfela, który rzuca na kolana jedynie do modlitwy. Nie ma lekko.
      Dziękuję za komentarz, Ester się jeszcze pojawi, więc nie da o sobie zapomnieć, a wręcz przeciwnie - za jakiś, bliżej nieokreślony czas, będzie jedną z kluczowych postaci. Więc na razie jest odległym echem, ale stanie się wyraźniejsza... kiedyś :D
      Również pozdrawiam ciepło! Jesień pokazuje humory, rano tak zimno, że ja już w rękawiczkach chadzam, a warto zauważyć, że mam każdą z innej parafii.

      Usuń
  6. Miałam nadzieję skomentować Ci poprzedni rozdział osobiście, ale towarzystwo nam nie dopisało i wszystko się jakoś rozmyło ;< Potem zaś porwał mnie w swoje objęcia tydzień i nie mam czasu nawet usiąść, co jest absolutną tragedią. Ba! Nawet napisać maila. Ale dość o tym, będzie jeszcze czas na inne rzeczy!

    Podobała mi się rozwiązanie akcji pomiędzy Zabinim a Draco, jednocześnie ten rozdział zdawał mi się być niesamowicie krótki, wprost przez niego przebiegłam i już koniec!
    Nareszcie wiemy (lub też nie!), kim jest Ester, za to reakcja Malfoya w komnacie. Tuż przed wyjściem. Łał. Chociaż z drugiej strony mam nadzieję, że pokaże jeszcze trochę swojej mrocznej, nie melancholijnej, tylko ciemnej strony ;> Tak dla smaczku ;3

    Przepraszam za nieskładność, ale jest za późno na myślenie, a mój mózg odmawia współpracy. Tym bardziej podziwiam, że jesteś w stanie cokolwiek zrobić ;>
    Buziaki i jeszcze raz przepraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, tym razem się nie udało, ale mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości spróbujemy raz jeszcze - z pozytywnym skutkiem! Co Ty na to, Pani Niekonkretna? :>
      Dla smaczku być może coś się znajdzie, nie mówię, że nie... Ach, ten Draco, tak wiele domysłów! :D A jeśli chodzi o Ester, to na razie jej postać będzie się pojawiała jedynie w głowie Hermiony. No, NA RAZIE, bo potem może i nie :D
      Nie ma problemu, chyba wiem, jak to jest :> Teraz znalazłam trochę czasu, ale w minionym tygodniu to nie miałam czasu kiedy wygodnie na dupie usiąść, ciągle coś było do zrobienia i w ogóle. Tak więc nie ma za co przepraszać, kochana! <3
      Ściskam! <3

      Usuń
    2. No BA! Ja się tak łatwo nie poddaję i Cię kiedyś na tą kawę zwyczajnie zaciągnę xD Ale to może po kolokwiach, bo jedno mam w piątek, a drugie w poniedziałek :P Bueh.
      Mniam. W takim razie czekam na to cierpliwie. Draco jest naprawdę świetnie skonstruowaną postacią. No nie mogę przestać go wychwalać, bo jest... miodzio. po prostu miodzio.
      Ester. Nie wiem, czemu, ale ją lubię. O. Lubię i tyle.

      MASAKRA. ale szablon nowy zrobiłam, będzie w sam raz do nowego rozdziału, bo mnie tak jakoś natchnęło, hahahha :D
      Wracam w objęcia fizjologii i ściskam serdecznie!

      Usuń
  7. Rety, przy Twoich rozdziałach natychmiast zapominam o nawale różnych szkolnych prac :)
    Muszę przyznać, że im bliżej są ze sobą Draco i Hermiona, tym szybciej bije moje serce podczas czytania kolejnych rozdziałów :)
    Z początku aż korciła mnie ciekawośc czy Hermiona zdejmie pelerynę w Pokoju Wspólnym Slytherinu, no ale to by raczej do niej podobne nie było i w sumie niczego by tym nie osiągnęła, a właściwie to tylko by straciła.
    Wersja zazdrosnej Hermiony urzekla moje serce. A Pansy nie cierpię po wsze czasy :)
    Ale te wyobrażenia o Ester... Jestem ciekawa czy Draco specjalnie powiedział o jej cudownej urodzie^^
    No i niesamowita końcówka ukazująca jedno z moich ulubionych obliczy Malfoya. Aż się rozmarzyłam... Tylko też współczuję dziewczynie tej sytuacji, w której się znalazła i będzie teraz musiała oszukiwać najbliższych jej przyjaciół...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie możesz zapominać o szkole! :D Wszak ciągi, logarytmy, redoksy, Przedwiośnie, rachunki prawdopodobieństwa i inne uroki liceum nie mogą czekać! <3
      Pansy to zawsze mi się z takim mopsem kojarzyła, chociaż w filmie laska wygląda całkiem całkiem. A przynajmniej tak powiedział mój kolega, z którym wtedy film oglądałam, bo ja to raczej specjalistką od urody kobiet nie jestem :D
      Również serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
    2. Masz rację, a ta Twoja wyliczanka jeszcze bardziej mnie... Załamała ;P Logarytmy? Jak ja w twierdzeniu Bezouta czy jak mu tam się gubię ;) Ale redoksy mogą być ;)
      Ja tam zraziłam się przez książke do Pansy i mam gdzieś, że w filmie była całkiem, całkiem. Tak samo z resztą z Cho było - przeczytałam piątą część i chociaż w filmie była łagodniejsza i całkiem ładniutka, to po prostu nie mogłam się na nią patrzeć ;)

      Usuń
  8. miałam skomentować już poprzedni rozdział, ale totalnie zabrakło mi czasu, później wyleciało mi to z głowy, ale mogę pochwalić się jednym : gdy przedstawiłaś całą treść listów od E. od razu skojarzyłam wyrazy pisane wielką literą! Później okazało się to trafne ; )

    ten rozdział po prostu jest cudowny, a końcówka z Malfoyem spokojnie dorównała temu, jak opisałaś ich obserwacje rozgwieżdżonego nieba... 'Twój' Malfoy jest taki dojrzały, spokojny, tajemniczy, że aż prosi się, by wejść do jego świata i poznać choć minimalną cześć jego sekretu. Hermiona jest bardzo zrównoważona jak uczucie, które nią targa, jestem pełna podziwu! kocham czytanie blogów za to, że mimo, iż wiem, że jest to fikcją, to bardzo chcę w to wierzyć, jeszcze bardziej kocham poruszać swoją wyobraźnię. w tym przypadku jakby nie było identyfikuję się z Hermioną, zwłaszcza, że piszesz to w pierwszej osobie liczby pojedynczej (takie opowiadania nigdy nie przypadały mi do gustu i często rezygnowałam z czytania bloga tylko dlatego, że był pisany w 1. os. , a Twój blog jest pod tym względem jakimś fenomenem!) i odpływam, gdy piszesz, że Malfoy przeszywa ją tym spojrzeniem pięknych, szarych oczu. (ale już pisałam, jak bardzo kocham, gdy ktoś opisuje spojrzenia Malfoya ).
    Ten moment, gdy ujął jej twarz w dłonie był po prostu cudowny! moja głowa szalała od natłoku ''pocałuj ją, pocałuj ją, POCAŁUJ JĄ!!!'' ale jednak nie :c wiem, jak bardzo zepsuło by to efekt.

    wyczekuję każdego piątku z nadzieją, że jestem bliżej momentu, w którym Malfoy pozwala, by jego mury runęły w dół. i teraz cały tydzień będzie obijać mi się o myśli imię ''Ester" , ale mam nadzieję, że ona jest już +40, więc nie dla Dracona, albo jakaś Nimfą? ale to tylko moje nadzieje, czekam niecierpliwie na następny rozdział.

    pozdrawiam, Lucy ; *

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, aż mnie zatkało. Naprawdę, no nie wiem, co odpowiedzieć. Chyba zacznę od tego, że dziękuję, tak zwyczajnie, no, ale najbardziej szczerze na świecie!
      Powiem nieskromnie, że tego "mojego" Malfoya czasami sama mam ochotę wziąć i schrupać, z całym jego fałszem, tajemniczością, niezbyt sympatyczną przeszłością i w ogóle. Próbuję go pokazać jako takiego rozdartego, zagubionego, ale powoli odnajdującego to, na czym będzie mu zależało. Dużo będzie jeszcze odwołań do kanonu, mam nadzieję, że uda mi się pokazać to z trochę innej perspektywy, i że nikt nie będzie rozczarowany :>
      Narracji pierwszoosobowej też nigdy nie lubiłam, poza tym jest trudna i daje mniejsze pole do manewru, no ale jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B, więc ciągnę to i ciągnę :D

      Haha, taaak, ma +40, zmarszczki i cellulit. Tylko ten magiczny makijaż, ach, cuda potrafi czynić! :D A tak na poważnie, to na postać Ester trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale mam nadzieję, że umilę to czekanie :D

      Również pozdrawiam! :*

      Usuń
  9. Kolejny wspaniały rozdział na Twoim koncie. Oczywiście, jak zawsze czytałam z zapartym tchem. Jak zaczarowana pochłaniałam każde słowo! Nie wiem, co jeszcze powinnam Ci tu napisać, gdyż wydaje mi się, że w poprzednich komentarzach wyraziłam się dość jasno na temat tego, co w Twoim opowiadaniu kocham najbardziej. Nie sądziłam, że znajdę perfekcyjnie napisaną historię o Dramione, ale widać cuda się zdarzają, a ja mam okazję czytać naprawdę niesamowite opowiadanie za co Ci ogromnie dziękuję.
    Czekam na więcej i mam nadzieję, że Draco z biegiem rozdziałów będzie bardziej otwarty. Bardziej otwarty, ale nie mniej tajemniczy, bo to własnie tę tajemnicę kocham w nim najbardziej. Pisz szybko kochana! :)

    Tymczasem zapraszam do siebie na nowy rozdział. :)
    www.finally-yours.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku ślicznie dziękuję, ale gdzież mi tam do perfekcji! Ja tu tylko piszę takie swoje głupoty i jest mi strasznie strasznie miło, że ktoś ma ochotę w ogóle to czytać.
      Cóż mogę powiedzieć o Draco... hm. Chyba nic konkretnego, żeby nie zdradzać dalszej fabuły. Mogę tylko powiedzieć, że poznawanie jego prawdziwego oblicza zajmie Hermionie jeszcze sporo czasu :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Och.. Ja zawsze jestem do tyłu! Ale tak często dodajesz rozdziały, że nie nadążam. Sama mam czas na czytanie średnio co dwa-trzy tygodnie i stąd moje zaległości. Więc z góry przepraszam.
    Jestem oczarowana wątkiem murów. Genialnie wychodzą Ci te wszystkie metafory, rozmowy Hermiony u Draco, gdzie niby dyskutują o zamku, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do Malfoya. Jestem też pod wielkim wrażeniem Twojej wiedzy astronomicznej, którą popisałaś się, kiedy Granger "oprowadzała" Ślizgona po zamku. Nie wiem, ile w tym Twojej wiedzy, a ile przeczytania o tym przed pisaniem, ale i tak mi zaimponowałaś. A przy okazji pokazałaś tym prawdziwą Hermioną Granger, która zawsze wszystko musi wiedzieć ^^
    Poza tym strasznie gładko przeskakujesz z tematu na temat. To Hermiony skojarzenie artykułu w mugolskiej gazecie z listami od E. - świetne. Podobała mi się też scena kłótni między Malfoyem a Zabinim. Ich dialog był tak naturalny, że wręcz czułam, jakbym tam była.
    Jednak wszystko to wyżej wymienione pobiła końcówka tego rozdziału! Czytałam z zapartym tchem, a jak napisałaś, że położył jej dłonie na policzkach i zmusił, by na niego spojrzała - aż poczułam motyle w brzuchu! Dosłownie, jakbym ja była na jej miejscu (ojj, a chciałabym xd). Przez chwilę miałam nawet nadzieję, że ją pocałuje. Ale po dłuższym przemyśleniu stwierdzam, że to popsułoby cały efekt. Co nie zmienia jednak faktu, że czekam na ten moment z niecierpliwością!
    Z zazdrością stwierdzam też, że nie wyłapałam żadnego błędu. Ale byłam tak pochłonięta czytaniem, że mogłam coś przeoczyć. W każdym razie nic się nie rzuca w oczy, a to najważniejsze.

    Jak już będziesz jechać do tego Wypizdowa - zarezerwuj bilet więcej. Też chętnie pojadę ^^

    Kłaniam się nisko! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co przepraszać - sama wiem najlepiej, że czasem zwyczajnie ciężko jest znaleźć czas na odpoczynek. Nie mam tego nikomu za złe, przecież są rzeczy ważniejsze niż pisanie i czytanie opowiadań na blogspocie :D
      Mury... Mury powstały spontanicznie, ale efekt końcowy nawet mnie trochę pozytywnie zaskoczył, że wyszedł tak dobrze. Jeśli chodzi o wiedzę astronomiczną, to bardzo dużo czytałam o tym, kiedy byłam młodsza - interesowałam się niebem, gwiazdami, planetami, cały kosmos mnie fascynował, ale w końcu stwierdziłam, że ta wiedza jest nie dla mnie :D Fascynacja została, ale czysto obserwacyjna, natomiast niektóre wiadomości się tak w głowie zakorzeniły, że z radością je wykorzystałam.
      Bałam się, że trochę przesadziłam z tą ostatnią sceną, ale na szczęście nikt tego tak nie odebrał, z czego się niezmiernie cieszę :D Fakt, to jeszcze nie czas na pocałunki, no ale kiedyś... kto wie, kiedy... :D
      Staram się czytać rozdziały po dziesięć razy zanim je dodam, żeby uniknąć błędów, ale czasem nie wszystko jestem w stanie wyhaczyć, więc w razie czego śmiało można błędy wytykać, jestem nawet za to wdzięczna :D
      Wypizdów zawsze mile widziany, mam miejsca w samochodzie więc zapraszam :D
      Ślicznie dziękuję, pozdrawiam gorąco! <3

      Usuń
  11. Rozdział chyba jeden z najlepszych, ale to tylko dzięki Tobie i Twojej wyobraźni. Końcówka mnie bardzo mile zaskoczyła muszę przyznać. Nie spodziewałam się czegoś takiego po Draco, niemniej jestem pod wrażeniem i nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Muszę też przyznać, że jeśli Zabini był dla mnie postacią neutralną w książce J.K.Rowling, tak teraz trafił na moją czarną listę. Oby tylko nie pomieszał wszystkiego dokładnie.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Fakt, Draco pokazał się z troszkę innej strony niż do tej pory, w sumie cieszę się, że wywołało to takie pozytywne zaskoczenie. A jeśli chodzi o Zabiniego, to czytelnicy różne mają zdanie na jego temat, ja mogę tylko obiecać, że jeszcze odegra w tej historii ważną rolę :)
      Również pozdrawiam, dziękuję!

      Usuń
  12. O cholercia, ten rozdział jest taki rewelacyjny, że aż zabrakło mi chyba słów, serio. Świetnie to wszystko opisałaś, tak spójnie i obrazowo. Cały rozdział trzyma bardzo w napięciu, co według mnie jest dużym plusem ;). Przeczytałam go chyba na jednym tchu ;D.
    Kiedy była akcja w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, przez cały czas myślałam, że coś się stanie i Peleryna spadnie z Miony, ale na szczęście tak się nie stało.
    A scena końcowa była najlepsza! Aż mi samej zrobiło się gorąco ^.^ Hah, ta zazdrość Miony jest urocza ;p. No i ogólnie się cieszę, że 'mury zamku' rzeczywiście się rozpadają, bo wbrew pozorom "taki zamek" jest najlepszy :).

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się, że ktoś zwrócił uwagę na jej pełne zazdrości przemyślenia :D Cóż, jak to się mówi - zazdrość jest elementem każdego uczucia, a jak jeszcze mawia mój chłopak - "UFAM, ALE SPRAWDZAM" :D
      Mury... mury powoli równają się z ziemią, ale ile potrwa, zanim runął naprawdę i ostatecznie? :>
      Dziękuję, ściskam!

      Usuń
  13. Rewelacja! Po prostu! (Chyba pięć minut zastanawiałam się, jak ując to jednym słowem, ale jakoś nic nie wpadło mi do głowy). Hermiona robi się zazdrosna O.o No, powiem szczerze, że chyba na ten moment czekałam, bo teraz zaczną się pytania i wątpliwości i chyba coraz więcej przemyśleń. Ale jednak ja wciąż czekam na to, aż te mury RUNĄ! Mam nadzieję, że nie potrwa to zbyt długo.
    Noo... to się wysiliłam, co? Komentarz miał być dłuższy, o tak, miał. Ale niestety, głowa mnie okropnie boli, a nie mogę znaleźć żadnych proszków. Niestety...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę ci talentu!!
    Twoje opowiadania są przegenijalne. naprawdę
    Czekam na Next i nie daj się i pisz dalej chodź by nie wiem co.

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo mi się podobało :)
    jestem absolutnie zachwycona porównaniem człowieka do murów, które dość często się tu pojawia - wspaniałe.
    Draco zaskoczył mnie tak stanowczym stwierdzeniem na końcu, ale zaskoczył zdecydowanie pozytywnie. ciekawa jestem oczywiście, kim jest Ester. wiadomo, że nie jest jego ukochaną - to by chyba było zbyt banalne, proste. szkoda, że Hermiona tego nie widzi, ale wcale jej się nie dziwię - gdybym była na jej miejscu, pewnie też z zazdrości nie zwracałabym uwagi na detale. :)
    czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudownie piszesz. Wczoraj dopiero znalazlam Twojego bloga, przeczytałam wszytkie rozdziały i jestem pelna zachwytu ;) Kocham sposób, w jaki kreujesz bohaterow, kocham Twoje opisy - po prostu wszystko. Ciekawa jestem, kto wpuścił dementorow, na bo jastrząb to raczej na pewno Draco. Prosilabym tez o powiadamianie u mnie na blogu: malfoyihermiona.blogspot.com (możesz również zajrzec do mnie w celu poczytania i powiedzenia mi, co sądzisz. Chociaż w sumie trochę boję sie prosic, bo przy Tobie jestem jak meyer przy Sapkowskim) Pozdrawiam serdecznie i czekam na nastěpny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiedziałam, że nie lubię tej E. Chociaż w sumie gdyby nie ona nie doszłoby do najpiękniejszej sceny, jaką do tej pory opisałaś!
    "(...) zatroskany głos Malfoy'a" - jej <3
    Nie będę już cytować, bo gdybym chciała musiałabym skopiować tu cały rozdział. I jeszcze to o murach... ;3

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawa jestem skąd Draco zna tą całą Ester i kim ona jest. Nie lubie jej, na pewno jest brzydsza od Miony! Jestem tego pewna!!!

    "- Potem… potem prawdopodobnie pozwolę, by mury legły w gruzach." po takich słowach podemna ugięłyby sie kolana a w głowie zaczęłabym snuć jakieś dziwne historie pt. "Co by było gdyby..."
    <3

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  19. HaAaaa, mury legną w gruzach ;3 Och, to było wspaniale ^.^

    OdpowiedzUsuń
  20. Chyba chce mi się płakać..
    Albo skakać z radości..
    Zazdrość
    Zaufanie
    Nie ja nie chce..
    Och, za dużo.
    Nieparzysta

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: