1 lipca 2012

4. Nic się nie zmienia


     Następnego ranka obudziłam się wraz z nadejściem świtu. Starałam się skupić całkowicie na rytmicznych dźwiękach kropel deszczu rozbijających się o szyby, ale nie potrafiłam. Musiałam przyznać samej sobie, że nie wiedziałam, czy robię dobrze – ale mimo to w tamtej chwili o to nie dbałam. Taka już byłam: podejmowanie decyzji sprawiało mi niemałą trudność, męczyłam się z tym, analizowałam, ogarniały mnie potworne wątpliwości, lecz kiedy już dokonałam wyboru, przychodziła ulga i pozorny wewnętrzny spokój.
     Wstałam z łóżka tak energicznie, że aż zakręciło mi się w głowie. Odgarniając od siebie niepotrzebne myśli, podeszłam do magicznego lustra wiszącego w naszym dormitorium.
 - Wyglądasz okropnie – powiedziało do mnie zwierciadło z wyrzutem, po czym zaczęło się parszywie śmiać z pióropusza moich włosów stojących na wszystkie strony.
 - Och, zamknij się – odparłam, chociaż w duchu przyznałam mu rację.
     Upewniłam się, że Parvati i Lavender smacznie śpią i skorzystałam ze specjalnej czarodziejskiej odżywki Ulizanna, która świetnie się sprawdziła podczas Balu Bożonarodzeniowego w czwartej klasie. Kilka prostych, przydatnych zaklęć sprawiło, że pozbyłam się też okropnych worów pod oczami. Gdzie jest różdżka, jest i sposób.
     Zeszłam do zupełnie pustego o tej porze pokoju wspólnego i zabrałam się ambitnie za pracę domową dla Snape’a, której nie zdołaliśmy napisać wczoraj. Musiałam zrobić coś, co zajmie moją głowę od tych wszystkich niechcianych myśli o Malfoyu.
     Wskazówki zegara przesuwały się o wiele za wolno, niż bym chciała. Wydawało mi się, iż minęła wieczność zanim dotarły do mnie pierwsze oznaki życia z innych dormitoriów, a ja utknęłam w wypracowaniu przy sposobach walki z zaklęciem Imperius. Kiedy jakiś czas później do pokoju wspólnego zeszli Harry i Ron, napisałam tylko jedno zdanie więcej.
 - Patrz, a wczoraj nie umiała tego napisać – powiedział z przekąsem Ron, wskazując na moją niedokończoną pracę domową. – Przecież nie musiałaś dać nam odpisywać.
     Obdarzyłam go pogardliwym spojrzeniem.
 - Teraz już z pewnością ci nie dam – warknęłam.
 - Och… Daj spokój, tak tylko żartowałem – wykręcał się, patrząc w moim kierunku zlęknionym wzrokiem. – To co, idziesz z nami na śniadanie?
     Kiwnęłam głową, wrzucając książki i pergaminy do torby.
     Podczas drogi do Wielkiej Sali natknęliśmy się na Irytka, który szykował na korytarzu niespodziankę dla pierwszego ucznia, który będzie tędy przechodził: deszcz atramentu. Wycofaliśmy się ukradkiem do tyłu korzystając ze sprawdzonych skrótów popularnych Huncwotów, ale niestety niektórzy nie mieli tyle szczęścia. Właśnie zabieraliśmy się za jajecznicę na bekonie, kiedy obok nas usiadł Neville – od stóp do głów obsmarowany granatowym atramentem.
 - Dlaczego to zawsze muszę być ja? – jęknął zrezygnowany, ocierając twarz rękawem.
 - Poczekaj, zaraz coś z tym zrobimy – skierowałam na niego koniec swojej różdżki, szepnęłam „Tergeo!” i usunęłam z niego atrament. – Tak, teraz jest dużo lepiej.
 - Dzięki, Hermiono. – Uśmiechnął się zawstydzony.
     Chmara sów wleciała do Wielkiej Sali zasypując uczniów przesyłkami z domów. Było ich o wiele więcej niż w poprzednich latach – rodzice martwili się o swoje dzieci i chcieli jak najczęściej dostawać informacje od nich, czemu nie można się było dziwić w tych mrocznych czasach, chociaż Hogwart był chyba najbezpieczniejszym miejscem w całym kraju. Zauważyłam tęskny wzrok Harry’ego poszukującego wśród ptaków Hedwigi, ale śnieżna sowa tego dnia nie przyleciała. Odkąd umarł Syriusz, Harry z nikim nie korespondował.
     Przede mną wylądowała zgrabnie brązowa płomykówka z Prorokiem Codziennym. Wyciągnęła dumnie nóżkę z woreczkiem, do którego wrzuciłam monetę i natychmiast odleciała. Przerzuciłam szybko strony, szukając ciekawiących nas informacji.
 - Zginął ktoś, kogo znamy? – zadał swoje standardowe pytanie Ron.
 - Nie, ale znowu były ataki dementorów – odpowiedziałam. – I aresztowanie.
 - Świetnie! Kogo? – zapytał Harry.
 - Stan Shunpike.
 - CO?!
 - Posłuchajcie… "Stanley Shunpike, konduktor Błędnego Rycerza, popularnego wśród czarodziejów środka transportu, został aresztowany pod zarzutem przynależności do Śmierciożerców. Pana Shunpike'a, lat 21, osadzono w areszcie wczoraj, w późnych godzinach wieczornych, po przeprowadzeniu obławy w okolicy jego domu w Clapham...".
 - To jakieś nieporozumienie – powiedział natychmiast Harry. – Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie traktowałby Stana na poważnie…
 - Może był pod działaniem zaklęcia Imperius! – rzekł Ron.
 - Nie sądzę – odparłam, kręcąc głową. – Myślę, że ministerstwo chce po prostu przedstawić fałszywy obraz swojej pracy. Wiecie, pokazać ludziom, że coś robią, łapią Śmierciożerców, walczą z Voldemortem… Och, Ron, przestań… - dodałam, gdy znów wzdrygnął się na dźwięk tego imienia. – Taka gra rządzących. Genialne posunięcie.
     Odrzuciłam na bok gazetę, myśląc o całej tej sprawie z niepokojem. Niektórzy uczniowie Hogwartu nie wrócili po wakacjach do szkoły – ich rodzice woleli, by zostali w domu. Podobno nawet bliźniaczki Patil musiały błagać swoją rodzinę, żeby mogły tu wrócić na nowy rok. Skierowałam wzrok na miejsce Dumbledore’a przy stole dla nauczycieli – Harry też tam spojrzał – było puste. Gdzie był Dumbledore? Co robił, kiedy opuszczał szkołę?
 - Harry! – usłyszeliśmy znajomy głos i natychmiast odwróciliśmy głowy.
 - Cześć, Katie.
     Przysiadła się do nas Katie Bell, jedna z nowych - starych ścigających drużyny Gryffindoru. Była w siódmej klasie i tylko ona została z tej ekipy, do której dołączył Harry jako szukający przed sześcioma laty.
 - Kiedy będziemy mieć kolejny trening quidditcha? – zapytała.
 - Och… Jeszcze nie wiem… - Harry był kapitanem drużyny Gryfonów w tym roku i szczerze wierzyłam, że poprowadzi ją do zwycięstwa. – Może w przyszłą sobotę?
     Chyba miał nadzieję, że do tej pory przestanie padać, ale na to się nie zanosiło.
 - Ale w sobotę jest wyjście do Hogsmeade… Co, nie wiedzieliście? – dodała, widząc nasze zaskoczona miny. – W pokoju wspólnym McGonagall wywiesiła informację.
 - W takim razie zamówię boisko na poniedziałek – stwierdził Harry.
 - Świetnie – odparła. – Już nie mogę się doczekać!
     Pomachała nam na pożegnanie i ruszyła ze swoją przyjaciółką w kierunku drzwi. My ruszyliśmy do pokoju wspólnego chwilę później, za pół godziny zaczynało się zielarstwo. Przed lekcją zdążyłam oddać Harry’emu pelerynę niewidkę. O nic nie pytał, to była jedna z jego cudownych cech – wiedział, że jeśli będę chciała, sama z nim porozmawiam. To też odróżniało go od Rona, który aż wyłaził z siebie, żeby dowiedzieć się, co robiłam wczoraj wieczorem. W końcu nie wytrzymał i w drodze do cieplarni rzucił obojętnym tonem:
 - Udała się wieczorna misja?
 - Mógłbyś być tak miły i uszanować moje prawo do odmówienia spowiedzi tobie – wycedziłam. Harry wywrócił teatralnie oczami.
 - Tylko się nie kłóćcie – rzekł, a w jego głosie usłyszałam błagalną nutę.
 - A czy ktoś się kłóci? – odparł pan Ja Nigdy Nic. – Po prostu zapytałem. Tak, jak dziś rano zapytałem Seamusa: „Ej, Seamus, widziałeś moje bokserki?”.
     Śmiech zza naszych pleców sprowadził nas na ziemię. Ślizgoni właśnie przechodzili obok,  wracając do zamku przez błonia. Na ich czele szedł nie kto inny, jak Draco Malfoy.
     Sama nie wiedziałam, jak chciałabym zareagować na jego widok. Poprzedniej nocy wydał mi się taki ludzki, taki normalny. Pamiętałam jego uśmiech i zawziętość w oczach, a także dumę i przebłyski dobrych manier. Całą siłą woli zmusiłam się, żeby na niego spojrzeć i prawie natychmiast tego pożałowałam. Nie patrzył na mnie, tylko na Harry’ego. Na twarzy miał ten charakterystyczny złośliwy, kpiący uśmiech, którego tak nienawidziłam, a w jego szarych, zimnych oczach nie dostrzegłam ani kropli uczuć. Były puste i obojętne, martwe.
 - Chcesz powiedzieć, Wieprzlej, że zgubiłeś te swoje majtasy, które na każde Boże Narodzenie przesyła ci twoja pulchna mamuśka? – powiedział Malfoy. – Czy po prostu dała ci je, kiedy sama już w nie nie weszła?
     Ślizgoni wybuchnęli śmiechem, a Ron zaczerwienił się po uszy.
 - Zajmij się swoją parszywą rodziną – wybełkotał, sparaliżowany ze złości.
 - Ale ty, Potter, lubisz Weasleyów, co? – mówił dalej Malfoy. – Podobno jeździsz tam na wakacje. Chociaż wydaje mi się, że w Azkabanie mają lepsze warunki.
     Grupa uczniów ze srebrnym wężem na piersiach ponownie ryknęła śmiechem. Powoli zaczęli schodzić się też inni z klasy. Gryfoni patrzyli na Ślizgonów z nienawiścią w oczach. Harry złapał Rona za szatę i szeptał mu coś do ucha. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, ja też do nich dołączyłam starając się uspokoić ich i siebie.
 - To tylko Malfoy. Nie przejmuj się. Nie daj się sprowokować – powtarzałam.
 - Ej, ty, Wiewióra! – ryknął ponownie Draco, a ja na moment przestałam oddychać. – A ty jeździsz do Weasleyów? Może pomagałaś jego matce szyć te gatki? To by wyjaśniało, dlaczego są pokryte szlamem…
     Wbiłam wzrok w ziemię, czując, że w oczach stają mi łzy.
     Wtedy Harry odwrócił się i zrobił krok do przodu, występując naprzeciw Malfoyowi. Ślizgoni zahuczeli z uciechy. Zielone, dobre oczy mojego przyjaciela ukryte za okrągłymi okularami błyszczały złowrogo. Jeśli jest coś, co mogło stać mi na drodze do chociażby zaakceptowania Malfoya, to z pewnością był to fakt, że nienawidził go Harry.
 - Potter, awansowałeś na prywatnego adwokata Weasleya?
 - Zamknij się, Malfoy.
     Zadrżałam, słysząc głos Wybrańca. Był taki… chłodny.
 - Ostre słowa jak na początek. – Malfoy też wystąpił naprzód. – Więc co, wynajął cię? Ile ci płaci? Bo chyba nie za wiele, co? Jego ojciec zarabia...
 - A jak się powodzi twojemu ojcu, Malfoy? – przerwał mu Harry. – Wysyła ci pocztówki z Azkabanu?
     Na policzkach Ślizgona pojawiły się różowe rumieńce.
 - Nie waż się mówić czegokolwiek o moim ojcu, Potter – odpowiedział twardo. – Ale przecież ojciec Wieprzleja awansował… Dostaje chociaż knuta więcej?
     Tłum za plecami Malfoya zawył z uciechy, a Harry wyciągnął różdżkę. Draco też to zrobił. Dookoła nagle zaległa cisza.
 - Harry, nie… - jęknęłam, wiedząc, że i tak mnie nie posłucha.
 - Co tam się dzieje?! – usłyszeliśmy z cieplarni głos profesor Sprout. Odetchnęłam z ulgą - przecież żaden nie odważy się zaatakować drugiego na oczach nauczyciela.
 - To jeszcze nie koniec, Potter – syknął Malfoy, zanim odszedł w stronę zamku.
     Harry nie spojrzał na nas. Ruszył prosto do drzwi cieplarni numer trzy, gdzie opiekunka Puchonów zaczynała się już niecierpliwić. Ron ruszył zaraz za nim. Twarz dalej miał czerwoną aż po końce uszu. Wyciskał sok z pędów kalamary z taką intensywnością, że zmiażdżył wszystkie cenne nasionka.
 - Ron, co ty robisz? – szepnęłam, kiedy ostrze noża wbiło się w drewniany stolik.
 - Wyobrażam sobie, że to ma twarz Malfoya – odpowiedział, nie podnosząc oczu do góry ani nie przestając wciskać głębiej ostrza. Wymieniliśmy z Harrym porozumiewawcze spojrzenia.
 - Weź mój – powiedział Harry, wciskając mu w ręce swój nóż, a biorąc jego. – Jest trochę mniej tępy niż ten.
 - Dzięki – odparł Ron z bladym uśmiechem.
     Chwilę później i ja nie zastanawiałam się nad tym, co robię. Myślami uciekłam daleko, a pochłonęły mnie one całkowicie. Właściwie nie było żadnego powodu, dla którego Malfoy miałby zacząć traktować mnie lepiej. Nasza wczorajsza rozmowa i wspólne plany, nawet wspólne tajemnice – to wszystko niczego nie zmienia. Dalej pozostawałam dla niego szlamą, czymś gorszym, kimś, kogo się brzydzi i kim gardzi. Nie powiem, że czułam się z tym dobrze. Naprawdę bolał mnie ten fakt, bo przez chwilę uwierzyłam, że wspólne sekrety mogą wyjść nam na dobre. Jednak okazało się, że to było po prostu niemożliwe.
     Przypomniałam sobie ciskające błyskawice oczy Harry’ego skierowane na Malfoya i nagle poczułam ogromne wyrzuty sumienia.
     Poczułam, że nie wiem co się ze mną dzieje.
    
_________________________
Dla mojego najlepszego przyjaciela, Piotrka, w dniu jego urodzin, choć zdecydowanie zasłużył na coś lepszego.

23 komentarze:

  1. Mi się podobało ^^. Naprawdę fajny rozdział i fajnie opisałaś relacje z Harrym, przy czym udało ci się zachować kanoniczny charakter postaci.
    Draco naprawdę paskudnie postąpił z Hermioną, najpierw prosił ją o pomoc, a teraz ją obraża... Choć może gra takiego przed kumplami? W każdym razie to było chamskie.
    Ale notka bardzo dobrze napisana, miło się czytało ^^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, no tak, Malfoy jak to Malfoy... Zastanawiam się tylko, czy to gra, czy jego prawdziwe oblicze, ale znając Ciebie to szybko się tego nie dowiemy, można się tylko domyślać ^^
    Lubię w tym opowiadaniu przyjacielskie relacje Hermiona - Harry. I aż kipię z ciekawości, jak to wszystko się potoczy.
    Odpoczywaj i szybko wracaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, jestem tu po raz pierwszy, ale od razu nadrobiłam zaległości i bardzo mi się podobało, zwłaszcza fragmenty z Seamusem, do którego mam wielką słabość. :) Bardzo lubię Dramione, ale tylko takie mądre, które nie ograniczają się tylko do rzucania w siebie wyzwiskami typu "szlama!" czy "zamknij się, Malfoy!". No i udało Ci się zdobyć moje serce, dodaję zatem do linków i proszę o informowanie o nowych rozdziałach. :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    [une-crime-parfait]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło to czytać, biorąc pod uwagę fakt, że ta historia też jest dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem. Mam nadzieję, że nie zawiodę w dalszej części :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Wąż tak szybko skóry nie zrzuca, ale Malfoy naprawdę strasznie potraktował Hermionę. Mógł ją zignorować, a nie wyzywać od niewiadomo czego. Ja na jej miejscu wycofałabym się z robienia dla niego eliksiru, albo chociaż ostrzegła go, że jeszcze raz, a się wycofuje. No i zauważyłam kilka odniesień do Księcia Półkrwi, co daje nam łatwość umiejscowienia tego wszystkiego w czasie.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam,
    [corka-huncwota.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam umieścić akcję właśnie na szóstym roku nauki w Hogwarcie, dlatego często będą odniesienia akcji do "Księcia Półkrwi", niekiedy lekko zmodyfikowane na rzecz tej historii. Ciężka to sprawa trzymać się kanonu, ale czymże jest życie bez wyzwań :D
      Również pozdrawiam, dodaję do linków :)

      Usuń
  5. Hm... intrygujące. Podobalo mi się i to strasznie. Fajne opisy, wartka fabuła-tak, to zdecydowanie cechy tego bloga. Powiadamiaj o nowych notkach, bo warto ;*
    ps. Masz już u mnie miejsce w linkach ; )
    ps 2: ciekawy szablon ; )
    Pozdrawiam :*
    [ loving-the-darkness.blog.onet.pl ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, cieszę się, że udało mi się tym opowiadaniem zainteresować :) Cóż, mistrzem szablonów to ja nie jestem, więc tylko najprostszy z najprostszych nagłówków zrobiłam, efekt jest jaki jest :D
      Również dodaję do linków i również pozdrawiam, informować też będę :)

      Usuń
  6. A ja się nie zgadzam z tym powszechnym oburzeniem dotyczącym postawy Dracona - zawsze taki był i cieszę się, że ta jedna rozmowa i interes jaki ma do Granger nie zmieniły momentalnie jego nastawienia do dziewczyny. Szczerze mówiąc, gdyby tak było srogo bym się rozczarowała.
    Cieszę się bardzo, że w taki, a nie inny sposób budujesz portret psychologiczny postaci. Niesamowicie radują mnie też wszystkie umiejętnie wpasowane w Twoją historię wstawki z "Księcia".
    Czekam cierpliwie na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam,

    [powiedz-to.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się powoli budować ich uczucia, przecież minione lata nienawiści tak szybko nie znikają... Cieszę się, że Ci się podobało, a odnośniki do Księcia Półkrwi będą często, chociaż niekiedy lekko zmodyfikowane - mam nadzieje, że nikomu to jednak nie pójdzie w niesmak.
      Również serdecznie pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  7. Masz dość czekania na ocenę w ponurych, ciemnych i smutnych korytarzach kolejnych ocenialni? W Gaolu czeka na Ciebie przytulny ciepły kąt, gdzie przy okazji możesz dowiedzieć się, co ludzie sądzą o Twoim blogu! Dodatkowo Gaol zapewni wysokie warunki sanitarne, najlepszej jakości ciasta pani Basi z komisariatowej kawiarenki i przyjemne lektury w postaci wywiadów z personelem. Grzechem byłoby nie skorzystać z mądrej, konstruktywnej krytyki, czyż nie?



    [www.gaol.blog.onet.pl]



    (Jeżeli w jakikolwiek sposób treść tego komentarza uraziła Cię, bądź nie tolerujesz reklam ocenialni, usuń go)

    OdpowiedzUsuń
  8. wpadłam na Twojego bloga przypadkiem. Nie przepadam za Dramione, ale stwierdziłam, że przeczytam Twoją historię. Draco jest taki, jak Draco być powinien i to jest najważniejsze, ze nie zmieniłaś jego charakteru.
    Ogólnie historia jest bardzo ciekawa, a opisy uczuć bardzo szczegółowe. bez problemu mogę wczuć się w Twoje postaci.
    A jeśli masz ochotę zapraszam również do mnie na http://stypa-po-milosci.blogspot.com/ mogę zdradzić, że główną rolę męską dostał właśnie Draco Malfoy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, a do opisów emocji i uczuć od zawsze miałam słabość, więc staram się to robić dokładnie :D
      Z pewnością wpadnę, lubię opowiadania o Draconie. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  9. Na marmurowe-serce ukazał się rozdział 23, zapraszam ^^.

    OdpowiedzUsuń
  10. Doprawdy nie wiem, jak to się stało, że przestałam czytać tego bloga. Zupełnie o nim zapomniałam, co było olbrzymim błędem.
    Za każdym razem, kiedy czytam twoje opowiadanie, zaskakuję mnie kanoniczność bohaterów. Każde ich zachowanie, słowo jest jak żywcem wyjęte z książki. Strasznie Ci zazdroszczę tego talentu.
    Co do samego Draco, to zdziwiłabym się, gdyby zachował się inaczej. Hermiona mogła poczuć się urażona, ale patrząc realnie, to można było przewidzieć, że tak to się potoczy. Zastanawiam mnie, szczególnie po końcowym fragmencie, jak zachowa się Harry i Ron, gdy dowiedzą się o kontaktach D&H. Chciałabym wierzyć, że zdołają się z tym pogodzić, ale sama nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  11. tak, takiego Draco lubię :D raczej byłoby dziwne gdyby nagle zaczął ją inaczej traktować przy innych, jeszcze by się ktoś domyślił czegoś. Zgadzam się z komentarzami nade mną, fajnie, że są odnośniki do Księcia Półkrwi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział ^^
    Jestem naprawdę strasznie ciekawa, jak Draco będzie się zachowywał kiedy już spotka się z Hermioną sam na sam... :D
    I muszę przyznać, że normalnie nie przepadam za Harry'm, a tutaj jest znośny.
    No co, lecę dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. wredny draco -,-

    czytam dalej, sarah ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. Arystokratyczny Dupek (piszę z dużych liter, gdyż używam tego zwrotu jako synonim jego imienia) znów pokazał na co go stać. No, ale przynajmniej widzimy prawdziwego Malfoya w pełnej okazałości, a nie wymyślonego przez ludzi w jakiś cudowny sposób zmienionego i nawróconego chłopca, któremu słowo 'szlama' nie chce przejść przez gardło. Next point 4u ;)
    Dracarys

    OdpowiedzUsuń
  15. Wredny, Zepsuty, Arogancki, Dupek.
    Zasłużyła na coś więcej, nie powinien jej wyzywać i śmiać się z niej. No ale to ,,prawdziwy,, Malfoy.

    Niewidyialna




    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział - cud, miód i malina jak ja to lubię pisać :D Bardzo mi się spodobał początek - Irytek i biedny Neville cały obsmarowany atramentem :D I te zdanie typu 'dlaczego ja?' - bezcenne :D
    Tak samo jak obok Cieplarni - Draco arogant. Z początku przyznam, że trochę się zawiodłam, ale później uświadomiłam sobie, że dobre Dramione nie powinno lecieć zbyt szybko. Oczywiście nie zawiodłam się na Tobie - bardziej na Malfoyu.
    Zobacxymy co z tego wyjdzie :) Mam takie samo zdanie jak Hermiona - również miała cichą nadzieję, że Draco będzie traktować ją lepiej.
    Lecę czytać dalej ^^
    Pozdrawiam! :)

    ~ Pure - Blood Princess

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię przemyślenia Hermiony - są głębokie. Ja sama piszę bloga i mam z nimi problemy. Tylko mi dialogi w głowie :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Z jednej strony Malfoy prawdziwy, trochę pokręcony, wrażliwy, milszy, jakiś przygnębiony... Z drugiej Malfoy arogancki, zapatrzony w siebie, chcący zwrócić na siebie całą uwagę. I ta Hermiona... *.* Szaleństwo!!

    OdpowiedzUsuń

Czytelnicy: